
Friday,05 March 2010,21:16
Kategoria: Ogólne Friday, 05 March 2010, 21:16
Bardzo dużo mówi się ostatnio o patriotyzmie, o przebudzeniu narodowej świadomości Polaków. Wiele mówi się o tym, że teraz będzie inaczej – znaczy lepiej. Tylko budzi się we mnie jedno słowo – „dlaczego”. Dlaczego ma być inaczej? Sprawa katastrofy powoli cichnie, wiadomości z nią związaną pojawiają się na coraz odleglejszych miejscach w serwisach informacyjnych czy różnego rodzaju prasie. W medialnej rzeczywistości jest to nieuchronne. Przeciętny człowiek natomiast dość ma codziennych spraw i trudności i zwyczajnie brak mu czasu by ciągle tkwić świadomością w jednym miejscu.
Tym czasem – jak pokazuje historia – jesteśmy narodem który nie potrafi szanować tego co ma. Owszem jeśli straci coś istotnego coś porównywalnego do wolności wówczas będzie bił się długie lata – gdy trzeba nawet pokolenia – by stratę swą odzyskać. Po tym jednak wszystko wraca do „normy” a więc „hulaj duszo piekła nie ma”. Czy więc jesteśmy patriotami? Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest ani oczywista ani jednoznaczna. Wydaje się, że ad extra w znakomitej większości – chociaż nie brak u nas co najmniej kosmopolitów – jesteśmy nastawieni patriotycznie. Jednak ad intra jest znacznie gorzej. Zapominamy nawet o takim określenia jak patriotyzm na rzecz innego: „każdy sobie rzepkę skrobie”. Wzajemne kłótnie, wizje polityki różnych partii tak różne że zupełnie się wykluczające powodują, że nie sposób odnieść wrażenie że nie wszystkim politykom chodzi o dobro wspólne, o dobro Ojczyzny i Narodu, który reprezentują. Dlatego też polityk tak negatywnie jest postrzegany w dużej części społeczeństwa. Niestety wewnętrzne swary w polskiej polityce nie pozostają bez znaczenia dla naszego wizerunku i naszej pozycji na scenie międzynarodowej – jakich nas widzą takich nas piszą, za takich nas uważają i tak się z nami liczą. Jeśli któreś z innych państw chce uderzyć w dobro Polski to oczywistym jest że nie zrobi tego militarnie – przynajmniej nie od razu. Wystarczy, że będzie wspierał jeden obóz przeciwko drugiemu co będzie potęgowało wewnętrzne rozbicie i osłabieniem Polski. Inną sprawą jest, że w naszych realiach wcale nie trzeba nikogo pobudzać do waśni. Konkurencyjne partie tak mocno się waśnią tak bardzo starają się zantagonizować społeczeństwo, że potencjalni wrogowie zewnętrzni muszą już tylko patrzeć i zacierać ręce. A że politykom nie zależy na zmianie obecnej sytuacji widać chociażby na przykładzie alergicznej reakcji polityków na propozycje zmiany ordynacji wyborczej z proporcjonalnej na większościową. To bowiem wpłynęłoby realnie na scenę polityczną i zwiększyłoby odpowiedzialność polityków przed wyborcami. Natomiast jak obecnie przedstawia się waga opinii obywateli dla polityków – w tym wypadku konkretnie PO –można było zobaczyć na emitowanym nie tak dawno w TVN24 filmie "Władcy marionetek".
Ponarzekałem na polityków bo wady które są na świeczniku – w tym wypadku politycznym – lepiej widać i łatwiej oceniać gdy można się od nich odciąć krótkim stwierdzeniem typu „zrobiłbym to lepiej”, „wszyscy politycy oszukują”, itp. Tak. Tyle tylko, że owi politycy – nie umniejszając tutaj ich odpowiedzialności osobistej – wywodzą się nie skąd inąd tylko z tego społeczeństwa, które w dużej mierze tak ich krytykuje. Ci politycy wychowali się w takich samych realiach jak reszta społeczeństwa. W społeczeństwie tym natomiast tak powszechna jest chęć unikania płacenia podatku, chęć zatrudniania pracowników na czarno, niechęć do brania udziału w wyborach, czy tak prozaiczna sprawa jak jazda bez biletu. Powyższe czyny w części noszą znamiona przestępstwa a we wszystkich braku odpowiedzialności za państwo. Politycy robią dokładnie to samo tylko skala jest inna bo i więcej mogą.
