
Monday,06 July 2009,20:44
Kategoria: Polityka Monday, 06 July 2009, 20:44
W związku z dzisiejszym "świętem demokracji" warto zadać sobie to podstawowe pytanie, które kilka razy pojawiało się w publicznej debacie zwłaszcza w TVP.
Czy mamy do czynienia z WYBORAMI, czy z GŁOSOWANIEM?
Jako "głosowanie" rozumiem to, co istniało w PRL i wszystkich chyba "demoludach" i do czego wzywała wtedy propaganda, czyli "głosowanie bez skreśleń". "Wybory" natomiast to świadoma decyzja, która ma bezpośrednie przełożenie na wynik "święta demokracji".
Otóż stawiam tezę, że w naszym kraju mamy teraz do czynienia z "głosowaniem" a nie z "wyborami", ponieważ oligarchia partyjna tak ustawiła przepisy wyborcze, że demokratycznym tortem dzielą się tylko koncesjonowane siły polityczne, a sondażownie tak sterują nastrojami, że żadna niezależna siła nie jest w stanie praktyncznie tego monopolu złamać. Jest to jedna z głównych przyczyn braku frekwencji, ponieważ ludzie wiedzą, że i tak wybrani zostaną nie ci, na których głosowali (np. Libertas, UPR, Prawica RP, itp.) ale ich głosy przejdą na największą partię, czyli PO. Po co w takim razie uczestniczyć w "święcie demokracji", skoro nie ma tu żadnej demokracji, a jest wielkie oszustwo i "cud nad urną" dokonywany w majestacie Prawa.
Mam nadzieję, że wszyscy Frondowicze zdają sobie sprawę, że jeśli zagłosujemy na Jurka, Zawiszę, czy Korwina, a oni nie wejdą, to nasze głosy i nasze pieniążki, wcale nie małe, przejdą do kiesy Jacka Saryusza-Wolskiego, Roży Marii Griffin von Thun und Hohenstein, Richarda Henry`ego Czarneckiego itp.
Dlatego nie przekonały mnie różne finansowane z moich między innymi podatków kampanie społeczne stręczące mi udział w "święcie demokracji", nie przekonały mnie wyświechtane i powtarzane tysiące razy frazesy, że "kto nie głosuje, ten nie ma prawa krytykować", ani nawet ciut bardziej merytoryczne argumenty Terlikowskiego, Jurka, Zawiszy, Korwina, Ganleya itd…: NA "ŚWIĘTO DEMOKRACJI" NIE IDĘ. Nie idę właśnie dlatego, że w ten sposób wyrażam moją niezgodę na ten stan rzeczy. Moją niezgodę na to, żeby inni decydowali za mnie. Czy bym poszedł czy nie, i tak "ci, którzy wiedzą lepiej" już wcześniej tak ustawili ordynację wyborczą, że mój głos oddany na Marka Jurka poszedłby na PO. Tak, tak, wiem – gdybym poszedł, to może Jurek przekroczyłby próg… Ale skąd ten próg? Z jakiej racji ktoś za mnie decyduje na kogo ma iść mój głos?
Dlatego właśnie obok zniesienia progów wyborczych powinno się wprowadzić przepis, że obsadzanych w parlamencie jest tyle procent miejsc, ile procent wyniosła frekfencja. RESZTA MA WAKOWAĆ!
Takie rozwiązanie po pierwsze ukróciłoby problemy, o których pisałem, a po drugie bardziej odpowiadałoby decyzji sumienia każdego Obywatela, ponieważ:
1. Pierwszą decyzją, którą w związku z kolejnymi "świętami demokracji" każdy obywatel musi podjąć, jest CZY uczestniczyć w tym "święcie"
2. Drugą dopiero jest NA KOGO (lub NA CO) oddać swój głos
Niesytety obecne "święto demokracji", z powodu ustawienia z góry jego wyników (nie mówię tu o fałszowaniu!!!) skłoniło mnie poraz pierwszy w życiu do podjęcia decyzji o NIE BRANIU W NIM UDZIAŁU. Proszę mnie zwyzywać, wykpić, itd. itp. jak ktoś chce. Ja mam dość sytuacji, gdy ktoś decyduje za mnie, a tak właśnie było w kilku poprzednich wyborach i tak zanosi się, że będzie dzisiaj.
NIECH ŻYJE WOLNA POLSKA!!!
Odsłon: 438 Komentarzy: 3
Monday,06 April 2009,11:12
Kategoria: Polityka Monday, 06 April 2009, 11:12
Podobno odchodzimy dziś święto odzyskania niepodległości… serio? a to już nie 11 listopada? Ale nasi Władcy (politycy + media + "socjologowie") przecież mogą dowolnie produkować święta. Nic to, że mija właśnie 30 rocznica pierwszej w historii pielgrzymki Papieża Rzymskiego, Ojca Św. Jana Pawła II do Polski. O tym cicho sza! tylko w katolickich tygodnikach i mediach coś tam coś tam szerzej wspominano.
A reszta? Reszta standardowo: kadr z Placu Zwycięstwa (nad komuną) i migawka ze słowami "Niech zstąpi Duch Twój…", które tysiąckroć powtarzane zatraciły już charakter religijny, a uważane są za niezwykle skuteczną i brzemienną w skutni polityczną agitację. Papież – skuteczny polityk.
Tym sposobem powracamy do starych "dobrych" czasów, kiedy każde kazanie każdego biskupa i księdza było polityczną agitacją, czy nawet "próbą obalenia ustroju", bo czymże innym niż właśnie "próbą obalenia ustroju" było w tej perspektywie kazanie Jana Pawła II? I to próbą skuteczną. Dziś państwo znowu zawłaszcza sobie kolejne sfery życia, zawłaszcza rodzinę (dzieci do żłobków marsz!), religię, wolność osobistą i gospodarczą. Kiedy doczekamy się obowiązkowych chipów w nadgarstku?
Podobno świętujemy dziś rocznicę upadku komunizmu. Ale tego samego dnia co u nas były wybory, w Chinach na Placu Tiananmen zginęło kilkaset ludzi. Dzieki Bogu nasi generałowie nie mieli tyle odwagi żeby robić to, co w Chinach, ale czy nie chcieliby tego zrobić? Czy gdyby byli silniejsi, to by się nie odważyli? Jestem prawie pewny, że tak, o czym niech świadczy to, co zrobili 13 grudnia 1981. Czym się to różniło od Tiananmen?
4 czerwca – co to za święto, kiedy komuna rzekomo upadła, a jednocześnie załatwiła sobie amnestię od wszystkich swoich przestępstw i zbrodni? Co to za święto, skoro PZPR zamieniła się miejscami z SdRP a później z SLD? Co to za święto, że Wyborcza od partu miesięcy stręczy wszystkim radość aż do mdłości? No tak, przecież to święto "ludzi honoru", jak np. pan generał Kiszczak, czy "polskich patriotów", jak pan generał Jaruzelski.
Dlatego dzisiejsze święto proponuję uczcić nie uczestnicząc w jakichś nadymanych sztucznych obchodach rocznicy niby-wolnych wyborów, lecz modlitwą słowami pieśni, która Polakom towarzyszyła w różnych momentach dziejów i w zależności od sytuacji – zmieniała ostatni wers:
Boże coś Polskę przez tak liczne wieki
Otaczał blaskiem potęgi i chwały
Coś ją osłaniał tarczą Twej opieki
Od nieszczęść, które przygnębić ją miały
Przed Twe ołtarze zanosim błaganie
Ojczyznę Wolną pobłogosław Panie! / Ojczyznę Wolną racz nam zwrócić Panie!
Odsłon: 353 Komentarzy: 3
Tuesday,06 January 2009,07:05
Kategoria: Pro life Tuesday, 06 January 2009, 07:05
Media obtrąbiły przykrą śmierć lekarza-zabójcy dr Tillera w USA. Pan Terlikowski uważa, że zabicie go było nadużyciem wolności i niegodziwością, a chrześcijańskim sposobem rozwiązywania takich problemów jest Różaniec, Pismo Święte i codzienna Komunia Św.
Mimo, że z tych wszystkich trzech chrześcijańskich środków korzystam systematycznie i wytrwale, uważam, że to nie zamyka sprawy.
W sytuacji, gdy państwo nie jest w stanie położyć kresu dokonującemu się złu zabójstwa (a nawet to zło finansuje!!!), a jednostka odczuwa nakaz sumienia, żeby to zło powstrzymać poprzez eliminację fizyczną zabójcy, to zabicie go jest zwolnione z moralnej sankcji, czyli nie jest grzechem, lecz moralną koniecznością.
Dlaczego?
1. dlatego, że środek zaradczy (zabójstwo mordercy) jest tutaj proporcjonalny do winy sprawcy
2. eliminacja sprawcy jest zabójstwem w samoobronie, które jest moralnie dopuszczalne a nawet w pewnych sytuacjach moralnie KONIECZNE
Postulat by miecz pozostawić "w ręku państwa" jest cokolwiek naiwny i trąci "wiarą w państwo". Ono ma miecz, ale to nie zwalnia z obowiązku obrony niewinnych, który spoczywa na każdym chrześcijaninie i na każdym człowieku, gdyż wypływa z prawa naturalnego.
Gdy jesteśmy świadkami dokonującego się morderstwa i akurat mamy ze sobą Biblię, Różaniec i naładowany pistolet, to co robimy? Uważam, że to nie jest tylko sztuczny zakład myślowy – musimy naprawdę rozważyć taką sytuację. Nie wiem czy sam odważyłbym się w takiej sytuacji, będąc np. bezpośrednio po Mszy Św. i po przyjęciu Komunii Św. wyjąć pistolet i zabić zabójcę. Trzeba tu zostawić pole do dezycji sumienia, która dokonuje się w konkretnych warunkach.
Mimo to jestem prawie pewny, że kogoś, kto w takiej sytuacji z wielkim trudem i z głębokim przekonaniem o Absolutnej Świętości Ludzkiego Życia – wyciągnąłby pistolet i zabiłby zabójcę, broniłbym z najgłębszym przekonaniem i jego czyn uznałbym za usprawiedliwiony.
W całym tym wydarzeniu najbardziej boli nie śmierć mordercy, ale fakt, że stało się to w kościele, czyli doszło do profanacji. W Starym Testamencie wyroki śmierci wykonywano "poza obozem". W Przybytku zdarzało się, że ktoś poniósł śmierć, ale zawsze była to kara "z ręki Boga".
Dlatego lekarzowi nie współczuję, a dla jego zabójcy mam bardzo dużo wyrozumiałości.
Odsłon: 619 Komentarzy: 11
Friday,22 May 2009,21:52
Kategoria: Religia Friday, 22 May 2009, 21:52
Zakładam tego bloga żeby podzielić się z Wami moim spojrzeniem na świat okiem katolika, który kocha Kościół jak Matkę i oddycha jego nauką jak świeżym powiewem wiosennego wiatru. Niedługo – z Bożą pomocą – mam nadzieję, że będę absolwentem teologii katolickiej. Chciałbym na tym blogu dać wyraz mojemu chrześcijańskiemu spojrzeniu na piękno tego świata, spojrzeniu bez kompleksów i bez głupich kompromisów.
Czasem pojawią się tu jakieś "tajne" informacje, jakieś świadectwa Bożej mocy itp.
Mam nadzieję, że dla przynajmniej dla niektórych to, co tu będę pisał będzie w jakiś sposób służyć wewnętrznemu zbudowaniu.
Odsłon: 388 Komentarzy: 5
1
