reklama

Saybusch Aktion - jak Hitler budował raj dla swoich chłopów

Saybusch Aktion - jak Hitler budował raj dla swoich chłopów
Akcja Żywiec była największą niemiecką operacją wysiedleńczą w tzw. Prowincji Śląskiej. W latach 1940-44 z Żywiecczyzny wysiedlono ok 50 tys. polskich chłopów, których miejsce zajęli Niemcy ze Wschodu. Głośniej mówiło się np. o wysiedleniach z Wielkopolski czy Zamojszczyzny, zaś o tragedii żywieckich górali ciągle wie niewielu Polaków. 21 września mija 71 rocznica tego wydarzenia.

 

W nocy z 21 (sobota) na 22 września (niedziela) 1940 r. kilka ciężarówek wypełnionych policjantami 83. batalionu policji ochronnej (Schutzpolizei – Schupo) wjechało do miejscowości Jeleśnia, leżącej niespełna 10 km na wschód od Żywca. Natychmiast przystąpiono do urządzenia punktu dowodzenia batalionu, na czele którego stał major Eugen Seim. Jednocześnie część policjantów roztoczyła kordon izolacyjny wokół wsi, rozkładając m. in. stanowiska karabinów maszynowych; pozostali zaś podzielili się na dwu-, względnie trzyosobowe grupy i wyposażeni w odpowiednie mapy, udali się do polskich domów. Waleniem kolbą w drzwi budzono mieszkańców, po czym oznajmiano im, że mają 30 minut na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy i wyjście z budynku. Wybuchał chaos. Matki spieszyły się z ubraniem dzieci, te ostatnie zaś wpadały niejednokrotnie w histerię. Na podwórzu ujadały psy. Pakujących się obserwował bacznie policjant. Nie wszystko można było zabrać. Na miejscu pozostać miały pieniądze i przedmioty wartościowe, za wyjątkiem obrączek. Nie wolno było również zabierać pościeli, a także inwentarza żywego. Opornych upominano kopniakiem, a z ust funkcjonariuszy sypały się różnego rodzaju inwektywy. Wśród wysiedlanych znajdowały się ciężarne kobiety oraz poruszający się z trudem starsi ludzie. Po wyjściu z domu, Polacy - objuczeni lnianymi workami i zawiniątkami (walizek też nie można było zabierać) - przeganiani byli na plac zbiorczy, zlokalizowany na okolicznej łące przy rzece Koszarawa. Wówczas jeszcze wciąż nie wiedzieli, jaki będzie ich los. Późnym rankiem na plac zajeżdżać zaczęły ciężarówki. Pośpiesznie upychano w nich wysiedlonych, po czym samochody odjeżdżały w kierunku Żywca. Tam na Polaków czekały już dwa obozy przejściowe: w śródmieściu w dawnym gmachu Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, oraz w szkole powszechnej w dzielnicy Żywiec-Zabłocie[1].

 

W obozach Polacy poddawani byli rewizji osobistej. Z niektórymi rodzinami przeprowadzano następnie rozmowy oraz poddawano badaniom rasowym, typując osoby zdatne do germanizacji. Warunkiem tejże było jednak wyrażenie jednoznacznej woli przynależności do narodu niemieckiego. Nielicznych pozyskanych w ten sposób dla niemczyzny, oddzielano następnie od zdeklarowanych Polaków. Tych ostatnich dzielono na ok. czterdziesto osobowe grupy, z których każda przypisana była do jednego wagonu kolejowego. Następnego dnia tj. 23 września, wszystkich Polaków (w tym przewidzianych do germanizacji) przepędzono, względnie przewieziono z obozów na bocznicę kolejową w pobliżu fabryki papieru „Solali” w Żywcu-Zabłociu. Stamtąd punktualnie o godz. 14.48 odprawiony został w kierunku Łodzi transport nr 2213. We wchodzących w jego skład towarowych i osobowych wagonach jechało pod konwojem policji w sumie 808 wysiedleńców. O godzinie 5.52 w dniu 24 września transport ten opuścił Łódź (po wyładowaniu osób przeznaczonych na germanizację), udając się w kierunku miejscowości Łuków w Generalnym Gubernatorstwie, gdzie Polaków przydzielono przymusowo do gospodarzy w okolicznych miejscowościach[2].

Sztab policyjnego oddziału wysiedleńczego. Jeleśnia/Sopotnia Mała, 22 września 1940 r. (fot. NSDAP; w zbiorach elektronicznych OKŚZpNP w Katowicach).

W ten sposób rozpoczęła się największa przeprowadzona w prowincji śląskiej podczas okupacji niemieckiej akcja wysiedleńcza. Jej kryptonim brzmiał „Aktion Saybusch” (Saybusch to niemiecka nazwa Żywca).

