reklama

Świadectwo: "Byłem marionetką diabła"

Świadectwo: "Byłem marionetką diabła"
Dobromir "Mak" Makowski. Wychowanek bidula i ulicy. Były narkoman i złodziej. Dziś jeździ po Polsce i rapując opowiada dzieciakom, że można żyć lepiej.  

 

Do domu dziecka trafiłem, kiedy miałem 1,5 roku. Dlaczego? Bo mama i tata poszli siedzieć. Niewiele z tego czasu pamiętam. Kiedy miałem około siedmiu lat tata zabrał mnie stamtąd. Miał jakiś duży problem ze wzrokiem, z roku na rok widział coraz mniej. Pił, dużo. Mamy prawie wcale nie pamiętam, bo jej tak jakby nie było. Zdradziła tatę, a on nie mógł tego znieść, więc się rozwiedli.


Poszedłem do szkoły. Nie byłem grzecznym dzieckiem. W domu nam się nie przelewało, więc zacząłem kraść w szkole. Podprowadzałem z kurtek jakieś drobne rzeczy, słodycze, pieniądze. Dobraliśmy się w taką szkolną ekipę, z którą zaczęliśmy okradać sklepy. Mieszkałem z babcią w domku jednorodzinnym, więc jej też podbierałem drobne. Tata pił coraz więcej. Ale pracował, starał się. Kiedy był trzeźwy, było dobrze, kiedy pił, wpadał w amoki. Imprezę zaczynał koło 23, kiedy kładliśmy się spać. Po północy budził mnie i brata, żebyśmy poszli do sklepu po wódkę. Fiziował strasznie – rąbał babci drzwi siekierą, wyciągał od niej kasę.


Myślałem wtedy, że to jest taka normalna część dziecięcego życia, że wszyscy tak mają. Ale kiedy szedłem do szkoły i obserwowałem inne dzieciaki, pytałem Boga kim tak naprawdę jest, gdzie jest? Na religii siostra zakonna uczyła, że jest tak a nie inaczej, przygotowywałem się do komunii, ale nie mogłem słuchać tych wszystkich opowieści – to było dla mnie takie wyrwane z kontekstu.


Tata coraz bardziej traci wzrok, miał jakąś chorobę siatkówki. Dzieci w szkole śmiały się ze mnie, że jestem dzieckiem pijaka, „ślepoka”. To zostawiało we mnie korzeń goryczy, nienawiść do Boga, do świata. Zauważałem, że codzienność, która mnie otacza jest zakłamana. Chore było dla mnie to, że ludzie patrzą na mnie i brata i udają, że nie widzą dramatu jaki się rozgrywa. A jeśli już życie ułożyło się im lepiej niż nam, to nazywają nas patologią, biedakami... . Nie umiałem sobie z tym poradzić. Było to źródłem coraz większej goryczy, ziarno nienawiści, które diabeł zasiał w moim sercu rozrastało się coraz bardziej.


"Tata strasznie fiziował "


Tata budził nas w nocy. Szliśmy gdzieś ulicą, on – pijany, nagle się przewracał. Leżeliśmy z nim, ja i mój brat Radek na ziemi. On przysypiał, my go budziliśmy. Prosiliśmy żeby wstał i poszedł z nami do domu. Wracaliśmy, on robił awanturę, potem zasypialiśmy koło czwartej, piątej, żeby za dwie godziny obudzić się i jak najszybciej uciec do szkoły. Wracaliśmy, a on dalej pil.


Zdarzało mu się, że był takim dobrym ojcem – po pijaku kupował nam słodycze, dawał pieniądze, a potem wpadał w amoki, nic nie pamiętał. Robił nam w domu „sprzątanie” – wysypywał na podłogę sól, cukier, piasek z kuwety i kazał sprzątać. W tym czasie bił nas, kopał. Czasem „sprzątaliśmy” po kilka razy dziennie. Nazywał nas śmieciami i kazał spać w toalecie.

