reklama

Skrucha i faryzeizm

 

Wszystkie podstawowe pojęcia za pomocą których opisuje się sakrament pokuty mają charakter symboliczny. Gdy mowa o skrusze to jej korelatem jest pojęcie zatwardziałości serca czy sumienia. Obie metafory – skrucha i zatwardziałość są zakorzenione w Starym Testamencie. Zatwardziałość to krnąbrność narodu wybranego. Był zatwardziałego serca i dlatego trzeba go było skruszyć. To ostatnie przypominało kruszenie kamieni. Narzędziem kruszenia był zawsze wróg.

W Starym Testamencie mamy też bardzo piękny opis skruchy – psalm Miserere. Twardość serca, gwałt , morderstwo, potem skrucha… W psalmie powtarzają się słowa: „Tobie samemu zgrzeszyłem  i co złe przed Tobą uczyniłem”. Mamy tu przykład skruchy jako bólu sumienia nad samym sobą.

 

Ale metafora skruchy nie przystaje do sytuacji kiedy dominuje metaforyka zbłądzenia. Wtedy należy mówić raczej o nawróceniu ,o powrocie na dobrą drogę. W przypadku błądzenia zło nie siedzi w oku człowieka, w jego uszach, nawet w mowie. Człowiek który błądzi widzi świat normalnie. Kiedy widzi dom , mówi „dom” , kiedy widzi drzewo, mówi „drzewo”. Nie kłamie. Ale błąd zakradł się gdzieś głębiej. Można powiedzieć że ten błąd jest błędem nadziei – człowiek idzie za niewłaściwą nadzieją. Nawrócenie będzie wtedy polegać na rewizji jego nadziei ,tak aby nadzieje skończone nie brały góry nad nadzieją nieskończoną.

 

Z kolei w żalu dominuje świadomość zmarnowanego czasu a zarazem świadomość że choć czasu nie można cofnąć to jednak można się wyrzec siebie z przeszłości i postanowić lepszą przyszłość.

 

Z każdym z tych słów związane jest jakieś cierpienie, często upokorzenie. Ale w logice tego sakramentu emocje są mniej ważne bo wzorem nawrócenia pozostaje wydarzenie na drodze do Damaszku. Szaweł i Paweł. Świadomość prześladowania Chrystusa. To przeżycie jest osobowe. Najważniejszy jest głos: ”Czemu mnie prześladujesz?” I teraz ten kogo ja prześladuję ma być moim oparciem…  Mogę go nie pojmować ale mogę się na nim oprzeć. To podstawowa relacja zawierzenia. Sakrament pokuty jest próbą odnowienia wydarzenia które nastąpiło na drodze do Damaszku.

 

Co ciekawe Chrystus nie mówi Pawłowi co ma robić tylko powiada: ”Idź do Damaszku ,tam ci powiedzą”. Gdy grzesznik pyta co właściwie ma robić, logika wskazana przez Chrystusa nakazuje odpowiedzieć: ”Spytaj bliźnich oni ci powiedzą”. Nie kombinuj, wsłuchaj się w najbliższych , oni ci wskażą drogę, wskazuje rolę wspólnoty.

 

Faryzeizm to przykład formalistycznego podejścia do tego co święte. Głównym błędem faryzeizmu było to że w gruncie rzeczy nie brał on pod uwagę wspólnoty. Poza tym w faryzeizmie istniał obowiązek dawania dobrego przykładu. Kryła się za tym głębsza myśl; nawet jeżeli samemu nie jest się doskonałym, udając doskonałego działa się budująco na innych.

Pułapką takiej postawy jest możliwość że zacznę wierzyć we własną doskonałość a więc wpadnę w obłudę i pychę. To zresztą ciekawy wątek w historii etyki. W etyce scholastycznej brało się uwagę stosunek czynu do wolności: czy ktoś coś robił świadomie i dobrowolnie. Ale nie przywiązywało się wagi czy robił to z wewnętrznym przekonaniem. Kategoria autentyczności nie istniała. Widać to w Piekle Dantego – wśród potępionych nie ma tych którzy udawali kogoś innego. Owszem gdzieś na marginesie jest mowa o obłudnikach ale Dante nie przywiązywał do tego grzechu większego znaczenia. Ludzie byli wtedy jacy byli. Złodziej był złodziejem do końca.. Natomiast później wzrosło zapotrzebowanie na obłudę. Wszyscy mieli obowiązek naśladowania Chrystusa a skończyło się powszechnym udawaniem. Protestantyzm był miedzy innymi protestem przeciwko tej obłudzie. Co charakterystyczne nawet dzisiaj etyka wykładana w seminariach pomija kategorię autentyczności aczkolwiek weszła ona do prawa kanonicznego.              

Dawniej mówiono o szczerości ale nie jako sposobie bycia, fundamentalnym problemie egzystencji człowieka tylko konkretnym zachowaniu.

 

Do skruchy jak i do każdego dobrego uczynku  potrzebna jest łaska czyli „dar darmo dany”. Logika łaski polega na tym ze człowiek przerasta samego siebie i tego nie da się wytłumaczyć kategoriami przyczynowości. Weźmy pod uwagę przypadek błądzenia - pomyłki na poziomie nadziei. Człowiek nie jest baronem Munchausenem i nie potrafi sam siebie wyciągnąć za uszy z błota. Wyższy rodzaj nadziei musi mu być dany.

 

Skrucha  nie może przerodzić się w pogardę do samego siebie, nie mogę potępić sam siebie. Kto jest świadom swojej grzeszności ma poczucie że do czego przyłoży rękę, zrobi więcej zła niż dobra. Wtedy nie wie co dalej. Nabiera przeświadczenia że jego grzech nie polega na tym że coś ukradł czy że skłamał, ale że jest taki jaki jest.

Przed takim przeświadczeniem spowiednik powinien człowieka chronić. Nie ty jesteś zły , tylko to co zrobiłeś jest złe. I kiedy człowiekowi rysuje się taka perspektywa, taki dramat, wtedy pojawiają się i skrucha i żal, i błądzenie ,a przede wszystkim wtedy dochodzi do głosu to co najmocniejsze czyli Miłość niemiłowana. Mówimy wtedy o żalu doskonałym.

Człowiek uświadamia sobie że wszystko z czym miał do czynienia było Miłością a on odpowiadał złem. To jest granica rozpaczy. Wtedy spowiedź i pokuta stają się odrodzeniem, odnową duchową.         

 

 

 

Przekonać Pana Boga – rozmowy z Ks. J. Tischnerem       

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

megimegi

megimegi

facebook