Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Sorry, ziomalu...

Kategoria: Polityka Thursday, 27 May 2010, 08:46

"Sorry ziomale" – takimi słowami redaktor Sobala pożegnał słuchaczy BISki, kiedy wszedł do niej jako polityczny naprawiacz w lipcu 2006. Wszedł i na "dzień dobry" wykosił najlepsze audycje, które przyciągały do nieco zdechłego wcześniej Polskiego Radia BIS słuchaczy, którzy stanowili najlepszą grupę docelową z punktu widzenia reklamodawców, a przy okazji także szybko udowodnili, że są słuchaczami wiernymi, fanami. Mając za nic wyniki słuchalności zlikwidował programy nocne z "ciężką" muzyką, pogonił Masalę, a nastepnie wypiął się na słuchaczy, pokazując w jak głębokim poważaniu ma ich uwagi odnośnie BISki.

 

Przed niemal 4 laty o Sobali mówiono wprost – to człowiek PiS, komisarz polityczny, który wszedł do radia między innymi po to, żeby koalicjant premiera Kaczyńskiego – LPR miał spokój od ludzi, którzy w "prime time" setkom tysięcy słuchaczy mówili wprost o Młodzieży Wszechpolskiej – że to banda hajtlujących kretynów. Sobali udało się rozwalić jeden program Polskiego Radia, w nagrodę został przeniesiony na inny front walki ideologicznej – do Trójki.

 

O ile BISki słuchałem z rzadka i zamiennie z Trójką, to ta druga stacja właśnie przez zdrowo ponad 15 lat była mi najbliższa. Moje muzyczne gusta rozwijali Beksiński i Kosa (obaj R.I.P.), Kaczkowski, Kostrzewa, w mniejszym stopniu Mann i Niedźwiedzki. Słuchałem o polityce w "porankach" i popołudniowej publicystyce, o kinie w sobotę, a o jazzie w niedzielę. Powtarzałem rozrywkę.

Byłem emocjonalnie związany z Trójką do tego stopnia, że gdy przed 8 laty wprowadzano strasznie na oślep zmiany wizerunkowe (dziwne jingle, bezsensowny liner "Twoje pierwsze radio") w odróżnieniu od kolegów nie pomstowałem na czym świat stoi, tylko cierpliwie czekałem przy odbiorniku, pewnien lepszego jutra.

 

Szlag trafił mnie dopiero kiedy redaktor "Sorry ziomale" zaczął robić w III programie PR podobne rzeczy do tego, czym zniszczył BISkę. Zabrano godzinę redakcji muzycznej i oddano publicystyce, do salonu politycznego wszedł redaktor Karnowski, który od pierwszego wywiadu pokazał jak bardzo uniżony jest w stronę Prawa i Sprawiedliwości oraz że rzetelność dziennikarską ma tam, gdzie Sobala słuchaczy. Zaczęły się protesty, co do których wyniku byłem pewien, że nie dadzą zupełnie nic, tak jak wtedy, gdy broniono BISki, niemal wszyscy ze "starych" dziennikarzy Trójki otwarcie mówili, że Sobala to postać nie z tej bajki, ale wydawało mi się, że polityczny mandat wystarczy, bo szybko zapomniano, że by zainstalować komisarza Sobalę trzeba było odwołać Magdę Jethon, za czasów której Trójka dobiła do 8% w radio tracku.

 

Pomyliłem się. Cholernie się pomyliłem i powiem szczerze – sama myśl o tej pomyłce sprawia, że mówiąc kolokwialnie mam na twarzy "banana". Sobala poleciał za numer, co do którego myślałem, że ujdzie mu na sucho, że jest nietykalny.

 

"The tide is turning", jak spiewał Waters. Odzyskałem Trójkę :)

Odsłon: 1583 Komentarzy: 28


Co ma dla mnie J. Kaczyński ?