/ 

Mimo wszystko bardzo go kochałem. Czasem, kiedy był na kacu, leżał gdzieś na ziemi, wołał nas do siebie i prosił: „Chłopaki, przytulcie się do mnie, bo umieram”. Biegłem do niego, przytulałem i błagałem: „Tatusiu, nie umieraj, wszystko będzie dobrze”. On zasypiał, potem budził się i prosił żebyśmy znowu przynieśli mu wódkę, bo jak nie, to umrze… .

 

Gdzieś na przełomie trzeciej i czwartej klasy powiedział, że mnie zabije, jak nie znajdą się pieniądze babci. Ja ich wtedy nie wziąłem, babcia je dobrze ukryła. Uciekłem z domu. Trafiłem do pogotowia opiekuńczego. Myślałem, że tam będę bezpieczny, ale trafiłem na hierarchię wieku i wartości, na naprawdę zepsutych młodych ludzi, wychowywanych w środowisku recydywistów, złodziejów. Dziewczyny wykorzystywali seksualnie, chłopców bili, narzucali jakiś system zasad z kryminału. Miałem może dwanascie lat, oni ponad osiemnaście.


"Zakochałem się w rozpuszczalniku" 


Wtedy poznałem rozpuszczalnik, ktoś podał mi pierwszy woreczek. Tak się zaczęło ćpanie. Nigdy nie czułem się tak bezpieczny jak wtedy, zobaczyłem świat, którego do tej pory nie widziałem. Nawet jak ktoś mnie uderzył, to nie bolało. Zakochałem się w rozpuszczalniku. Ludzie wyzywali mnie od ćpuna, narkomana, frajera, ale ja byłem bezpieczny. To była największa tajemnica tego rozpuszczalnika – po nim
czułem się kochany.


Zacząłem ćpać coraz więcej. Uciekaliśmy z pogotowia opiekuńczego, spaliśmy w kanałach. Łapali nas policjanci. Lali, a potem odwozili do pogotowia opiekunczego. Znowu uciekaliśmy, ćpaliśmy. Żebraliśmy pod dworcem w Łodzi. Na coś do zjedzenia, pamiętam, że kupowaliśmy pączki. Wtedy spotkałem też straszną oziębłość dorosłych ludzi, taką wyniosłość. - Won stąd gnoju – mówili i ganiali nas po dworcu. Jakie to straszne – myślałem – chcieliśmy tylko coś zjeść, byliśmy dziećmi, a ludzie omijali nas. Gdybym mógł dziś podziękować osobom, które dały
mi na pączka, to zrobiłbym to z czystym sercem.

 

Z pogotowia miałem trafić do poprawczaka, ale nie było miejsca, więc wylądowałem w domu dziecka. Tam przedawkowałem rozpuszczalnik. Leżałem gdzieś za garażami, nieprzytomny. Wiedziałem, że odchodzę. Znalazła mnie koleżanka, wezwała pogotowie. Trafiłem na detoks a potem do katolickiego ośrodka dla narkomanów w Bytomiu. Spotkałem tam pewnego księdza, który pracował na ulicach z narkomanami. Opowiadał nam o Jezusie, który kocha nas bezwarunkowo, którego nie obchodzi to, co do tej pory robiliśmy. - Jakiś farmazon – myślałem. W
ogóle w to nie wierzyłem. Miał mi pomagać do tej pory, ale jakoś Mu nie poszło.


Ten ksiądz zaczął się modlić, a ja się rozpłakałem. - Jezu, jeżeli naprawdę jesteś, to pomóż mi, zmień moje życie – mówiłem. Wyjechałem z ośrodka, bo nie rozumiałem metod, jakimi chciano wyleczyć mnie z uzależnienia. Szukałem znowu rozpuszczalnika, bo tęskniłem za miłością. Dziś z perspektywy wielu lat mogę śmiało powiedzieć, że każdy kto ma problemy z jakimś uzależnieniem, tak naprawdę poszukuje miłości.


