reklama

Blog > Gloria Tibi Domine

11.01.2016, 20:10 Poniedziałek

Nie takie matki straszne

 

Oberwało się Matkom Polkom Katolkom od Matki Brzezińskiej, że straszące, zaniedbane, bezlitosne w osądach, anachroniczne w poglądach, zamknięte w czterech ścianach, bez pasji, bez rozwoju, święcie wierzące, że by się zbawić wystarczy ugotować zupę i zmienić pieluchę.

 

 

 

Pani Marta pisze, że była regularnie zastraszana przez ultrakatolickie matki, że gdy urodzi dziecko, to koniec. Wszelki koniec. Kariery, przyjemności, sukcesów, rozwoju, wyjść z mężem do kina, dbania o siebie. Że owe matki-straszaki wielodzietność propagują, pracę zawodową uznają za zło wcielone, a antykoncepcję za jedną z przyczyn kryzysu demograficznego.

 

 

 

Oczywiście dziecko to nie koniec. To początek. Ale i nieunikniona zmiana, wyrzeczenie, po części rezygnacja z siebie i własnych aspiracji, nieraz pragnień. Ale wszystko osłodzone pięknem macierzyństwa, dlatego ta ofiara nie jest cierpiętnictwem, a szczęściem. To nieraz krzyż, ale krzyż jest radością. Ów paradoks to wszak podstawa chrześcijaństwa.

 

 

 

Oczywiście zostanie matką nie jest równoznaczne z zakończeniem aktywności na innych polach. Można i trzeba nadal się rozwijać, uczestniczyć w życiu społecznym i kulturalnym, a można nawet i pracować zawodowo. Duże znaczenie ma tu charakter wykonywanej pracy.

 

 

 

Marta Brzezińska-Waleszczyk ma dość wyjątkową i zapewne pasjonującą pracę, która rzeczywiście rozwija i przynosi satysfakcję. Dużo pisze, wygłasza konferencje. To zajęcie twórcze, choć z pewnością trudne, pracochłonne i wymagające ...

czytaj cały wpis »
21.10.2014, 22:42 Wtorek

Zmywam po mężu

To trochę nieprawda, bo od jakiegoś czasu mamy zmywarkę. Moje postulaty "baby do garów" nabrały zatem wyłącznie znaczenia symbolicznego, odkąd w naszej kuchni pręży się dumnie to cudne urządzenie. Ale to ja włączam przycisk, ja wstawiam i wyciągam naczynia, to moje królestwo.

 

     Polemizując z polemicznym tekstem pani redaktor Marty Brzezińskiej-Waleszczyk, pozwolę sobie przyznać pełną rację pani doktor Popkiewicz-Ciesielskiej, która uważa pomysł na małżeństwa partnerskie za chybiony, a przynajmniej trudny do zrealizowania. Bo takim jest, czy się z nim zgadzamy, czy nie.

 

     Ma rację również pani redaktor Brzezińska pisząc, że w polskiej rzeczywistości model małżeństwa, w którym mąż zarabia, a żona zajmuje się domem jest trudny do zrealizowania i to często nie tylko przez niskie zarobki, ale też wysokie podatki. Jednak nie jest to niemożliwe, osobiście znam kilka małżeństw, które funkcjonują w ten sposób i sama szczęśliwie się do nich zaliczam. Jednak rozumiem i ubolewam, że niewystarczające fundusze są problemem wielu rodzin, kredyty, drogie mieszkania, wydatki związane z posiadaniem dzieci. Jest pod tym względem w naszym pięknym kraju bardzo źle. Ale to nie znaczy, że trzeba związek partnerski uznawać za pożądany. Sam fakt, że tak jest nie sprawia automatycznie, że tak jest dobrze. Bo nie jest.

 

     To nie jest dobrze, żeby ...

czytaj cały wpis »
21.03.2014, 21:46 Piątek

My, nieświęcie oburzeni

Choć zarzuca nam się oburzenie święte. I dziękuję, to miłe, acz nasze oburzenie jest najzwyklejsze, ludzkie, proste i szczerze zdumione występem włoskiej zakonnicy w popularnym programie rozrywkowym - „The voice of Italy”.

 

Bo podobne zdarzenie winno budzić sprzeciw, intuicyjnie przecież odczuwa widz, że to miejsce nie jest dobrym środowiskiem dla zakonnicy, że nie została powołana, by wyśpiewywać w wątpliwym moralnie show, piosenek popkulturowych gwiazdeczek. Siostra Cristina Scuccia ma piękny głos i bardzo dobrze. Niech chwali nim Pana, ale nie na estradzie, tylko w zakonie, ze współsiostrami. I, choć być może najpiękniej tam śpiewa, wcale nie musi być jej najgłośniej słychać.

