
Saturday,09 October 2010,19:30
Kategoria: Pro life Saturday, 09 October 2010, 19:30
Nic wam nie pomoże, Europejczycy. Macie wszystko, (…) macie władzę, pieniądze, technologię, media, macie wszystko, ale nie macie jednego – dzieci. Kto dziś pamięta o Amalekitach czy Wizygotach? (…) Natura nie znosi pustki. Kto wybiera zasadę śmierci, sam rezygnuje z życia.
Artykuł z Gościa Niedzielnego 25/2008, z dn. 22-06-2008. Autor: Marina Stanković, slawistka, anglistka, mieszka w Belgradzie.
Kosowo już nie będzie serbskie. Dlaczego? Bo mieszkają tu wielodzietne albańskie rodziny i bezdzietni starsi Serbowie.
Oglądam w telewizji, jak nasi podpalają amerykańską ambasadę, jak rozwieszają transparenty z napisami, że Kosowo zawsze będzie serbskie, jak Koštunica mówi, że nie pogodzimy się nigdy z utratą kolebki naszego narodu. To nieprawda, Kosowo nigdy nie będzie serbskie. To już historia…
A przecież mieliśmy wszystko, mieliśmy władzę, pieniądze, technologię, media, mieliśmy wszystko, ale nie mieliśmy jednego – nie mieliśmy dzieci. Nasze kobiety nie chciały mieć rozwrzeszczanych bachorów, więc tylko jedna ciąża na pięć była donoszona do końca, pozostałe kończyły się w gabinetach ginekologicznych. W tym samym czasie albańskie kobiety w Kosowie miały po sześcioro, ośmioro czy dziesięcioro dzieci. Serbscy cieśle zarabiali, strugając trumny, albańscy – strugając kołyski. Jeszcze na początku XX wieku było nas w Kosowie 70, teraz tylko 8 proc.
Jakiś starszy działacz z ugrupowania Šešejla mówi do mikrofonu, że przecież w Kosowie pozostały nasze najstarsze prawosławne klasztory i że musimy bronić naszej wiary. Teraz mu się o prawosławiu przypomniało? A gdzie byłeś, gdy kilka milionów twoich rodaków, zamiast do sal porodowych, żłobków, przed-szkoli, szkół, urzędów, biur i fabryk, trafiało do muszli klozetowych i kubłów na śmieci?
Pierwsze błogosławieństwo w Biblii, jakie Bóg kieruje do człowieka, brzmi: „Rozmnażajcie się i czyńcie sobie ziemię poddaną”. Łańcuszek przyczynowo-skutkowy jest nieskomplikowany: tylko ten, kto się rozmnaża, czyni sobie ziemię poddaną. Kto się nie rozmnaża, tego nie ma. I to stało się w Kosowie. Dla muzułmanów było to oczywiste, a dla prawosławnych? Ale w sumie jakich prawosławnych?
Przecież to socjaliści. Dla nich liczą się zdobycze socjalne, opiekuńczość państwa, osobista wygoda i komfort. Nie obchodzi ich prawosławie. Chrzciny – tak, pogrzeb – cerkiewny, ale żeby jakimś tam Panem Bogiem sobie głowę zawracać? Żeby przestrzegać przykazań? Że niby zygota to człowiek?
Patrzę na kolejne migawki z Kosowa. Zawsze uderzało mnie w nich jedno: kiedy mają pokazać Serbów i są relacje z Leposavicia, Zubin Potoku czy Zvečana, to prawie zawsze przed kamerami występują trzęsące się, bezzębne starowinki w chustach na głowach, tłumiące szloch w pomarszczonych dłoniach.
Kiedy natomiast pokazują Albańczyków z Prištiny czy Prizrenu, widok jest niezmiennie ten sam: tłumy młodych, radosnych, wojowniczych mężczyzn powiewających czerwonymi flagami z czarnym orłem. Na początku myślałam, że to manipulacja, ale potem doszłam do wniosku, że rzeczywiście tak jest: dzietni mają nad bezdzietnymi przewagę nie tylko ilościową, ale i jakościową: młodość kontra starość, dynamika kontra inercja, moc kontra słabość, przyszłość kontra przeszłość.
