
Friday,28 May 2010,15:14
Kategoria: Wiadomości Friday, 28 May 2010, 15:14
Panie Grzegorzu Górny,
Panie Tomaszu P. Terlikowski,
Panie Tadeuszu Grzesik (właściwie z uwagi na rangę powinienem był zacząć od tego nazwiska),
W pierwszej chwili miałem myśl, aby po skierowanym do mnie (jako jednego z wielu członków społeczności Frondy) liście tylko "wyjść, skrzywić się, wycedzić szyderstwo", ale wyjście bez pożegnania po kilku latach uczestnictwa w tym środowisku byłoby nie w porządku, wobec tych, którzy jeszcze czytają i chcą się czegoś dowiedzieć, a zwłaszcza wysłuchać racji "drugiej strony".
"List do społeczności" pełen jest pięknych słów, aż ocieka troską o Kościół i pewnie wziąłbym go za dobrą monetę, gdybym nie pamiętał wcześniejszych zdarzeń z historii Frondy, które nasuwają mi nieodparte skojarzenia.
W roku 2001 trafiłem w sieci na manifest Roberta Nogackiego, byłego autora tekstów w papierowej Frondzie, w którym skarżył się na mało eleganckie potraktowanie go przez pana Grzegorza Górnego. Nie dałem mu wtedy wiary, a nawet publicznie broniłem Pana Redaktora przed zarzutami, które w moim ówczesnym odczuciu były wynikiem "antyneońskiej" obsesji świeżo upieczonego "tradsa".
W roku 2007 ze zdumieniem przeczytałem wiadomość o odejściu z Frondy całej plejady wspaniałych nazwisk, które wyrabiały tę markę – redaktorów i współpracowników Pisma: Marka Horodniczego, Olka Kopińskiego, Filipa Memchesa, Wojtka Wencla, Rafała Tichego, Szczepana Twardocha, Wojciecha Chmielewskiego, Andrzeja Fiderkiewicza… że wspomnę tylko najbardziej znane nazwiska. Z tym miałem już większy kłopot, gdyż znałem ich i ceniłem osobiście. Wytłumaczyłem sobie jednak zaistniały konflikt nadwrażliwością częstą u wybitnych twórców i choć nie przestałem ich cenić, pozostałem wiernym „konsumentem marki Fronda”, uznając jej ciągłość, w postaci redaktora naczelnego pisma, pana Grzegorza Górnego. Mało tego, zapałałem entuzjazmem wobec inicjatywy utworzenia Portalu, który wspierałem drobną comiesięczną składką. Ponadto, jako wieloletni uczestnik Forum Frondy, zgodziłem się na rolę „społecznego admina”, jednego z kilku.
Nie wiem, jak wyglądało rozstanie Frondy z p. Robertem Nogackim, nie wiem, jak „pożegnano” p. redaktora Marka Horodniczego, ani nie byłem naocznym świadkiem odejścia Piotrka Pałki. Mogę jednak zgadywać, na podstawie tego, w jaki sposób zakończyłem „posługę” społecznego admina. Rozumiem, że skoro Władza w Waszych osobach uznała, że była to posługa zła, to na „dziękuję” nie zasługuję, niemniej człowiek z klasą, rezygnując z czyjejś pomocy, ma odrobinę niezbędnej odwagi, aby powiedzieć bezpośrednio zainteresowanemu: „Stary, wybacz, zawiodłeś, już Cię nie potrzebujemy” a nie zaskakuje nagłym zablokowaniem konta, po czym po kilku dniach wydaje komunikat „pochylający się z troską” oraz „potępiający szkodników i wichrzycieli”.
Jeszcze mała refleksja nad wulgaryzmami, na które jesteście panowie tak wrażliwi. Przyznaję, też ich nie lubię i nie używam, a u innych mnie drażnią. Niemniej jednak, w pewnych sytuacjach wolę tekst z ich uzasadnionym użyciem, niż taki, w którym niedostatek treści ukrywa się za festiwalem „ubogacania”, „pochylania”, „ducha dialogu”, „wsłuchania w nauczanie Wielkiego Rodaka”, jak to kiedyś kąśliwie, ale celnie ujął Szczepan Twardoch.
