Transplantacja twarzy, a Boże Narodzenie. Rozmyślanie przy śniadaniu

Przy porannej lekturze „The Plain Dealer” (miejscowy dziennik – mieszkam w Cleveland, Ohio) trafiłem na artykuł mówiący o niezwyczajnym spotkaniu: mąż i dzieci Anny Kasper, dawczyni twarzy spotkali się z Connie Culp, którą ją otrzymała. Możemy sobie wyobrazić spotkanie z obcą do tej pory kobietą, która od dwóch lat ma twarz …własnej żony czy matki. Nie tylko w sensie, że bardzo podobną, ale ma Tą SAMą TWARZ. Twarz, którą oni tak dobrze znali. (O operacji można przeczytać po polsku tutaj.)

 

Jak zapewne pamiętamy, dwa lata temu miała miejsce pierwsza w USA operacja przeszczepu twarzy. Operacja odbyła się w Clevelandzkiej klinice. Zespołem lekarzy kierowała urodzona w Polsce, dr Maria Siemonow. Była to czwarta operacja na świecie, ale pierwsza pod względem tak rozległego obszaru twarzy (ok. 80 %). Przeszczep wymagał połączenia licznych kości, mięśni, nerwów i naczyń krwionośnych; dzięki operacji pacjentka odzyskała utraconą w wyniku wypadku szczękę wraz z podniebieniem, górną wargę, policzki, nos, powiekę dolną, a także odzyskała zdolność samodzielnego oddychania, mówienia i jedzenia (podaję za wikipedią. Zazwyczaj jestem ostrożny korzystając z wiki, ale tym razem jestem dosyć pewny tych danych).

 

Jak donosi dziennik, spotkanie było bardzo emocjonalne. Na początku dawało się odczuwać zakłopotanie; osoby, które w nim uczestniczyły, nie wiedziały, co powiedzieć, bo przecież i sytuacja niecodzienna , ale ono szybko minęło, dając miejsce łzom, śmiechowi, rozmowie. Rodzina dawczyni ze zdumieniem odkryła, jak wiele cech wspólnych łączy te dwie kobiety: ten sam rodzaj karnacji skóry, grupa krwi, bardzo podobne wykonywanie zajęcie, tylko 14 miesięcy różnicy w wieku, zbliżone rysy ich charakterów… Mąż i dzieci dawczyni twarzy widząc kobietę, która ma teraz twarz ich żony i matki, w jakiś sposób widziały ją samą – ich żonę czy matkę.

 

Jest to radosna nowina, że postęp w medycynie daje nadzieję nieszczęśliwym ludziom, jak Connie Culp, której mąż strzałem z pistoletu zmasakrował twarz. Jest to radość, że za tym osiągnięciem stoi osoba polskiego pochodzenia. Ale to nie wszystko. Fakt, że to spotkanie odbyło się na kilka dni przed Bożym Narodzeniem, skierował moje myśli ku Radosnej Nowinie par excellence czyli Ewangelii. Bóg w Jezusie Chrystusie stał się „Bogiem z nami” – Emanuelem. Odwieczne Słowo stało się Ciałem,  narodziło się z Maryi i zamieszkało między nami. Pan Bóg nie tylko przyjął Ciało, ale także wraz z nim ludzką twarz: widząc Pana Jezusa widzimy Boga (por. J 12, 45). Wysłuchał w ten sposób modlitwy pokoleń Izraelitów modlących się słowami Psalmów: "Ukaż, nam, Panie Twoje Oblicze" (por. Ps 80:20)

 

Jednak, jeśli tak można powiedzieć, narodzenie Pana Jezusa w Betlejem nie jest końcem wcielenia, ale raczej początkiem. Pan utożsamia się z Kościołem nauczającym (Łk 10, 16). Także z każdym  Jego bratem w człowieczeństwie: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. (Mt 25:40). Pod koniec zaś ziemskiego życia Pan Jezus w Wieczerniku powie do swoich Apostołów: Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. (J 13, 34)

 

Jest to Nowe Przykazanie. Streszczenie wszystkich przykazań. Pierwszą rzeczą "nową", którą zauważamy w Nowym Przykazaniu, jest fakt, że nie ma tam mowy o miłości Pana Boga. Czyżby Pan Jezus mówi, że miłość do Boga jest czymś zbytecznym? Nie, byłby to wniosek błędny. Wystarczy przeczytać choćby Mt 22, 36-38: "Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?" On mu odpowiedział: "Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie". Chodzi o coś innego: Odkąd Syn Boże stał się Człowiekiem, wszystko, co czynimy drugiemu człowiekowi, czynimy Jemu.