"Umierałem z każdym dniem"

 
W domu dziecka stoczyłem się jeszcze bardziej. Zaczęły się narkotyki, amfetamina, marihuana. Kradliśmy, chodziliśmy na chuligańskie wypady, więc dom dziecka ponownie chciał mnie wysłać do poprawczaka. Nie miałem jeszcze osiemnastu lat. Wtedy znowu odezwał się mój tata i zabrał mnie do domu, bo bał się, że w poprawczaku będę jeszcze gorszy. Uciekałem z domu. Były meliny, paserstwo, kradzieże. Wdepnąłem w niezłe gówno. Byłem marionetką diabła. Takim pędzelkiem, którym on malował sobie zły świat na ziemi. Wydawało mi się, że robię dobre rzeczy, a z każdym dniem umierałem. Ćpałem coraz więcej. Któregoś razu, po kolejnym zatrzymaniu przez policję, dostałem ultimatum – albo z tym kończę, albo idę do kryminału.


Załamał się mój świat, nie miałem nic. Stałem przyćpany na ulicy i płakałem: „Jezu, jeśli naprawdę jesteś, to zmień moje życie”. Zaraz potem dostałem telefon od pewnej kobiety, która zaproponowała mi rozpoczęcie nauki w technikum budowalnym w Łodzi. Przyjęli mnie bez egzaminów wstępnych. Wkrótce poznałem ludzi z kościoła zielonoświątkowego, wśród nich Roberta, nawróconego gangstera. Dziś – mojego serdecznego przyjaciela.

/

 

Patrząc z perspektywy tylu lat, widzę jak Pan Bóg działał w moim życiu, cały ten czas stał przy mnie i chronił przed dramatem, do którego sam zmierzałem. On działa w przypadkach, dlatego, że człowiek jest tak zatwardziały, że nie chce widzieć tego, jak wielkie rzeczy zrobił dla niego Bóg. Jest tak zapędzony życiem, że nawet ich nie dostrzega. My już w ogóle nie umiemy patrzeć, tak szybko żyjemy. Bóg działa w przypadkach, aby poruszyć serce człowieka.

 

"Nie mam wątpliwości, że to Bóg" 

 

W tym czasie moja mama kilka razy podejmowała próby samobójcze. Zdążyłem do niej pojechać, zanim jej się udało. Po tym wszystkim, jak mnie biła, szczuła psami, Bóg obudził we mnie współczucie dla niej. Była już w agonii, nieprzytomna, a ja bardzo chciałem powiedzieć jej jak bardzo ją kocham, że dziełem jej życia było to, że mnie urodziła i dziękuję jej za to. I obudziła się, a ja mogłem jej to powiedzieć. Wtedy zrozumiałem, że każdy kto chce nieść Dobrą Nowinę nie może nikogo osądzać, ale siać nadzieję, siać Słowo Boże. Wkrótce mój tata dostał udaru. Też do niego pojechałem– był sparaliżowany, leżał w pieluchach, siostry się go brzydziły. Kiedy go zobaczyłem, strasznie się popłakałem. Prosiłem Boga, żeby mi go nie zabierał, bo sobie nie poradzę. A On mi odpowiedział: „Nie bój się, ja już się o niego troszczę”. To są takie słowa, że jeśli się je usłyszy, to nie ma wątpliwości i wiesz że to Bog.


Tacie dawali trzy miesiące życia. Po udarze żył jeszcze siedem lat. Zanim umarł, mógł zobaczyć, że już nie jestem chuliganem, że uczę się, pracuję, widział mnie nawet w telewizji. Nigdy nie wierzyłem, że pójdę na studia. Maturę zdałem najlepiej w mojej klasie, a potem dostałem się na AWF. Ja, który od małego paliłem papierosy, ćpałem, piłem wódkę, dostałem się na AWF!

 
Dziś kończę studia, 22 lipca będę miał obronę pracy magisterskiej, udzielam w kilku fundacjach, pracuję z dziećmi i młodzieżą, którym mówię, że mają prawo do dobrego życia, że mogą wybierać. Jeżdżę po szkołach w całej Polsce z programem antynarkotykowym.


