
Wednesday,14 April 2010,11:47
Kategoria: Polityka Wednesday, 14 April 2010, 11:47
Jeszcze wczoraj wszyscy Polacy „jak jeden mąż” stali za Panem Prezydentem, a już dzisiaj po ogłoszeniu miejsca pochówku w Katedrze Wawelskiej znowu rozgorzały spory i kłótnie. Mój wczorajszy post okazał się proroczy http://www.fronda.pl/angelus_silesius/blog/nie_ludzmy_sie.
Jednakże muszę przyznać, że Polacy jeszcze szybciej niż myślałem „skoczyli sobie do oczu”.
Z przykrością należy stwierdzić, że decyzja o pochówku Pary Prezydenckiej na Wawelu jest ze wszech miar błędna i niepotrzebna. Wiem, że tym stwierdzeniem część moich czytelników zarzuci mi brak patriotyzmu i niewdzięczność dla Pana Prezydenta, postaram się jednak przybliżyć moje stanowisko.
Moja opinia, że Wawel to nie miejsce dla Prezydenta, bierze się stąd, że przede wszystkim nie ma tradycji chowania Prezydentów Rzeczpospolitej na Wawelu. Narutowicz oraz Mościcki spoczywają w Bazylice Św. Jana w Warszawie i bez wątpienia byłoby to godne miejsce pochówku Pary Prezydenckiej. W chwili obecnej powstaje również nowy Panteon Wybitnych Polaków w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie, w której pochowany jest chociażby wybitny polski poeta ks. Twardowski.
Dlaczego tak ważne według mnie wydaje się być pochowanie Lecha Kaczyńskiego w Warszawie?
Po pierwsze, jako Prezydent Warszawy wybudował wspaniałe, nowoczesne Muzeum Powstania Warszawskiego, które wyznacza nowe standardy Polskiego Patriotyzmu za które Warszawa winna jest mu dozgonny szacunek.
Po drugie powiązania rodzinne Kaczyńskich oraz tradycja nakazywałaby jednak wyznaczyć Warszawę na miejsce pochówku Polskich Prezydentów.
Warszawa to Stolica Polski, nie Kraków! Czas Królów się skończył!
Prezydent Kaczorowski prawdopodobnie spocznie we wspomnianej Świątyni Opatrzności Bożej, niechaj również tam Para Prezydencka znajdzie miejsce wiecznego spoczynku. Świątynia Opatrzności Bożej mogłaby stać się nowym wspaniałym symbolem polskiej państwowości.
Odsłon: 581 Komentarzy: 17
Tuesday,13 April 2010,11:10
Kategoria: Polityka Tuesday, 13 April 2010, 11:10
Nie łudźmy się, że śmierć Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i innych osobistości życia politycznego w naszym kraju, jakoś nadzwyczajnie złagodzi obyczaje polityczne w Polsce. Kiedy minie okres żałoby powrócą kłótnie i spory, a okres ochronny nad ofiarami tej strasznej tragedii na pewno minie. Ciekaw jestem w jakiej skali czołowi polscy publicyści powrócą do krytyki prominentnych polityków Prawa i Sprawiedliwości, którzy zginęli w wypadku?
Jeżeli możemy doszukiwać się jednak jakiś pozytywów tragedii w Smoleńsku to bez wątpienia wspaniała mobilizacja społeczeństwa polskiego. Naprawdę bardzo krzepiące było obserwowanie młodych harcerzy i harcerek, którzy z przejęciem i zaangażowaniem pomagali przy kwiatach i zniczach ustawianych przy Pałacu Prezydenckim oraz osób z flagami na trasie przejazdu trumny z Panem Prezydentem. Jednakże i te emocje pewnie miną i na nowo za kilka dni obudzimy się w naszym małym polskim „piekiełku”.
Ogromnie zmartwiła mnie śmierć Pana Prezydenta Kaczyńskiego oraz jego wspaniałej i ciepłej małżonki Marii Kaczyńskiej. Wśród ofiar szczególnie mocno przeżyłem śmierć Pana Prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego ostatniego Prezydenta RP na uchodźstwie, ten wspaniały patriota i dobry człowiek na zawsze pozostanie w mojej pamięci, jako wzór prawdziwego męża stanu, który Polsce poświęcił całe swoje życie.
Cześć Ich Pamięci!
