Blog > rodakzzamorza

Lobotomia, zaplodnienie in vitro i Komitet Noblowski

To kolejny wpis na kanwie frondowch dyskusji, niestety dyskusji wciaz o tym samym schemacie- mianowicie wpada na Fronde jakis nieuk (dziarsko wyzywajacy innych od nieukow, zakutych katolickich lbow itd.) za swoimi ¨naukowymi rewelacjami¨ najczesciej dotyczacymi aborcji, homoseksualizmu, poczatkow rozwoju czlowieka czy zaplodnienia in vitro. Nie inaczej bylo tym razem (poszlo wlasnie o in vitro) i final dyskusji byl rowniez ¨standardowy¨ - mianowicie adwersarz przyznal w koncu, ze ekspertem to on co prawda nie jest, ale.... jego argumenty sa rzekomo lepsze bo podparte autoryterem takiego czy innego znanego naukowca lub calej grupy naukowcow albo tez ¨demokratycznej¨ wiekszosci naukowcow (o wdawaniu sie w istote argumentow tychze naukowcow oczywiscie mozna zapomniec, skoro rozmowca ¨co prawda nie jest ekspertem¨ ani ¨na tym sie akurat nie zna¨). Coz, zawsze wysmiewalem ludzi twierdzacych, ze w swoich pogladach bazuja na nauce udowodnionej empirycznie a jednoczesnie holduja logice ilustrowanej przykladem ¨jedzmy gowno, tysiace much nie moze sie mylic¨. Ale co mozna zrobic, kiedy ma sie do czynienia z dyletantem, ktory jedynie taka argumentacje jest w stanie przyjac? ... Ano pokazac mu, ze czasami naprawde nie warto.

 

OK, do rzeczy. Jesli ktos zapyta, co wspolnego maja lobotomia i zaplodnienie in vitro, zapewne zastanawiamy sie czy to jakis nowy kawal? Niestety, to raczej bedzie kiepski kawal, ktorego pewne autorytety zapewne chetnie zabronilyby opowiadac w towarzystwie. Otoz ¨dowcip¨ polega na tym, ze bodajze najwiekszy z naukowych autorytetow, Komisja Noblowska, przyznala tworcom obydwu nagrode Nobla z dziedziny medycyny i fizjologii a w nominacji przewinelo sie slowo ¨metoda terapeutyczna¨ czy bardziej kolokwianie mowiac - leczenie. I tak, prof. Egaz Moniz w roku 1949 odebral nagrode za (cyt. ze strony nobelprize.org) ¨his discovery of the therapeutic value of leucotomy in certain psychoses¨ a w roku 2010 nagrode odebral prof. Robert Edwards za ¨for the development of in vitro fertilization¨, gdzie w wyjasnieniu czytamy: ¨His achievements have made it possible to treat infertility¨

 

Spor w dyskusji dotyczyl faktu, czy zaplodnienie in vitro moze byc nazwane leczeniem bezplodnosci i jak nietrudno sie domyslec - moj adwersarz uparcie uwazal, ze owszem, gdyz rzekomo on sam ma nawet na ow fakt niezaprzeczalnie dowody (o ktorych za chwile) a ostatecznie tak wlasnie zakwalifikowal zaplodnienie in vitro sam Komitet Noblowski, ktory przeciez jest ponoc najwiekszym autorytetem w swiecie nauki. Coz, pokazujac, co takiego jeszcze ow autorytet zwykl uwazac za lecznie, mam nadzieje ze przynajmniej coniektorych wylecze z oklepanej i naiwnej argumentacji ¨ad verecundiam¨. 

 

Co wiemy o lobotomii i jak ¨leczy¨ ona pacjentow z zaburzeniami psychicznymi? Otoz sama idea wziela sie jeszcze z XIX wieku, kiedy podczas wypadku przy pracach budowlanych pewnemu nieszczesnikowi o nazwisku Gage przelecial przez czaszke na wylot pret o wymiarach 109 x 3,5 cm. Ofiara przezyla i nadzwyczaj szybko odzyskala swiadomosc niemniej  w jego psychice i zdolnosciach rozumowych pojawily sie pewne drastyczne zmiany opisane dosc dyplomatycznie slowami ¨disruption of  the equilibrium between his intellectual faculty and animal propensities¨. Przypadek zainteresowal przyszlych neurochirurgow, ktorzy zaczeli sie zastanawiac, na ile fizyczna ingerencja w mozg moze spowodowac poprawe stanu osob chorych psychicznie, ktorych w owczesnych czasach bylo calkiem sporo,  - np.  z powodu ¨mental disorders¨ w latach 40-tych ubieglego wieku sluzby w armii odmowiono ponad 1,8 milionowi chetnych a kolejne 500 tys. wydalono z armii z tego samego powodu. Totez jakakolwiek metoda dajaca szanse na leczenie psychiatryczne byla powitana z entuzjazmem a przyjety konsensus ustalal, ze dla najlepszej efektywnosc nalezy wkluc sie przed oczodol do platow czlowych mozgu i narzedziem przypominajacym trzpien od mini-miksera pozrywac polaczenia miedzy osrodkami nerwowymi. Nie trzeba dodawac, ze taka interwenacja byla nieodwracalna a skutki bardzo czesto oplakane: smierc, apatia, otepienie, padaczka a nawet pogorszenie stanu psychiatrycznego. Na fali entuzjazmu lobotomie przeprowadzono u dziesiatek tysiecy pacjentow ale tzw. follow-up czyli pozniejsze monitorowanie pacjentow przez niezaleznych ekspertow nie nalezal ani do rzetelnych ani do regularnych. Pierwsze publikacje kwestonujace zasadnosc lobotomii pojawily sie juz dwa lata przed przyznaniem nagrody Nobla, reszta ukazala sie pozniej. I tak, po analizie licznej grupy pacjentow okazalo sie, ze stan 1/3 ulegl poprawie, stan kolejnej 1/3 pozostal bez zmian a stan 1/3 znacznie sie pogorszyl. Dla porownania, odsetek chorych psychicznie, u ktorych poprawa nastepowala bez zadnej neurochirurgii, samoistnie, to ogolem okolo 25%. Ofiary lobotomii maja szanse w niektorych bogatych krajach na uzyskanie rekompensaty od rzadow, ale jedynie maly odsetek dozywa przelewu pieniedzy na wlasne konto... Sam pionier lobotomii, prof. Moniz nie mial latwego zycia z powodu swojego ¨odkrycia¨. Zostal postrzelony przez wlasnego pacjenta najwyrazniej niezadowolonego z terapii i reszte zycia spedzil na wozku inwalidzkim. Zeby oddac honor temu nieszczesliwemu naukowcowi trzeba zaznaczyc, ze uzyskal jeszcze jedna nominacje do Nobla, mianowicie za angiografie mozgowa pozwalajaca sledzic zmiany w unaczynieniu mozgu i diagnoze wielu chorob somatycznych. Mimo tego komitet uznal, ze lecznicze walory lobotomii byly tym (niestety) bardziej spektakularnym odkryciem :(