Kategoria: Wiadomości Sunday, 05 December 2010, 10:57

Tytułem wstępu muszę napisać, że jestem tzw. "prywatnym przedsiębiorcą", co oznacza, że prowadzę jednoosobową działalność gospodarczą. Podobnych jak ja w tym państwie są miliony i miliony, jeśli nie miliardy (raczej to drugie) wpłacamy corocznie do budżetu tytułem podatków i przeróżnych opłat. Dajemy ludziom pracę (ja akurat na etat nie zatrudniam, ale współpracowników owszem mam i płacę im godnie), jesteśmy nieporównywalnie bardziej efektywni niż osoby pracujące na etacie, bo nie zarabiamy, gdy nie pracujemy. Przykład – gdy moje dziecko jest chore, nie mogę wziąć L4 i poobijać się w domu, ponieważ nikt mi za ten czas nie zapłaci, a klienci których "oleję" pójdą do konkurencji, traciłbym więc w dwójnasób…

 

Teoretycznie powinienem być hołubiony, a przynajmniej szanowany, przez władzę oraz armię urzędników, na których utrzymanie między innymi ja łożę. Teoretycznie.

 

Jak to wygląda w praktyce dowiaduję się niemal za każdym razem, gdy muszę coś załatwić, na przykład w urzędzie. Gdy tam idę nie jestem nastawiony wrogo, wręcz przeciwnie "luz" wiele razy pomógł mi osiągnąć to po co przychodziłem, pomimo ekstremalnie niesprzyjających warunków. Do tego nie wiem dlaczego, ale kobiety nie uważają mnie za brzydala, co też się przydaje w kontaktach "przez biurko" – w zasadzie nie uśmiecham się pierwszy tylko do starych kaszalotów z tapirem na włosach i zębami czarnymi od kawy siorbanej ze szklanki podczas rozmowy ze mną. Ale generalnie idę z nastawieniem "będzie dobrze".

Zazwyczaj trafiam na ścianę niemożliwości, braku chęci oraz, niestety, skrajnej niekompetencji powiązanej z totalnym brakiem odpowiedzialności za własne czyny. Ale nie to jest najgorsze.

 

Właśnie zakończyłem lekturę artykułu na stronie Wyborczej:

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7871418,Bogaty__czyli_zlodziej___skontrolowac__Sondaz__Gazety_.html

 

W sumie nie dowiedziałem się absolutnie nic nowego, z dowodami popierającymi tezy przedstawiony w tekście spotykam się bardzo często, głównie w kontaktach z zatrudnionymi na etacie. Zacząłem się jednak zastanawiać co mogą mi zaoferować kandydaci na prezydenta RP.

Wiem, że na swoim stanowisku nie będą mieli oni niemal żadnej realnej władzy (a tę, którą mają powinno się im odebrać, ponieważ w mojej opinii od rządzenia jest rząd), ale zaciekawiło mnie, co też mogą mi zaoferować w warstwie werbalnej, która nic nie kosztuje i do tego jest bardzo popularna przed wszystkimi wyborami (że przypomnę tylko "drugą Irlandię", czy "3 miliony mieszkań").

 

Liczą się dwaj tylko kandydaci, wszscy o tym wiemy, Komorowski i Kaczyński.

Pierwszy wywodzi się z partii, której nastawienie do biznesu znam i pochwalam, choć jestem skrajnie zawiedziony niewielką ilością pomocy, jaką ze strony PO otrzymali przedsiębiorcy (z drugiej strony rozumiem, że czas kryzysu to nie jest z punktu widzenia polityki dobra pora na radykalne pomysły). Mimo wszystko jednak wiem, że taka pomoc była, choćby dlatego, że widzę ją co miesiąc, kiedy wypełniam vat 7 (na zwrot nadpłaconego vatu musiałem czekać pół roku, kiedy to moje pieniądze leżały na koncie skarbówki, a więc nie pracowały, teraz to "tylko" 2 miesiące).

