reklama

Tradycja

 

Urząd Nauczycielski Kościoła zakłada że Bóg nie mówił do ludzi bez wyraźnej przyczyny ani bez wyraźnego celu. Także nie bez celu i nie bez przyczyny stworzył nam czas, abyśmy dojrzewali w czasie, co nakazuje interpretację Pisma wedle chorób świata.

Prawda weryfikuje się w zbawieniu. Żywą prawdą staje się wtedy kiedy prawdziwie uzdrawia. Idzie o to żeby powtarzać słowa życia , przekazać Dobrą Nowinę

 

Nawet gdyby pominąć czas który dzieli epoki, problem dziejowości wiary, narastanie tradycji to i tak moglibyśmy odnaleźć tożsamość wiary. Tworzy ją uznanie dogmatu. Bo i współczesny katechizm nie rezygnuje z dogmatu. Uznaje te same dogmaty których może niebyt zręcznie strzegł Indeks Ksiąg Zakazanych.

 

Mamy powiedziane że dogmaty są to prawdy któreKościół daje do wierzenia. Dopiero tu pojawia się pojęcie Kościoła. Bo przecież przy podawaniu definicji wiary, o Kościele nie było mowy. Dogmat określa sens wiary. Przede wszystkim stwierdza to: „że Bóg mówi”, i na ile to jest możliwe – stara się sprecyzować „co mówi”.

W Kościele jest i było wiele różnych dogmatów, ale trzeba wiedzieć, że tak naprawdę, istnieje tylko jeden fundamentalny dogmat, jeden dogmat dogmatów, a wszystkie inne formuły wyrastają z niego – jak z pnia. Jest tylko jedno światło które ma wiele blasków. Tym jądrem wiary jest miłość. Dogmat dogmatów mówi że Bóg jest miłością. Nie zdradził Chrystusa.

W tym katechizmie zakłada się istnienie dobrego Boga ale zarazem jest taki opis wiary że możliwe będzie poddawanie jej próbom. Wiesz że dla tej wiary przyjdą próby. Dobroć ma prawo do tego żeby dla człowieka być najwyższym Bogiem. Masz tu protest przeciwko wszelkiemu możliwemu manicheizmowi. Sprzeciw połączony ze świadomością że manicheizm jest możliwy, że jest wieczną pokusą człowieka.

 

Dogmat wszelkich dogmatów dotyka każdego cierpiącego na tym świecie. Bo Hiobów jest miedzy nami mnóstwo. Ojców którym zabrano synów jest mnóstwo. Ludzi którzy są na krzyżu jest mnóstwo. I oto sens naszej kopernikańskiej rewolucji polega na tym by- na ile to możliwe - pokazać współczesnemu człowiekowi, że Bóg jest miłością.

Na czym by mogła w praktyce zasadzać się ta rewolucja?

Ano na tym że gdy człowiek cierpi, wraz z nim cierpi Bóg. Bóg nie umywa rąk od ludzkiego cierpienia. Na człowieka który leży w szpitalu i męczy się , Bóg nie patrzy jako obiektywny obserwator wiecznej męki ludzkości. Patrzy, ale nie tak jak patrzy człowiek na liszkę.

 

Człowiek jest skończony a ponieważ jest skończony to z natury cierpi. Bóg jest nieskończony i z natury nie cierpi. Ale jeżeli ktoś nieskończony, nieskończenie kocha, to znaczy że cierpi razem  z tym kogo ukochał. Ta zmiana obrazu Boga to jest wielka sprawa. Zmiana ale przecież w gruncie rzeczy ona się wciąż dokonuje od dwóch tysięcy lat. Tylko za każdym razem inaczej, zawsze na miarę cierpień jakiegoś pokolenia. Głody świata nie są jakimś przypadkiem tylko znakiem czasu i to wedle tych głodów czytasz Ewangelię. Św. Augustyn i św. Tomasz wierzyli tak samo jak my że Bóg jest miłością. Natomiast pewnych dogmatów które dziś Kościół głosi oni po prostu nie znali. Ale można by rozsądnie twierdzić że gdyby je znali toby je przyjęli. Bo wszystkie one są eksplikacją fundamentalnej tezy że Bóg jest miłością.