 

W tym samym dniu, co Jeleśnię, według tego samego schematu wysiedlono jeszcze sąsiednią miejscowość – Sopotnie Małą. Do połowy grudnia 1940 r. w podobny sposób wysiedlono w sumie ponad 30 miejscowości Żywiecczyzny, a w 18 transportach do Generalnego Gubernatorstwa (GG) deportowano ok. 15 tysięcy ludzi (ponadto kilkadziesiąt osób skierowano na germanizację w głąb Rzeszy). Ostatni, dziewiętnasty transport z 582 osobami, odprawiony został po półtoramiesięcznej przerwie w dniu 31 stycznia 1941 r. To jednak nie był koniec akcji. Do wiosny 1941 r. realizowano tzw. przesiedlenia wewnętrzne (interne Umsiedlung) – Polaków (w sumie ok. 8 tys. ludzi) wyrzucano z ich gospodarstw i kwaterowano przymusowo w innych, tymczasowo nie wysiedlanych gospodarstwach polskich w obrębie powiatu żywieckiego[3]. Instrument przesiedleń wewnętrznych stosowano wobec tych rodzin, których członkowie zatrudnieni byli w ważnych z punktu widzenia okupanta segmentach przemysłu, tak w okolicy, jak i w głębi Rzeszy, co czyniło ich deportację przynajmniej do czasu zakończenia wojny niepożądaną.

 

Jaka była geneza i okoliczności akcji, jaki był jej cel i konsekwencje?


Żywiecczyzna (powiat żywiecki), jako kraina geograficzna, nie była nigdy zaliczana do Śląska, mimo, że na przestrzeni dziejów z regionem tym łączyły ją więzi zarówno polityczne, jak i ekonomiczne. Przed 1918 r. wchodziła wraz z całą Galicją w skład zaboru austriackiego. W okresie międzywojennym należała do województwa krakowskiego[4].

 

Od września 1939 r. w łonie administracji niemieckiej, tak we Wrocławiu (siedzibie władz prowincji śląskiej), jak i w Berlinie, toczyła się burzliwa dyskusja na temat delimitacji granicy III Rzeszy z tzw. Restpolen (od 8 października 1939 r. nazwaną oficjalnie Generalnym Gubernatorstwem). Dyskusja ta sprowadzała się do kwestii skali aneksji na wschodzie, a ścierały się ze sobą opcje maksymalistyczna i minimalistyczna. Zaprowadzony rozporządzeniem ministra spraw wewnętrznych z 13 listopada 1939 r. podział ziem polskich był przejawem zwycięstwa tej drugiej opcji. W granicach Rzeszy Niemieckiej znalazły się bowiem nie tylko ziemie należące do niej przed 1918 r., lecz i te które wcześniej znajdowały się pod zwierzchnictwem Austro-Węgier i carskiej Rosji.

 

W południowo-wschodniej część Rzeszy beneficjentem aneksji została prowincja śląska ze stolicą we Wrocławiu. Wcielenie do niej przedwojennego województwa śląskiego (m. in. Katowice, Chorzów, Rybnik, Tarnowskie Góry, Bielsko, a także Cieszyn) nie budziło żadnych kontrowersji, nie tylko przez wzgląd na zamieszkującą tam mniejszość niemiecką, lecz również postrzeganą przez narodowych socjalistów za labilną pod względem narodowościowym i szacowaną na kilkaset tysięcy osób grupę rdzennych Ślązaków (Slonzaken, Wasserpolen). Nadprezydent prowincji i jednocześnie przywódca okręgowy (Gauleiter) NSDAP Josef Wagner, wbrew wydawałoby się własnym interesom (rozumianym jako wielkość terytorium, na którym sprawował zwierzchność), sprzeciwiał się natomiast wchłanianiu obszarów z przygniatającą przewagą ludności polskiej, określanych wspólnym mianownikiem tzw. uprzemysłowionego pasa wschodniego (industrielle Oststreifen). Do pasa tego zaliczano Zagłębie Dąbrowskie (z takimi miastami jak Sosnowiec, Będzin i Dąbrowa [Górnicza]), Zagłębie Jaworznicko-Chrzanowskie, a także – na południowym odcinku – okolice miejscowości Oświęcim, Andrychów, Wadowice, Biała, Sucha [Beskidzka] i Żywiec[5].

Wyrzuceni z domów Polacy, oczekują w punkcie zbornym na transport samochodowy (widoczny już na drugim planie) do obozu zbiorczego. Miejscowość Sól, przedpołudnie 24 września 1940 r. (fot. NSDAP; w zbiorach elektronicznych OKŚZpNP w Katowicach).