 

A teraz nieco o ¨leczeniu¨ bezplodnosci przy pomocy zaplodnienia in vitro. Niewatpliwie wartosc naukowa samego odkrycia jest znaczna, bowiem dzieki niemu mozemy np. konstruowac transgeniczne myszy konieczne do modelowych badan nad wiekszoscia chorob ludzkich. Tylko, ze z leczeniem bezplodnosci sama metoda ma niewiele wspolnego gdyz polega na doprowadzeniu do sztuczego zaplodnienia a nastepnie wszczepienia zygoty/zarodka do endometrium macicy a taki zabieg nie przywraca zdrowia czlowiekowi cierpiacemu na bezplodnosc (czyli nie prowadzi do odsyskania zdrowia) ale jedynie omija wynikly z bezplodnosci problem. To, ze Komitet Noblowski uwaza inaczej to jak widac - zaden dowod w sprawie. Tak samo, wyrwania zeba nie nazwiemy leczeniem prochnicy zeba gdyz obiekt leczenia zostal wyrwany a przyczyna (np. bakterie S. mutans) dalej w jamie ustnej pozostala,  w gotowosci do ataku na kolejne zeby. Wyrwanie zeba moze byc jedynie uwazane za ominiecie przykrych skutkow prochnicy zeba.  Analogicznie tez alkoholizmu nie nazwiemy sposobem leczenie choroby niedokrwiennej, pomimo ze chwilowe rozszerzenie naczyn krwionosnych u pijaka moze nawet uratowac mu zycie w konkretnej sytuacji (np. zawal). Ot, taki czlowiek, pomimo niewatpliwego farta nadal znajduje sie w grupie ryzyka z powodu plytek miadzycowych w jego krwioobiegu. Nie ma zadnego udowodnionego przypadku, ze procedura zaplodnienia in vitro per se spowodowala odzyskanie naturalnej plodnosci przez bezplodna pare za to istnieja mozliwosci, ze jej zastosowanie przenosi ten sam problem na potomstwo (np. ISCI w przypadku azoospermii i ta sama azoospermia u meskich potomkow wskutek odziedziczonej mutacji w chromosomie Y, z prawdopodobienstwem wystapienia rownym 100%). 

 

Moj rozmowca twierdzil zas uparcie, ze posiada taki ¨niepodwazalny dowod¨ gdyz piec lat staral sie z zona bezskutecznie o dziecko, po czym uzyskal jedno dziecko z IVF a w ciaze z drugim zona zaszla juz naturalnie, cytuje: ¨po jednym bzykanku¨. Obawiam sie, ze do dowodu to jeszcze bardzo ale to bardzo daleko.. I tak - pierwsza mozliwosc to taka, ze owa para zostala po prostu okantowana przez klinike in vitro, gdyz zajscie w druga ciaze moze byc rownie dobrze przeslanka/dowodem na bledne wskazanie do zaplodnienia in vitro (co przytomnie zauwazyl @Miks w oryginalnej dyskusji). Druga mozliwosc to dzialanie posrednie, np. pierwsza ciaza wyrownala homoeostaze hormonalna konieczna do prawidlowego cyklu jajnikowego/zagniezdzenia zarodka/podtrzymania ciazy we wczesnym etapie i wowczas po prostu ktos ¨polozyl lage¨ na wlasciwe leczenie endokrynologiczne lub nie rozpoznal problemu nalezycie. I trzecia z hipotetycznych mozliwosci - udalo sie to, co udaje sie samoistnie innym parom np. po pieciu czy nawet dziesieciu latach starania sie o dziecko. Tej mozliwosci nie mozna wykluczyc a jesli juz ktos obstaje przy pogladzie, ze takie spektakularne zajscie w ciaze musi miec jakies nadzwyczajne przyczyny to musimy sie koniecznie zastanowic, co tez spowodowalo sukces u pary, ktora in vitro nie stosowala? Proponuje zatem rozwazyc: wplyw ksiezyca, idy marcowe, czarnego kota, co przebiegl droge dzien wczesniej, gusla czarownicy zamowionej przez zyczliwych sasiadow czy moze nadzwyczajnie piekna pogoda za oknem oraz zastanowic sie, czy przypadkiem ktorys z tych czynnikow nie spowodowal zajscia w ciaze po pierwszym in vitro u naszych bohaterow. Magicznie sie zrobilo, prawda? Dokladnie tak samo magicznie, jak proba dowodzenia (w odroznieniu od nieprawdziwej klasyfikacji procedury przez Komitet Noblowski) ze to wlasnie IVF jest lekiem na bezplodnosc. 