 

Druga nowość: Nie ma już "Kochaj bliźniego, jak siebie samego", czyli nie mamy kochać innych według miary miłości własnej, ale według miary, którą jest On. "No dobrze", powiemy, "ale przecież On jest Bogiem, a ja tylko człowiekiem". Słusznie. Dlatego Pan Jezus daje swoim uczniom Przykazanie Nowe nie wcześniej, jak dopiero w Wieczerniku, gdzie także ustanawia Eucharystię – daje swoje Ciało i Krew do spożycia. Przyjmując Jego Ciało i Jego Krew nie przemiamy je w siebie, ale On przemiena nas mocą w Siebie. I dopiero przyjmując Pana Jezusa, możemy być w stanie kochać innych Jego miłością.

 

On, który zechciał przyjść na świata w Betlejem, "Domu Chleba", bo to oznacza nazwa tego miasta, przed odejściem do Ojca, chciał stać się Chlebem z nieba – dać nam siebie na pokarm w chlebie i winie, które przemienione mocą Ducha Swiętego stały się Jego Ciałem i Jego Krwią. Każdy kościół, gdzie odprawiana jest Msza św. jest Betlejem, gdzie Pan się rodzi, Kalwarią, gdzie umiera i Wieczernikiem, gdzie karmi swoich spragnionych uczniów swoim zmartwychwstałym Ciałem. Potrzeba, abyśmy Go przymowali, bo inaczej nie będziemy mieli siły do zachowania Nowego Przykazania.

 

Pan Jezus przyszedł nie tylko raz w Betlejem, dwa tysiące lat temu. I przychodzi nie tylko w Eucharystii. On przychodzi do nas także w każdym napotkanym człowieku. Widząc twarz bliźniego, widzę twarz Pana Jezusa. Czasem to podobieństwo jest zamazane przez grzech i trudno je dostrzec. Paradoksalnie jest tak, że im kto mniej zasługuje na naszą miłość, tym bardziej jej potrzebuje. Traktując bliźnich z miłością, czyli w sposób, w jaki Syn Boży traktuje mnie, przyczyniam się do tego, aby ten Boży obraz został w nich odnowiony, a ich dusza stała się Betlejem.

Placyd Koń

Placyd Koń

Komentarze (9):

Piotr Jaskiernia "Hiob" Gru 21, 2010, 5:50 po południu

A czy to Twoja parafianka, ta pani doktor, ojcze Placydzie?
Pozdrawiam serdecznie.
_____________
God loves you

Placyd Koń Gru 21, 2010, 7:21 po południu

Witaj, Piotrze. Nie, nie jest. Nie wiem nawet, czy jest katoliczką. Spotkałem ją osobiście, miałem przyjemność z nią rozmawiać przy różnych okazjach. (Polonia w Cleveland nie jest zbyt liczna). To bardzo skromna osoba, ale nie wiem nic na temat jej przekonań religijnych.

.

Wzajemnie. Radosnych Świąt Narodzenia Pana.

.

PS. Napisałem, że Boże Narodzenie było nie tylko w Betlejem i że Pan Jezus przychodzi na róże sposoby w każdym czasie. A Ty, Piotr, robisz na tym blogu "krecią robotę" mówiąc, że 25-go grudnia... ;-)

Piotr Jaskiernia "Hiob" Gru 21, 2010, 7:33 po południu

Ojcze Placydzie, proszę o wybaczenie... Ja wiem, że On przychodzi każdego dnia, ale Jego Narodzenie możemy obchodzić tylko raz. ;-)
Poza tym... to nie ja wymyśliłem kalendarz liturgiczny. :-D
_____________
God loves you

pokaż więcej komentarzy
Załóż bloga reklama

reklama

Najczęściej czytane

reklama

Najczęściej komentowane

facebook