byłem oszukany

czuję potrzebę włączenia się w wymianę myśli na temat wielo- lub jednodzietności …

Gdy mieliśmy jedną córkę Andrzej (sam mający dzieci dziewięcioro) zapytał mnie:

- Kiedy Gabrysia będzie miała rodzeństwo?

Popatrzyłem zaskoczony.

- Nie przewidujemy – odpowiedziałem z wewnętrznym przekonaniem – Nie mamy warunków. Malutkie mieszkanko. Nie pomieścilibyśmy się – dodałem czując, że jakoś należy uzaasadnić …

Gabi miała dwa i pół roku, gdy zaczęliśmy ją wozić na angielski. Gdy miała trzy lata, przychodziła do nas studentka Wyższej Szkoły Muzycznej, by uczyć ją gry na "klawiszach". W tym samy czasie rozpoczęliśmy systematyczne "wyjazdy na konie",,,

Zupełnie niespodziewanie Andrzej zapytał nas (mnie i moją żonę), czy nie zgodzilibyśmy się zaopiekować jego (i jego małżonki) dziećmi przez tydzień – sami mieli ważny wyjazd za granicę RP.

Zgodziliśmy się. Ta decyzja była nieracjonalna. Ale w moim przekonaniu przełomowa.

Andrzej z małżonką wrócili.

My również wróciliśmy do naszego małego mieszkanka

i wszystko wróciło do starych schematów: praca, angielski Gaby, pianino Gaby, konie Gaby, praca, angielski…

Aż pewnego dnia stuknęlismy się w głowy.

- To jakieś wariactwo – powiedziała moja żona. A może to ja powiedziałem – Po co to wszystko? Czy rzeczywiście da to Gabie szczęście?

Tak rozpoczęła się refleksja, która zaowocowała stwierdzeniem:

- Najcenniejsze co możemy dla naszej córki uczynić, to dać jej rodzeństwo.

Wierzę, że ta decyzja nie była "z nas". Prawdę mówiąc jesteśmy (ja i moja żona) leniuszkami. Baliśmy się czy damy radę (mieszkanie – malutkie, zarobki – skandalicznie malutkie, plany zawodowe – potężne …)

Teraz mamy piątkę dzieci. Budujemy dom. Mamy wszystko co jest nam do życia potrzebne.

A zarobki? Skandalicznie małe. Jak to się dzieje? Nie rozumiem.

Po kilku latach od "opiekowania sie" dziećmi Andrzeja (i jego małżonki) spotkałem jedną z ich córek. Zapytałem ją:

- Co według ciebie jest najbardziej korzystnego w tym, że jest was (dzieci) tak dużo?

Zastanawiała się chwilę – bo jet to panna, która zna wartość prawdomówności – i powiedziała:

- Chyba to, że rodzice nie mieli czasu, aby nas się o wszystko czepiać.

"Genialne" – pomyślałem. I nadal tak myślę.

Widzę, jak nasza Gabi opiekuje się młodszym rodzeństwem – i wzruszam się. Widzę, jacy są dla siebie ważni (po walkach, awanturach, żalach zawsze przychodzi moment, gdy widzę, jak się przepraszają, jak sobie pomagają, jak się pocieszają). Wiem, że gdy nadejdzie ten czas, gdy przejdziemy (ja i moja żona) przez bramę życia oni będą mieli siebie nawzajem.

Nic cenniejszego dać im nie możemy.

 

Woj

Woj

Komentarze (11):

Mateusz.25.07.1968 Sty 21, 2010, 7:10 rano

Dzięki za świadectwo. Ile lat upłynęło między urodzeniem Gabi a drugim dzieckiem?

Kpkpkp Sty 21, 2010, 11:31 rano

a czemu wam sie wydawalo sensowne uczyc dziecko ktore jeszcze w ojczystym jezyku ledwo co angielskiego, a do konia ten trzylatek to czym byl przywiazany, zeby nie spasc i sie nie zabic. to sa wszystko imprezy dla dzieci w wieku szkolnym i moim zdaniem, nie mieliscie pojecia z zona o naturalnym rozwoju dziecka, co nie dziwi przy pierwszym dziecku, i zostaliscie okradani przez tych wszystkich nauczycieli tego i owego, bo wam nie powiedzieli zeby sie za pare lat z dziewczynka zglosic. no albo przesadzasz i powymyslales to wszystko, zeby podkreslic swoj punkt widzenia :) z dwulatkiem to chyba na basen sie chodzi a nie na angielski i konie :)))
.
mi brakuje wiecej swiadectw ludzi ktorzy maja duza rodzine i jednoczesnie jest dla nich wazny rozwoj kazdego dziecka z osobna, jego talentow (jesli jakies ma), ktorzy mimo wielodzietnosci nadal moga sobie pozwolic w inwestowanie nie tylko milosci w dzieci (oczywiscie bez watpienie MILOSC rodzicow jest naj naj wazniejsza).
.
z tego tekstu mam wrazenie , ze wynika wybor, ktory jest moim zdaniem troche pulapka. albo malo dzieci i luksus, albo masa dzieci i musi im wystarczyc wzajemne towarzystwo? a cos po srodku. ma ktos duzo dzieci i dobre warunki? jak tak to dawajcie, bo milo bedzie to uslyszec, a nie caly czas od skrajnosci w skrajnosc.

Kasa12 Sty 21, 2010, 5:58 po południu

Gratulacje z wlasciwego wyboru. Masz racje, gdy wy odejdziecie na druga strone brzegu, oni beda mieli siebie nawzajem. A poki co ,to wnukow zycze, bo chyba najlepsze to dziadkiem byc.

Woj Sty 21, 2010, 8:48 po południu

Mateuszu: blisko 4 lata
Kpkpkp: toż pisałem właśnie, że byliśmy "walnięci". Całkowita zgoda.
Co do rozwoju talentów. Gabi nie schodzi ze średnią ocen na półrocza i na koniec roku poniżej 5,2. Na angielski a jakże chodzi. teraz sama chce chodzić na basen (nie na konie ;-) - więc chodzi.
Młodsza córka nie ma takiego napędu do nauki ;-), ale za to gdzie się pojawia powoduje uśmiech. Tez chodzi na angielski - chociaż bardziej z poczucia konieczności niż chęci. To ona uczy się obecnie gry na "klawiszach". Młodsze dzieci są w wieku przed-szkolnym ... więc póki co nie mają zajęć dodatkowych ...
To według mnie jest normalność. Najpierw relacje miedzy członkami rodziny, a później okazuje się, że to co konieczne (?) i tak, "jakimś cudem" się realizuje ...
Dlatego napisałem, że wcześniej "byłem oszukany", bo inaczej wartości miałem w głowie poukładane ;-)

Kasa12: dziadkiem chętnie, ale na miły B-g, za lat kilka ... ;-)

Kasa12 Sty 21, 2010, 10:59 po południu

A to faktycznie. Za dobrych kilka (nascie) lat:)

pokaż więcej komentarzy
Załóż bloga reklama

reklama

Najczęściej czytane

reklama

Najczęściej komentowane

facebook