Obejrzałem film Sekielskiego do końca. Nie jest to proste doświadczenie. Te historie, choć tak różne, układają się w przerażający schemat. Głos ofiar to najmocniejszy element tego filmu. Głos, którego nie można, nie wolno nie usłyszeć. On brzmi w uszach na długo po obejrzeniu filmu. I pytania, których nie wolno nie zadawać: dlaczego broniono sprawców? Dlaczego nie rozliczono? Dlaczego przenoszono z parafii na parafię i z diecezji do diecezji? Dlaczego mimo wiedzy nie wyciągano konsekwencji? Gdzie była wówczas troska o wiernych? Kto za to odpowiada?

Ale jest też element, który ten film „psuje”, nadaje mu niestety wydźwięk publicystyczny. To wskazanie winnego w postaci św. Jana Pawła II, to wywody prof. Stanisława Obirka. Owszem dość, jak na niego, ostrożne, umiarkowane, ale zupełnie niepotrzebnie upraszczające historię, nadające jej wymiar bieżącej publicystyki, odciągające od dramatu ofiar.

Nie, nie oznacza to, że z filmem nie trzeba się zmierzyć, że można go sobie odpuścić. Nie można. A do tego trzeba mieć świadomość, że ten film może i zapewne uruchomi proces ujawniania kolejnych ofiar, kolejnych historii, kolejnych sprawców. I to nie będzie element „spisku przeciwko Kościołowi”, ale normalny proces ujawniania trudnych historii, gdy ktoś zrobi to pierwszy. Owszem będzie to wykorzystywane do walki z Kościołem, ale powoływanie się wciąż na ten argument w niczym nie pomoże, bo akurat te sprawy trzeba rozliczyć, a nie zamykać się w oblężonej twierdzy.

I jeszcze jedno. Ten film, a dokładnie te historie, które on przedstawia, to lekceważenie problemu, może zachwiać wiarą wielu. Odpowiedzią powinna być nie tylko modlitwa, ale także roztropna odpowiedź duszpasterska. Roztropna to znaczy nie pełna buty, pychy, samozadowolenia walka z neobolszewikami (bo ofiary nimi nie są), przywoływanie przeszłych powodów do chwały, ale… bycie blisko ludzi, empatia i przypomnienie, że ostatecznie tylko jeden pasterz jest dobry. Jezus Chrystus. Nikt inny nie dorasta do jego poziomu. Do Niego mamy przychodzić, Jemu oddawać swoje życie. Demitologizacja kapłaństwa, deklerykalizacja Kościoła; sprowadzenie kapłanów do normalnego poziomu to ważny element. Sakralizowanie przestępstwa ma często swoje źródła w zapomnieniu, że kapłaństwo jest sakramentem, ale nie uświęca samo z siebie człowieka, nie wynosi go ponad innych, a często niestety - nie ono samo, ale złe jego przeżywanie - w powiązaniu z klerykalizmem niszczy zwyczajne człowieczeństwo.

Tomasz Terlikowski

źródło: facebook