I choć można obśmiewać „Politykę”, która tym tekstem zakwestionowała linię homo-bojowników, którzy od dawna przekonują, że homoseksualizm jest wrodzony, i że nie można go wybrać. Ale nie będę tego robił, bowiem tekst Agnieszki Sowy przekonał mnie całkowicie do tego, że związek, w którym żyję jest zacofany, konserwatywny i nie ma przyszłości. Małżeństwo (ops przepraszam heteroseksualny związek ograniczający wolność kobiety i dyskryminujący ją poprzez prokreację) to przeżytek, naturalnie poczynane dzieci to błąd, a przyszłość jest w związkach otwartych, lesbijskich i poczynaniu dzieci z próbówki.

Dlatego zdecydowałem się na odważny gest i wyznanie. Otóż chciałem napisać, że jestem lesbijką (a może lepiej napisać „lesbijkiem”) z wyboru. Od dawna mam ten problem, od dawna odczuwam wyłącznie pociąg do kobiet, a konkretniej do jednej kobiety. A do tego podzielam opinię jednej z bohaterek tekstu z „Polityki”, która zapewnia, że „Polki są piękne, mężczyźni raczej nie”. To odważne wyznanie sprawia, że od teraz nie jestem już zacofanym i konserwatywnym oszołomem, a staję się otwartym i postępowym reprezentantem nowych związków. Dzięki temu mogę żyć po staremu...

Absurdalne? Oburzające? Otóż nie. To tylko wyciągnięcie wniosków z ideologii gender i bełkotu lewicy. Jeśli to moja wola określa, co jest faktem biologicznym, i jeśli wszystko jest płynne, to mam pełne prawo oznajmić, że jestem lesbijką (i wara innym od tego, co twierdzę), i że mój heteroseksualny, zacofany związek jest w istocie forpocztą zmian...

Tomasz P. Terlikowski