A co na to wszystko Europa, która jak podstarzała kochanka do młodego fagasa spieszyła z deklaracjami, że uzna niepodległość Kosowa? Przełączam telewizor na stacje niemieckie, a tam wszędzie wałkują jeden temat: jakiś szef wschodniego landu skrytykował enerdowską politykę w sprawie aborcji i teraz wylewają na biedaka kubły pomyj. Aktywistka nowej lewicy mówi wzburzona, że polityk obraził miliony niemieckich kobiet, które skorzystały z prawa do aborcji – tej podstawowej zdobyczy cywilizowanej ludzkości. A kto ci będzie zmieniał pampersy w przytułku dla starców? Pewnie jakaś Turczynka, Tunezyjka albo Albanka…
Przełączam na brytyjski kanał. W serwisie informacyjnym atakują angielskiego księdza, bo nie wyrażał dość zachwytu dla adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Zdenerwowany aktywista gejowski w tęczowym szaliku oskarża chrześcijaństwo o homofobię, nietolerancję i szerzenie nienawiści. Oj, zatęsknisz jeszcze za represyjnym chrześcijaństwem, kiedy w Europie zapanuje tolerancyjny islam. Od czasu rewolucji islamskiej w Iranie wykonano na homoseksualistach około 4 tys. egzekucji, a pół roku temu na Uniwersytecie Columbia prezydent Ahmadineżad oświadczył amerykańskim studentom, że Iran jest już całkowicie „wolny od homoseksualizmu”. To się nazywa ostateczne rozwiązanie kwestii gejowskiej. Krytykuj Kościół. Podcinaj gałąź, na której siedzisz.
Wyłączam telewizor. Nic wam nie pomoże, Europejczycy. Macie wszystko, tak jak my w Kosowie, macie władzę, pieniądze, technologię, media, macie wszystko, ale nie macie jednego – dzieci. Kto dziś pamięta o Amalekitach czy Wizygotach? Przez ostatnich kilkanaście lat nas, Serbów, oskarżano na świecie o ludobójstwo, ale myśmy popełniali autoludobójstwo. I popełniamy je nadal. Dziś straciliśmy Kosowe Pole, wkrótce przyjdzie kolej na Belgrad. Natura nie znosi pustki. Kto wybiera zasadę śmierci, sam rezygnuje z życia. Widocznie nie zasługujemy na przetrwanie. A czy Europa zasługuje?
Odsłon: 481 Komentarzy: 10
Saturday,09 January 2010,02:27
Kategoria: Aborcja Saturday, 09 January 2010, 02:27
Otrzymałem od Beaty Górki, Rzecznik KUL, odpowiedź na mój list, zacytowany moim poprzednim wpisie http://www.fronda.pl/br0da/blog/protest_w_sprawie_dzialan_dr_joanny_muchy . List p. Górki jest dokładnie identyczny jak ten, który otrzymał Kalikst38 : http://fronda.pl/kalikst38/blog/kul
Poniżej cytuję moją odpowiedź na ten list.
Szanowna Pani!
Dziękuję uprzejmie za Pani wypowiedź i krótkie doprecyzowanie co do istotnej treści Pani wypowiedzi na temat wystąpienia dr Joanny Muchy. Jak mogła Pani wywnioskować z przytoczonych w moim poprzednim piśmie przypisów, z artykułem p. Michała Jasińskiego również się zapoznałem, cieszy mnie uznanie przez Panią rzetelności jego relacji. Przyznaję, że sformułowanie użyte przez dra Terlikowskiego nie jest dokładnym cytatem z Pani słów, nie precyzuje też jaka część tego sformułowania jest odautorskim komentarzem, co daje Pani podstawę do obrony. Przyjrzyjmy się zatem Pani wypowiedzi, którą dla dobra rozmowy zacytuję:
„Nauka Kościoła w sprawie antykoncepcji jest jednoznaczna, natomiast nie będę dyskutowała z poglądami pani Joanny Muchy, bo poglądy każdego człowieka są jego indywidualną sprawą. Pani Joanna Mucha jest u nas zatrudniona. Występując publicznie, prezentuje własne poglądy – nie są to poglądy uniwersytetu, władz ani rzecznika. Nie mamy prawa nikogo pozbawić pracy w związku z jego poglądami. U nas nigdy nie było «polowania na czarownice»”
Chciałbym wyjaśnić Pani, jak ja tą wypowiedź zrozumiałem.