Odsłon: 219 Komentarzy: 1
Monday,03 May 2010,12:34
Kategoria: Polityka Monday, 03 May 2010, 12:34
W ostatnich miesiącach do księgarni w całej Polsce trafiła książka G. Friedmana „Następne 100 lat”, w której autor snuje wizje rozwoju sytuacji geopolitycznej w bieżącym wieku. Zaciekawiony opiniami na temat wspomnianej pozycji sięgnąłem do swojego portfela i kupiłem tę książkę. Przyznam, że okazała się niezwykle ciekawa. Napisana w bardzo przystępny sposób (szkoda, że polscy naukowcy nie potrafią tak świetnie popularyzować swoich osiągnięć naukowych) ukazuje szanse i zagrożenia jakie według autora niesie XXI wiek. Wśród wielu różnych przewidywań dotyczących sytuacji politycznej i gospodarczej takich państw jak Chiny, Meksyk, Japonia czy Turcja, moją uwagę, z oczywistych powodów, przykuł sojusz Polsko – Amerykański (Stany Zjednoczone). Autor książki uważa, że relacje Polski ze Stanami Zjednoczonymi będą miały kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa międzynarodowego w XXI wieku. Oczywiście pozycja Polski – mocarstwa, zarysowana przez Friedmana stanowi niezwykle łakomy kąsek dla wielu publicystów, którzy zachwycają się wspomnianą wizją. Jednak wielu komentatorów nie dostrzega niebezpieczeństw jakie niesie ten sojusz. Uważny czytelnik może się dowiedzieć, że według Friedmana w latach 60-tych XXI wieku, w wyniku napięć politycznych (opisanych w „Następne sto lat”) wybuchnie wojna o zasięgu globalnym, w której Polska i Stany Zjednoczone staną naprzeciwko bloku państw (Turcja, Niemcy i Japonia). Wojna ta zakończy się wygraną sojuszu Polsko – Amerykańskiego oraz porażką bloku Japońskiego. Największe obawy wzbudziło we mnie to, że po raz kolejny terytorium Polski stanie się teatrem zmagań największych armii Świata. Terytorium Polski zostanie zaatakowane z południa przez Turcję oraz z zachodu przez Niemcy. Szacowana ilość ofiar będzie, ze względu na zaawansowanie technologiczne, nieporównywalnie mniejsza niż w okresie II Wojny Światowej i będzie oscylować w okolicach kilkudziesięciu tysięcy. Również straty dotyczące infrastruktury gospodarczej nie będą tak znaczące jak w latach 40-tych XX wieku.
Straty może nie będą tak dotkliwe – ale będą!!!
Czy kolejny raz zmuszeni będziemy walczyć o swoje prawo do samostanowienia?
Okaże się w XXI wieku.
„Następne 100 lat. Prognoza na XXI Wiek” jest bez wątpienia pozycją godną polecenia. Oczywiście przyszłość, którą przedstawia G. Friedman nie musi się ziścić. Warto jednak zastanowić się nad niebezpieczeństwa jakie mogą czekać na Polskę w XXI wieku.
Odsłon: 444 Komentarzy: 11
Wednesday,03 February 2010,21:16
Kategoria: Kultura Wednesday, 03 February 2010, 21:16
W zeszłym miesiącu byłem na musicalu „Hair” we wrocławskim Teatrze Capitol. Spektakl spotkał się raczej z chłodnym przyjęciem krytyków, ale nie o tym zamierzam pisać. Moją uwagę przykuła kultura hipisowska przełomu lat 60-tych i 70-tych. Zresztą nie ma w tym nic dziwnego, gdyż ukazanie tego ciekawego zjawiska społecznego, było celem przedstawienia. Bez wątpienia ruch hipisowski na stałe wpisał się w historię kultury masowej. Do dnia dzisiejszego wielu artystów oraz ludzi kultury czerpie z dorobku tych burzliwych lat. No właśnie, czy to na pewno dorobek wart głębszego poznania?
