reklama

Dusza za burtą!!!

Trwamy w Oktawie Wielkanocy i w tym czasie szczególnie radośnie uwielbiamy Chrystusa, który przez Swoje święte Zmartwychwstanie zwyciężył śmierć, a dla nas wszystkich pozostawił Bramy Niebios szeroko otwarte. To dobra okazja także do podjęcia głębszej refleksji i ukazania przykładu życia konkretnych osób, które prawdziwie zawierzyły Zmartwychwstałemu. Do tego grona niewątpliwie można zaliczyć zapomnianego już nieco ks. Thomasa Bylesa - angielskiego kapłana na pokładzie Titanica, który kilkukrotnie konsekwentnie odmawiał miejsca w szalupie ratunkowej i do samego końca służył duchowym i fizycznym wsparciem zrozpaczonym pasażerom.

 

Data nie jest przypadkowa, bo 15 kwietnia, czyli w dniu, kiedy w tym roku katolicy na całym świecie trwali u Grobu Pana, przypadła 105. rocznica tragedii osławionego liniowca. Wielką rzeczą jest pośród tak ogromnego chaosu, wszechogarniającej rozpaczy i dramatu, w wirze emocji, zachować pełnię swego człowieczeństwa. Ta wyjątkowa sztuka udała się właśnie, coraz bardziej już zapomnianemu, cichemu bohaterowi tragicznego rejsu - konwertycie z anglikanizmu, księdzu Bylesowi.

 

Dzieląc się nieśmiało z Drogimi Czytelnikami osobistą refleksją, muszę przyznać, że zawsze, jakby na nowo, uderza mnie w przypadku osób powszechnie dziś znanych z postawy niebywałego heroizmu w jakimś krytycznym momencie, iż w życiorysach tych bohaterów najczęściej można zauważyć wyrazistą drogę świętości, której jakby finalnym punktem stała się ta ich ostateczna, heroiczna decyzja. Święty Maksymilian Maria Kolbe czczony jest dziś, i słusznie, jako człowiek, który bezinteresownie oddał swoje życie za drugiego człowieka. Jednak chyba wciąż niewiele osób wie, jak piękną drogę przebył wcześniej. Od apostoła Kościoła, który realizował misyjne wezwanie Chrystusa przez prężną działalność wydawniczą, krzewiciela czci Maryi Niepokalanej, do męczennika. Jego niezwykły wybór nie był w żadnej mierze przypadkiem. Podobne ślady drogi do świętości odnajdziemy w biografii ks. Bylesa.

 

Urodził się w 1870 r. w rodzinie protestanckiego pastora. Z wiekiem młody, jeszcze wówczas przed konwersją, Roussel zaczął jednak coraz mocniej odczuwać w sobie Boży pierwiastek i dawał się poznać jako osoba o niezwykłej wrażliwości duchowej. Nie zadowalały go wyjaśnienia proponowane przez protestanckich pastorów. Nie odnajdywał w ich naukach odpowiedzi na nurtujące go coraz częściej pytania i wątpliwości. Wszystkie je rozważał w korespondencji ze swym bratem, Williamem, który przeżywał podobne rozterki i z którym razem podążał drogą stopniowego nawrócenia. Obydwaj sięgali w swoich poszukiwaniach do pism Ojców Kościoła, oraz zaczytywali się w apologetyce. Z czasem obaj bracia prawdę, której całe dotychczasowe życie szukali, odnaleźli w katolocyzmie i nauczaniu Kościoła katolickiego. Roussel, który w 1894 roku przeszedł na katolicyzm i stał się tym samym Thomasem, rozeznał dodatkowo powołanie do kapłaństwa. Święcenia przyjął w 1902 r., a przez kolejne lata był gorliwym duszpasterzem na terenach angielskiego hrabstwa Essex. Pamiętnym rejsem wyprawiał się do Nowego Jorku na ślub wspomnianego brata Williama...

 

Szybko okazało się, że podróż przez ocean bynajmniej nie miała być czasem wytchnienia i odpoczynku od posługi kapłańskiej. Z kapitanem ksiądz Byles umówił się, by mógł wykorzystywać przestrzeń statku do odprawiania codziennej Mszy świętej dla chętnych pasażerów. Stale też służył pasażerom posługą sakramentalną w spowiedzi. Nie przestał także nauczać, a jego kazania okazały się na swój sposób prorocze. W ostatnim, posługując się stosowną do sytuacji okrętu na morzu (choć do zderzenia miało dojść dopiero nocą) metaforą, mówił, że jak człowiekowi potrzebne jest koło ratunkowe w wypadku katastrofy, by nie utonął, tak konieczne jest duchowe koło ratunkowe w postaci modlitwy i życia sakramentalnego dla ratowania duszy. W samym momencie zderzenia z górą lodową świadkowie widzieli ks. Bylesa odmawiającego spokojnie brewiarz na jednym z pokładów, co samo w sobie ukazuje już, jak wielką ufnością i zawierzeniem Panu odznaczał się ten niezwykły człowiek. Kiedy pasażerowie zaczęli sobie w pełni uświadamiać grozę sytuacji, ksiądz Thomas starał się ich pocieszać, dodawać otuchy i opanować panikę. Nieprzerwanie słuchał też spowiedzi coraz większej rzeszy zrozpaczonych ludzi. To właśnie w tym czasie sprawowania sakramentalnej posługi wielokrotnie odmawiał miejsca w szalupie ratunkowej i jeszcze sam często pomagał innym tam wsiadać. Emanował spokojem i żywą wiarą. Ostatnie uciekające z tonącego Titanica osoby, na krótkie chwile przed tragicznym finałem, widziały, nieopodal grającej "Nearer, my God, to Thee" orkiestry, klęczący tłum ludzi z wszystkich klas pasażerskich, na czele którego widoczny był ks. Byles, który odmawiał Różaniec i udzielał wszystkim absolucji generalnej.

 

To niezwykle dramatyczna, ale zarazem też piękna historia. Ukazuje tragizm, niebywałą grozę, dramat sytuacji ludzi idących na pewną śmierć i jednocześnie żywą wiarę ich pasterza w zwycięstwo Chrystusa nad śmiercią. W okresie wielkanocnym trzeba szczególnie przypominać przykład życia ks. Bylesa, bo wierząc w Zmartwychwstanie, wierzymy też, że po śmierci jest życie i wszyscy jesteśmy do niego zaproszeni. Ksiądz Thomas Byles nie zapomniał, że Chrystus zostawił Bramy Niebios otwarte także dla niego. Wierzył, że ma kiedyś przez nie przejść. Że ma często na nie spoglądać, by nigdy nie stracić ich z oczu! Jak bardzo nam potrzeba takiej wiary... Módlmy się o nią w tym szczególnym czasie.

 

 

 

Panie Jezu Chryste, Synu Boga Żywego, naucz mnie chodzić ze wzrokiem duszy uniesionym w Niebo... +

 

 

 

Módlmy się również o rychłe wyniesienie na ołtarze ks. Bylesa, którego proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 2015 roku.

 

Strona o ks. Bylesie: 

 

  http://www.fatherbyles.com/

 

 

 

Ostatnia pieśń wirtuozów z tonącego Titanica:

 

  https://www.youtube.com/watch?v=v1mQT1u_45I

 

 

Sylabariusz

Sylabariusz

Komentarze (0):

facebook