Zacznę od ostatniego zdania. Stały związek frazeologiczny „polowanie na czarownice” oznacza walkę z urojonym wrogiem, której ofiarą padają niewinni ludzie; może też oznaczać nagonkę na grupę osób, z reguły niewinnych. Ostatnie zdanie Pani wypowiedzi zawiera warstwę informacyjną, będącą doprecyzowaniem i do pewnego stopnia rozszerzeniem zdania poprzedniego. Rozpatrując te zdania łącznie, rozumiem je jako komunikat: „u nas nigdy nie miało miejsca pozbawienie kogoś pracy z powodu rzeczywiście posiadanych przez niego lub przypisywanych mu poglądów”. Zauważę to, że posiadanie określonych poglądów nie jest równoznaczne z wygłaszaniem tych poglądów. Przekaz zawarty w tym zdaniu zawiera jednak również warstwę ocenną, i to dwojaką. Po pierwsze, określa a’priori osobę która mogłaby się stać „obiektem” polowania na czarownice jako niewinną lub niesprawiedliwie osądzoną, po drugie określa domniemane osoby które domagają się jej osądzenia jako „ludzi polujących na czarownice”, co należałoby interpretować jako negatywną ocenę ich zamiarów, a także sugestię albo ich nikczemności, albo też niedostatku ich wiedzy lub inteligencji. Z szacunku dla Pani urzędu nie pozwolę sobie na domniemanie, iż nie jest Pani świadoma tej drugiej warstwy. Mam prawo natomiast przypuszczać, że związany z nią przekaz emocjonalny skierowany do podświadomości odbiorców był Pani celowym zamiarem.
Analizując dalej Pani wypowiedź ‘od końca’ dowiadujemy się, że poglądy dr Joanny Muchy nie są zgodne z poglądami uniwersytetu, jego władz, czy Pani osobiście. Nie daje to jeszcze wiedzy jakie w istocie są poglądy Uniwersytetu (rozumianego jako reprezentatywne grono pracowników uczelni lub jako abstrakcyjną myśl reprezentująca tę uczelnię), jego Władz czy Pani, jedynie biorąc pod uwagę katolicki charakter uczelni, można sądzić że owe poglądy są zgodne z nauką Kościoła. Rozpatrując zatem to zdanie łącznie z pierwszym zdaniem Pani wypowiedzi, należy je rozumieć albo jako przyznanie, że poglądy dr Muchy pozostają w opozycji do nauki Kościoła co najmniej w kwestiach antykoncepcji (jednak nie tylko antykoncepcja była przedmiotem wydarzenia które miało miejsce w Sejmie, ale również, albo przede wszystkim, zwiększenie dostępności aborcji), albo należy rozumieć, że są to wprawdzie poglądy inne niż Uniwersytetu i jego Władz, ale z nauką Kościoła zgodne i tę ostatnią interpretację zdaje się sugerować dalsza, tj. wcześniej przeze mnie omówiona cześć Pani wypowiedzi, proponująca uznanie dr Muchy za niesłusznie oskarżaną. Nie będę tego dalej komentował, bo ufam, że sama Pani widzi występujące tu sprzeczności.
Dalej, twierdzi Pani, że poglądy każdego człowieka są jego indywidualną sprawą. To sformułowanie w powiązaniu z dalszą częścią Pani wypowiedzi, w moim przekonaniu, została trafnie, a skrótowo podsumowane opinią dr Terlikowskiego: „Pracowników KUL nie obowiązują w przestrzeni publicznej poglądy katolickie. Każdy ma prawo myśleć i mówić, co chce”. Można się na ten temat spierać, ale osobiście uważam, że spór ten byłby, pardon le mot, akademicki.
