reklama
reklama

Sławomir Kłosowski dla Frondy o reformie edukacji: Opozycja ma jeden argument- 'Nie, bo nie'

Sławomir Kłosowski dla Frondy o reformie edukacji: Opozycja ma jeden argument- 'Nie, bo nie'
źr. zdj. Youtube/24opolepl
reklama

Joanna Jaszczuk, Fronda.pl: Prezydent Andrzej Duda podpisał wczoraj ustawy reformujące system szkolny w Polsce. Prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, Sławomir Broniarz w odpowiedzi na to działanie prezydenta poinformował, że ZNP podejmie kolejne kroki zmierzające do strajku

Europoseł Sławomir Kłosowski, PiS: Nie można chować głowy w piasek, tak jak pan Sławomir Broniarz i cała opozycja. Przecież trudno nie zauważyć, że gimnazja po prostu się nie sprawdziły. Były to szkoły generujące zachowania niebezpieczne. Ponadto, gimnazja nie zapewniły uczniom odpowiedniego przygotowania do kontynuacji nauki w liceum. Cały proces dydaktyczny w trójstopniowym modelu edukacji wprowadzonym w 1999 r. sprowadzał się wyłącznie do nauki do kolejnych testów. Młodzież nie otrzymywała solidnej wiedzy ogólnokształcącej. Dostrzegali to rektorzy wyższych uczelni, którzy swego czasu dość powszechnie krytykowali ten system edukacji. Również młodzi ludzie odczuwali duży dyskomfort. Młodzież chciała poznać chociażby najnowszą historię Polski, na którą de facto w trzyletnim liceum brakowało czasu. Jeżeli bowiem odliczymy pół roku rozwiązywania testów przygotowujących do matury, to nauka w liceum ogólnokształcącym sprowadzała się w praktyce do dwuipółletniego kursu, a to przecież stanowczo za mało czasu, żeby zdobyć solidną wiedzę.

Ponadto, z przykrością muszę stwierdzić, że zarówno ze strony opozycji parlamentarnej, jak i ze strony Sławomira Broniarza i ZNP nie usłyszałem żadnej propozycji konkurencyjnej dla koncepcji Prawa i Sprawiedliwości, żadnej alternatywy dla reformy wdrażanej przez panią minister Zalewską. Przez cały czas słyszę jeden argument, a brzmi on: „Nie, bo nie”. Jedynym wyjątkiem była niedawna wypowiedź byłego ministra edukacji, prof. Mirosława Handkego. Szef MEN w rządzie Jerzego Buzka tłumaczył w jednym z wywiadów, że zamiast likwidacji gimnazjum, wystarczy wydłużyć je o rok. Tego rodzaju propozycje są dla mnie mało poważne. Oczywiście, nigdy nie można lekceważyć opinii profesora i byłego ministra edukacji, jednak poza tą kontrowersyjną wypowiedzią prof. Handkego, żadna partia opozycyjna, a już tym bardziej prezes ZNP, nie zaproponowali nic, co mogłoby wyjść naprzeciw reformie autorstwa PiS.

Wielkopolska Platforma Obywatelska rozpowszechnia na Facebooku infografikę ze zdjęciami i nazwiskami posłów Prawa i Sprawiedliwości z tego regionu, którzy zagłosowali za wspomnianymi ustawami. Parlamentarzyści PiS są tam nazwani "grabarzami polskiej edukacji", którzy "cofają nasze dzieci do czasów PRL"...

Pozostaje mi jedynie wyrazić współczucie, że ktoś może mieć tego rodzaju poglądy. Spuśćmy zasłonę milczenia na liczbę szkół zlikwidowanych przez osiem lat rządów koalicji PO-PSL. A ten proceder likwidacyjny bardzo często przypominał „rzeź niewiniątek”, zwłaszcza w przypadku szkół w małych miasteczkach i na wsiach. Jeżeli więc dziś Platforma Obywatelska mówi o zabijaniu polskiej oświaty przez PiS, pozostaje mi patrzeć na tę osobę z politowaniem.

Sztandarowym hasłem reformy autorstwa PiS jest likwidacja gimnazjów i powrót do systemu 8+4. Ośmioklasowa szkoła podstawowa i czteroletnie liceum funkcjonowały przecież przez wiele lat. Dlaczego właściwie nagle postanowiono wprowadzić gimnazja?