 

Jeżeli zaś chodzi o drugiego kandydata, prezesa PiS, nie mam bladego pojęcia co też zamierza on zrobić, aby ułatwić mi życie. Wiem za do aż nadto dobrze, jakie jest jego nastawienie do przedsiębiorców. To właśnie przez osoby takie jak Jarosław Kaczyński i jego brat Lech (bezwolny wykonawca woli starszego bliźniaka) w Polsce nadal pokutuje mit, że "pierwszy milion trzeba ukraść" (spytajcie pracujących na własny rachunek, czy też w to wierzą), że sukces może być osiągnięty tylko dzięki układom i koneksjom, pomocy rodziny i znajomych w polityce. Rządy PiSu przez stowarzyszenia przedsiębiorców zgodnie oceniane są jako czas nieufności, w którym bezpieczniej było trzymać się od "nas" z daleka, by nie zostać posądzonym o różne przestępstwa. To nikt inny tylko prezydent RP powiedział, że "jesli ktoś ma pieniądze, to znaczy, że skądś je ma" – niby nic, a każdy zrozumiał przesłanie – biednym jest źle przez bogatych, to ich wina, nalezy im więc pokazać ich miejsce w szeregu. I jakoś nikt nie powie, że jest to propaganda czystej wody, kalka z PRLu, gdy wspaniałe zbiory niszczyła stonka, zrzucana z amerykańskich bombowców (w tym samym czasie można się było także dowiedzieć, że Polska ma jedną z najlepszych obron p-lot na świecie…).

 

Jakie może więc mieć dla mnie rozwiązania Jarosław Kaczyński ? Co zrobi ze swoją inicjatywą ustawodawczą, jeśli zostanie prezydentem ? Czy będzie słuchał mniej licznej grupy bogatych, czy też przypochlebiał się liczniejszym biednym, szczując ich przeciwko tym, którzy żadnej krzywdy im nie wyrządzili ?

Polacy domagają większej większej kontroli nad firmami, dłuższych i dokładniejszych kontroli, sprawdzania każdego i pod każdym kątem. I zagłosują na tego, kto im wprowadzenie tych restrykcji obieca, a nie zagłosują na tego, kto zapowie działania na rzecz przedsiębiorców i prowadzenie do wytworzenia się licznej klasy średniej. Co oznacza, że prawdopodobnie zagłosują na Jarosława Kaczyńskiego, który nie raz głosił, że silne państwo powinno kontrolować swoich obywateli (ustami swoich posłów dopowiadając, że "niewinni nie mają się czego obawiać", co było manipulacją sugerującą, że przeciwnicy mają coś do ukrycia), wtrącać się do każdego elementu ich życia i decydować jak to życie ma wyglądać.

 

Ja jestem zwolennikiem państwa minimalistycznego z jednej strony, z drugiej jest we mnie także sporo socjalisty i wiem, że jeśli odniosłem sukces, to moim i państwa moralnym obowiązkiem jest wspieranie tych, którym się nie powiodło, jeśli tylko podejmują oni jakieś czynności by swój byt poprawić. Z silnym naciskiem na ostatnią część poprzedniego zdania.

 

Jarosław Kaczyński nie ma mi nic do zaoferowania.

Mnie nie interesuje polityka historyczna, bow iem że każda partia wykorzystuje ją do niskich, partykularnych celów, często niezrozumiale głupich celów (jak np. muzeum powstania warszawskiego – muzeum czczące połączenie brawury i głupoty, które kosztowało życie 180 tyś. ludzi, którzy nawet nigdy nie mieli broni w ręku).

Podobnie nie interesuje mnie walka z wymyślonym "układem", o którym nawet jeśli wykaże się jego nieistnienie, zawsze można powiedzieć, że jest tak silny, że może się zawsze ukryć. I do którego można zaliczyć każdego oponenta, niczym w starym dowcipie, w którym był agent tak zakamuflowany, że sam nie wiedział o tym, że jest agentem…

Nie interesują mnie także kwestie związane z religią, uważam że im mniej religii w polityce, tym lepiej dla obu.

 

Mnie interesuje to, by państwo na którego utrzymanie łożę, pomagało mi w bogaceniu się, bo im bardziej będę bogaty, tym więcej będę dawał zarobić innym, im bezpieczniejsza będzie moja finansowa przyszłość, tym chętniej będę się poświęcał się dla przyszłości innych. I wreszcie im więcej mojego będzie stało na tej ziemi, tym chętniej ja stanę z bronią w ręku, by o to walczyć, jeśli zajdzie taka konieczność.

 

Możecie powyższe słowa nazwać "manifestem drobnomieszczanina", okrzyknąć mnie przyziemnym człowiekiem żyjącym bez "wyższych celów", ale tym samym tylko pokażecie, jak kolosalnie się nie rozumiemy.