Jednak, czy rzeczywiście poglądy każdego człowieka są jego indywidualną sprawą? To stwierdzenie jest słuszne w bardzo szerokim zakresie okoliczności. Jednak istnieją takie okoliczności, w których poglądy człowieka przestają być jego indywidualną sprawą. Tak się dzieje na przykład wtedy, gdy ów człowiek staje się wykładowcą na katolickim uniwersytecie, a przyczynia się do szerzenia zła i zgorszenia w Kościele. Twierdzi Pani, że „Nie mamy prawa nikogo pozbawić pracy w związku z jego poglądami”. Tymczasem Kodeks Prawa Kanonicznego stwierdza w kan. 810 jak następuje:
§ 1. Władza kompetentna, zgodnie z postanowieniami statutów, ma obowiązek zatroszczyć się o to, ażeby nauczycielami uniwersytetów katolickich mianować osoby, które obok odpowiednich kwalifikacji naukowych i pedagogicznych, odznaczają się również nieskazitelnością doktryny i dobrymi obyczajami. Gdy zaś braknie tych wymogów, powinni być usunięci ze stanowiska, z zachowaniem sposobu określonego w statutach.[1]
Proszę mi wyjaśnić jak pogodzić Pani wypowiedź z KPK? Czy dr Mucha nie jest nauczycielem akademickim? W jakim charakterze jest w takim razie zatrudniona w Katedrze Finansów Publicznych[2], skoro w jej oficjalnym życiorysie możemy przeczytać:
„W ramach swoich obowiązków Joanna Mucha nauczała studentów zawiłych praw mikroekonomii oraz bardziej praktycznych zasad zarządzania strategicznego”.
Może zatem pomyliła się Pani i Uniwersytet ma jednak prawo usunąć ze stanowiska Joannę Muchę, a co najmniej groźbą usunięcia zniechęcić ją do publicznego wypowiadania się w sposób niezgodny z doktryną katolicką?
W swoim piśmie do mnie pisze Pani: „Pragnę Pana uspokoić, że w kwestii preferowanych przez nas wartości nic się nie zmieniło, nie zaniechaliśmy swojej misji i nadal wymagamy od pracowników i studentów respektowania katolickiego systemu wartości.” Jak chyba już zdążyła Pani zauważyć, staram się dociekać sensu słów i oczekuję konkretów. Pani uspokajające słowa odnoszą się jedynie ogólnie do mojego ostatniego, najłatwiejszego pytania, brzmią jednak mało przekonywująco, a zasadniczo pomijają wszystkie poprzednie pytania – zarówno moje, jak dra Terlikowskiego.
Dalej pisze Pani: „Generalizowanie wypowiedzi pani Joanny Muchy i przenoszenie jej na wszystkich pracowników KUL uważam za nieuzasadnione i krzywdzące.” Jak Pani zapewne wie, łyżka dziegciu psuje smak beczki miodu. Zapewniam Panią jednak, że nie będę „krzywdząco” przenosił wypowiedzi pani Joanny Muchy na innych pracowników KUL, jeśli Władze Uczelni dadzą podstawę do uniknięcia takiej generalizacji.
Na razie jednak, proszę wybaczyć, Pani odpowiedź trudno mi uznać za satysfakcjonującą.
Z poważaniem,
[-]
[1] Kodeks Prawa Kanonicznego, rozdział II, http://archidiecezja.lodz.pl/czytelni/prawo/k3t3r2.html
[2] Katedra Finansów Publicznych, http://www.kul.pl/art_4448.html
Odsłon: 1609 Komentarzy: 12
Saturday,28 August 2010,08:42
Kategoria: Aborcja Saturday, 28 August 2010, 08:42
Poniżej zamieszaczm treść pisma, jakie wysłałem dziś do Rektora KUL i do mojego Arcybiskupa, w sprawie wystąpienia dr Joanny Muchy w "wysłuchaniu obywatelskim" na rzecz zwiększenia dostępności aborcji.
Wasza Magnificencjo!