I mam jeszcze jedno marzenie, abyście do tej rozgrywki nie mieszali Kościoła ani ruchów „posoborowej odnowy”, gdyż postronni obserwatorzy mogą pomyśleć, że za Waszymi decyzjami administracyjnymi stoją naciski hierarchów, lub odpowiedzialnych owych wspólnot. Wyświadczacie im w ten sposób niedźwiedzią przysługę.
Na tym kończę, pozdrawiając przy okazji wszystkich, z którymi mogłem na Forum dyskutować, a czasem ostro się kłócić – neonom, tradsom, oazowiczom, lefebrystom, ateistom, kaczystom, jurkistom, korwinistom, koncesjonowanym POwcom i lewakom i wszystkim innym ciekawym ludziom, których gdzie indziej bym nie poznał. Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze w tych czy innych okolicznościach. Wam, Panowie, też dziękuję za to, że takie Forum mogło przez dobrych kilka lat istnieć. Musiałem to dodać, aby nie być niesprawiedliwym. Mam nadzieję, że nas wszystkich cała historia czegoś nauczy a Pan Bóg i z niej wyprowadzi jakieś dobro, którego może w tej chwili jeszcze nie dostrzegam.
Tadeusz Zachara
FForumowy Brzost
Odsłon: 1311 Komentarzy: 21
Friday,30 April 2010,10:35
Kategoria: Poezja Friday, 30 April 2010, 10:35
Stało się
a może jednak nie
może spróbować zamknąć oczy
zasnąć i obudzić się po złym śnie
Stało się
jak obuchem w głowę
drży jeszcze ostatni akord
niedokończonej symfonii
w mglistym powietrzu dopala się
ostatni znicz
Stało się
tego filmu nie puści już nikt
w odwrotną stronę
wylądowali
na miejscu przeznaczenia
Stało się
tajemnicę zabrali ze sobą
do zatrzaśniętych trumien
czarna skrzynka czarna łubianka
dochowa milczenia niezawodnie
i milczeć będą drzewa
które to widziały
Stało się
trafiony odłamkiem uśpiony żubr
otwiera szeroko oczy ze zdumienia
ryk uwiązł mu w gardle
zbiera się do galopu
w swoją ostatnią szarżę
kwiecień 2010
Odsłon: 367 Komentarzy: 5
Monday,19 April 2010,15:15
Kategoria: Polityka Monday, 19 April 2010, 15:15
Kiedy byłem bardzo młodym człowiekiem, czytałem w "Świecie Młodych" (to takie ówczesne pismo dla 12 -15-latków) powieść Macieja Wojtyszki "Synteza". Rodzaj science fiction o tym jak pewien szalony dyktator odpalił jakąś rakietę z gazem po którym wszyscy stawali się automatami wykonującymi bez szemrania jego polecenia. Dawno to czytałem, więc nie pamiętam dokładnie przebiegu akcji, w każdym razie stało się tak, że część bohaterów powieści szczęśliwie nie uległa temu zaczadzeniu. I oni mogli uratować całą resztę ludzkości. W każdym razie leczenie z tego stanu odbywało się w ten sposób, że dwóch gości stawało nad delikwentem i wydawało mu dwa różne, sprzeczne ze sobą, polecenia. Trwało to tak długo, aż gość zaczynał czuć, że go robi w konia i mówił: "Nie jestem waszym automatem". Nazywało się to, że "osiągnął syntezę" i od tego momentu powracał do zdrowia.
Podobny dysonans poznawczy musieli przeżyć bezkrytyczni słuchacze i oglądacze niektórych mediów w odniesieniu do sposobu informowania o osobach śp. Pana Prezydenta i Jego Małżonki. Kilku moich znajomych radykalnych „antykaczystów” w pierwszych dniach po smoleńskiej tragedii wyraziło niesmak z powodu hipokryzji mediów, którym dotąd ufali jako „rzetelnym, profesjonalnym i obiektywnym”. Nie liczę na to, że zmienią poglądy, zwłaszcza że różnice między nami dotyczą nie tylko kwestii partyjno-politycznych, ale podział sięga znacznie głębiej i dotyczy światopoglądowych fundamentów. Jest jednak szansa na to, że wskutek doznanego wstrząsu zaczną podchodzić z większym krytycyzmem do tego, co im serwują ulubione stacje.
Może właśnie jesteśmy świadkami osiągania stanu "syntezy" przez polskie społeczeństwo?
