Czego Bóg od nas nie oczekuje

Hasło ostatniego Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan brzmiało tak: „Czego Bóg od nas oczekuje?”. Ha, dobre pytanie.

 

Kilkanaście minut po ósmej rano jadę autobusem przez warszawską Pragę. Na jednym z przystanków wsiadają dwie siostry Misjonarki Miłości. Obie ubrane na matkę Teresę, uśmiechnięte, przez kilka ładnych chwil naszej wspólnej jazdy szczebioczą radośnie po angielsku. W końcu wysiadają i ruszają w miasto. Pewnie do jakiejś warszawskiej Kalkuty.

 

Jedną z ważnych ról, jaką spełniają podróżujące komunikacją miejską, mimo podwyżki cen biletów, siostry jest dawanie do myślenia. Podejrzewam, że każdy uczciwy chrześcijanin miewa jakieś większe lub mniejsze pragnienia radykalnego przeżywania wiary. Przykłady mnichów zamkniętych w klasztorach, misjonarzy w dalekich krajach czy właśnie sióstr dzielących nędzę z najuboższymi to pociągające przykłady. Taki był przecież Chrystus. Radykalnie inny. Ewangeliczne ideały są w nas wpisane. Praktykowana wiara nieustannie domaga się czegoś więcej. Jakiejś rezygnacji, pozostawienia czegoś, ryzyka, zaufania. I nierzadko zamiast spełnienia pozostawia po sobie jedynie rozczarowanie i poczucie niespełnienia.

 

Nie inaczej było przez chwilę ze mną w autobusie linii 226. Serce jakoś naturalnie chciało ruszyć za tymi siostrami. No ale nie mogłem. Jechałem do szkoły, miałem do spełnienia własne obowiązki, które w chwili podziwu dla tego innego sposobu życia jakby zgubiły swój sens.

 

A jednak nadal go miały.

 

Chyba największym błędem, a być może też najczęstszym, w konfrontacji z pytaniem „czego chce ode mnie Bóg” jest pomylenie Jego woli z własną. Banalne, ale rozwala całą sprawę już na samym początku. Boża wola jest dla nas często dziwna, niezrozumiała i niewygodna. Uwiera, kłuje, nierzadko zwyczajnie wkurza. Ale przynosi radość i pokój. Sprawia, że czujemy głęboki sens tego co robimy. Tęsknimy od czasu do czasu za innym życiem. Tak, jak się wzdycha za karierą w biznesie, sławą i ciepłymi krajami, tak też wzdychamy za komfortem pustynnych mnichów pochylonych nad Słowem Bożym, którzy nie odbierają TVN24 i nie mają pojęcia, że „ona tańczy dla mnie”. I w takich chwilach właśnie często nie potrafimy zauważyć, że nasza pustynia jest całkiem gdzie indziej, tuż obok. I, że w przeciwieństwie do tej bez TVNu, dał ją nam Bóg.

 

Jest taka ciekawa scena w ewangelii wg św. Marka, kiedy to uwolniony z opętania człowiek prosi Jezusa żeby mógł z Nim zostać. „Ale nie zgodził się na to, tylko rzekł do niego: Wracaj do domu, do swoich, i opowiadaj im wszystko, co Pan ci uczynił i jak ulitował się nad tobą” (Mk 5, 18-20). No i poszedł, i opowiadał. Prosty przykład konfrontacji własnej i Bożej woli, która i w tym przypadku wydaje się zaskakująca. Człowiek się zgłasza, sam, na ochotnika. Dopiero co doświadczył wielkiej łaski, może by się okazał lepszy od słabego Piotra, Judasza nie wspominając. A tak, dostał dosyć niewdzięczną robotę nawracania swoich znajomych. Kto próbował, ten wie.

 

Do końca nie wiadomo według jakiego klucza Bóg przydziela role. Z ludzką logiką zazwyczaj nie ma to wiele wspólnego. Paradoksalnie, im ma mniej, tym lepsze daje owoce. Nasze własne dążenia i ambicje, mimo, że często szlachetne, zbyt dużo przynoszą rozczarowań, by tylko na nich się skupiać. Może warto od czasu do czasu spróbować postawić inne, też ciekawe pytanie: „czego Bóg ode mnie nie oczekuje?”. Nie jest to pytanie główne, ale może być pomocne, naprowadzające. A i tak ostatecznie zwycięża stare powiedzenie - jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga, opowiedz mu o swoich planach.

perkos

perkos

Komentarze (2):

Leonka Lut 5, 2013, 10:34 po południu

+++

facebook