 

Nie bede sie rozpisywal tutaj o innym waznym aspekcie jakim sa zagrozenia zarowno dla pojedynczego czlowieka jak i calej populacji wyplywajace ze stosowania IVF na szeroka skale - ten temat przewijal sie wiele razy na blogach innych uzytkownikow, w ostatnich dyskusjach oraz w tej wspomnianej tutaj. Niemniej podaje do niej link: 

 

http://www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/klamstwa_i_manipulacje_magdaleny_srody_w_sprawie_in_vitro_22523/strona/5

z uwagi na inna sprawe: genialne wrecz odparowanie ¨chochola¨ zwolennikow in vitro przez @Miksa i @Smerfa, jakoby przeciwnicy in vitro negowali zasadnosc istniena milionow ludzi poczetych ta metoda. Oczywiscie nikt przy zdrowych zmyslach nie neguje zasadnosci istnienia czlowieka ale neguje sie zasadnosc przykladowo tworzenia jednego zycia ludzkiego kosztem kilku innych (zarodki nadliczbowe, selektywna aborcja itd.). I tak, na tekst:

- ¨4 miliony zdrowych nowych ludzi to dowod na zasadnosc stosowania metody...."

@Miks odpowiada: - A dzieci poczęte z gwałtu są dowodem na zasadność gwałtu?

a na tekst: ¨zanegowac zasadnosci istnienia 4 milionow  LUDZI powstalych w wyniku leczenia nieplodnosci ta metoda (...) musialbym byc niespelna rozumu¨

@Smerf daje parade: ¨W takim razie wychodzi na to, że wszyscy promotorzy antykoncepcji negują zasadność istnienia wszystkich ludzi, którzy poczęci zostali w wyniku tzw. "wpadki". Bo w końcu gdyby nie ona, tych osób po prostu by nie było:)¨

Dla tych dwoch ¨wymian¨ warto obejrzec spektakl niejako ¨na zywo¨ :)

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany. Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  • Zbynek napisał(a):Lip 18, 2012, 11:25 rano
    Porównanie in vitro do lobotomii bardzo ciekawe, powiedziałbym miażdżące. Ale przestrzegałbym przed błyskotliwymi pseudoargumentami, gdyż dzieci poczęte z gwałtu są w pewnym sensie dowodem na zasadność gwałtu jako strategii rozrodczej...
  • Marcin30006 napisał(a):Lip 18, 2012, 11:36 rano
    Oczywiscie ze nie sa i absolutnie gwalt nie jest strategia rozrodcza w dobrym rozumieniu tego slowa - to wlasnie strali sie zilustrowac wspoldyskutanci komus, kto uwaza ze samo istnienie czlowieka dzieki takiej a nie innej ¨strategii¨ jest dowodem na jej zasadnosc :P
  • Marcin30006 napisał(a):Lip 18, 2012, 2:59 po południu

    "color: #000000; : Verdana, Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: 12px; : initial; background-attachment: initial; background-origin: initial; background-clip: initial; background-color: #ffffff; margin: 8px;">
    @Polandia11, zatem prosze owego doktora oswiecic (jesli wprowadzil Panu zamet pojeciowy) albo najlepiej samemu sie zreflektowac, ze po angielsku ¨infertility¨ to akurat zarowno bezplodnosc jaki i nieplodnosc w tlumaczeniu na polski i ze wlasnie za ¨made it possible to treat infertility¨ przyznano nagrode Nobla odkrywcy IVF.  Czyli de facto, zgodnie z nomenklatura stosowana w jezyku polskim, za umozliwienie leczenia bezplodnosci i/lub nieplodnosci. W niczym to nie zmienia istoty wpisu gdyz IVF nie leczy ani jednego ani drugiego, co mam nadzieje zostalo jasno wykazane (a ja notabene pisalem jedynie o bezplodnosci, o nieplodnosci ponoc leczonej IVF wypowiedzial sie jeden raz moj adwersarz i akurat to on stosowal te pojecia zamiennie w oryginalej dyskusji). Resumujac, nie wiem co tez czytal Pan u jakiegos anonimowego doktora o jakims niepolskim nazwisku ale wyglada na to, ze wypowiadal sie on jedynie o rozroznieniu dwoch zjawisk (trwalej od czasowej niezdolnosci do splodzenie potomstwa) a @Polandia11 nie wiedzec czemu przycepil sie do niniejszego wpisu z nadzieja, ze cos konstruktywnego moze wniesie. No chyba, ze jednak mial do przekazania jakas glebsza i sensowna mysl w zwiazku ze swoja uwaga?