O ile w przypadku obu zagłębi, o ostatecznej ich aneksji zadecydował czynnik przemysłowy – zwłaszcza Wehrmacht domagał się wzmocnienia potencjału gospodarki wojennej – o tyle na przyłączenie pozostałych wymienionych miejscowości wpływ miały nieco inne przesłanki. Oprócz pewnego potencjału przemysłowego, miejscowości te przedstawiały wartość dla sektora rolnego (zwłaszcza okolice Andrychowa i Wadowic), oraz – w przypadku Żywca i Suchej - dla sektorów gospodarki leśnej i turystyki. Ich przyłączenie do utworzonej w oparciu o ziemie województwa śląskiego rejencji katowickiej (jednej z czterech rejencji prowincji śląskiej), przyczyniło się do zmniejszenia zależności Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego (GOP) od importu żywności i drewna kopalnianego. Jednocześnie zamykające rejencję od południa Beskidy, stanowić miały – w koncepcji władz niemieckich – bazę do rozbudowy zwartego obszaru rekreacyjno-turystycznego, przewidzianego zwłaszcza jako wakacyjna i weekendowa odskocznia dla górników i hutników GOP-u[6].

 

Aneksja per se nie rozwiązywała oczywiście problemu kilkuset tysięcy Polaków z tzw. pasa wschodniego, żyjących teraz w granicach Wielkiej Rzeszy. Ich los przesądzony został jednak już wcześniej, bo 7 października 1939 r., wraz z utworzeniem przez Hitlera Komisariatu Rzeszy ds. Umacniania Niemieckości (Reichskommissariat für die Festigung des deutschen Volkes - RKF). Obowiązki komisarza przejął – mimo braku oficjalnej nominacji ze strony wodza - Reichsführer SS Heinrich Himmler, zaś faktycznym kierownikiem nowej struktury został SS-Brigadeführer Ulrich Greifelt. Zadaniem Komisariatu (realizowanym we współpracy z innymi, działającymi pod parasolem SS organizacjami, jak choćby Volksdeutsche Mittelstelle) było przesiedlenie do Rzeszy Niemców żyjących poza jej ówczesnymi granicami, zwłaszcza w ZSRR (w tym w należących przed wojną do II RP regionach Wołyń i Galicja Wschodnia) i Rumunii. Kolejnym etapem było ich osiedlenie na ziemiach polskich wcielonych do Rzeszy, w obrębie których z kolei na przełomie 1939 i 1940 r. wydzielono stanowiącą priorytet - tzw. pierwszą strefę osadniczą (Siedlungszone I), zamieszkiwaną prawie wyłącznie przez Polaków.

 

Największe natężenie przesiedlenia przybrały na przełomie 1939 i 1940 r. oraz jesienią 1940 r. W pierwszym okresie do Rzeszy przybyło ok. 130 tys. Niemców z obszarów byłej RP, za drugim razem ponad 200 tys., głównie z podzielonej w czerwcu 1940 r. pomiędzy Rumunię i ZSRR Bukowiny oraz całkowicie już sowieckiej Besarabii. Ludzie ci trafili do specjalnie przygotowanych dla nich obozów przesiedleńczych, rozlokowanych zarówno na obszarze tzw. Starej Rzeszy (tj. w granicach sprzed aneksji Austrii), jak i na ziemie wcielone. W obozach tych, stosując kryteria polityczne, medyczne (rasowe) i zawodowe, dzielono przesiedleńców na zdatnych do natychmiastowej kolonizacji ziem wschodnich i takich, którzy wymagają kwarantanny (aklimatyzacji, indoktrynacji i edukacji), najlepiej gdzieś w głębi Rzeszy, i dopiero po jej przebyciu gotowi będą do pełnienia roli „Panów Wschodu”[7].

Polacy pod eskortą funkcjonariuszy policji w drodze do pociągu (data i miejscowość nieustalona). (fot. Józef Macikowski; w zbiorach elektronicznych OKŚZpNP w Katowicach).

Jeszcze w trakcie wywożenia Polaków z placów zbornych w Jeleśni i Sopotni Małej do Żywca w godzinach przedpołudniowych 22 września 1940 r., na stację kolejową w Jeleśni przybył pociąg osobowy, wiozący wyselekcjonowanych w obozach w Cieszynie i Bohuminie osadników niemieckich z Galicji Wschodniej. Podobnie, jak wysiedlenie Polaków, tak też wprowadzenie na gospodarstwa rolne Niemców, przebiegało wedle ściśle określonej procedury. Do rana 22 września 1940 r. na terenie Jeleśni opróżnionych zostało z Polaków ok. 150 domów, a w Sopotni Małej niespełna 60. Do godzin popołudniowych każdy, przeznaczony na siedzibę osadnika dom został wysprzątany przez specjalnie sformowane z miejscowych Polaków oddziały czyszczące, działające pod nadzorem funkcjonariuszy 2. kompanii 82. batalionu policji ochronnej (dowódca batalionu major Walter Kegel). W tym też czasie zabudowania mieszkalne i gospodarcze poddane zostały przez specjalistów niemieckich zabiegom dezynfekcyjnym, uzupełniono też – według ustalonych uprzednio normatywów – stany inwentarza żywego i pasz. Nad wejściami do domów zatknięto flagi państwowe III Rzeszy, a wewnątrz rozwieszono portrety Adolfa Hitlera. Dokonywano też niezbędnych prac remontowych[8].