Pani dr Joanna Mucha, posłanka Platformy Obywatelskiej – a zarazem pracownik naukowy Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego – uczestniczyła dnia 26.08.2010 (t.j. w Uroczystość Matki Boskiej Częstochowskiej) w wysłuchaniu obywatelskim w Polskim Sejmie, zorganizowanym przez Federację na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny oraz byłego ministra zdrowia, posła Marka Balickiego. Celem tej akcji był lobbing na rzecz zniesienia lub złagodzenia w polskim prawie ograniczeń w dostępności „aborcji na życzenie”. Komunikat w sprawie powyższego wysłuchania obywatelskiego wydał dr inż. Antoni Zięba, prezes Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka.[1]
Pani dr Joanna Mucha nie tylko poprzez swój udział w akcji środowisk pro-aborcyjnych naraża na szwank reputację Uniwersytetu Lubelskiego, ale nadto w rozmowie z Polskim Radiem oświadczyła między innymi, iż w Polsce należy w większym stopniu udostępniać środki antykoncepcyjne oraz w większym stopniu prowadzić edukację seksualną.[2]
Pani Beata Górka, Rzecznik Prasowy KUL, odpowiadając w tej sprawie portalowi Fronda.pl oświadczyła między innymi: „Pracowników KUL nie obowiązują w przestrzeni publicznej poglądy katolickie. Każdy ma prawo myśleć i mówić, co chce.” [3]
W związku z powyższym pragnę przyłączyć się do pytań zadanych przez dr. Tomasza P. Terlikowskiego, Redaktora Naczelnego portalu Fronda.pl, a mianowicie:
- „Czy władze uczelni zgadzają się z wypowiedzią pani Rzecznik Beaty Górki?
- Na czym polega katolickość Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, jeśli nie na tym, że jego wykładowcy w publicznych wystąpieniach i swojej pracy respektują poglądy katolickie i nauczanie Kościoła?
- Czy rzeczywiście, zdaniem władz uczelni, wymaganie, by pracownicy katolickiej uczelni nie wygłaszali poglądów głęboko sprzecznych z nauczaniem Kościoła (a to pani doktor Joanna Mucha robiła wielokrotnie, nie tylko w sprawie antykoncepcji czy aborcji, ale również zapłodnienia in vitro), jest „polowaniem na czarownice”?
- Jak pogodzić obojętność wobec odrzucania prawd i praw fundamentalnych władz uczelni podającej się za katolicką, z noszeniem imienia Jana Pawła II? Czy zdaniem władz uczelni Jan Paweł II byłby skłonny uznać, że publiczne popieranie aborcji, antykoncepcji i in vitro jest do pogodzenia z byciem pracownikiem katolickiej uczelni?
- Jakie wartości chcą przekazać swoim studentom władze uczelni?
- Czy w związku z taką, a nie inną postawą, nie byłoby uczciwiej i jaśniej wobec studentów zmienić nazwę na Uniwersytet Lubelski i wycofać z nazwy odwołanie do byłego wykładowcy KUL, który z walki o życie uczynił jedno ze swoich najważniejszych zadań?”
Zauważę ponadto, że Statut KUL, obowiązujący od 1.09.2006, określa Misję Uniwersytetu, deklaruje w pierwszym zdaniu jak następuje:
„Misją Uniwersytetu jest prowadzenie badań naukowych w duchu harmonii między nauką i wiarą, kształcenie i wychowanie inteligencji katolickiej oraz współtworzenie chrześcijańskiej kultury.”
natomiast w Regulaminie Pracy w KUL wprowadzonym zarządzeniem Rektora dn. 4.01.2008 znajduje się zapis § 16 pkt. 9.:
„Do obowiązków pracownika Uniwersytetu należy w szczególności: (…)respektowanie katolickiego charakteru Uniwersytetu i chrześcijańskiego systemu wartości”
Poza wyżej wymienionymi pytaniami dra Terlikowskiego, pragnę zapytać zatem:
- Do czego w praktyce zapisy Statutu Uczelni i jej Regulaminu Pracy zobowiązują pracowników Uczelni? W szczególności, do czego zobowiązują pracowników Uczelni, jeśli chodzi o ich publiczne wystąpienia – mające niewątpliwie wpływ na wychowanie inteligencji katolickiej oraz na światopogląd chrześcijan mieszkających w Polsce?
- Czy Uniwersytet zgadza się na instrumentalne używanie swojego autorytetu do legitymizacji poglądów i działań jawnie sprzecznych z nauką Kościoła? Czy takie działanie (lub zaniechanie działania) nie powinno być postrzegane jako afirmacja indyferentyzmu i współpraca ze złem?