  • Marcin30006 napisał(a):Lip 18, 2012, 3:38 po południu
    No i dalej nie dowiedzialem sie, co wspolnego z trescia wpisu ma rozroznienie na bezplodnosc i nieplodnosc i czy IVF leczy moze ktoras z nich. Trudno, widocznie owa glebsza mysl gdzies sie zagubila u @Polandii i chwilowo (mam nadzieje) nie moze sie wydostac na zewnatrz :) Nie rozumiem tez sensu zdania ¨jakżesz trudno być naukowcem i osobą religijną¨ i jego zwiazku z dyskusja i podnoszonymi argumentami oraz wstawki o barykadzie. To jakas projekcja? Ale mamy za to ciekawy aspekt, otoz pojawil sie nam w kwestii leczenia ¨dobrostan psychiczny i fizyczny¨ oraz leczenie objawowe i przyczynowe. I tak, jesli uwazamy, ze IVF leczy w sensie pomaga przywrocic dobrostan psychiczny (mozna o tym dyskutowac, czy spelnianie kazdej zachcianki czlowieka to skutecznie leczenie jego rozterek psychicznych) to moze Komitet Noblowski powinien byc bardziej precyzyjny bo niestety przyznal nagrode z ewidentnym uzasadnieniem leczenia bez/nie - plodnosci a nie (znowy watpliwego) leczenia rozterek psychicznych. A przechodzac do leczenia objawowego - wychodzi na to, ze mimo semantyki niestety nie wypelnia zalozen definicji slowa ¨leczyc¨  wiec to mniej wiecej takie samo indywiduum jak krzeslo elektryczne zestawione z krzeslem ortopedycznym.
  • Marcin30006 napisał(a):Lip 18, 2012, 4:03 po południu
    i tak na wszelki wypadek, gdyby @Polandia albo ktokolwiek inny mail jeszcze problemy z zalapaniem istoty ¨leczenia objawowego¨ to moze wyjasnie z definicji i na przykladach. ¨Leczeniem¨ objawowym nazywamy interwencje, ktora niweluje niekorzystne skutki choroby natomiast nie wplywa na przyczyny tejze choroby. I, zgodnie z ta definicja okazuje sie, ze jej znamiona doskonale wypelnia np. sesja na wspomnianym krzesle elektrycznym - wszak eliminuje definitywnie (wiec jest leczeniem objawowym niezwykle skutecznym) napady nieuzasadnionej agresji groznej dla spoleczenstwa. Dalej, leczeniem objawowym bedzie wspomniana rowniez wczesniej lobotomia - wszak eliminuje objawy schizofrenii kiedy pacjet po jej zastosowaniu staje sie apatyczny i bezuczuciowy wogole. Za leczenie objawowe szeroko pojetego ¨nie-dobrostanu psychicznego¨ (widzianego przez @Polandie11 jako jakies wazne kryterium) trzeba przyjac upojenie alkoholowe - wszak rozwiazuje przynajmniej tymczasowo ow problem a przy czestszym stosowaniu czlowiek wogole nie przejmuje sie stanem psychicznym. Tu mamy wiec przyklad leczenia objawowego o bardzo szerokim i uniwersalnym wrecz zastosowaniu :) Jesli ktos nie czyje sie przekonany co do zasadnosci uzywania terminu ¨leczenie objawowe¨ to oczywiscie moge probowac przekonac go innymi przykladami. Polecam sie :D
  • Marcin30006 napisał(a):Lip 18, 2012, 4:45 po południu
    byc moze masz racje w kwestii mojej pokory - pracuje nad tym. Jesli zas widzisz agresje (i jeszcze do tego polaczona z frustracja) to musisz poprosic kogos bliskiego i obiektywnego, aby przeczytal Ci na spokojnie Twoj wlasny, pierwszy wpis tutaj a nastepnie zapytal Ciebie o intencje, jakie Ci przyswiecaly przy jego pisaniu. Moja odpowiedz byla bynajmniej adekwatna do Twojego kpiarskiego stylu i do konca utrzymana w tejze lekko zartobliwej formie wiec doprawdy nie rozumiem, dlaczego nagle przestaly byc dla Ciebie wazne jakiekolwiek kwestie merytoryczne (o tych wciaz sie nie dowiedzielismy, co takiego chciales przekazac) a czepiasz sie ostatecznie formy, ktora sam zainicjowales. Jakies logiczne wytlumaczenie?
  • Marcin30006 napisał(a):Lip 19, 2012, 8:15 po południu

    "color: #000000; : Verdana, Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: 12px; : initial; background-attachment: initial; background-origin: initial; background-clip: initial; background-color: #ffffff; margin: 8px;">
    W ktorym miejscu porownalem Cie do gwalciciela czy zlodzieja? Mozesz zacytowac to sie konkretnie odniose, bo naprawde nie przypominam sobie, abym Cie porownal. Jedyny watek o gwalcicielu to komentarz @Miksa, ktory ilustruje Twoja logike, iz istnienie 4 mln ludzi z in vitro jest dowodem na zasadnosc tej metody przykladem, ze ta sama logika prowadzilaby do wniosku jakoby istninie dzieci poczetych z gwaltu bylo uzasadnieniem gwaltu. Niby z jakiego powodu mialbym Ciebie osobiscie porownac do gwalciciela? Jesli wogole w kontekscie debaty o in vitro wychodze z tekstem o gwalcicielu czy zlodzieju to nie zeby kogos osobiscie porownywac ale zeby ilustrowac wlasnie retoryke strony przeciwnej, ktora uwaza, ze nad faktami i wynkajacymi zen implikacjami mozna glosowac.  Bo tak ktos nagle wyskakuje z rewelacja typu ¨blastocysta ludzka to nie czlowiek¨ to zaraz domaga sie na bazie swojego pogladu demokratycznego procesu stanowienia prawa w kwestii zabijania takiego czlowieka na etapie blastocysty. Dokladnie ta sama retoryke moze stosowac ktos, kto uzna ze np. buchniecie drugiemu 500 zlotych to jeszcze nie jest jakas powazna kradziez, ktora mialaby byc karalna jak zwykla kradziez ale uznana za niska szkodliwosc spoleczna. Inni musieliby wiec analogicznie pochylic sie nad ta oczywista bzdura a zlodzieje kieszonkowi zacieraliby rece z zadowolenia bo oto moga bezkarnie buchnac nawet 100 x 500 zlotych. I nie mam pojecia, dlaczego jakis Twoj wpis zostal usuniety i niestety nawet nie zdazylem go zauwazyc. 