 

Podczas gdy trwały prace porządkowe, przesiedleńcy goszczeni byli w zlokalizowanej nieopodal stacji kolejowej gospodzie. Usługiwały im tam, i zaopatrywały w suchy prowiant na najbliższe dni, siostry z Narodowosocjalistycznej Opieki Społecznej (Nationalsozialistische Volkswohlfahrt – NSV) – organizacji afiliowanej NSDAP. Po południu osadnicy samochodami, względnie powozami konnymi, dowożeni byli do ich nowych gospodarstw tak w Jeleśni, jak i w Sopotni Małej[9].

 

Do połowy grudnia 1940 r. do powiatu żywieckiego przybyło ponad 3,2 tys. osadników (niespełna 700 rodzin)[10], prawie wyłącznie rolników. Rozbieżność pomiędzy liczbą wysiedlonych a osiedlonych wynikała z przeprowadzonej (na papierze) w tajemnicy przed właścicielami polskimi jeszcze w ciągu lata 1940 r. komasacji dominujących na Żywiecczyźnie 1-2 hektarowych gospodarstw karłowatych w silne gospodarstwa kilkunastohektarowe. Operacja ta zrealizowana została przez katowicki Urząd Ziemski (Bodenamt), stanowiący integralną część terenowych struktur RKF.

 

Na potrzeby „Aktion Saybusch” zaangażowany został konglomerat najważniejszych organów administracji ogólnej, specjalnej (zwłaszcza pionu resortu rolnictwa), Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (Reichssicherheitshauptamt – RSHA), a także SS, NSDAP i przybudówek partyjnych.

 

Nie ulega wątpliwości, że pomysł rozpoczęcia wysiedlania tzw. pasa wschodniego (na odcinku Śląska) od Żywiecczyzny wyszedł od wyższego dowódcy SS i policji na obszarze południowo-wschodnim (Höhere SS- und Polizeiführer Süd-Ost - HSSuPF) SS-Gruppenführera Ericha von dem Bacha-Zelewskiego. Na akcję taką naciskał Bach najpóźniej od listopada 1939 r., kiedy to Himmler mianował go swoim pełnomocnikiem w funkcji Komisarza na Śląsku. Masowe wysiedlenia Polaków napotkały jednak na opór ze strony gauleitara Wagnera, niechętnego ponadto osiedlaniu na jego terytorium, postrzeganych przez niego jako Niemcy drugiej kategorii, przesiedleńców z Galicji Wschodniej i Wołynia[11]. Dopiero, gdy od wiosny 1940 r. rozpoczął się proces odsuwania Wagnera od władzy, zakończony przejęciem jego obowiązków przez Fritza Brachta w końcu roku, HSSuPF zyskał większą swobodę ruchów. Przygotowania do akcji ruszyły na przełomie wiosny i lata 1940 r. i koordynowane były przez ówczesnego szefa sztabu placówki pełnomocnika RKF na Śląsku SS-Obersturmbannführera Brunona Müllera-Altenaua, którego na krótko przed rozpoczęciem akcji zastąpił doktor antropologii SS-Obersturmbannführer Fritz Arlt – w kolejnych latach kluczowa figura w procesie konceptualizacji i realizacji polityki narodowościowej na Górnym Śląsku. Typowaniem Polaków do wysiedlenia zajmowała się komisja kierowana przez landrata powiatu żywieckiego Eugena Heringa. W jej pracach uczestniczyli m. in. funkcjonariusze tajnej policji państwowej (Geheime Staatspolizei – Gestapo) z Katowic, przedstawiciele powiatowych struktur Stanu Żywicieli Rzeszy (Reichsnährstand), względnie Krajowego Związku Chłopstwa (Landesbauernschaft), a także terenowych organów resortu rolnictwa i wyżywienia (Reichsministerium für Ernährung und Landwirtschaft) oraz delegaci powiatowego przywódcy NSDAP (Kreisleiter) w Żywcu Wilhelma Scholza.

SS-Sturmbannführer dr Fritz Arlt

Organizacja transportu kolejowego na odcinku powiat żywiecki – Łódź – GG, znalazła się w kompetencji rezydującego przy Kurfürstenstrasse 116 w Berlinie, referatu 4 wydziału D w urzędzie IV (Gestapo) RSHA. To w tym referacie, pod okiem jego kierownika, wówczas jeszcze mało znanego, SS-Hauptsturmführera Adolfa Eichmanna, sformułowano też w sierpniu 1940 r. wytyczne do całokształtu akcji. 11 września 1940 r. dopracowano je na naradzie w siedzibie katowickiej placówki Gestapo (Stapostelle)[12]. Z Katowic wysłano też do Żywca na okres realizacji akcji grupę operacyjną (Einsatzkommando) Gestapo z sekretarzem kryminalnym Wendlandem na czele. Analogicznie postąpiła katowicka placówka RKF, delegując do Żywca specjalny sztab osiedleńczy (Ansiedlungsstab), kierowany przez SS-Obersturmbannführera Hansa Butschka[13].