 

Luter i Lefebvre  wyrażają pewien stosunek do swego, współczesnego im świata, do świata otaczającego w ich czasie Kościół. Jeden i drugi byli w ocenie świata ogromnymi pesymistami. Luter powiada: ”niektórzy tylko będą zbawieni”. Podobnie zresztą pisał św. Augustyn. I także Lefebvre jest wielkim pesymistą w ocenie współczesnego świata.

 

Oczywiście można im przyznać rację ale pesymizm determinuje inne rozumienie misji Kościoła. W świetle pesymizmu Lutra czy Lefebvre’a  Kościół staje się wyspą sprawiedliwych na morzu niesprawiedliwości. Natomiast w naszym katechizmie ta wizja jest nieco inna. Mamy przede wszystkim uważnie patrzeć w to co się w tym ludzkim morzu dzieje i czytać znaki czasu.

 

Chrystus przyszedł na świat w swoim czasie i my też przychodzimy „w swoim czasie” do określonych ludzi. Nie jest sztuką przekonać przekonanych ale jest sztuką przekonać nie przekonanego. Kiedyś miłość bliźniego wyrażała się w poleceniu „nie będziesz zabijał nieprzyjaciół”. A teraz do tego przykazania doszło nowe: „będziesz rozumiał nieprzyjaciół’. Musisz rozumieć bo nieprzyjaciel ma ci bardzo dużo do powiedzenia o tobie samym , o twojej własnej sytuacji.

 

Nasi przodkowie, święci i doktorzy Kościoła mieli inny kontekst i wydobywali na jaw inne prawdy dlatego przecież że żyli w innym niż my świecie. Jeśli chorujesz na grypę to wiadomo że odsłania ci się aspiryna jeśli złamiesz nogę to odsłoni ci się gips. W różnym kontekście zaczynasz inne rzeczy doceniać. Tu masz całą logikę historii. Jaki jest klucz do logiki historii?  Umieć wybrać przeszłość ze względu na nadzieję przyszłości. Nie marnować tego co było w przeszłości , nie przekreślać wcześniejszych osiągnięć, dla przyszłości. To jest cała tajemnica tradycji i obecności Kościoła w tym katechizmie.

 

Ojcowie Kościoła którzy ten katechizm stworzyli długo ze sobą gadali, długo dyskutowali. Cały katolicki świat nad tym katechizmem pracował. A pewność mają z wiary która szuka rozumienia. I mają tę pewność na miarę dzisiejszych czasów. A nawet jeżeli się pomylimy to można mieć nadzieję że przez tę naszą pomyłkę nikt nie spłonie na stosie. Do prawdy dochodzi się wspólnie. W dialogu, tylko w dialogu. Więc byśmy się nie pomylili musimy słuchać tych którzy mają inne zdanie, jednocześnie czytając objawienie.

Wiara szuka zrozumienia ale nigdy nie znajdzie do końca. Słowo „szuka” pokazuje napięcie w samym środku wiary.

 

Na końcu naszego rozumienia świata, rozumienia dramatów ludzkich, a także własnego dramatu, patrzysz na samego siebie, widzisz coś przeżył, coś przecierpiał, ile rzeczy przegrałeś, widzisz to wszystko coś wygrał, i nagle – może pod koniec życia ,oświeca cię ta świadomość ,że ”dobre było”. Wtedy dochodzisz właśnie do sedna całej naszej wiary, do sedna Katechizmu .Powtarzasz słowa Boga, mówisz że „dobre było”. Może właśnie o to naprawdę chodzi, może jesteśmy na tym świecie po to żeby na końcu powtórzyć najpiękniejsze słowa , jakie Pan Bóg wypowiedział w dniu naszego stworzenia: „Dobre było”.

 

 

 

 

 

 

 

Tischner czyta Katechizm , Wydawnictwo Znak, Kraków 2000

  

 

megimegi

megimegi

facebook