 

P.S.

Jeśli moje życzenia dotyczące zmiany postrzegania przedsiębiorców są zbyt wygórwane, to mam jedno mniejsze:

Gdy mam odzyskać ze skarbówki vat (sięgnę znowu po przykład z tym podatkiem, bo pięknie pokaże, o co mi chodzi), zanim dostanę z powrotem moje pieniądze, jestem najpierw wzywany do urzędu wraz z fakturami oraz potwierdzeniami zapłacenia za te faktury. W towarzystwie urzędnika muszę udowadniać, że nie kradnę, dowodzić swojej niewinności, co jest sprzeczne z jednym z fundamentów naszej cywilizacji. Kiepsko się z tym czuję, a chciałbym się tak się nie czuć…

Odsłon: 479 Komentarzy: 10


Precz z 11 listopada ?

Kategoria: Wiadomości Sunday, 21 February 2010, 09:30

Przy okazji czytania artykułu na temat wypowiedzi Frasyniuka o potrzebie zmiany święta niepodległości RP z 11 listopada na 4 czerwca, w pierwszej chwili pomyślałem, że taka zmiana to niezbyt mądry pomysł.

Po dłuższym jednak zastanowieniu przyszła refleksja – dlaczego nie ? Jednak nową datą polskiego independence day nie powinna być rocznica delikatnie mówiąc kontrowersyjna. Dlaczego nie ustanowić święta niepodległości w rocznicę Bitwy Warszawskiej ? Znalazłem po temu kilka powodów mało poważnych i kilka, moim zdaniem, bardzo znaczących.

 

Zacznę od tych pierwszych:

  • w sierpniu jest cieplej niż w listopadzie i mniej pada :)Obchody najważniejszego święta państwowego w blasku słońca zapewne przyciągną więcej widzów, a i obecny lub przyszły prezydent raczej nie rozchoruje się tak poważnie jak miało to miejsce trzy miesiące temu (co najwyżej może dostac udaru),
  • Bitwa Warszawska trwała tak długo, że święto może być ruchome, jak Wielka Noc i wypadać np. w pierwszą niedzielę po dniu rozpoczęcia bitwy, dzięki czemu mamy jeden dzień wolny od pracy mniej i podnosimy PKB ;),
  • w ramach odświeżania pamięci możnaby co roku rosyjskim miłośnikom "architekta pokoju", co "…usta słodsze ma od malin" przypominać, że gdyby nie jego nieodpowiedzialności i skrajna głupota (to bodaj Tuchaczewskiego słowa), bitwa mogłaby wyglądać inaczej.

No i te bardziej ważne:

  • konia z rzędem temu, kto pytając 10 Polaków spotkanych na ulicy co się wydarzyło 11 listopada uzyska prawidłową odpowiedź od choćby jednego. Ustanowienie tego dnia świętem jest świętowaniem tak naprawdę nie wiadomo czego, co nie wpływa pozytywnie na świadomość narodową,
  • w dyplomacji obowiązuje zasada adekwatnej odpowiedzi, skoro Rosja co roku święci wygnanie Polaków z Kremla moskiewskiego, adekwatną odpowiedzią władz RP byłoby święcenie pogonienia armii czerwonej z Polski. Ewentualne konflikty powinno załagodzić stwierdzenie, że nie świętujemy zwycięstwa nad Rosją, ponieważ ta nie jest kontynuatorką ZSRR, czy Rosji Radzieckiej,
  • rocznica Bitwy Warszawskiej łatwo może być świętem międzynarodowym (choć Czechom, Słowakom i Niemcom raczej nie byłoby za co dziękować), jeśli tylko udałoby się nie podnosić tego co dzieli, ale co łączy. W zwycięstwo mieli swój wkład Francuzi (Weygand), Anglicy (remilitaryzacja WM Gdańsk), powód do świętowania mają też Ukraińcy (choć wymagać to będzie odrobiny dobrej woli) i republiki nadbałtyckie (tu nie ma kontrowersji – podarowaliśmy im 20 lat niepodległości),
  • święto miałoby szansę połączyć Polaków nawet ze skrajnych opcji politycznych, skoro w 1920 socjaliści i prawica narodowa wspólnie stali w kolejkach do punktów rekrutacyjnych Armii Ochotniczej, raczej nie wypadałoby kłócić się nad ich grobami,
  • byłoby to też delikatne przypomnienie Europie, że gdyby nie Polska, to być może dziś aż po Gibraltar językiem urzędowym byłby rosyjski, a obowiązującą walutą – rubelek,
  • każdy w zależności od wyznania lub jego braku może święcić rocznicę cudu i boskiej interwencji w dzieje Polski i świata lub też po prostu genialnego w swej prostocie planu (uderzenie zza Wierza to w zasadzie manewr kaneński, tylo w skali makro) i właściwych ludzi na właściwych miejscach.

 

Oczywiście nie mam większych złudzeń co do tego, że w najbliższym czasie są jakieś wielkie szanse na zmianę daty dnia niepodległości, choćby z tego względu że zapewne trzebaby robić referendum, a to kosztuje i to niemało, ale sama myśl o tym, że moglibyśmy kiedyś świętować rocznicę wielkiego zwycięstwa, nie stojąc w strugach deszczu w grubych kurtkach i pod parasolami.

Odsłon: 728 Komentarzy: 16


Pius XII coraz świętszy ?

Kategoria: Historia Wednesday, 02 June 2010, 07:53

Depesza PAP z wczoraj: "…

niemiecki ruch oporu prosił papieża Piusa XII, by nie wypowiadał się otwarcie przeciwko nazizmowi i Hitlerowi

…" – za L'Osservatore Romano.

 

No i klops :)

Poniekąd jestem w stanie zrozumieć gwałtowne wybuchy uwielbienia dla papieża Piusa XII oraz wielką akcję skierowaną na kanonizację, czy beatyfikację (nie wiem, proszę o poprawienie) jego osoby. Sam nie mam w tym temacie wyraźnego zdania, bo zwyczajnie za mało wiem na temat działań Watykanu podczas DWS.

Jedna rzecz, która od razu rzuciała mi się jednak w oczy podczas lektury depeszy to totalna bzdura napisana przez dziennikarzy watykańskiej gazety. Każdy średnio rozgarnięty człowiek, nieco tylko interesujący się historią III Rzeszy zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że ruch oporu przeciwko władzom Rzeszy praktycznie nie istniał. Powody tego były dwa – pierwszy to fanatyczne niemal poparcie Adolfa Hitlera (którego nie zmieniały po wojnie często nawet wieści o holokauście), drugi to nieludzko świetnie skonstruowany aparat kontroli i represji w postaci Gestapo i Abwehry (dla wojska oczywiście) oraz zwykłej policji (Kripo).

W zasadzie o jakiejkolwiek walce z III Rzeszą można mówić w przypadkach osób takich Sofie Scholl (jej ulotki nie były antysytemowe, a jedynie domagały się prawdy m.in. na temat sytuacji na ostfroncie w 1943 r.), czy Czarnej Orkiestry, której działania podyktowane były pragmatyzmem (likwidacja Hitlera i przewrót, by zapobiec zniszczeniu III Rzeszy). Pod koniec wojny dopiero, gdy RKKA i zachodni alianci stali u wrót Niemiec bardzo popularne stało się niepopieranie Hitlera oraz przybudówek NSDAP jak SS.

Jak w takiej sytuacji Pius XII mógł rozmawiać z jakimikolwiek przedstawicielami ruchu oporu ? Nawet te niewielkie grupki, gdyby uznać je za rzeczywisty opór, nie były scentralizowane, często nic o sobie wzajemnie nie wiedziały… To nie okupowana Polska, gdzie było wiadomo, że jest rząd na wychodżtwie, delegatura na kraj i AK, stanowiąca państwo podziemne.

 

Niestety w Watykanie najwyraźniej parcie na ukazanie Piusa XII w jak najlepszych świetle przesłoniło już zdolność logicznego myślenia, a te działania przypominają mi nieco pisanie historii na nowo, na polityczne zamówienie Stolicy Apostolskiej, bez poparcia w jakichkolwiek faktach…

Odsłon: 389 Komentarzy: 8


Szatan w andrzejkowych wróżbach.