O wprowadzeniu gimnazjów zadecydowało wiele czynników. Jednym z nich miał być fakt, że Polska uzyskała niski współczynnik absolwentów szkół średnich. Jednak w mojej ocenie była to zła droga do naprawienia tego standardu. Sądzę, że powinniśmy raczej zmieniać podejście uczniów, tak aby jak najwięcej młodzieży uzyskiwało średnie wykształcenie i zdawało maturę. Zrobiono jednak na odwrót. Zamiast zmieniać młodzież, zmieniono system edukacji. Po to, aby jak najwięcej młodych ludzi w jak najszybszym kursie uzyskało świadectwo ukończenia liceum ogólnokształcącego oraz świadectwo maturalne, a nasz kraj nie odstawał od standardów europejskich. Nie tędy droga. Najlepiej zobrazuje to porównanie do zbicia termometru w lecie. Jeżeli zbijemy termometr, nie będziemy mieli temperatury, ale później okaże się to niebezpieczne.

Kolejnym zarzutem przeciwników reformy, do którego odniosła się dziś w Polskim Radiu minister Zalewska, jest groźba masowych zwolnień nauczycieli

Po trzykroć nie. Liczba dzieci w systemie edukacji pozostaje taka sama. W stosunku do jednego dziecka pozostaje jeden etat nauczycielski. Po likwidacji gimnazjów nie zmniejszy się przecież liczba dzieci, nie ma więc powodu do obaw o przyszłość nauczycieli.

Ponadto, likwidując gimnazja, likwidujemy również przeładowane klasy, które liczyły nawet po trzydzieścioro dwoje uczniów. W szkołach podstawowych mamy natomiast mniej liczne klasy. A skoro, wracając do systemu 8+4, wchodzimy do standardu mniej licznych klas, to będzie musiało powstać ich więcej, co stworzy konieczność zatrudnienia większej liczby nauczycieli. Dlatego od początku twierdziłem, że narracja o masowych zwolnieniach nauczycieli jest chwytem politycznym, w dodatku poniżej pasa. Jest to chwyt czysto emocjonalny, ponieważ środowisko nauczycielskie, tak jak każde środowisko nauczycielskie, boi się o swoją pracę. Tyle że nie można w ten sposób wykorzystywać tych negatywnych emocji, zwłaszcza w sytuacji, gdy mamy dane z Systemu Informacji Oświatowej, z których wynika, że liczba uczniów się nie zmniejszy, za to istnieje szansa, że zostanie utworzona większa liczba klas w szkołach. Oznacza to, że potrzebna będzie większa liczba nauczycieli, żeby mogli uczyć dzieci w tych klasach.

Poproszę jeszcze o krótkie podsumowanie: Co dobrego wniesie reforma autorstwa PiS do polskiej edukacji?

Trudno będzie ująć ten temat w kilku zdaniach, ale spróbuję to zrobić. Po pierwsze: bezpieczeństwo. W czasie funkcjonowania gimnazjów bez monitoringu wizyjnego, wprowadzonego dzięki działaniom rządu PiS w latach 2005-2006, w tych szkołach było bardzo niebezpiecznie. Po drugie: wydłużenie edukacji w liceum ogólnokształcącym. Wszyscy bowiem zwracali uwagę: zarówno maturzyści, jak i dyrektorzy, nauczyciele, a wreszcie rodzice uczniów, że trzy lata liceum to po prostu fikcja. Aby uczeń mógł wpisywać się w pewne standardy posiadania ogólnej wiedzy, nauka w liceum musi trwać dłużej. A skoro mówimy o nauce w liceum, trzecim punktem będzie egzamin maturalny. Matura i przygotowanie do niej nie może działać na zasadzie szybkiego kursu rebusowego czy kursu rozwiązywania testów zamkniętych. Musimy dać młodzieży możliwość wykazania się wiedzą, elokwencją i ogólnym rozwojem. To tylko powierzchowne zmiany, jednak za nimi idzie cała masa zmian o znaczeniu strategicznym. Reforma edukacji autorstwa PiS ma na celu przywrócenie odpowiedzialności państwa za edukację. Państwa, które przygotowuje programy edukacyjne, a potem odpowiada za ich realizację. W minionym ośmioleciu szkoła była takim ogniwem edukacji, w którym nikt właściwie nie wiedział, kto odpowiada za pewne błędy i jest zobowiązany do ich korekty. Na przykład, jeśli chodzi o likwidację szkół, to za rządów PO-PSL zniesiono przecież opinię kuratora. Nie było możliwości opiniowania np. arkusza organizacyjnego szkoły. Nie skończyło się to najlepiej dla polskiej oświaty... Nie możemy więc dalej w to brnąć, dlatego generalnym wyznacznikiem reformy minister Anny Zalewskiej jest przywrócenie odpowiedzialności państwa za edukację.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

10.01.2017, 20:15

Najnowsze artykuły:

 
 
facebook