Odsłon: 572 Komentarzy: 6
Tuesday,13 April 2010,09:51
Kategoria: Ogólne Tuesday, 13 April 2010, 09:51
Przed oczami przesunął mi się film z młodości. Rok 1983, 11 listopada, Msza w intencji Ojczyzny w Katedrze Warszawskiej. Grupka studentów i młodych pracowników SGGW (w tym autor bloga, wówczas student II roku, ostrożny i niepewny, no ale głupio się przyznać przed kolegami że się boi) rusza wraz z tłumem w stronę Grobu Nieznanego Żołnierza, aby oddać hołd poległym. W którymś momencie okazuje się, że na drodze stoi kordon ZOMO, uniemożliwiający przejście. Spokojny dotąd tłum sunący Krakowskim Przedmieściem zaczyna falować, pojawiają się okrzyki: "SO-LI-DARNOŚĆ!" oraz nazwiska ówczesnych symboli tejże: "LECH-WA-ŁĘSA!" "ZBY-SZEK BUJAK!" Ale na czoło wybija się wkrótce jeden, od którego po plecach przechodzi dreszcz: "TU-JEST POLSKA!" "TU-JEST POLSKA!" I zlewa się w jedno ze świstem petard oraz "werblami" janczarów Jaruzela i Kiszczaka. Jest w tym krzyku coś metafizycznego, w tym tłumie naprawdę czuje się że "TU JEST POLSKA", a nie tam – w gabinetach komunistycznych włodarzy, zawłaszczających symbole narodowe. Oni mogą się wysilać, udowadniać po sto razy swoje prawa do rządzenia – nic z tego: "Do fortepianu po coś siadał chamie, nie wydobędziesz zeń dźwięku rozkazem" Bo TU JEST POLSKA!
---------------
Minęła cała epoka, inne czasy, inna pora roku, wiosna 2010. Znów idę Krakowskim Przedmieściem, tylko w drugą stronę, znów jest tłum, jeszcze większy niż wtedy. Jedni zapalają znicze, modlą się, odchodzą, inni stoją w długiej kolejce do księgi kondolencyjnej. Warszawiacy też, ale głównie przyjezdni, z daleka – z Kielc, z Częstochowy, z Lubelszczyzny, z Podlasia. I dziennikarze, podchodzący do nich z mikrofonami: "Po co pan/pani tu przyjechał/a?" Pytanie retoryczne – przyjechali, bo TU JEST POLSKA, w tym konkretnym momencie uosobiona w żegnanym Prezydencie, a także w tych którzy przyszli oddać Mu hołd. Niektórzy tego nie czują, nie rozumieją, pod wpisem znajomego Poety na fejsbuku zadają naiwne pytania: "O co chodzi?" "Co za histeria?" "Co za egzaltacja?"
Nie rozumiecie? Nie czujecie? To zamilknijcie na chwilę, wyłączcie na chwilę telewizor, przyjdźcie, zobaczcie z bliska, posłuchajcie. Dziś głos ma właśnie ta Polska, jakiej nie znacie, jaką się być może brzydzicie, bo wam ją obrzydzono głupimi dowcipami i rechotem medialnych gwiazdek jednego sezonu. Zagadano uczonymi elaboratami o polskim zaścianku. Ale ona tu jest. TU JEST POLSKA!
Odsłon: 812 Komentarzy: 12
Monday,22 December 2008,22:07
Kategoria: Ogólne Monday, 22 December 2008, 22:07
(wklejam jeszcze raz bo mi wcięło i widać tylko sam tytuł)
Zebranie, które toczyło się tego dnia na polanie, tradycyjnym miejscu leśnych mityngów, było nietypowe. Wodzący rej, jak to dotąd zawsze bywało, niedźwiedź, siedział gdzieś z boku, zajęty poufną konwersacją z wilkiem, przewodniczenie zgromadzeniu odstępując łani. Ta, dumna z powierzonej funkcji, referowała zebranym plany najnowszych zarządzeń dotyczących opieki nad potomstwem.
„Wychowanie młodego pokolenia to zbyt ważna sprawa aby powierzać ją wyłącznie rodzicom” – prezentowała główną tezę referatu – „Badania przeprowadzone przez wiarygodne ośrodki wykazały, że tradycyjna rodzina źle się wywiązuje z tego obowiązku. Dlatego od najbliższego sezonu rozrodczego wszystkie nowo narodzone małe będą poddane szczególnemu nadzorowi leśnej społeczności”.
„Jak to, nie rozumiemy!” – odezwały się zdziwione głosy saren, bobrów, borsuków – „Chcecie odebrać nam nasze dzieci?” „Skądże znowu!” – replikowała przewodnicząca – „Nikt z was tego obowiązku nie zdejmuje. Chodzi jedynie o upowszechnienie nowoczesnych idei wychowawczych, co nie jest możliwe w obecnym stanie rzeczy. Nie jest żadną tajemnicą, że nasze nory, gniazda, żeremia nie poddane żadnej kontroli, są miejscem wielu nadużyć, a nierzadko przerażającej przemocy wobec słabszych. Czas położyć temu zdecydowany kres! Od tej pory wszystkie nowo urodzone młode przechodzić będą obowiązkowe kursy uświadamiające o ich prawach i będą też mogły składać skargi na złe traktowanie.”
W tym momencie niespodziewanie ostro zareagował spokojny i flegmatyczny zazwyczaj łoś: „Przepraszam, ale coś tu jest nie w porządku! Jakim prawem zrównuje się zwyrodnialców zagryzających własne potomstwo ze zwykłymi rodzicami, pragnącymi dobrze wychować dzieci do surowych warunków leśnego życia? I z jakiej racji, nie mająca własnego potomstwa łania będzie pouczać nas w kwestiach wychowawczych?” „To mój wolny wybór!” – łania wyraźnie podniosła głos – „Jestem samicą wyzwoloną ze stereotypów i dzięki temu posiadam zdolność obiektywnej oceny rzeczywistości, czego wam zdecydowanie brakuje! A na koniec chcę ostrzec, że my tu w prezydium dobrze sobie zapamiętamy, kto protestował przeciw nowym postępowym regulacjom prawnym. I nie omieszkamy przyjrzeć się ich rodzinom w pierwszej kolejności...”
Zebranie zakończyło się, zwierzęta w milczeniu rozchodziły się, każde w swoją stronę. Na brzegu polany pozostał jeszcze niedźwiedź, gawędzący nadal z wilkiem. Komentowali przebieg zakończonego mityngu. „Niezła ta łania, co?” – mruknął niedźwiedź przymrużając oko. „Na mój gust trochę chuda i koścista. Ale dobrze się spisała” – odparł wilk – „Sądzisz, że to przejdzie?” „Spokojna głowa. Gdy te wszystkie koźlęta, cielęta i łoszaki uświadomimy, to tylko patrzeć, jak zaczną przychodzić ze skargami. Będzie można wystąpić o pozbawienie praw rodzicielskich, a wtedy...” „A wtedy już nieodwołalnie będą nasze! – w oczach wilka pojawiły się charakterystyczne błyski.
Łoś odchodził szybkim krokiem w stronę swojego bagnistego zakątka. Rozumiał, że coś się zmienia bezpowrotnie i że przyszedł czas szybkich decyzji. Nie lubił pośpiechu, a nade wszystko lubił swój zakątek, ale czuł że czasu pozostało bardzo niewiele...
Odsłon: 496 Komentarzy: 2
Monday,22 December 2008,15:05
Kategoria: Ogólne Monday, 22 December 2008, 15:05
Wędrując bardzo już późną jesienią, po lekko przyprószonym śniegiem lesie, dotarłem na wcześniej znaną sobie polanę, służącą tradycyjnie jako miejsce leśnych mityngów. Tym razem trwały tam burzliwe obrady nad nowym regulaminem życia w lesie, wprowadzanym z okazji pojawienia się nowych mieszkańców. Obradom przewodniczył, jakżeby inaczej, niedźwiedź, z trudem usiłujący zapanować nad rozkrzyczanym zgromadzeniem.
„Po raz kolejny przywołuję do porządku rysia!” – grzmiał – „To niedopuszczalne, żeby gatunek świeżo introdukowany, śmiał stawiać warunki i domagał się dla siebie nieuzasadnionych przywilejów!” „Racja, racja, przydałoby się trochę więcej pokory!” – dodał królik, zawsze przezornie starający się trzymać stronę niedźwiedzia.
„Nie domagam się żadnych przywilejów, tylko równego traktowania” – replikował ryś – „Chcę takich samych praw do polowania, jakie ma zagwarantowane wilk. I wypraszam sobie wypominanie mi reintrodukcji. Moi przodkowie w tym lesie mieszkali od dawna, a zostali przesiedleni bez swojej zgody do strefy tundry, pod rządy niedźwiedzia polarnego. A jakby się kto pytał, to mieszkałbym tam, wraz z innymi nowo przybyłymi, dotąd, gdyby nie interwencja lwa!”
„Spokojnie, spokojnie!” – usiłował załagodzić sprawę niedźwiedź – „Wszystko można w naszym lesie załatwić, na drodze kompromisu. Takie obowiązują reguły. Kto się im nie chce podporządkować, niech nie liczy, że będzie traktowany poważnie. I radzę po przyjacielsku nie powoływać się ostentacyjnie na pokrewieństwo z lwem!”
„Nie widzę powodu dla którego ryś miałby się wstydzić, lew jest królem zwierząt” – odezwał się łoś.
„Wypraszam sobie te feudalne tytuły!” – zamruczał groźnie niedźwiedź – „W lesie panuje ustrój republikański. Nasza demokracja jest wzorcem dla wszystkich innych ekosystemów. Wszyscy jesteśmy równi. A jak komuś bliższy jest lew, niech będzie konsekwentny i wyprowadza się na sawannę. Poradzimy sobie bez niego!”
„Dobrze, dobrze” – ryś zauważył, że jest okazja chwycić przewodniczącego za słowo – „Wszyscy jesteśmy równi. Dlaczego więc w nowym regulaminie proponuje się punkt, aby liczba głosów na walnym zgromadzeniu zależała od wagi ciała? Przecież w ten sposób niedźwiedź i dzik, wraz ze swoimi poplecznikami, przeforsują każde korzystne dla siebie stanowisko!”
„Co za egoistyczne podejście!” – oburzyła się łania – „Myślenie kategoriami dobra tylko własnego gatunku to przeżytek, którego tolerować nie można, gdyż storpedowałoby to ideę leśnego przymierza. A czy się komuś podoba, czy nie, powiększona leśna społeczność potrzebuje silnego przywództwa. Kto ma do niego większe prawo, niż ci, którzy zwołali zgromadzenie?”
Bardzo mnie zafascynowało, jakim wynikiem zakończy się debata, ale niespodziewanie okazało się, że zgromadzenie się rozchodzi. Powód? Pełniący w obecnej kadencji rolę sekretarza bóbr oświadczył, że czas się kończy, ponieważ on spieszy się na zorganizowane przez siebie zawody w ścince drzew. W tej sytuacji stół prezydialny opuścił niedźwiedź i mrucząc o niewdzięczności nowych mieszkańców a zwłaszcza rysia, udał się na dobrze zasłużony sen zimowy. Zrozumiałem więc, że na zaspokojenie ciekawości co do dalszych decyzji zgromadzenia przyjdzie jeszcze poczekać. Do wiosny!
(Źródlo: "Echa Leśne", styczeń 2004)
Odsłon: 538 Komentarzy: 2
Thursday,18 December 2008,14:12
Kategoria: Ogólne Thursday, 18 December 2008, 14:12
Ze starego archiwum
W ramach przedświątecznych porządków zajrzałem do archiwum ze starymi tekstami, odkrywając, że niektóre nie przestają być w znacznym stopniu aktualne. Wprawdzie niektórzy czytali, ale większość pewnie nie, więc może nie będzie to odebrane, jako odgrzewanie zimnych dań :-)
Polana - relacja pierwsza
W czasie pewnego leśnego spaceru zawędrowałem na wielką polanę. Odbywało się na niej jakieś burzliwe zgromadzenie. Sądząc z zamieszania, temat wiecu musiał być wyjątkowo gorący. Podszedłem bliżej, aby przysłuchać się owej niecodziennej dyskusji. Na mównicy sporządzonej z potężnego pniaka, stał przewodniczący zgromadzenia, niedźwiedź i perorował:
- W związku z globalnym ociepleniem, nasz las czekają wzmożone wydatki związane z dostosowywaniem do cieplejszego klimatu. Szczególnego znaczenia nabiera kwestia przebudowy drzewostanów iglastych na liściaste. Jest więc rzeczą oczywistą, że my, zwierzęta musimy wnieść również swój wkład w to wielkie dzieło. Nie pytajcie więc, co las może dać wam, pomyślcie o tym, co wy możecie dać lasowi.