I codziennie czekam na ten dzień, kiedy spotkam się z moim tatą i z moim Bogiem.


Wysłuchała Marta Brzezińska 

 

*Dobromir "Mak" Makowski - 29-letni pabianiczanin, raper, autor projektu muzycznego "nieBo Rap", jeździ po Polsce z programem antynarkotykowym "Rap Pedagogia" 

21.07.2011, 9:09 reklama

Komentarze (16):

piotr2007 Lip 21, 2011, 10:48 rano

Spotykam Was,praktycznie codziennie.Niektórzy pchają wózki ze złomem,inni z puszkami po piwie,inni szukają czegoś w koszach.Zastanawiam się,ilu z Was mogło by być dyrektorami,ministrami(poprzeczka wymagań intelektualnych,w wypadku ministrów,zjeżdża dramatycznie w dół!!)-gdyby ktoś,w porę podał Wam rękę,zamiast złotówki \"na bułkę\"
Dzięki Ci Panie Boże-że pochylasz się nad maluczkimi!
 

SzEm Lip 21, 2011, 12:19 po południu

Skopiuję sobie ten artykuł.
++++ Za Dobromira.

CieńKolorowy Lip 21, 2011, 1:29 po południu

O SzEm powrócił. Pozdro! (Skoro już jesteśmy hip hop\'owych klimatach)

SzEm Lip 21, 2011, 1:48 po południu

Spox !

pokaż więcej komentarzy

Najnowsze artykuły:

Grzegorz Bacik dla Fronda.pl: Chory może zapłacić każdą sumę, żeby uzyskać zdrowie od znachora!

Grzegorz Bacik dla Fronda.pl: Chory może zapłacić każdą sumę, żeby uzyskać zdrowie od znachora! - W gabinecie takiego uzdrawiacza czy znachora otrzymujemy informację, że nasze uzdrowienie stanie się natychmiast. I to nas pociąga - mówi dla Fronda.pl, Grzegorz Bacik . Kilka miesięcy temu Polską wstrząsnęła śmierć niemowlęcia, które zostało zagłodzone z polecenia znachora-zielarza. Gdy sprawa została nagłośniona, zaczęły się zgłaszać kolejne osoby oszukane przez tego człowieka. Znachor z Nowego Sącza ...

Płynie w nas ta sama krew

 Płynie w nas ta sama krew 'Jednostka Wojskowa Komandosów jest kontynuatorem działania batalionów Armii Krajowej „Zośka”, „Parasol” i „Miotła”, które brały udział w powstaniu warszawskim"-mówi płk. Wiesław Kukuła W cyklu „Polska Zbrojna walczy o pamięć” odpowiada płk Wiesław Kukuła, dowódca Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca. Jednostka Wojskowa Komandosów jest kontynuatorem działania batalionów Armii Krajowej „Zośka”, „Parasol” i „Miotła”, ...

Prof. Jan Żaryn dla Fronda.pl: Tadeusz Bór-Komorowski 31 lipca 1944 r. podjął ostatecznie złą decyzję i nie mógł podjąć lepszej

Prof. Jan Żaryn dla Fronda.pl: Tadeusz Bór-Komorowski 31 lipca 1944 r. podjął ostatecznie złą decyzję i nie mógł podjąć lepszej – Mam nadzieję, że będziemy nadal dyskutować nad tym szalenie istotnym pytaniem o sens wybuchu Powstania Warszawskiego. Takie dysputy są dowodem na to, że nadal czujemy się Polakami Prof. Jan Żaryn dla Fronda.pl: Mam nadzieję, że będziemy nadal dyskutować nad tym szalenie istotnym pytaniem o sens wybuchu Powstania Warszawskiego. Takie dysputy są dowodem na to, że nadal czujemy ...