Filozofia wolnej miłości oraz wolności absolutnej stanowi wciąż bardzo atrakcyjną alternatywę dla naszego codziennego, nudnego życia. Jakże fajnie byłoby nie martwić się o dzień jutrzejszy i żyć chwilą teraźniejszą! Jednak po głębszym zastanowieniu nad wspomnianą „filozofią”, człowiek dochodzi do wniosku, że jest w niej jakiś fałsz. Człowiek nie rodzi się po to aby bawić się życiem ale po to żeby je przeżyć. Sens życiu nadaje nie tylko zabawa ale też codzienne problemy i przyziemne zmartwienia. Kiedy jest się młodym, chciałby się żyć „na całego”, natomiast gdy wkracza się w dorosłe „prawdziwe” życie (mam już prawię 30-tkę, tak więc ten bolesny okres mam już chyba za sobą) człowiek uświadamia sobie ogrom wyzwań jaki przed nim stawia życie i zmaga się z nimi z całych sił. Jestem właśnie po lekturze „Monopolu na zbawienie” Hołowni, dlatego też pozwolę sobie przytoczyć pewną anegdotę dotyczącą ruchu hipisowskiego, jaką opisuje Hołownia. Kiedyś pewien mężczyzna (Hołownia przybliża tę postać czytelnikowi, ale moje wrodzone lenistwo nie pozwoliło mi wyszukać tego fragmentu w książce, dlatego też zainteresowanych odsyłam do „Monopolu…”) był światkiem jakiegoś happeningu hipisowskiego. Początkowo, ów mężczyzna był zachwycony ideami wolności i równości jaki zapanowały w tej komunie. Muzyka, poszukiwanie odpowiedzi na fundamentalne pytania oraz zrozumienie dla drugiego człowieka wydawały się być ziszczeniem Raju na Ziemi. Jednak po pewnym czasie, kiedy otumanieni narkotykami młodzi ludzie zaczęli kołysać się w takt muzyki, mężczyzna ten przestraszył się! Zrozumiał, że w tej na pozór idealnej grupie nie ma……Boga.
Nie wiem czy nie jestem zbyt surowy dla ruchu hipisowskiego, ale przecież tak blisko jest z pozoru niewinnej komuny hipisowskiej do sekty takiej jak „Dzieci Boga”.
Odsłon: 390 Komentarzy: 5
Wednesday,03 February 2010,13:26
Kategoria: Polityka Wednesday, 03 February 2010, 13:26
No i po wyborach. Nie pomogły łzy Julii Tymoszenko ani pojękiwania części polskich publicystów oraz elit politycznych. Ukraińcy wybrali Janukowycza nie oglądając się na kwaśne miny swoich sojuszników za zachodniej granicy, ani na mroczną przeszłość swojego nowego prezydenta.
Co dla nas może oznaczać wybór Janukowycza na Prezydenta Ukrainy? Wbrew pozorom nowy Prezydent Ukrainy nie powinien popsuć relacji z Polską. Wydaje się, że Janukowycz może być stosunkowo samodzielnym i niezależnym politykiem, który nie będzie patrzył się w kierunku Moskwy i będzie podążać swoją własną drogą.
Pamiętam swoje oburzenie kiedy znajomy Ukrainiec dziwił się naszemu bezrefleksyjnemu poparciu dla Juszczenki. Według niego, Juszczenko to faszysta, a wspierająca go wówczas Tymoszenko to „krwawa Julia” (chyba ze względu na przestępczość na Ukrainie, nie muszę tłumaczyć skąd takie przezwisko). Nie wiem skąd takie złe zrozumienie specyficznej ukraińskiej polityki przez Polaków? Również ja, jak większość polskiego społeczeństwa, uległem magii „pomarańczowej rewolucji” i omalże nie pojechałem osobiście wspierać popleczników Bandery. Może zawinił polski "biały" wywiad, który źle odczytał nastroje społeczne na Ukrainie, a może to nasza narodowa skłonność do powstań przeciw tyrani obudziła w nas chęć poprawy losu Ukraińców? Dziwi mnie również, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie wzięło pod uwagę licznych krytycznych uwag mniejszości polskiej na Ukrainie. Mniejszość polska w znacznej mierze była przeciwna wspieraniu Juszczenki w dążeniu do prezydentury.
Wystarczyło tylko, że pojawił się polityk, który zaczął obiecywać zbliżenie z Unią Europejską oraz nowy bardziej stanowczy kurs w relacjach z Rosją, a już całe polskie elity jak „jeden mąż” udzieliły mu niemalże całkowitego poparcia.
Reasumując wszystkie powyższe uwagi nie dziwmy się Juszczence, że ratując resztki swojego autorytetu wśród najzagorzalszych wyborców spod znaku UPA, uznał Banderę za bohatera narodowego Ukrainy. Po części my sami jesteśmy za to odpowiedzialni.