Przez zgromadzony tłum zwierząt przeszedł pomruk zaniepokojenia. Niedźwiedź ciągnął dalej:- Jak wiadomo, w cieplejszym klimacie, problem zimowego dokarmiania przestaje mieć istotne znaczenie. Nie należy dokarmiać tych, którzy mogą poradzić sobie sami, idea lasu opiekuńczego nie sprawdziła się w praktyce, powodując zanik instynktu samozachowawczego i zdolności radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Uzgodniłem więc z administracją, że racje żywnościowe będą kierowane jedynie do najbardziej potrzebujących, o ile przedstawią oni stosowne zaświadczenia.
Od strony najbliżej stojących rozległy się oklaski, w innych częściach polany dały się słyszeć szmery niezadowolenia.
- Na zadawanie pytań będzie czas, teraz pozwólcie dokończyć. Innym posunięciem oszczędnościowym, uzgodnionym z kołem łowieckim, będzie skrócenie okresów ochronnych. Obecne, sztucznie wydłużone okresy to rozrzutność, na którą nie możemy sobie pozwolić. Na koniec (tu głos przewodniczącego stał się uroczystszy) wspomnę, że pragnąc dać dobry przykład postanowiłem oszczędności zacząć od siebie i dobrowolnie wyrzekłem się połowy mojego snu zimowego, liczę, że za moim przykładem pójdą inni. Pozwoli to na ograniczenie zapasów zimowych do niezbędnego minimum. Aha, nie wspomniałem o tym, że każdy kto zgromadzi zbyt duże zapasy, jest zobowiązany przekazać ich część do centralnego magazynu, który wskutek nieodpowiedzialnej polityki poprzedniego samorządu świeci pustkami. Skończyłem i liczę na wasze pełne zrozumienie powagi sytuacji!
- Protestuję! – odezwała się sarna – skrócenie okresów ochronnych, to pogorszenie warunków opieki nad młodym pokoleniem!
- To wsteczne poglądy! – replikowała łania, zasiadająca w prezydium na mocy uchwały o równym udziale samców i samic. Krótszy okres opieki nad młodymi jest w waszym, dobrze pojętym interesie. Macie szansę pomyśleć o zaspokojeniu własnych potrzeb i oderwanie się od tradycyjnego, dyskryminującego was podziału ról z kozłami!
- Ja w kwestii formalnej – odezwał się milczący dotąd łoś – chciałem zwrócić uwagę, że wbrew temu, co mówi kolega przewodniczący, obecna zima jest całkiem ostra! W tej sytuacji...
Nie dokończył, bo przerwał mu zniecierpliwiony niedźwiedź:
- Oto przykład wyciągania fałszywych wniosków z jednostkowych faktów, które w niczym nie zmieniają ogólnego trendu! Z drogi raz obranej nie zawrócimy, bo nie ma ona alternatywy!
W tym momencie nastąpiło niespodziewane zamieszanie, gdyż na mównicę, tratując pozostałych zgromadzonych wdarł się potężny odyniec i groźnie chrząkając zagroził, że jeśli ktoś naruszy jego prawo do nie ograniczonego buchtowania, to on rozpędzi szablami całe zgromadzenie. Tłum zafalował, co szybsi rzucili się, aby ściągnąć go z mównicy, a niedźwiedź zakrzyknął, że kto nie popiera jego stanowiska, ten jest obiektywnym sprzymierzeńcem odyńca. Rozumiejąc, że dyskusja merytoryczna na tym się zakończyła, a postawione pytania nie doczekają się odpowiedzi, wycofałem się dyskretnie... i obudziłem się we własnym fotelu. Dopiero teraz odkryłem, że uciąłem sobie drzemkę przed telewizorem. Wyłączyłem go więc i wpatrując się w zapadający zimowy zmierzch, pogrążyłem się w rozmyślaniach nad niezbadanymi meandrami zmian klimatycznych.
Takich, lub innych równie ciekawych rozmyślań w długie, zimowe wieczory życzę wszystkim. Aby do wiosny!
(pierwotnie tekst ukazał się w miesięczniku "Echa Leśne" w lutym 2002)
Odsłon: 591 Komentarzy: 2
1