- Czy Katolicki Uniwersytet Lubelski zaniechał swojej Misji wychowania inteligencji katolickiej i przymiotnik „Katolicki” w nazwie pozostał jedynie dla uzasadnienia zbierania w kościołach w Polsce składek wiernych na rzecz Uczelni?
Wasza Magnificencjo, nie spodziewam się osobistej odpowiedzi na moje pytania. Jednak do momentu publicznego zajęcia przez władze Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego zdecydowanego i uwiarygodnionego konkretnym działaniem stanowiska w wyżej wymienionych kwestiach, odmawiam współfinansowania KUL.
Mojemu sprzeciwowi nadaję formę poprzez przesłanie go również na ręce Sekretarza Arcybiskupa mojej Archidiecezji, przekazanie mojemu Proboszczowi, oraz poprzez dystrybucję niniejszego pisma w kręgu mojej rodziny i znajomych.
Z poważaniem,
[-]
[1] Komunikat dostępny na stronie internetowej Stowarzyszenia http://www.pro-life.pl/?a=pages&id=166
[2] Fragmenty wystąpień uczestników wysłuchania są dostępne na stronie internetowej Polskiego Radia pod adresem http://www.polskieradio.pl/wiadomosci/kraj/artykul185410_czemu_polki_wyjezdzaja__by_przerwac_ciaze.html , relacja również na str. http://fronda.pl/news/czytaj/tytul/w_sejmie_o_turystyce_aborcyjnej_zabijajmy_dzieci_w_kraju_to_prob
[3] Informacja ze strony http://fronda.pl/news/czytaj/terlikowski_jeszcze_kul_czy_juz_ul
Odsłon: 1194 Komentarzy: 17
Monday,19 April 2010,12:34
Kategoria: Polityka Monday, 19 April 2010, 12:34
Pan redaktor Grzegorz Miecugow kilka minut po zakończeniu transmisji uroczystości pogrzebowych Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego Małżonki, dn. 18.04.2010 w programie TVN24 raczył wyrazić obawę, że w Polsce "obudzą się teraz demony patriotyzmu".
Dziękując Panu redaktorowi za wyrażony w tak specyficzny sposób respekt wobec patriotyzmu poprzednich pokoleń Polaków, którzy nie szczędząc najwyższych ofiar, wielokroć występowali w obronie interesów i bytu Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, zauważam że Pan redaktor boi się najwyraźniej, i to bardzo, polskiego patriotyzmu. Co więcej, uważa on patriotyzm za coś, co – jak demon – zasługuje na najwyższe potępienie.
Takie sformułowanie tej sprawy stawia na porządku dziennym pytania w co najmniej 3 kwestiach:
Zachęcam do wysyłania e-maili z podobnymi pytaniami do zarządu TVN S.A. albo na adres p. Miecugowa. Może to da jakiś efekt?
Adres do korespondencji dla widzów to widzowie@tvn.pl . Nie znam adresów do członków zarządu http://www.tvn.pl/static/board , ale może można je odgadnąć…
Odsłon: 1432 Komentarzy: 2
Wednesday,30 December 2009,01:56
Kategoria: Rodzina Wednesday, 30 December 2009, 01:56
Hiob w swoim wpisie Czy homoseksualizm jest złem? stwierdził w jednym z paragrafów:
(…) Niektóre narody, jak Włosi, czy, z bolem serca muszę dodać, Polacy, przestaną istnieć w ciągu paru stuleci, a ich kraje zamieszkiwać będą napływowi mieszkańcy i ich potomkowie.
Zacząłem się nad tym stwierdzeniem zastanawiać, od dłuższego czasu sam bowiem boleję nad tym, że średnia dzietność (czyli total fertility rate ) Polek jest jedną z najniższych w Europie i ledwo przekracza 1,3 dziecka na 1 kobietę, podczas gdy dla zachowania stałej wielkości populacji, w krajach rozwiniętych gospodarczo, minimalna dzietność powinna wynosić około 2,1 (patrz przypis [1]). Na szczęście, dzietnośc w Polsce od kilku lat systematycznie rośnie: od 1,22 w roku 2003 (minimum) do 1,39 w roku 2008 (za ostatnim rocznikiem statystycznym).