  • Marcin30006 napisał(a):Lip 19, 2012, 9:48 po południu
    ¨Jak to mam rozumiec? dlaczego przykladasz moj IVF do gwaltu czy kradziezy¨ No wlasnie z powodu, ktory opisalem powyzej: ilustuje przyklad Twojej konstrukcji logicznej, jakoby niezaleznie od natury rzeczy ten, kto uwaza ja (dana rzecz) za cos zlego nie mial przymusu jej stosowania w praktyce natomiast ten, kto tak nie uwaza, mial w tej kwestii wolna reke. I tak, jezeli poslugujesz sie argumentem jakby ktos, kto nie uznaje in vitro za cos zlego mogl je stosowac ¨skolko ugodno¨ to rownie dobrze gwalciciel czy zlodziej moga odpowiednio krasc lub gwalcic gdyz akurat nie uwazaja tych rzeczy za zle. ¨ktorys z biskupow tlumaczyl dlaczego powinnismy chrzcic dzieci z in vitro : bo sa one tak samo niewinne jak te powstale z gwaltow"¨ I w tej kwestii biskup mial oczywista racje - przechodniosc winy z rodzicow na dzieci nigdy nie powinna miec miejsca bo dziecko nie odpowiada za to, co zrobili jego rodzice (tymbardziej w momecnie jego poczecia). I przy okazji moze zauwazysz, ze nieprawda jest, jakoby KK czy ktokolwiek inny kwestionowal zasadnosci istnienia jakiegokolwiek czlowieka (np. z  in vitro) ale kwestonuje niektore metody, jakimi posluguja sie ludzie do zrealizowania swoich zachcianek. ¨ Dlaczego uzywacie tego krzywdzacego zarowno rodzicow jak i dzieci porownania?¨ Naprawde nie widze, gdzie porownianie jest krzywdzace i w stisunku do kogo konkretnie mialoby byc. Przeciez nie porownuje ani rodzicow ani dzieci tylko sposob argumentacji za wprowadzeniem dostepnosci in vitro na zyczenie.
  • Marcin30006 napisał(a):Lip 19, 2012, 10:15 po południu
    Napisalem w oryginalnej dyskusji, ze do Twojego przypadku (kiedy nie bylo zadnego mrozenia/wyrzucania) - z obiektywnego punktu widzenia nie moge sie przyczepic. Moglbym oczywiscie z powodow stricte religijnych ale uwazam, ze wierzen religijnych w odroznieniu od nauki nie mozna udowodnic empirycznie wiec rowniez nie wolno mi nikogo zmuszac do ich akceptacji metoda przymusu. Reasumujac - dlatego wlasnie sie Twojego in vitro nie czepiam. Czepiam sie sposobu argumentacji, gdyz pod haslem IVF kryje sie nie tylko Twoje konkretne in vitro ale wszystkie techniki (wraz z mrozeniem, wyrzucaniem na smietnik a nawet perfidnie nazwanym ¨programowaniem dzieci¨ - o czym sam zreszta pisales a ja wyjasnilem na czym to polega w rzeczywistosci). Czyli jak widzisz, mamy tam metody, do ktorych mam prawo i obowiazek sie przyczepic i jesli tutaj ktos bedzie argumentowac, ze on akurat nie uwaza ich za zle wiec chce wolnej reki to odpowiem, ze ani gwalciciel ani zlodziej tez nie musza uwazac gwaltu czy kradziezy za zle zatem wedle tej logiki im rowniez przysluguje wolna reke w ww. kwestiach.
  • Marcin30006 napisał(a):Lip 19, 2012, 10:18 po południu
    ¨jesli ktos uwaza in vitro za cos zlego nie musi go stosowac jak ten kto nie chce pic alkoholu by wyleczyc chorobe wiencowa" - takiego powinienes uzyc porownania¨ Nie, gdyz picie alkoholu wplywa negatywnie glownie na samego pijaka a stosowanie niektorych technik in vitro wplywa bardzo negatywnie na innego czlowieka (konkretnie usmierca go, wiec gwalt i kradziez to i tak o wiele delikatniejsze porownanie).  
  • Marcin30006 napisał(a):Lip 19, 2012, 10:29 po południu