 

Dominujące podczas punktowych aresztowań i indywidualnych deportacji Polaków (zwłaszcza przedwojennych działaczy niepodległościowych i społecznych) w pierwszych miesiącach okupacji kryterium polityczne, odegrało w przypadku „Aktion Saybusch” rolę drugorzędną (do czasu rozpoczęcia akcji przeprowadzono już kilka operacji, uderzając w tutejszą inteligencję i duchowieństwo). Kluczem, wedle którego miano teraz wysiedlać była istniejąca i projektowana struktura rolna wsi[14]. W grę nie wchodziły wysiedlenia punktowe - to z tego, to z innego gospodarstwa w obrębie danej miejscowości. W sytuacji takiej niemożliwe byłoby bowiem przeprowadzenie komasacji gruntów. Ludność polską eksmitować zamierzano en masse, na przykład całą prawą stronę ulicówki (wsie o tym układzie dominowały na Żywiecczyźnie), lub też całą dolną część wsi, o ile znajdowała się tam dobrej jakości ziemia. W pracach komisji chodziło nie tyle o wytypowanie ludzi, ile o wytypowanie gospodarstw. Dane na temat poszczególnych gospodarstw i ich wyposażenia, a także lokatorów domów, zbierane były przez policjantów oraz urzędników w ciągu lata 1940 r. Polscy właściciele zobowiązani byli wówczas do udzielania wyczerpujących informacji na temat swojego mienia, przy czym oczywiście nie informowano ich o celach ankiety. Wraz z rozpoczęciem akcji przystąpiono też do wyburzania tych budynków mieszkalnych i gospodarczych (obór, stajni, stodół), które zdaniem specjalistów niemieckich nie spełniały kryteriów sanitarnych i bezpieczeństwa budowlanego. W przyszłości zniknąć miało również wiele z pozostawionych pierwotnie obiektów. W ich miejsce wybudować zamierzano tzw. dwory (Hof), łączące w sobie funkcje mieszkalne i gospodarcze, o architekturze dopasowanej do panujących na Żywiecczyźnie warunków geomorfologicznych i klimatycznych (już w czasie wojny zaawansowane były prace w odniesieniu do gminy Milówka, oraz wchodzącej w jej skład tzw. wsi wzorcowej/Musterdorf o nazwie Kamesznica[15]).

Osadnicy niemieccy na dworcu kolejowym w Jeleśni, rankiem 22 września 1940 r. (fot. NSDAP; w zbiorach elektronicznych OKŚZpNP w Katowicach).

Planistów niemieckich krępowało też pozostające w mocy przez cały 1940 r. zarządzenie RF SS RKF, w myśl którego w każdej miejscowości jedynie nie więcej niż 25% gruntów przeznaczonych może zostać do czasu zakończenia wojny na potrzeby osadnicze, podczas gdy pozostałe 75% pozostawać miało w rezerwie dla rdzennych Niemców (Reichsdeutschów), w tym przede wszystkim zaangażowanych na wojnie żołnierzy Wehrmachtu i Waffen-SS. Dyspozycja ta podyktowana była obawą Himmlera, a także szefa resortu wyżywienia i rolnictwa Richarda Waltera Darré, iż obdzielane przesiedleńców łupem, stanowiącym efekt walki i przelanej krwi Reichsdeutschów, w czasie gdy ci ostatni, ze względu na wykonywaną wciąż służbę nie mogą zaangażować się w akcję osadniczą i procedury przetargowe, wywołać może niezadowolenie szerokich mas społeczeństwa.

 

Wdrożenie akcji osadniczej na ziemiach wcielonych w 1940 r. ujawniło jednak, że pula 25% gruntów uprawnych dla przesiedleńców to za mało. Tymczasem od początku 1941 r. rozpocząć zamierzano systematyczne osiedlanie, tak w sektorze przemysłowym, jak i rolnym, 200 tys. Niemców z Bukowiny, Besarabii i Dobrudży. W związku z powyższym w grudniu 1940 r. Himmler zmniejszył rezerwę dla Reichsdeutschów do 60% (następnie do 50%)[16]. Dzięki temu również na terenie powiatu żywieckiego ruszyć mogła wiosną 1941 r. „Siedlungsaktion Buchenland” (Akcja osadnicza Bukowina). Jej oblicze było jednak odmienne od „Aktion Saybusch”, gdyż w marcu 1941 r. na zdecydowane żądanie Hansa Franka, tłumaczącego się przeludnieniem GG, wstrzymano kierowane tam dotychczas na masową skalę transporty deportacyjne. Tym samym wypracowane w toku „Aktion Saybusch” procedury, których efektywność oceniona została, tak przez von dem Bacha, jak i przez prezydenta rejencji katowickiej Waltera Springoruma, bardzo wysoko, nie miały zostać już nigdy więcej powielone.

Osadnicy wysiadają z pociągu (miejscowość nieustalona). (fot. NSDAP; w zbiorach elektronicznych OKŚZpNP w Katowicach).

Od teraz Polaków przesiedlano przy użyciu skromniejszych środków policyjnych i logistycznych wyłącznie w obrębie ziem wcielonych. W powiecie żywieckim los taki spotkał kilkanaście tysięcy ludzi; kolejne ok. 12-14 tys. mieszkańców deportowanych zostało w latach 1942-1944 do zlokalizowanych na terenie prowincji śląskiej tzw. Polenlagrów. Z obozów tych ludzie kierowani byli następnie do pracy przymusowej w całej Rzeszy. Do końca okupacji ze swoich domów, a przy okazji gospodarstw, względnie zakładów rzemieślniczych i przedsiębiorstw, wysiedlono ok. 1/3 ludności powiatu żywieckiego (ok. 50 z ok. 150 tys. ludzi). Do tego czasu osiedlono tutaj ok. 10 tys. osadników z Galicji Wschodniej i Bukowiny. Ślad po tych ostatnich zniknął już w styczniu 1945 r., kiedy to na powozach, w ciężarówkach i pociągach ewakuowano ich przed nadciągającą Armią Czerwoną w głąb Rzeszy.

 

Wiosną 1945 r. na Żywiecczyznę powracać zaczęli Polacy deportowani do GG i w głąb Niemiec. Zdecydowana większość z nich zastała swoje domy zrujnowane w wyniku ciężkich walk z zimy i wiosny 1945 r., rozebrane lub zamienione na chlewy, lub obory na skutek komasacji gruntów, w najlepszym zaś razie ogołocone z wszelkich mebli i sprzętów, wywiezionych w ostatniej chwili przez uciekających osadników[17].

 

Mirosław Sikora

OBEP IPN Katowice

 



[1] Dwa pozostałe obozy urządzono w miejscowościach Rajcza i Sucha [Beskidzka].

[2] AIPN, AGK (Akta Głównej Komisji), Der Chef der Sicherheitspolizei und des SD. Umwandererzentralstelle Posen, Dienststelle Litzmannstadt, sygn. 1, Richtlinien zur Durchführung der Evakuierungs-Aktion im Kreis Saybusch, Regierungsbezirk Kattowitz, im Zuge der Ansiedlung der galiziendeutschen Bergbauern (Wolhynienaktion), b. d., k. 27-30; APK (Archiwum Państwowe w Katowicach), Rejencja Katowicka, sygn. 4086, Richtlinien zur Durchführung der Evakuierungsaktion im Kreise Saybusch, Kattowitz, 14 IX 1940, k. 11-16; ibidem, Aktenvermerk – Betrifft: Besprechung über die bevorstehende Evakuierungsaktion in Saybusch, Kattowitz, 11 IX 1940, k. 7-10; APK, Rejencja Katowicka, sygn. 4087, Abschrift - Erfahrungsbericht über den Einsatz der 2. Kompanie bei der Umsiedlungsaktion, Saybusch, 17 I 1941, k. 120-126; OKŚZpNP IPN Katowice, Akta śledztwa w sprawie deportacji Polaków z Ziemi Żywieckiej w 1940 r. w ramach germanizacji terenów wcielonych do III Rzeszy, sygn. S5/00/Zn, t. I-XXIII.

[3] BA Lichterfelde (Bundesarchiv Berlin-Lichterfelde), Reichskommissar für die Festigung des deutschen Volkstums, sygn. 25, Ansiedlungs-Ergebnis, k. 65-66; AIPN, AGK, Der Chef der Sicherheitspolizei und des SD. Umwandererzentralstelle Posen, Dienststelle Litzmannstadt, sygn. 20, [Meldunki transportowe], k. 81-224; BA Lichterfelde, Reichskommissar für die Festigung des deutschen Volkstums, sygn. 3127, Bericht über die Entwicklung und Tätigkeit der Abteilung für die Zeit vom 10.7.1940 bis 31.5.1941, Bielitz, 7 VI 1941, k. 131.

[4] Szerzej zob. Z. Rączka, Żywiec – rys historyczny od powstania miasta do 1918 r., Żywiec 2000.

[5] Szerzej zob. R. Kaczmarek, Górny Śląsk podczas II wojny światowej. Między utopią niemieckiej wspólnoty narodowej a rzeczywistością okupacji na terenach wcielonych do Trzeciej Rzeszy, Katowice 2006.

[6] APK, Rejencja Katowicka, sygn. 12029, Der Landrat des Kreises Teschen, KdF „Schlesische Beskiden“, Teschen, 17 IX 1940, k. 128-130.