W tym wszystkim przejawia się patriotyzm a raczej jego brak. To już chyba jakiś fatalistyczny determinizm, że polski patriotyzm obudzi się ponownie znowu pod wpływem przeczucia niebezpieczeństwa czy świadomości ogromnej straty – jak to było tym razem. Przebudzi się gdy wróg we frontalnym ataku będzie u drzwi domu któremu na imię Polska. Sojuszniczej pomocy przeszkodzi jakiś pył wulkaniczny bądź inna wymówka i pozostaniemy znowu sami, znowu do końca, znowu razem i znowu za późno.
Odsłon: 246 Komentarzy: 0
Friday,30 April 2010,23:26
Kategoria: Rodzina Friday, 30 April 2010, 23:26
Tak!
Kilkadziesiąt minut i Polska zacznie liczyć straty… tyle siły roboczej – jakże jeszcze taniej – będzie marnować czas w domach zamiast wytrwale i dzielnie pracować dla dobra naszej – czasem wydaje się, że wciąż jeszcze ludowej – ojczyzny.
Pojedynczy wolny dzień mimo iż szkodliwy pociąga za sobą jeszcze większe konsekwencje! ludzie wyrwawszy się z kierata nieustającej pracy mogą wypocząc, na chwilę się zatrzymując i nieco bardziej przytomniej spojrzeć na otaczającą ich rzeczywistość… Teraz znowu przez jakiś czas – na domiar złego zaraz 03.05 czyli znowu powszechne lenistwo – trudniej będzie wmówić człowiekowi że czarne jest białe a białe czarne.
Rodzice jeśli tylko zechcą będą mogli baczniej przypatrzeć się swoim dzieciom… jeden czy dwa dni, fakt niewiele, ale zawsze zwiększa się możliwość że młode pokolenie zostanie wyrwane jedynie słusznym, poprawnym politycznie, maksymalnie tolerancyjnych i zdeterminowanych przez wszech wolność kręgów. Nie ma chyba bardziej niebezpiecznej dla globalnego rozwoju organizacji niż klasyczna rodzina i związana z nią rzeczywistość światopoglądowa. Jeśliby się lepiej przyjżał dojść można do wniosku, że organizacja ta ponosi sporą odpowiedzialność za upadek poprzednich totalitaryzmów.
Czy więc jeśli będzie zgoda na panoszenie się zdrowych rodzin będzie mogła przetrwać ta wynaturzona demokracja?
Innymi słowy czy możemy pozwolić sobie na przegranie bitwy o rodzinę? Przecież to tam wszystko się zaczyna. Nawet gdy jakiś ksiądz zdradzi swoje powołanie w jego obronie często podnoszą się głosy typu: "jacy ludzie tacy księża", "tacy księża jakie rodziny", itp. Dlatego jeśli przegramy walkę o rodzinę kultura chrześcijańska musi upaść. Ba! Ale czy można się temu dziwić gdy niemal powszechnie w mediach odcina się Europę od jej korzenie (którymi czy to się komuś podoba czy nie jest chrześcijaństwo)?
Odsłon: 469 Komentarzy: 2
Sunday,25 April 2010,22:52
Kategoria: Ogólne Sunday, 25 April 2010, 22:52
Pierwszy wpis poświęcam na pewnego rodzaju introspekcję, związaną ze świadomością ulotności ludzkiego życia.
Weronika etymologicznie posiada dwa pochodzenia. Z jednej stronyt Weronika jest ludową wymową imienia Berenika które to łacińskich imię wywodzi się z połączenia dwóch słów języka greckiego: phero – niosę i nike – zwycięstwo[1]. Z drugiej strony Weronika wywodzi się z łacińskich słów vera icon – prawdziwy obraz oraz greckich iere ikon – święte oblicze[2].
W malarstwie natomiast Weronika przedstawiana jest najczęściej jako kobieta przepasana wstęgą, w czepku lub welonie, trzymającą przed sobą chustę z odbitym wizerunkiem umęczonego Chrystusa, skierowaną ku widzowi. Pewnym wyjątkiem jest tutaj obraz El Greco, który przedstawia Weronikę jako chustę z wizerunkiem Chrystusa na ciemnym tle sprawiającą wrażenie unoszenia się w powietrzu bądź podtrzymywanie jej przez Boga. Celem autora obrazu było ukazanie, że Weronika to nie imię, ale obraz[3].
W związku z powyższymi słowami powstaje w tej chwili pytanie. Jaki jest mój stosunek nie tyle tylko do treści powyższych słów, ale stosunek do rzeczywistości jaka z powyższych słów się wyłania, czy powyższe słowa mają jakieś większe znaczenie dla współczesnego człowieka? Czy niosą w sobie jakiś głębszy przekaz coś co przekracza li tylko encyklopedyczny przekaz sprowadzony do rangi „ciekawostki”? w obliczu powyższych pytań pochylmy się chwilkę nad zasygnalizowanym problemem.