Janukowycz w roli nowego Prezydenta Ukrainy może nie będzie taki straszny?
Odsłon: 269 Komentarzy: 6
Friday,26 February 2010,14:57
Kategoria: Ogólne Friday, 26 February 2010, 14:57
Mam koleżankę, która każdej zimy obowiązkowo wybiera się do Zakopanego. Pakuje się w Warszawie i wsiada w pociąg który po kilku (czasem kilkunastu) godzinach dojeżdża do Zimowej Stolicy Polski. Zawsze twierdzi, że płaci całkiem przyzwoite pieniądze za nocleg a na stoku Nosala wcale nie ma kolejek. Być może ma rację? Osobiście jednak uważam, że wyprawa do „Zakopca” nie tylko negatywnie odbija się na moim portfelu ale może kosztować mnie również sporo nerwów oraz ostre zapalenie płuc (spowodowane ponadprzeciętną emisją spalin z rur wydechowych tysięcy samochodów z całej Polski). W Zakopanym byłem ostatni raz na Święta Wielkanocne dwa lata temu. Dzięki wsparciu finansowym Rodziców mogłem zamieszkać w bardzo przyzwoitych warunkach o których większość Polaków może tylko pomarzyć. Każdego dnia jechaliśmy całą rodziną na narty. Kolejkę osób oczekujących na wjazd na Kasprowy Wierch omijaliśmy bokiem, gdyż mieliśmy bilety umożliwiające wjazd poza kolejnością (nie do pomyślenia w krajach alpejskich). Takie udogodnienie oczywiście było dodatkowym (nie małym) wydatkiem. Osobiście czułem się mało komfortowo omijając całe rodziny, które pokornie czekały w kolejce aby wjechać na Kasprowy Wierch po niższej cenie.
Wieczorem można w Zakopanym iść na „deptak” – Krupówki.
No właśnie czy Krupówki to deptak? Mało ciekawa ulica (tylko do pierwszego piętra wyremontowana), na której ceny w restauracjach i sklepach można chyba porównać tylko do cen na Krakowskim Przedmieściu!
Ale widocznie w Zakopanym warto się pokazać! Przejść Krupówkami i spotkać Kingę Rusin (która tak jak ja bezczelnie wjeżdżała bez kolejki na Kasprowy) i „polansować” się w najnowszym stroju narciarskim.
Być może mojej koleżance nie przeszkadza to wszystko o czym pisałem powyżej? Mnie przeszkadza!
W Zakopanym byłem dwa lata temu i następny mój wyjazd do tego miasta planuję gdzieś około 2050 roku aby pooglądać skutki tego zmasowanego ogólnopolskiego najazdu na Tatry.
Ktoś powie, że to niepatriotyczne…ale czy patriotyczne jest wspieranie beznadziei… czy patriotyczne jest przepłacanie za karnety i noclegi…czy patriotyczne jest utrwalanie tych wszystkim negatywnych wzorców zachowania?
Jestem Patriotą…..nie Idiotą!
Odsłon: 267 Komentarzy: 4
Friday,26 February 2010,13:27
Kategoria: Polityka Friday, 26 February 2010, 13:27
W Warszawie budują meczet! Wydawałoby się, że nie ma w tym nic strasznego, w końcu w społeczeństwie tolerancyjnym i nowoczesnym jest miejsce dla wielu różnych (często antagonistycznych) ruchów religijnych. Można wybudować kościół, synagogę czy meczet. Chyba nie ma w tym nic złego?
A jednak oglądając wczoraj reportaż o wspomnianym wydarzeniu wystraszyłem się. Nie dlatego, że wspólnota muzułmańska w Polsce rośnie w siłę, a kościoły katolickie pustoszeją. Nie to wywołało moje obawy. Wystraszyłem się, gdyż głównym inicjatorem oraz fundatorem jest jakaś tajemnicza postać z Arabii Saudyjskiej, kraju skrajnie nietolerancyjnego. Dlaczego nikt nie gra larum z powodu fundowania meczetu dzięki pieniądzom ludzi, którzy za nic mają sobie wszystkie te wolnościowe, tolerancyjne idee, które obowiązują w Polsce! Dlaczego prasa oraz telewizja bezrefleksyjnie powtarzają tę informację bez żadnego napomknienia o prześladowaniach Chrześcijan w Arabii Saudyjskiej! Czy Katolicy w Arabii Saudyjskiej mogliby wybudować sobie kościół? Czy mogliby zakładać jawne wspólnoty i liczyć na wsparcie biznesu?