[7] Szerzej zob.: J. Sobczak, Hitlerowskie przesiedlenia ludności niemieckiej w dobie II wojny światowej, Poznań 1966; W. Jastrzębski, Hitlerowskie wysiedlenia z ziem polskich wcielonych do Rzeszy 1939-1945, Poznań 1968; J. Marczewski, Hitlerowska koncepcja polityki kolonizacyjno-wysiedleńczej i jej realizacja w „Okręgu Warty”, Poznań 1979.

[8] Od początku akcji na Żywiecczyźnie operowały specjalne niemieckie oddziały budowlane, zaś od początku listopada 1940 r. również oddziały rozbiórkowe, składające się z niespełna 300 Żydów, pracujących pod nadzorem kilkunastu esesmanów. W pierwszych miesiącach skoncentrowano się na remontach stolarki okiennej, drzwi oraz dachów. Materiał budowlany uzyskiwano z demontowanych równocześnie innych, nieprzydatnych obiektów (zob. dalej).

[9] APK, Rejencja Katowicka, sygn. 4087, Abschrift - Erfahrungsbericht über den Einsatz der 2. Kompanie bei der Umsiedlungsaktion, Saybusch, 17 I 1941, k. 120-126.

[10] APK, Rejencja Katowicka, sygn. 12029, [Zestawienie], b.d., k. 252-253; BA Lichterfelde, Reichskommissar für die Festigung des deutschen Volkstums, sygn. 25, Ansiedlungs-Ergebnis, k. 65-66; APK, Urząd Propagandy Rzeszy Górnego Śląska w Katowicach, sygn. 34, Der Beauftragter des RF SS Reichskommissar für die Festigung deutschen Volkstums Ansiedlungsstab-Süd, Siedlungsaktion 1940 „Galiziendeutsche Bergbauern”, b.d., k. 107.

[11] A. Szefer, Hitlerowskie próby zasiedlenia ziemi śląsko-dąbrowskiej w latach II wojny światowej (1939-1945), Katowice 1984, s. 208 (dokument w załączniku).

[12] APK, Rejencja Katowicka, sygn. 4086, Richtlinien zur Durchführung der Evakuierungsaktion im Kreise Saybusch, Kattowitz, 14 IX 1940, k. 11-16; ibidem, Aktenvermerk – Betrifft: Besprechung über die bevorstehende Evakuierungsaktion in Saybusch, Kattowitz, 11 IX 1940, k. 7-10.

[13] APK, Naczelne Prezydium w Katowicach, sygn. 1810, Der Höhere SS- und Polizeiführer an den Herrn Oberpräsidenten Breslau… - Betrifft: Ansiedlung der galiziendeutschen Bergbauern, Breslau, 20 VIII 1940, k. 67-70.

[14] Stąd też odpowiedzialność za wysiedlenia Polaków na potrzeby osadników spoczywa głównie na aparacie RKF, podczas gdy Gestapo skoncentrowało się głównie na koordynowaniu transportów deportacyjnych do GG.

[15] Szerzej zob. M. Hartenstein, Neue Dorflandschaften: nationalsozialistische Siedlungsplanung in den Eingegliederten Ostgebieten 1939-1944, Berlin 1998.

[16] APK, Naczelne Prezydium w Katowicach, sygn. 1604, Abschrift – RF SS RKF - Anordnung Nr. 24/I, Berlin-Halensee, 9 XII 1940, k. 236; ibidem, Abschrift – Der Reichsminister für Ernährung und Landwirtschaft an die Herren Reichstatthalter/Oberpräsidenten, Berlin, 17 VII 1942, k. 238.

[17] OKŚZpNP IPN Katowice, Akta śledztwa w sprawie deportacji Polaków z Ziemi Żywieckiej w 1940 r. w ramach germanizacji terenów wcielonych do III Rzeszy, sygn. S5/00/Zn, t. I-XXIII; OKŚZpNP IPN Katowice, Akta śledztwa w sprawie zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną przez faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy w obozach dla ludności polskiej „Polenlagrach” w latach 1941-1945 (śledztwo w toku).

20.09.2011, 20:35 reklama

Komentarze (20):

Radmir Wrz 21, 2011, 1:22 rano

@Salata53 Czy twierdzisz, ze dziadek Tuska byl zolnierzem Wermahtu?

Widelec Wrz 21, 2011, 11:48 rano

to oracowanie wiele tłumaczy-Ruch autonomii ślaska, Ruch autonomii Mazur -co jeszcze wyPOczwarzy się ?  prawdziwi Ślązacy to najprawdziwsi i najwierniejsi Polacy

Solidarny2010 Wrz 21, 2011, 12:09 po południu

http://www.youtube.com/watch?v=BO4gb1imktw http://w863.wrzuta.pl/audio/afhIy6RB7B9/pawel_kukiz-heil_steinbach

Nestor Wrz 21, 2011, 8:02 po południu

Widelec-za to zdanie, twoi Przodkowie w grobie się przewracają!!!