 

„The voice of Jakikolwiek Kraj”, to program nieodpowiedni nie tylko dla osób konsekrowanych. To jest program nieodpowiedni dla nikogo. Wydaje się oczywistym, że żaden przyzwoity człowiek, nie chciałby brać w czymś podobnym udziału. Pod przykrywką programu tematycznego, serwuje się widzom tanią rozrywkę, okraszoną często wulgaryzmami, prostackim zachowaniem jurorów oraz wyuzdanymi strojami uczestniczek. Wystarczy zwrócić uwagę na fakt, że jeden z jurorów podchodząc do siostry Scucci na scenie, by ją uściskać, oddał wiadomym gestem cześć szatanowi.

 

Marta Brzezińska-Waleszczyk w swoim artykule pochwalnym na cześć włoskiej zakonnicy, przytacza również przykłady z naszego rodzimego podwórka, przywołując występy zakonników na warszawskim Jarmarku św. Dominika, którzy ...

czytaj cały wpis »
6.12.2013, 17:34 Piątek

Czy portal KulturaDobra.pl jest chrześcjański?

„Pytanie to, w tytule postawione tak śmiało, choćby z największym trudem rozwiązać by należało” - chciałoby się powtórzyć za Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim. Usiłują zatem rozwiązać gazeta.pl z „Newsweekiem”. Jak Gałczyński. Tylko nie problemy śpiewacze ogórka, a „kontrowersyjne” treści zamieszczone w pierwszym chrześcijańskim serwisie filmowym.

 

 

 

Komentarza nie zabrakło i na naszym, katolickim podwórku. I choć ignorancja oraz uszczypliwości „Gazety” nie są dla mnie zaskoczeniem, dziwi mnie powierzchowne podejście do tematu redaktora Frondy, Tomasza Rowińskiego, który jest skrajnie zdumiony zamieszczonymi na portalu KulturaDobra.pl recenzjami. Co więcej, poddaje nawet pod wątpliwość chrześcijańskość owego serwisu:

 

 

 

„Logika tego portalu jest tak dalece chrześcijańska, że należałoby wyrzucić do kosza nie tylko większość kinematografii, ale także większość kultury plastycznej czasów chrześcijańskich – jest na nich tyle nagości, przemocy”.

 

 

 

O ile z pierwszym członem powyższej wypowiedzi można się zgodzić (zdecydowana większość wytworów kina powinna wylądować na śmietniku), tak drugi, niestety, należy między bajki włożyć. Autor posłużył się ogromnym nadużyciem przyrównując kino do obrazu czy rzeźby. Nie można bowiem tych dziedzin mierzyć jedną miarą, kino jest dynamiczne, realistyczne, pozwala widzowi na przeżywanie kadr po kadrze historii w taki sposób, jakby niejako w niej uczestniczył. Rzeźba czy obraz natomiast, zawsze pozostaną, choć nierzadko wyjątkowo realistyczną, próbą odtworzenia rzeczywistości za pomocą ...

czytaj cały wpis »
25.11.2013, 18:25 Poniedziałek

„Prawdziwi” katolicy i NPR

Czym różni się przeciętna katolicka rodzina od przyzwoitej rodziny niekatolickiej? Niczym. I to są właśnie skutki propagowania NPR-u. Nie różnimy się niczym, tam gdzie powinniśmy dawać przykład licznym potomstwem, ograniczamy się do dwójki, góra trójki dzieci i pozostajemy zadowoleni. Co gorsza – zadowolone jest też nasze sumienie. Wszak stosujemy termometr- nie pigułkę.

 

 

 

Małżeństwo jest powołane do dzietności – to jego pierwszy i najważniejszy cel. Jeżeli celem sprintera jest jak najszybsze dobiegnięcie do mety, wkłada on największy wysiłek, aby jak najszybciej się tam znaleźć. Tymczasem małżeństwo katolickie wkłada dziś jak największy wysiłek, by nie osiągnąć upragnionego celu. Lub też osiągnąć połowicznie.

 

 

 

Pani Marta Brzezińska-Waleszczyk ubolewa nad zajadłością wielodzietnych rodzin w ich krytyce Naturalnych Metod Planowania rodziny. Przewertowałam różne wielodzietne fora, przyznam, nie spotkałam tam jakiejś szczególnej agresji, a jedynie próby pokazania, że NPR nie może być narzędziem pomagającym z czystym sumieniem odrzucić własne potomstwo. Nie może być słowem „nie” wypowiedzianym Panu Bogu w twarz. I takie poglądy nie wynikają z niekorzystania z rozumu. Wręcz przeciwnie.

 

 

 

Nieważne, jak godziwe są metody zapobiegania poczęciu dziecka, ważne, że wypracowany owymi metodami cel jest niegodziwy. Małżeństwo stosujące NPR nie dopuszcza do poczęcia. Mówi „nie”, nie tylko Bogu, ale też potomstwu. Jakiż trzeba mieć powód, aby odmówić własnemu ...

czytaj cały wpis »

Nowy użytkownik:

Wypełnij wszystkie pola: