Janek, 3 lata. Wchodzi do kościoła i klęka tyłem do ołtarza. Nie widzi różnicy. Chwilę później, patrząc na jeden z obrazów drogi krzyżowej, głośno pyta: Czy mama podmuchała Jezusowi kolano? Skoro było Mu tak ciężko, upadł, a ona nagle się pojawiła, czemu nie? Na koniec Jan bawiąc się drzwiami kraty od kaplicy, z której Ksiądz przenosi Najświętszy Sakrament, zamyka owe drzwi i owego Księdza. Zamyka tak, że trzeba biec przez cały kościół po klucz.

Czy warto z małym Jankiem chodzić do kościoła i jaki sens ma jego modlitwa?

Małe dzieci rodzą się wierzące

- Dziecko nosi w sobie obraz Boga, odczuwa Jego obecność już od momentu poczęcia. Wydaje się to niewiarygodne – mówi Ojciec Innocenzo Gargano, włoski mnich kameduła, wybitny patrysta, znawca Ojców Greckich, jeden z najgorliwszych promotorów tradycji lectio divina we współczesnym Kościele.

I choć rodzicom, na co dzień zmagającym się z dylematem, czy modlić się w obecności malucha i zabierać ruchliwego Stasia, Karolka i innych do kościoła, trudno w to uwierzyć - specjaliści podkreślają: ma to znaczenie.

Elżbieta Łozińska, kulturoznawca, terapeuta i pedagog potwierdza, że już początek ludzkiego życia jest świetnym momentem dla budowania przyszłej duchowej więzi z Bogiem: - Dziecko już w pierwszym roku życiu potrzebuje wzrastać duchowo. I o tę duchowość dbamy przede wszystkim wtedy, gdy modlimy się w jego intencji. Warto pamiętać, że nawet jeśli nasze dziecko nie umie jeszcze złożyć rączek, nie klęknie, to my możemy zgiąć kolana przy jego łóżeczku i modlić się - przy dziecku i za dziecko. W taki sposób przywołamy też jego Anioła Stróża. Poza tym wprowadzimy malucha w pewien naturalny proces. Nasze dziecko, kiedy zaczynie chodzić, zaczynie mówić, klęknie z nami do tej modlitwy i zrobi swoje amen. To jest naprawdę piękne przeżycie -  przeżycie wspólnej, rodzinnej modlitwy.

Tak duży, taki mały

Maluch, błogosławiony pod sercem mamy, potem zawierzany Niebu w codziennych modlitwach, zaczyna stawiać pierwsze kroki i wymawiać pierwsze słowa. I choć rodzice i opiekunowie często bagatelizują wagę tego wieku w rozwoju duchowym dzieci, to okazuje się, że ma on ogromne znaczenie.

Potwierdzają to chociażby wnioski z ostatniego, III Sympozjum o Adoracji, które odbyło się w Krakowie 7 lutego br. Ks. dr Grzegorz Godawa, jeden z prelegentów, wyróżnił 4 okresy w życiu religijnym dzieci. Okres areligijny, który obserwujemy przez pierwszy rok życia. Okres początków religijności między 1 a 3 rokiem. Okres religijności magicznej od 4 do 7 rok życia i okres religijności autorytarno-moralnej między 7 a 12 rokiem.

Co zatem mógłby ks. Godawa powiedzieć rodzicom naszego małego bohatera Janka, którzy wątpią zarówno w istotę obecności malca w przestrzeni sacrum, jak i sensowność jego modlitwy? - Okres poniemowlęcy, to tzw. religijność za matką. Dziecko, naśladując mamę, potrafi odróżnić sytuację zwykłą od sytuacji religijnej, a zatem modlitwę na końcu dnia od zabawy, która była wcześniej. To także czas początku budowania religijności indywidualnej dziecka. Rodzice mogą zaobserwować, czy dziecko modli się chętnie, czy nie; woli się modlić samo, czy raczej klęka ze swoim bratem, siostrą. W tym okresie mogą też pojawić się pierwsze pytania natury metafizycznej. Ks. Godawa zauważa ponadto jeszcze jedną, istotną kwestię: -  W tym czasie dziecko składa ręce, potrafi rozpoznawać obrazy religijne. Od strony psychologicznej uczy się chcieć naśladować postawy religijne zaobserwowane u dorosłych..

Zanim więc nasz mały Janek zacznie biegać po kościele pod czujnym okiem innych wiernych zdegustowanych jego zachowaniem oraz pozorną bezsilnością rodziców, uważnie obserwuje sytuację w domu.

- To rodzina jest pierwszym i najważniejszym środowiskiem, w którym kształtuje się osobowość dziecka, jego rozwój moralny, emocjonalny, psychofizyczny, ale także rozwój religijny – mówi ks. Godawa i dodaje: - To w rodzinie dziecko nabiera doświadczenia, że Bóg jest, że jest dobry i godny zaufania. Momentem przełomowym dla religijności dziecka jest bowiem moment, w którym widzi ono modlących się rodziców, a szczególnie klęczącego ojca.

W moim rodzinnym domu

Z czasem, ale nadal w naszym przedziale między pierwszym a trzecim rokiem życia, mały Jan i jemu podobni z obserwatorów stają się uczestnikami domowego życia religijnego. Rodzice klęczą. Małe Janki czasem leżą,  czasem siedzą i zaczyna się: za koleżankę z podwórka, za psa cioci, za smaczny chlebek z nutellą, za lampę. (Mogę za lampę?) Ale jest i wzruszająco: za babcię w Niebie, za dziadka, za mamę, no i za mamę.

Okazuje się, że przestrzeń domu jest jednak ważna w całości, nie tylko w małym fragmencie np. podczas wieczornej modlitwy. - Ważne jest, byśmy sami jako rodzice szukali dla siebie ścieżek do swojej świętości, do budowania domu jako Świątyni Pana – opowiada E.Łozińska i dodaje: - Dbając o nasze dzieci, powinniśmy np.  dbać o to, by w naszym domu pewnych rzeczy po prostu nie było. I nie chodzi o budowanie enklawy. Oczywiście, że na zewnątrz nasze dziecko już w pierwszym kiosku ruchu zetknie się z różnymi rzeczami, zdjęciami, nawet nagłówkami. Jednak ich brak w naszym domu od samego początku, będzie wyraźnym sygnałem: Coś tu jest nie tak. I kiedy jeszcze to odpowiednio skomentujemy: Wiesz,  w naszym domu tego nie oglądam. Słuchaj, to smutne, że są dorośli, którzy tego potrzebują. Wtedy jest to znak dla dziecka, znak autentyczności. Jeśli my pewnych zachowań nie akceptujemy, nie prezentujemy lub je odpowiednio komentujemy, to nawet jeśli dziecko się z nimi zetknie, w przedszkolu, w szkole, to będziemy mogli użyć argumentu, że w naszym domu się  tak nie rozmawia, u nas się takich rzeczy nie ogląda.

<<< KONIECZNIE PRZECZYTAJ! WIARA I SEKS >>>

Za kim?

Łozińska opowiada również o pewnym przeświadczeniu dotyczącym życiowych przewodników, którzy pojawiają się w dzieciństwie: - To przemyślenie jest owocem wieloletniej pracy z rodzinami. Dobrzy kapłani, których spotkały dzieci, dobre przeżywanie Mszy św., innych kościelnych uroczystości, powoduje, że w przyszłości, w  której pojawią się małe i większe kryzysy, młody człowiek będzie miał do czego wrócić. To, co dostanie w dzieciństwie, pozostanie z nim do końca życia. Kiedy więc jest pustka, kiedy nie ma żadnego odniesienia, w dorosłym życiu nie ma też do czego wracać.

O wadze przewodników w dzieciństwie, którymi nie tylko są rodzice, mówi także przywołany już ojciec Gargano. Wspomina, że jego spotkanie ze Słowem Bożym zaczęło się we wczesnym dzieciństwie. Przewodnikiem była kuzynka jego mamy, katechetka. - Poświęciła się temu, by pomóc mi wejść w zażyłość z Jezusem, gdy jeszcze byłem dzieckiem, miałem cztery, może pięć lat. Wówczas już miałem skłonność do rzeczy Bożych, do spraw Kościoła, Pamiętam też, że w wieku sześciu lat, lubiłem powtarzać w domu kazanie proboszcza. Siadałem na krześle, ręce kładłem na oparciu krzesła i powtarzałem. Robiłem też ołtarzyki, a mój brat trochę starszy ode mnie, musiał służyć mi do mszy, słuchać moich kazań, spowiadałem go. Głosiłem w domu - kładłem ręce na krześle i wszystkim głosiłem kazanie... Mój dziadek świetnie się bawił, jak mnie widział.

Mamo, gdzie ja byłem?

Janek, wpatrując się w zdjęcie rodziców przedstawiających ich jeszcze w roli narzeczonych, pyta: Mamo, gdzie ja byłem? I wydaje się, że odpowiedź, która pada, jest dla niego na tyle atrakcyjna, że pytanie powtarza w nieskończoność. – Jak to gdzie? Mieszkałeś w Bożych Planach.

Elżbieta Łozińska podkreśla, by nie czekać za długo z wprowadzeniem dzieci w świat duchowy: - Dzieci są bardzo chłonne i otwarte. Czasami aż może nas to zadziwić, jak szybko gotowe są na to, by przyjąć tajemnicę krzyża, by rozmawiać o śmierci bliskich osób. Wydaje nam się, że Boże Narodzenie i św. Mikołaja – tak o tym powinności rozmawiać, bo to jest przyjemne. Jednak nasze życie składa się też z momentów, w które wpisane jest cierpienie, choroba, śmierć.

Ojciec Gargano podkreśla, że czasem ważniejsze niż zrozumienie, jest małe serce, które na pierwszym etapie to właśnie emocjami odbiera świat.

Również ks. dr Grzegorz Godawa wśród elementów koniecznych do rozwoju religijnego dziecka wskazuje m.in. na emocje związane z zachwytem nad tajemnicami wiary i na potwierdzenie tych słów przytacza pewną historię: – Mama zabrała dwulatka do kościoła i tłumaczyła, że gdy ksiądz podniesie hostię, zabije gong. Wtedy pośród nas będzie obecny Jezus. Chłopiec to zapamiętał. W momencie podniesienia, gdy w kościele panowała zupełna cisza, zareagował dziecięcym „wow”. Bóg stał się obecny pośród nas.

Krok dalej – poza modlitwą w domu i uczestnictwem we Mszy św. - idą inicjatorzy ruchu modlitewnego „Adoremus”, jednego z organizatorów III sympozjum. - Modlitwa dzieci, modlitwa „czystych serc”, jest nie do zastąpienia – mówi ks. Stanisław Szczepaniec. – Myślę, że nie poradzimy sobie z problemami dzisiejszego świata, jeśli nie włożymy wysiłku nie tylko w ogóle w modlitwę dzieci, ale w adorację dzieci. Bez adoracji trudno o głębię modlitwy. Trudno o doświadczenie rozmowy z Panem Jezusem, jeżeli w ogóle nie przychodzę do tego Pana Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie” – dodaje moderator ruchu modlitewnego „Adoremus”,

A o tym, że u progu wiary człowieka jest właśnie doświadczenie, przypominał nam jeszcze niedawno Papież Benedykt XVI. - Nie lektura opasłych ksiąg teologicznych, ale spotkanie z żywym Bogiem, mówił Ojciec św. I akurat dziecko – podkreśla ks. Godawa - nie ma innej drogi, jak tylko ta.

Źródło:http://profeto.pl/ewangelizacja/codziennosc-chrzescijanska,11135.html

----

Wypowiedzi Elżbiety Łozińskiej pochodzą z audiobooka „Dar poczęcia, cud narodzin”, wyd. Salwator.

III sympozjum o adoracji zostało zorganizowane przez Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach, Wydział Katechetyczny Kurii Metropolitalnej w Krakowie oraz ruch modlitewny „Adoremus”. Odbyło się 7 lutego 2015 roku.

Wypowiedzi Innocenzo Gargano pochodzą z materiałów telewizyjnych nagranych dla katolik.tv.