Kluczowe znaczenie ma tutaj wizja artystyczna Weroniki zaproponowana przez El Greco. Wskazuje on – jak zostało to już przytoczony – że Weronika to nie osoba a obraz, prawdziwy obraz. Ale jeśli obraz to i podobieństwo do oryginału, obraz i podobieństwo Chrystusa a więc obraz i podobieństwo Boga… Otwórzmy teraz Biblię na pierwszych wersetach księgi Rodzaju: „A wreszcie rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka a Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi! Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę.” ( Rdz 1:26-27). Obraz i podobieństwo to słowa klucze do zrozumienia człowieka. Bowiem „Człowieka nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa"[4]. Obraz i podobieństwo od początku istnienia, od stworzenia, we władzy jaką człowiek otrzymał od Boga i w miłości jaką okazał Bóg człowiekowi w śmierci swego Syna na krzyżu. Ciągłe patrzenie w Oryginał tego obrazu jest konieczne dla samego człowieka. Nie może bowiem zrozumieć sam siebie bez Chrystusa, „nie może zrozumieć ani kim jest, ani jaka jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie. Nie można tego wszystkiego zrozumieć bez Chrystusa”[5].
Drugim z aspektów wspomnianej na początku rzeczywistości jest etymologia imienia Weronika. Podwójna etymologia tego imienia nie wyklucza się, ale uzupełnia. Człowiek może nieść przez swoje życie zapowiedź i uobecnienie zwycięstwa. Zwycięstwo to jednak nie jest możliwe pod innym sztandarem jak tylko pod sztandarem, na którym widnieje krzyż i pusty grób. Tylko niosąc w sobie prawdziwy obraz i prawdziwe podobieństwo do tego który zmartwychwstał, człowiek może w swoim życiu i swoim życiem odnieść zwycięstwo.
Prawdziwe obraz i podobieństwo… czy moje życie jest takim prawdziwym obrazem i podobieństwem? Bardzo znany i zasłużony dla pokoju hindus Mohandas Karamchand Gandhi miał kiedyś powiedzieć, że nie ochrzcił się bo nie spotkał w swoim życiu chrześcijanina, który postępowałby zgodnie z tym czego naucza chrześcijaństwo. Dlatego warto sobie odpowiedzieć na pytanie czy ja i stanowię taki obraz, który mógłby pociągnąć poszukujących w stronę Zbawiciela? W historii człowiek, chrześcijanin był mniej lub bardziej podobny do obrazu, mniej lub bardziej starał się do tego obrazu upodobnić. Teraz w dobie różnych programów do edycji zdjęć, za pomocą, których można dowolnie zmieniać wygląd każdego obrazu w postaci cyfrowej, zdaniem wielu nie ma potrzeby dokładać starań by stawać się Weroniką – prawdziwym obrazem. Teraz obraz można dowolnie edytować ten obraz, tak że człowiek w poczuciu dobrze spełnianego obowiązku podaje się za katolika z dopisanym drobnym druczkiem
Piekła nie ma
Sposób przekazywania i odbierania życia to moja sprawa
Etyka seksualna to kwestia wyłącznie indywidualna i subiektywna
Te i tym podobne zastrzeżenia powodują, że chrześcijanin coraz bardziej podobny jest do wydmuszki – ona tylko zewnątrz przypomina jajko, podczas gdy w środku jest zupełnie pusta. Podobnie chrześcijanin, jest prawdziwym wyznawcą Chrystusa tylko w warstwie zewnętrznej. Wnętrze takiej osoby dalekie jest jednak od tego co sama głosi.
Dlatego pytanie przewodnie niniejszego tekstu staje się jeszcze bardziej palące. Czy jestem weroniką???
[1] Por. http://www.onomastyka.amu.edu.pl/index.php?option=com_simplefaq&task=answer&Itemid=59&catid=40&aid=12 , 16.01.2010.
[2] Por. http://gugu5.w.interia.pl/opusy/veraicon.htm , 16.01.2010.
[3] T. Sinka, Św. Weronika, http://adonai.pl/ludzie/?id=2 , 16.01.2010.
[4] Jan Paweł II, Warszawa Plac Zwycięstwa 2 czerwca 1979 r.
[5] Tamże.
Odsłon: 299 Komentarzy: 1
1