Kategoria: Wiadomości Saturday, 28 November 2009, 20:56

Wczoraj moje dziecko przyniosło z przedszkola do domu na papierowej tacce woskowe wróżby, podobno uciechy było co niemiara gdy cała grupa bawiła się w lanie przez klucz i inne zabawy, w których i ja uczestniczyłem, kiedy byłem bardzo mały i troszeczkę większy.

 

Potem przeczytałem o tym, jak straszną rzeczą są andrzejkowe wróżby, jak bardzo oddalają od Boga i chwalą Szatana. Chciałem tylko popukać się w głowę, ale przyszła mi na myśl pewna rzecz, którą chciałbym sie z Wami podzielić i poznać Waszą na jej temat opinię.

 

Czy można stać się chrześcijaninem, bądź wyznawcą jakiejkolwiek innej religii niechcący ? Zupełnie nieintencjonalnie ? Oczywiście nie, Boga wyznawać trzeba szczerze, całym sercem i całą duszą, inaczej się nie da, nie można być wierzącym na pół gwizdka – tak mówią teolodzy oraz "szeregowi" księża i zakonnicy i ja zgadzam się z nimi.

Tymczasem aby oddać cześć Szatanowi wcale nie trzeba tego bardzo chcieć – wystarczy pobawić się we wróżenie…i już.

 

Spory dysonans jest w tym dla mnie.

Tym niemniej jedno jest dla mnie jasne – nie można dla żartu stać się osobą wierzącą i podobnie nie można przez zabawę z woskiem zostać satanistą.

 

I dlatego cieszę się, że w predszkolu do którego chodzi mój dzieciak jest miejsce na zajęcia z religii i jest także miejsce na zabawę, nawet jeśli nie podoba się to ludziom, którzy widzą Szatana wyglądającego z każdego kąta :)

 

BTW, żadna z andrzejkowych wróżb nigdy mi się nie spełniła. A najbardziej żałowałem tej z 5-tej lub 6-tej klasy, kiedy wyszło, że będziemy parą z najładniejszą dziewczyną w klasie… :D

Odsłon: 650 Komentarzy: 22


Kastracja chemiczna ?

Kategoria: Wiadomości Friday, 25 September 2009, 12:19

Przed kilkoma chwilami media podały, że sejm niemal jednogłośnio przyjął poprawki do Kodeksu Karnego wprowadzające chemiczną kastrację jako obowiązkową karę wymierzaną za gwałt na dziecku (czyli osobie poniżej 15-go roku życia).

 

W pierwszej chwili pomyślałem zapewne to samo, co każdy zdrowo myślący człowiek, ucieszyłem się, że oto polski parlament w końcu zabrał się za pracę. Natura człowieka wkładającego namiętnie palce między drzwi odezwała się chwilę później i przyniosła taką oto wątpliwość:

17-latek spotykający się z młodszą o 3 lata dziewczyną idzie z nią do łóżka. O wszystkim dowiadują się np. rodzice dziewczyny, którzy składają doniesienie o popełnieniu przestępstwa na policję lub do prokuratury. Zgodnie z polskim prawem osoba dopuszczająca się stosunku z osobą poniżej 15-go roku życia dopuszcza się gwałtu, tym samym chłopak sądzony jest za zgwałcenie osoby poniżej 15-go roku życia, czyli za pedofilię. Karą obowiązkową jest chemiczna kastracja…

Jeżeli istotnie zgodne z prawdą jest to, że kastracja będzie obowiązkowa (a taką wieść przyniosły media), to sytuacja opisana powyżej, choć jej wystapienie uzależnione jest od spełnienia kilku warunków, realnie może się wydarzyć i sąd wymierzając karę nie będzie miał wyboru wymierzając karę…

OK, jasne, można jeszcze zdać się na zdrowy rozsądek polskich sądów, na to że rozsądnie myślący sędzia nigdy nie dopuści do takiej sytuacji… Choć z drugiej strony czy nasz e sądy zawsze ferują sprawiedliwe wyroki i wymierzają sprawiedliwe kary ?

To ostatnie pytanie jest, rzecz jasna, retoryczne…

Odsłon: 268 Komentarzy: 1


1

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.