Mocne świadectwo kobiety, która weszła do środowiska satanisty Mansona

Mocne świadectwo kobiety, która weszła do środowiska satanisty Mansona Przeczytaj mocne świadectwo kobiety, która zawędrowała do środowiska Marilyna Mansona. Na szczęście Jezus w porę przyszedł jej na pomoc i teraz prowadzi ona szczęśliwie życie jako katoliczka Kobieta, której świadectwo omawiamy, urodziła się w rodzinie Świadków Jehowy, w którym o Bogu mówiono w zniechęcający sposób, jakby był on bezwzględnym katem. Ten nieprawidłowy obraz Boga spowodował jej dalsze ...

NASZ NEWS: Abp Hoser zabierze głos ws. skandalicznych wypowiedzi ks. Lemańskiego

NASZ NEWS: Abp Hoser zabierze głos ws. skandalicznych wypowiedzi ks. Lemańskiego Jest tam wiele stwierdzeń, obok których (o ile są prawdziwe), ciężko przejść obojętnie. Rozmawiałem już z abp Hoserem i wiem, że zabierze on głos w tej sprawie, ale najpierw porozmawia z samym ks. Lemańskim. Portal Fronda.pl: Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, ks. Wojciech Lemański pojawił się na Przystanku Woodstock. W swoim wystąpieniu kapłan poruszył wiele różnych spraw, odniósł się także do konfliktu z abp Henrykiem ...

Gwizdy na Powązkach? "Jedyna okazja, by powiedzieć rządowi, co się o nim myśli"

Gwizdy na Powązkach? „Ponieważ władza unika obywateli jak ognia, to także tam taki przejaw sprzeciwu musi się pojawić. To oczywista reakcja społeczna” - mówi o gwizdach na Powązkach Zbigniew Kuźmiuk, poseł PiS W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” prezydent Bronisław Komorowski ubolewał nad próbą zawłaszczania Powstania Warszawskiego przez stronę, która co roku gwiżdże podczas uroczystości rocznicowych na Powązkach. Zdaniem Zbigniewa Kuźmiuka, te incydenty ...

Prof. Jan Żaryn: Można buczeć na kłamców, którzy mają nas za faszystów

Prof. Jan Żaryn: Można buczeć na kłamców, którzy mają nas za faszystów „Ta postawa Polaków, którzy tam dominują - wśród nich jestem i ja - jest postawą polskich patriotów, którzy od co najmniej kilku lat otrzymują sygnały od części tzw. elity, że jesteśmy faszystami”. Tak o buczeniu podczas uroczystości rocznicowych na Powązkach mówi prof. Jan Żaryn. W rozmowie z „Super Expressem” historyk przekonuje, że nie widzi powodów, by nie buczeć na ludzi, którzy kłamią ...

Ks. Lemański na Woodstocku: Bardziej bym się obawiał spotkania z Konferencja Episkopatu Polski niż z Woodstockiem

Ks. Lemański na Woodstocku: Bardziej bym się obawiał spotkania z Konferencja Episkopatu Polski niż z Woodstockiem Mało czego się boję. Bardziej bym się obawiał spotkania z Konferencja Episkopatu Polski niż z Woodstockiem. Jezus przyjąłby zaproszenie od Owsiaka – miał powiedzieć na PW ks. Lemański. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, na Przystanku Woodstock pojawił się ks. Wojciech Lemański. Co przekazał młodzieży? „Mało czego się boję. Bardziej bym się obawiał spotkania z Konferencja Episkopatu Polski niż z ...

Kliniki in vitro mogą ciąży nie prowadzić. Szpitale muszą „ciąże usuwać”!

Kliniki in vitro mogą ciąży nie prowadzić. Szpitale muszą „ciąże usuwać”! Kliniki in vitro nie specjalizują się w prowadzeniu ciąż i ich nie monitorują. Nie specjalizują się w kwestii najbardziej normalnej pod słońcem. Szpital za to nie może nie specjalizować się w aborcjach „Kliniki zapładniające pozaustrojowo nie specjalizują się w prowadzeniu ciąż, dlatego też nie mają podstaw, aby taką ciążę monitorować[1].” – tak powiedział Dr Sławomir Sobkiewicz, prezes zarządu Związku Polskich Ośrodków Leczenia ...

facebook