    ¨Ok, wytlumacznie przyjete z radoscia. ciesze sie jako chrzescijanin ze moj przypadek nie byl zly i nie popelnilem grzechu.¨ Wg. nauki KK byl grzechem ale jako ze nie ma powszechnego obowiazku jej przyjmowania wiec opierajac sie na obiektywnej etyce mozna powiedziec ze wg. tej rzeczywiscie zly nie byl. ¨proponuje ludziom w wierze zatem prosic o zaplodnienie maksymalnie dwoch komorek jajowych, nie bedzie potrzeby mrozenia itd... Amen. Alleluja!¨ Tego juz niestety kompletnie nie rozumiem. Moglbys wyjasnic, dlaczego maksymalnie dwoch i skad wogole ma wynikac potrzeba mrozenia? Mrozenie nie jest ani konieczne ani nawet wskazane dla rozwoju czlowieka a samo w sobie wylacza go przeciez z cyklu zyciowego. Uwazasz, ze masz prawo manipulowac czyims juz zaistnialym zyciem bo ktos ma taki kaprys? ¨alkoholizm jest szkodliwy spolecznie wplywa na pijaka i jego rodzine, otoczenie powoduje wypadki smierc innych... troche zaweziles .¨ Owszem, ale przede wszystkim skutek dotyczy samego pijacego. W spolecznosci jest juz tak, ze malo jest rzeczy, ktore nie wplywaja na otoczenie w mniejszy lub wiekszy sposob. To, ze ktos np. postanowi skoczyc z mostu tez wplywa na jego rodzine...
  • Marcin30006 napisał(a):Lip 19, 2012, 11:18 po południu
    O ryzyku ciaz mnogch doskonale wiem, tylko nie rozumiem wogole motywacji kogos, kto rzekomo nie chce generowac probemow natury etycznej i pisze ¨wytworzenie wiekszej liczby zarodkow wymaga¨ Otoz nie ma wogole zadnego wymagania wytworzenia wiekszej liczby zarodkow niz zamierza sie ich zaimplementowac po wytworzeniu - wowczas nie ma zadnych problemow natury etycznej w kontekscie, w jakim tu pisalismy. Ale przy okazji, pragne zebys dostrzegl kolejny problem - mianowcie jesli przyjmiemy, ze w zycie ludzkie, ktore juz zaistnialo i toczy sie wlasnym biegiem, nie mozemy ingerowac, to wszelkie stwarzanie dodatkowych czynnikow ryzyka ponad te, ktore i tak zostaly wygenerowane spontanicznie (np. spontaniczny podzial moruli na bliznieta jednojajowe, podwojne jajeczkowanie prowadzace do blizniat dwujajowych itp.) jest rowniez sprzeczne z etyka. Dokladnie na tej samej zasadzie ,na jakiej nie mozemy narazac czlowieka doroslego czy dziecka na niepotrzebne ryzyko utraty zycia lub zdrowia. I teraz, jesli ktos podejmuje decyzje, ze on chce (a nie natura spowodowala) zaplodnic i zaimplementowac dwie blastocysty to wlasnie takie ryzyko sam stwarza wlasnym chciejstwem. Jest to wg. Ciebie etyczne? Z tego podejscia wynika m.in nauka KK (choc to nie wszystkie przeslanki) ale o tej nie chce specjalnie pisac bo sa lepsi w tej materii ode mnie a dla Ciebie to raczej nieistotne. Skupmy sie na uniwersalnej etyce kiedy ktos decyduje, ze on chce akurat dwie blastocysty zamiast jednej pomimo, ze sam ma najszczersze checi ¨dorobienia sie¨ blizniakow. Nie uwazasz, ze lepiej te kwestie pozostawic samej naturze tak samo jak kwestie rozmnazania wogole? Czy jesli okaze sie, ze bezplodnosc wynikala z jakiego rzadkiego defektu genetycznego i tenze sam defekt (ktorego ten konkretny allel normalnie zostalaby wyeliminowana z populacji) zostal przeniesiony poprzez procedure in vitro na potomstwa, nie mialbys wrazenia, iz w jakis sposob zaingerowales raz a definitywnie w jakos zycia swojego dziecka?
  • Marcin30006 napisał(a):Lip 19, 2012, 11:30 po południu
    Innymi slowy - wchodzimy teraz na inny poziom etyki, w ktorej celowosc jest juz OK (w odroznieniu od schematu jedno zycie kosztem kilku innych) ale dochodzi problem praktycznych rozwiazan generujacych ponadnormatywne ryzyko mimo szczerych i dobrych checi. Za chwile mozemy tez porozmawiac o problemie nieznajomosci i braku rzetelnych danych naukowych nt. rozwoju osob poczetych z IVF po przekroczeniu bariety wieku 20+.  Co, jesli okaze sie ze istnieja problemy a sama metoda jest juz teraz stosowana masowo i generuje miliony istnien ludzkich? To jakby analogia z lobotomia, ktora byla wprowadzona jako rutynowy zabieg i uznana za leczenie podczas gdy follow-up pokazal glownie negatywy. W przypadku in vitro, jak wykazalem, nie mozemy wogole mowic o leczeniu (wiec odpada nawet celowosc jaka byla w przypadku lobotomii chec przywrocenia zdrowia) ale o zabiegu o niezbadanym dokladnie poziomie bezpieczenstwa.
  • Marcin30006 napisał(a):Lip 20, 2012, 11:15 rano

