"Dżender"

Słyszę to słowo od czasu jakiegoś, to w telewizji, to w radiu. Jedni wychwalają pod niebiosa, inni wręcz przeciwnie. "To sobie popatrzę, poczytam, trzeba iść z duchem czasu" - pomyślałam. I znalazłam taki filmik. Otóż w programie piewcy rządowych dokonań, spotkali się Szczuka i Terlikowski. I tak oto pani Szczuka tłumaczy owo tajemnicze słowo tak: "Gender to płeć w kulturze. Mamy Szwedkę i Afgankę, obie są kobietami, obie są płodne. Ale los Afganki diametralnie różni się od losu Szwedki. Jej prawa, dostęp do edukacji, ochrona przed pomocą się różnią". Ktoż polemizowałby z takim stwierdzeniem..toż prawda naprawdziwsza. Tylko co z tego wynika? Że feministki będą oragnizowały bojówki, jechały do Afganistanu i wyrywały Afganki z rąk mężczyzn, oprawców? Czy będą oranizowały pogadanki w Kabulu na temat praw kobiet? Nie sądzę..Stosując porównanie, co głodnemu dziecku z Erytrei po tym, że jego rówieśnicy w Europie jedzą więcej? Nic. Od tego głodny mniej nie będzie. Więc po co ta szopka? Idę zatem dalej..i zaczynam się lękać. Kobieta ma nie być kobietą a mężczyzna nosić sukienki i lać mnie torebką po głowie. Mój syn będzie do mnie mówił "Rodzicu" a śpiąca królewna okaże się facetem z wąsami. Nie ogarniam...

Komentarze (0):

Załóż bloga reklama

reklama

Najczęściej czytane

reklama

Najczęściej komentowane

facebook