reklama

Jesteśmy tylko "wsadem"

 

To nie jest wyraz pretensji. To nie jest, broń Boże, zarzut. To próba uchwycenia mechanizmu, który niewidoczny, na co dzień, przejawia się w procesach jakie obserwujemy.

Na świecie da się zaobserwować z grubsza dwie tendencje. Tendencję personalistyczną, ja ją nazywam ludzką. I tendencję rynkową. Tendencja "rynkowa" w sferze traktowania ludzi, traktuje ich jak "wsad". Na przykład kurczaki są takim wsadem. Kupuje się je młode, wsadza się im sterydy, kalorie, antybiotyki. Jak się przewracają od wzrostu masy ciała to się je sprzedaje. Czyli kurczak jest wsadem do procesu uzyskiwania pieniędzy.

Tak i z ludźmi. Procesy "rynkowe" traktują ludzi jak wsad. Wkładają w nich, za pomocą perswazji mediów i kontroli kanałów dystrybucji jedzenie, rozrywkę, wiadomości, reklamy, reklamy, kształtujące ich percepcję i wartości, przekazy i uzyskuje się przychód. Przychód głównie z ich zachowań, decyzji, postaw (np. konsumenckich czy politycznych).

Podobnie w sferze pracy. Płaci się im tak mało jak to możliwe, bo są zasobem, "wsadem", z którego należy wycisnąć więcej. Czy nie mogą pójść do innej pracy? Mogą. Ale spoko. Po pierwsze ciężko znaleźć. Po drugie wszyscy prowadzą tą samą politykę, bo i ich ktoś z góry, traktuje jako wsad. Wsadem są, tu jednak tylko po części (uwaga na kanwie przekształcenia Salonu24), blogerzy. Piszą teksty, generują ruch, wynika z tego dochód. Trzeba ich zagospodarować w procesie tworzenia "wartości". Nic to złego. Sam jestem "wsadem".

Kupiłem dziś w Biedronce (to może wstyd) mandarynki. Bo były po 2,99. Dużymi literami reklama. Potem, już po fakcie, patrzę... a na rachunku są po 4,99. Ki czort? Wracam czytam. No tak. Na dole. Małymi literami uwaga, że to cena przy zakupie min. 1kg. Manager z Biedronki wygrał. Zmyślnie umieszczając informacje, uzyskał większy uzysk z "wsadu" jakim są klienci. Zuch.

Przed nowym rokiem zafundowałem sobie struclę serową firmy Oskroba. Znam to ciasto i lubię, ale nie kupuję często bo zaraz tyję. Lubię je bo jest z serem. Producent dumnie informuje nawet, że chyba 15%. Ta, którą kupiłem, nawet koło sera nie stała. Nie poddałem się, kupiłem w innym sklepie. To samo. Po nowym roku zaryzykowałem z nową serią, termin ważności do 20 I, ser się ponownie pojawił! Manager osiągnął zysk. Ludzie wpie... strucle. Uzysk z ludzi wzrósł.

Nie należy potępiać managerów. Nie należy się krzywić na gospodarujących nami fachowców. Oni nie mają wyjścia. Jak chcą żyć i pracować, to muszą generować zyski.

W świecie "rynku" człowiek tak naprawdę się nie liczy. Jest zasobem w procesach ekonomicznych. Oczywiście, człowiek może na te procesy oddziaływać. Poprzez zmianę dostawcy strucli serowej, poprzez zmianę sklepu, poprzez zmianę stacji telewizyjnej, czy portalu internetowego. Managerowie i właściciele to wiedzą i dbają, by do takich sytuacji nie doszło. Jak? Poprzez ograniczanie pola decyzji ludzi. Poprzez scalanie, ujednolicanie i monopolizowanie kanałów dystrybucji dostarczanych dóbr i usług. Zatem czego? Wszystkiego!

Pół biedy, gdyby mechanizmy rynkowe, traktujące ludzi jako przedmioty, pozostały jedynie w sferze działalności gospodarczej. Nie. Tak się nie dzieje. Ludzie poddani nieprawości. Nieustającym próbom wystrychnięcia na przysłowiowego dudka. Traktowani jak przedmioty przez nagabywaczy, urzędników i wymiar. Po prostu mają dość. I sami zaczynają. Szukać możliwości. Sami traktują innych, jak przedmioty. Sami się zmieniają.

Pytanie jest takie, jak się zachowujemy w stosunku do innych. Czy traktujemy ich jak ludzi czy jak "wsad"? Czy okazujemy im zainteresowanie albo sympatię, wtedy jak mogą coś dla nas zrobić i coś nam dać? Czy też wtedy przestają być dla nas zauważalni? Czy okazujemy im szacunek i zrozumienie gdy powtarzają poglądy, do których jesteśmy przekonani, czy wtedy reagujemy chłodną bądź cieplejszą formą agresji i odrzucenia?

Pytanie jest, jak często patrzymy na człowieka, ze względu na jego jakąś dziwną, nieopisaną, nieokreśloną wartość, a jak często patrzymy na niego przez pryzmat tego, do czego nam się może przydać? Pytanie czy "rynek" już do nas dotarł. Odpowiedź jest prosta. Oczywiście, że tak. Ale... dopiero były święta. Przyszedł na świat człowiek, który oświadczył, że jest Synem Boga. Ba... Bogiem samym.

Tak naprawdę poza Nim, narodzonym 2017 lat temu, nie mamy nic na swoją obronę. Tym wyżej w hierarchii używania wsadu, zdaje się, że jest pięknie. Że dali radę. Że to wszystko prawda. Że to obiektywne prawa rynku, które wszystkim przynoszą korzyść. Nic dziwnego. Te poglądy i przekonania rozpowszechniane są przez media, które należą do tych, co najwyżej, co najwięcej.

Wszystko to razem tworzy jakiś ponury mechanizm. Jakiegoś molocha etykietującego kodem paskowym z trzema cyframi produkty na rynku, traktującego ludzi jak przedmioty i wtłaczającego im w głowy taki sposób traktowania innych, jako naturalny.

Tylko żłóbek nam zostaje. Tylko ta rewolucja, której dokonał Jezus, kiedy każdego najmniejszego człowieka podniósł do nieskończonej rangi: "Bo coście uczynili jednemu z tych najmniejszych, mnieście uczynili". W nim cała nadzieja. Nie pompatyczna. Nie dostojna. Nie uczona. Tylko najbardziej bezpośrednia. Taka, która prowadzi poza, poza samego siebie. W świat, gdzie Bóg, da nam serce nowe. To znaczy stworzy nas od nowa. Tak jak będzie chciał.

 

 

 

Tu piosenka do tekstu, której należy koniecznie wysłuchać:

https://youtu.be/DzMuYwZyOmk

 

A tu mój blog pielgrzymkowy:

http://camino.zbyszeks.pl/

Zbyszek S

Zbyszek S

Komentarze (0):

facebook