Jeżeli jednak średnia dzietność wynosi ok. 1,3 – przy czym zwolennicy aborcji, zorientowani na sukces zawodowy single, homoseksualiści czy zwykli egoiści "nie rozmnażają się", zaniżając tym samym statystykę – to z czystej matematyki wynika, że:
Postanowiłem więc przeprowadzić małą symulację. Założenia które do tego przyjąłem są czysto teoretyczne i mają pokazać jedynie mechanizm zmian w populacji – brak mi wystarczająco dokładnych danych statystycznych do zrobienia bardziej rzetelnej analizy.
Przy takich założeniach średnia dzietność całej populacji w pierwszym pokoleniu wynosiła ok. 1,3 – co zgadza się z aktualnymi danymi statystycznymi, niejako potwierdzając przybliżoną słuszność założeń.
Wynik takiej przybliżonej analizy napawa optymizmem i potwierdza, że statystyka może być największym kłamstwem. Otóż rodziny chrześcijańskie są prawdziwą nadzieją społeczeństwa i naprawdę zapewniają przetrwanie narodu. Okazuje się bowiem, że liczba ludności w grupach "nie chcących" się rozmnażać dość gwałtownie spada – innymi słowy wymierają różni aborcjoniści i wygodniccy single, zaś chrześcijanie przy średniej dzietności 2,5 mnożą się na tyle szybko, że nawet po spadku ludności w ciągu 2 najbliższych pokoleń z 38 mln do 25 mln, w 5-tym lub 6-tym pokoleniu zapewniają powrót ludności Polski do liczby około 40 mln.
Oby tylko nie okazało się, że do Polski przybędzie zbyt wiele muzułmanów, którzy mogą się pochwalić dzietnością nawet na poziomie 8.
Jeśli ktoś chce pobawić się współczynnikami, może pobrać plik Excela z symulacją populacji.
[edycja 30 grudnia 2009] Założenie 4. jest chyba zbyt optymistyczne. Zmieniłem wzór do wyliczania populacji, uwzględniając, że pewna część dzieci rodzin bardziej dzietnych wybierze "wygodniejsze" życie z mniejszą ilością dzieci – nazwijmy to pasożytnictwem (mniej dzietna grupa ludności "pasożytuje" na grupie bardziej dzietnej). Przy okazji uwzględniłem ok. 2% śmiertelność dziewcząt przed osiągnięciem wieku rozrodczego. Przy braku pasożytnictwa, do zachowania liczebności narodu wystarczy gdy rodziny bardziej dzietne będę miały wsp. dzietności 2.2. Jednak wprowadzenie 30% pasożytnictwa powoduje że ta dzietnośc musi wynosić już 3.0 ! [koniec edycji]
Przypisy:
[1] Dlaczego dzietność powinna wynosić więcej niż 2 dzieci na kobietę? Wydawać by się mogło, że 2 dzieci wystarczy. Jednak powinna być nieco wyższa z co najmniej 2 powodów: 1) średnio rodzi sie nieznacznie więcej chłopców niż dziewczynek, oraz 2) niektóre dziewczynki umrą zanim osiągną wiek rozrodczy – z tego ostatniego powodu np. w krajach "rozwijających się" minimalna dzietność powinna wynosić aż ponad 3,3.
[2] Skorzystam z okazji i pochwalę się moją rodziną. Na zdjęciu sa moi Rodzice, moja matka chrzestna, oraz moje rodzeństwo i ja, z naszymi małżonkami, oraz wszystkie nasze dzieci:

P.S. Bardzo proszę, by było mi wybaczone, jeśli popełniłem jakiś błąd w konstruowaniu tego wpisu od strony formalnej, to mój pierwszy wpis na blogu. Proszę o ewentualne podpowiedzi co należałoby poprawić, np. jak korzystać z tagów…
Odsłon: 1811 Komentarzy: 35
1
Br0da
Katolik, mąż i ojciec 3 dzieci, inzynier budownictwa, członek Domowego Kościoła, szafarz nadzwyczajny Najświętszego Sakramentu