Może lepiej nic nie mówić złego o Arabii Saudyjskiej, w końcu to ważny gracz na arenie międzynarodowej, główny sojusznik Stanów Zjednoczonych w rejonie Zatoki Perskiej, a przez to także nasz sojusznik. Czy możemy jako Polacy przejść obojętnie obok jawnie łamanych Praw Człowieka w tym kraju?
Pozwolę sobie na koniec mojego postu sparafrazować słowa Józefa Becka:
Interes narodowy tak jak wszystko na Świecie ma swoją cenę….wysoką ale wymierną….tą ceną jest Honor!
Odsłon: 785 Komentarzy: 12
Wednesday,27 January 2010,20:02
Kategoria: Polityka Wednesday, 27 January 2010, 20:02
Dzisiejszego dnia miałem przyjemność (wątpliwą zresztą) poobcowania z poglądami głoszonymi przez publicystów lewicowych na łamach Krytyki Politycznej. Pośród wielu blogów dotyczących tematyki typowo lewicowej (emancypacja kobiet, legalizacja związków homoseksualnych czy poprawa warunków socjalnych osób najgorzej sytuowanych) moje zdziwienie wywołało zlekceważenie tematyki rodzinnej. Po lekturze kilkunastu tekstów, które Rodzinę (podstawową komórkę społeczną) traktowały po macoszemu, ciągle nie wiem jak ma wyglądać Rodzina według młodych lewicowych intelektualistów? Wydaje się, że dla tych środowisk ideałem Rodziny jest model, który zresztą już w krajach zachodnioeuropejskich po części funkcjonuje, czyli model 2 + pies. Dzieci wydają się być zbędne, są raczej balastem który przysparza kłopotów, ogranicza rozwój jednostki i jest przykładem ograniczonych horyzontów myślowych Matki lub Ojca. Zastanawiam się skąd bierze się to lekceważenie Rodziny? Rodzina, w swym chrześcijańskim rozumieniu, stanowi wyzwanie zbyt duże i trudne dla młodych socjalistów. Pielęgnacja więzi rodzinnych czy opieka nad dziećmi wymaga przecież ogromnego zaangażowania emocjonalnego i odpowiedzialności. Rodzina wymaga od nas ciągłej pracy nad sobą nie tylko w sensie moralnym i religijnym ale także zwyczajnej codziennej żmudnej pracy zapewniającej byt materialny bliskim. Według wspomnianego wyżej lewicowego środowiska, małżeństwo mające kilkoro dzieci staje się niejako mniej wartościowe dla społeczeństwa. Małżeństwo takie stanowi wręcz „materiał patologiczny” o który należy zadbać ze względu na szczególną wrażliwość ludzi lewicy. Czy takie postrzeganie Rodziny stanowi zagrożenie dla przyszłości Narodu i Kultury Europejskiej? Odpowiedź młodym konserwatystom nasuwa się sama – tak. Niechęć do posiadania dzieci i egoistyczna koncentracja na sobie stanowi zagrożenie dla całej Cywilizacji Zachodu. W dobie ekspansji fundamentalistycznego Islamu na teren Europy już najbliższe dziesięciolecia przyniosą ogromną zmianę w kulturze i strukturze społeczeństwa na skalę która nie miała nigdy miejsca w historii Europy. W przypadku lewicowego postrzegania Rodziny i związku dwojga ludzi (rozumianego nie jako związek kobiety i mężczyzny ale jako związek dwóch ludzi bez względu na płeć) już w nieodległej przyszłości egzystencja narodów europejskich oraz zachodnioeuropejskiego stylu życia zostanie wystawiona na wielką próbę. Ciekaw jestem jak wówczas zmienią się poglądy publicystów Krytyki Politycznej, kiedy na gardle poczują nóż islamskiego radykała? Dla publicystów Frondy przyszłość rysuje się bardziej kolorowo, po zwycięstwie radykałów islamskich wszyscy stosunkowo szybko znajdą się w Lepszym Świecie.
P.S.
Powyższy wpis jest moim pierwszym w życiu tekstem zamieszczonym w Internecie. W związku z powyższym proszę o łagodne słowa krytyki i wyrozumiałość co do stylu i jakości merytorycznej. Każde uwagi wezmę sobie do „serca” ((-:
Odsłon: 308 Komentarzy: 4
1