    ¨Tego  nie wykazal pan, to sie tylko panu wydaje. Chyba ze znow moje autorytety sie myla**?!¨
    Widze zatem, ze dysksuja znowu schodzi z argmentow na to, co sie komu wydaje. Tak, panskie autorytety moga sie mylic i czesto sie myla  sie myla, co jest niejako clue nieniejszego wpisu. I naprawde prosze, jesli dyskusja ma byc konstruktywna to odrzucmy wreszcie dowodzenie naukowe ¨od autorytetu¨ bo takie cos w nauce nie istnieje. ¨temat ten byl  poruszany  juz wczesniej jednak chcialbym zacytowac ze leczenie objawowe jest wedlug medycznej definicji  druga po przyczynowym forma leczenia! Choroby objawowo leczy sie  gdy niemozliwe jest leczenie ich przyczyny. W tym wypadku swietnie pasuje in vitro jako objawowa kuracja w zestawieniu z endometrioza* i niemozliwoscia zajsca w ciaze z jej powodu.¨ Owszem, temat byl juz poruszany w kontekscie, iz leczenie objawowe nie spelnia definicji leczenia (nie przywraca zdrowia a conajwyzej funkcjonalnosc choc i nie zawsze), zatem ¨leczenie objawowe¨ jest jakims potworkiem semantycznym. Gdyby ktos mial watpliwosci, odsylam to postu w dyskusji powyzej z wczoraj z godz. 16:03. Endometrioze leczy sie m.in. hormonalnie a nie przy pomocy zaplodnienia in vitro, zreszta @Miks, ktory jest akurat lekarzem)wyjasnial juz ten problem w innych dyskusjach i byc moze wpadnie tutaj, aby wyprowadzic Pana z bledu. Zrobi to lepiej ode mnie i poda konkretne ¨good medical practices¨ wobec endometriozy. ¨Podobnie jak z azoospermia ! czyz czlowiek z azospermia jest kims gorszym? Nie panie, to tak jak czlowiek ktory musi nosic okulary nie jest gorszy od tego ktory ich nie nosi,ale tylko gdy je ma na nosie! Takimi okularami wlasnie jest IVF dla azoospermika, proteza - no chyba ze azospermia powoduje tez inne negatywne objawy o ktorych nie wiem. ¨ Nikt nie twierdzi, ze czlowiek z azoospermia czy z okularami jest kims gorszym. Przyklad azoospermii, ktora mimo obejscia problemu przy pomocy in vitro/ICSI przenosi ow problem dalej na meskie potomstwo mial Panu uswiadomic, ze z tego wlasnie powodu nie mozna mowic o leczeniu przy pomocy in vitro. I o ile nie mozna miec pretensji do garbatego ze ma proste dzieci o tyle dzieci azoospermika rowniez cierpiace na te choroba moglyby juz cos powiedziec (w skretynialym do reszty USA to nawet moglyby wytoczyc pozew rodzicom!). ¨ Spelniajac warunki w ktorych nie prowokujemy do powstania ciazy mnogiej przez ponad normatywna ilosc zaplodnionych jajeczek, po sprawdzeniu  wad genetycznych u potencjalnych rodzicow ktore mogly by prowadzic do smierci dziecka***, mozemy smialo polecac metode IVF jako skuteczna metode objawowego leczenia bezplodnosci .¨ Leczenia objawowego - moge sie zgodzic. Caly problem w tym, ze leczenie objawowe nie podpada pod kategorie ¨leczenia¨ gdyz nie przywraca zdrowia ale conajwyzej funkcjonalnosc a w tym konkretnym przypadku tylko jednorazowo. To, ze ktos stworzyl sobie pojecie ¨leczenie objawowe¨ nie oznacza, ze ma cos wspolnego z leczeniem. Ot, pokazywany wczesniej przyklad krzesla i krzesla elektrycznego. Ale widze, ze ten watek jest dosc kontrowersyjny wiec postanowilem poswiecic mu kolejny wpis, pod ktory oczywiscie zapraszam. ¨Definicja leczenia  ze slownika jezyka polskiego ktora to pan przytoczyl i na podstawie ktorej udowodnil ze IVF nie leczy, jest tak samo zasadna jak porownanie sciecia glowy do leczenia objawowego grypy. Lubi pan doktor widze stosowac latwe i wymowne porownania by dobitnie skrytykowac in vitro.(tutaj klania sie klasyczna zasada rownowazenia dysonasu stosowana by dyskredytowac przeciwnika przy braku argumentow)..¨ No wlasnie, widze ze zrozumial Pan, ze od wyeliminowania samych niekorzystnych objawow do wyleczenie daleka droga i to niekoniecznie zawsze po mysli samego potencjalnie zainteresowanego :) A tak na powaznie, to prosze mi wytlumaczyc dlaczego niby mamy zmieniac definicje slownikowa slowa leczyc=przywracac zdrowie tylko dlatego, ze ktos postanowil sobie wprowadzic dziwny termin ¨leczenie objawowe¨? Nie prosciej byloby owo ¨leczenie objawowe¨ nazwac poprawnie ominieciem skutkow choroby i wowczas nie byloby zadnego zametu pojeciowego? Nazwanie tego dzialania leczeniem prowadzi do nieuzasadnionych implikacji takiego dzialania. Bo oto za stan patologiczny mozna sobie rownie dobrze uznac niespelnienie seksualne (do ktorego przeciez zdrowy czlowiek jest zaprogramowany) i jako leczenie objawowe proponowac wizyte w burdelu. Malo tego, jesli ktos uprze sie, ze to wlasnie leczenie objawowe jego problemu to za ¨leczenie¨ moze domagac sie refundacji a w tym samym momencie dziwka wystapi o nadanie jej statusu terapeuty.  ¨Zabieg jest oczywiscie ryzykowny gdyz ktoras z blastocyst , lub embrionow moze nieprzezyc. Panie Marcinie ZYCIE JEST RYZYKOWNE- kazda operacja , kazdy najprostszy lek niesie potezne ryzyko smierci. Zadaniem procedury IVF jest stworzenie nowej istoty ludzkiej, niestety nie mozemy byc pewni czy ta osoba bedzie zdrowa i zyc  wiecznie - tak samo jak przy naturalnym poczeciu nie jestesmy tego pewni. Przed IVF wykonuje sie szereg badan diagnozujacych wiele mozliwych chorob, przed kopulacja w celu rozrodzczym nie wykonuje sie zazwyczaj takich  badan.