reklama

Spóźniony pączek

W ogrodzie  rósł niewielki krzak forsycji. Gdy na przedwiośniu pokrywał się żółtym kwieciem, niezmiernie cieszył oczy ludzi zmęczonych zimową bielą i szarością.

Co roku, gdy słońce nieco mocniej ogrzewało uśpioną jeszcze ziemię, maleńkie pączki kwiatowe pytały siebie nawzajem:

- Czy już czas, braciszkowie, rozprostować płatki?

- Jeszcze nie, bo nocny mróz zniszczy je, zanim nacieszymy się wolnością – odpowiadały te, które wyrosły na najwyższych gałązkach.

Po kilku dniach znów padało to samo pytanie i padała ta sama odpowiedź. W końcu, gdy słońce roztopiło śnieg, a na trawniku przekwitły ostatnie przebiśniegi, krzak forsycji eksplodował masą żółtego kwiecia.

Pewnego poranka, gdy forsycja przekwitła i pokryła się mnóstwem młodziutkich listków, w ogrodzie pojawił się człowiek. Ściął kilka gałązek pokrytych świeżą zielenią, by wstawić je do wazonu w pięknym, ogromnym pomieszczeniu. Zielone listki rozglądały się wokół ciekawie, gdyż nigdy dotąd nie były w budowli wzniesionej przez człowieka.  W zamkniętym pomieszczeniu gałązki czuły się nieco nieswojo, przyzwyczajone do nieba nad sobą i powiewu wiatru. Tu psotny wiosenny wietrzyk  nie igrał z nimi, nie siadały na nich ptaki, jednak one wyczuwały dziwną, uroczystą atmosferę.

Wśród zielonych listków nagle coś zajaśniało, jak promyk słońca w kropelce rosy.

Spojrzały po sobie zdumione listki. Jak to się stało, że dopiero teraz pojawił się jakiś pączek kwiatowy?- zastanawiały się, gdyż dotąd nie zdarzało się im nic podobnego.

- A ty skąd się tu wziąłeś? Twoi bracia już dawno przekwitli – zapytały spóźnialskiego pączka.

Pączek był równie zdumiony, że jest sam wśród zielonych listków.

- Nie wiem, pewnie nie obudziło mnie wiosenne słońce – odpowiedział zmieszany.

Był jeszcze mały i skulony w sobie, bo pomieszczenie było nie tak jasne, jak ogród. Nie miał ochoty rozwinąć swoich płatków, gdyż bał się, że może go zniszczyć jakiś mroźny powiew.

Nagle rozbłysło światło cudniejsze niż słońce w najpiękniejszy wiosenny poranek.

Spóźniony pączek rozprostował swoje płatki najpiękniej, jak potrafił, by podziękować Stwórcy za ten dar – dar światła, jak wcześniej uczyniły to inne forsycjowe pączki w ogrodzie. Zauważył na innej gałązce podobnego do siebie rozkwitającego śpiocha, gdyż  nie tylko on przespał tamto przebudzenie w ogrodzie.

- Czy widzi siostra to samo co ja? – spytała zdziwiona zakrystianka siostrę Weronikę.

Zakonnica uśmiechnęła się na widok pojedynczych kwiatów na gałązkach forsycji.

- One wiedziały, kiedy zakwitnąć! Przy Najświętszym Sakramencie w Bożym Grobie! Rozpoznały tę Najpiękniejszą, prawdziwą Światłość i dla Niej zakwitły!

Magdalena Tarasiewicz

Magdalena Tarasiewicz

facebook