Widelec Wrz 22, 2011, 12:54 po południu

\"ktoś\" rozbija polskę   -wystarczy spojrzeć na pytania ze spisu powszechnego.ślązacy przez tyle wiekow nie dali sie zgermanizować  - czy się to komu podoba czy nie. polacy nikogo nie wynaradawiali -niemcy w samej II wojnie św. wynarodowili 200tys.polaków

pokaż więcej komentarzy

Najnowsze artykuły:

Bronisław Wildstein dla Fronda.pl: to oczywiste, że Putin jest zdolny do aktów terroru

Bronisław Wildstein dla Fronda.pl: to oczywiste, że Putin jest zdolny do aktów terroru Władimir Putin wielokrotnie pokazał, że jest zdolny do aktów terroru. Swoją prezydenturę osiągnął właśnie w wyniku działań terrorystycznych. Dlatego zamach na malezyjski samolot jest możliwy. FRONDA.PL Według byłego doradcy Władimira Putina, Andrieja Iłłarionowa, Rosjanie celowo zestrzelili pasażerski samolot. Bronisław Wildstein: To nie jest wyłącznie opinia Andrieja Iłłarionowa. Podobnie twierdzi także wielu innych obserwatorów. Przykładowo dla ...

Kownacki: władza chce łamać sumienia, zastraszać, zwalniać z pracy!

Kownacki: władza chce łamać sumienia, zastraszać, zwalniać z pracy! Według posła PiS Bartosza Kownackiego, aborcja jakiej dokonano wczoraj w szpitalu im. Świętej Rodziny to ewidentna prowokacja. Władza chce poprzez nią pokazać, że ma prawo łamać ludzkie sumienia. Akcja obrony byłego już dyrektora szpitala im. Świętej Rodziny została rozpoczęta przez posła Bartosza Kownackiego. Polityk zebrał w całej Polsce 5 tysięcy podpisów i zamierza przekazać je ministrowi zdrowia, Bartoszowi ...

Senator Jaworski dla Fronda.pl: Nie będziemy nikogo prześladować czy stygmatyzować

Senator Jaworski dla Fronda.pl: Nie będziemy nikogo prześladować czy stygmatyzować Aby pacjenci mogli kierować się swoim sumieniem, potrzebują wiedzy, który szpital chroni życie, a który dopuszcza zabijanie nienarodzonych. Zaciemnianie informacji stwarza złu większe pole do działania Portal Fronda.pl:Komitet Ręce Życia chce, aby ministerstwo zdrowia stworzyło listę szpitali, wykonujących aborcje. Jest Pan inicjatorem akcji, w ramach której zbierane są podpisy pod obywatelskim projektem „Ustawy o klauzuli sumienia ...

Europejski Trybunał Praw Człowieka: Polska odpowiedzialna za tortury w tajnych wiezieniach CIA

Europejski Trybunał Praw Człowieka: Polska odpowiedzialna za tortury w tajnych wiezieniach CIA Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznał, że Polska wiedziała o celach i specyfice działań CIA na swoim terytorium oraz współpracowała z Amerykanami w ich nielegalnych działaniach Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu przychylił się do skargi Palestyńczyka Abu Zubajda i Saudyjczyka Abd al-Rahim al-Nashiria, którzy mieli być przetrzymywani i torturowani w tajnym więzieniu CIA w Polsce, ...

Ks. dr hab. Misiarczyk dla Fronda.pl: Nie określiłbym buddyzmu jako w całości demonicznego

 Ks. dr hab. Misiarczyk dla Fronda.pl: Nie określiłbym buddyzmu jako w całości demonicznego Bałbym się wciskania wielkich religii (a do takich zalicza się buddyzm) do szuflady z napisem „demoniczne” - mówi Fronda.pl ks. dr hab. Leszek Misiarczyk. Portal Fronda.pl: Jak poinformowała „Gazeta Wyborcza”, mężczyzna, który w weekend staranował kilkanaście osób na sopockim molo "przed rajdem odmawiał buddyjskie mantry". Czy medytacje, które odprawiał mogły mieć jakiś wpływ na ...

Wolność religijna to fundament ludzkiej godności

Wolność religijna to fundament ludzkiej godności Wolność religijna oznacza wolność poszukiwania prawdy. Dlatego jest fundamentalna dla życia i godności człowieka. Dziś często uważa się, że poprzez tę wolność Kościół szuka prawa do dyskryminacji. Według amerykańskiego biskupa Williama Lori z Baltimore, wolność religijna jest fundamentem ludzkiej godności. Tymczasem dla każdego uważnego obserwatora współczesnej kultury jest jasne, że wyzwania, jakie spotykają obrońców wolności religijnej są ...

reklama

reklama

Najczęściej czytane

reklama

Najczęściej komentowane

reklama

Wybrane artykuły

facebook