¨ Oczywiscie, ze w kazdym momencie zycia czeka na nas ryzyko. Nie zgodze sie jednak, ze kazdy najprostszy lek niesie ryzyko smierci - otoz po to wlasnie sa wszelkie komisje jak chocby FDA (Food and Drug Administration) aby eliminowac leki, ktore niosa chocby minimalne ryzyko smierci a nawet innych powiklan. Prosze sobie wyobrazic, ze byl swego czasu lek przeciwnowotworowy o nazwie TNP-470, ktory blokowal rozwoj guza przez hamowanie jego unaczynienia. Mimo obiecujacych wynikow zostal calkowicie wycofany z badan klinicznych ostatniej fazy gdyz powodowal ponadnormatywne skutki neurologiczne. Inny przyklad to slynny w latach 60 i 70 talidomid (co prawda nie przeciwnowotworowy) ktory zostal wycofany z uwagi na teratogennosc. Jak juz wspomnialem wczesniej - nie mam nic przeciwko celowosci jaka jest stworzenie jednego czlowieka ale bez kosztow w postaci innych istnien ludzich i dlatego nie czepiam sie akurat Panskiej procedury in vitro. Zadalem jednak Panu pytanie w dwoch postach z wczoraj z godz. 23 , jakie stanowisko powinnismy przyjac wobec zagrozen (chocby tych populacyjnych i tych wynikajacych z naruszenia imprintingu genomowego opisanych rowniez w oryginalnej dyskusji) i czy takie postepowanie w ciemno (obarczone ryzykiem, ktorego jednak nie generuje sama natura ale czlowiek osobiscie) jest etyczne? Jak dotad, nie dostalem odpowiedzi. ¨Odrzucam stworzona przez pana Marcina definicje ze IVF to zabieg nieleczacy a jedynie jakis tam zabieg o niezbadanym dokladnie  poziomie bezpieczenstwa. Swietnie podpada ow zabieg pod definicje  leczenia objawowego, no chyba ze dyskredytuje pan w  calosci leczenie objawowe jako leczenie wogole!¨ Tak wlasnie - proponuje rozroznienie miedzy leczeniem a omijaniem skutkow chorob - wowczas nie mamy problemu zarowno pojeciowego oraz potencjalnie niebezpiecznych implikacji uznania np. pojscia do burdelu za lecznie objawowe. Proponuje zas zachowac przy tym wszystkim jakis zdrowy rozsadek. I tak - nie neguje zasadnosci noszenia okularow i nawet refundowania tychze aby slabo widzacy mogli np. pracowac i funcjonowac w spoleczenstwie albo zasadnosci stosowania protezy przez osoby, ktore stracily noge. Neguje zas cos takiego jak prawo do posiadania dziecka gdyz nie ma zadnego prawa do posiadania czlowieka (przepraszam, bylo kiedys i okrylo sie raczej zla slawa). ¨Leczenie, terapia, kuracja – szereg czynności medycznych, z użyciem stosownych leków i aparatury, zmierzających do przywrócenia równowagi (homeostazy) organizmu dotkniętego chorobą lub kalectwem; postępowanie lekarskie, którego celem jest przywrócenie zdrowia choremu lub poprawa jego jakości życia.¨ Dobrze, ze przytoczyl Pan te definicje - pojawia sie w niej jakosc zycia. Caly problem w tym, ze owa jakosc zycia jest definiowana subiektywnie bo kazdy ma inne pojecie szczescia, ergo - niespenienie zachcianek kogokolwiek moze byc traktowane jako naruszenie jego osobistej jakosci zycia. Czy nie wypadaloby tutaj wprowadzic jakiegos innego, obiektywnego kryterium? Bo jak wspomnialem - czy przez jakosc zycia rozumiemy swoje wlasne zycie czy moze uznajemy, ze jakosc naszego zycia zalezy od posiadania drugiego czlowieka? Otoz czlowiek to nie zabawka do spelniania czyis zachcianek i chcialbym, aby kazdego czlowieka traktowac powaznie juz od momentu jego zaistnienia. Wszystkie metody IVF, ktore np. mroza zarodki, selekcjonuja czy unicestwiaja itd. po prostu traktuja czlowieka przedmiotowo i na to nie powinno byc zadnej zgody a wrecz sankcje karne. ¨nie jest to prawda we wszystkich przypadkach azoospermii, nie odbieraj wiary w potomstwo wszystkim azoospemikom. Przyczyny azoospermii mogą być różne, od przebytego urazu jąder, po przebyte infekcje czy czynniki genetyczne. ¨ Oczywiscie ma Pan racje - przyczyny moga byc rowniez innej natury i nigdzie nie napisalem, ze mutacje to przyczyna wszystkich przypadkow azoospermii. Przyklad sluzyl zilustrowaniu, ze przeniesienie swojego problemu na dzieci to wybitnie nie jest jakiekowiek leczenie ale propagowanie patologii. ¨Jesli jestem azospermikiem chce miec syna ktory nawet jesli bedzie mial dziedziczona po mnie  azospermie, to co ? wszyscy musza byc doskonali na tym swiecie? przez wykonanie IVF z  ICSI urodzi sie prawdopodobnie chlopak  taki jak ja i zrobi sobie IVF z  ICSI gdy tylko  bedzie mial ochote miec potomstwo lub nie zrobi, zycie  jego przez to gorsze nie bedzie¨ Nie, nie kazdy musi byc doskonaly ale do doskonalosci powinnismy wszyscy dazyc. Dlatego wlasnie odpowiedzialni rodzice, ktorzy np. maja swiadomosc, ze jedno z nich posiada dominujacy allel choroby Huntingtona nie decyduja sie na potomstwo choc oczywiscie nie ma podstaw, aby im tego potomstwa zabronic. ¨no chyba ze jakis natchniony katolik  bedzie my  wytykal : ty azoospermik wiesz ze nie mozesz miec dzieci naturalnie poczetych ! frajerze !¨ Czy spotkal sie Pan kiedys z takim katolikiem? Jesli tak, to znaczy ze ow katolik niespecjalnie przejmowal sie nauka KK.
  • Marcin30006 napisał(a):Lip 20, 2012, 5:57 po południu
    Cala przyjemnosc po mojej stronie i naprawde ciesze sie, ze mozemy dyskutowac bez obrzucania sie obelgami mimo roznicy zdan. Pozwole sobie wyodrebnic kwestie ¨leczenia objawowego¨ do osobnego wpisu jako ze temat, jak sadze, jest dosc kontrowersyjny i zawsze warto posluchac szerszej opinii.

Nowy użytkownik:

Wypełnij wszystkie pola: