Osiemnastego czerwca jest już po wszystkim. Obrońcy życia przegrali, ci z "Gazety Wyborczej" zdążyli na czas. Katolicka Agencja Informacyjna w suchym komunikacie informowała: 14-letnia Agata z Lublina usunęła ciążę. Tak wyglądał koniec 12-dniowej batalii, którą cała Polska mogła obserwować niemal na żywo. Dziś mija dokładnie rok od śmierci dziecka Agaty. Zamordowanego dzięki zaciekłości dziennikarek i feministek. Przy milczeniu hierarchów Kościoła i tchórzliwym wyczekiwaniu prawicowej sejmowej opozycji.

 

Czy Polska będzie drugą Irlandią?

 

Historia rozpoczyna się rano 6 czerwca 2008 roku, gdy na drugiej stronie "Gazety Wyborczej" znajduje się tekst Agnieszki Pochrzęst. To jeden z najgorszych przykładów dziennikarskiej manipulacji. "Zgwałcona czternastolatka przyjechała do warszawskiego szpitala, by usunąć ciążę. Ale krok w krok za nią podążał ksiądz i działaczki z organizacji obrońców życia. Postawili zarzut nakłaniania małoletniej do aborcji, prokuratura bada sprawę. A zabieg się nie odbył. 14-letnia Agata ma prawo do legalnej aborcji, gdyż jej ciąża jest wynikiem gwałtu. Potwierdziła to lubelska prokuratura" – pisze Pochrzęst. Dzielnie sekundować jej będzie korespondentka GW w Lublinie Małgorzata Szlachetka.

 

Wystarczy znać się na sprawie aborcji, żeby od razu zrozumieć o co chodzi. To casus, który ma doprowadzić do debaty o "liberalizacji" ustawy antyaborcyjnej - doskonała kopia irlandzkiej historii z 1992 roku, kiedy to zgwałcona 13-latka walcząca o "prawo do aborcji" doprowadziła do ogólnoeuropejskiego najazdu na Irlandię. Dziennik "Metro", podobnie jak „Wyborcza” należący do koncernu Agora, wytycza szlak interpretacyjny. "Czy ta sprawa to początek debaty o polskim prawie antyaborcyjnym? Jak się ma obrona prawnego status quo do faktu, że za pośrednictwem internetu bez trudu można kupić tabletki "przywracające miesiączkę"?" - pyta dziennikarz „Metra” Michał Stangret.

 

Media Agory tworzą obraz: tu jest tragedia dziewczynki i jej matki, tam fanatyczny ksiądz Krzysztof Podstawka i wściekłe starsze panie z różańcami; tu współczujący dziennikarze, tam agresywni działacze pro-life. "Gazeta" w swojej krucjacie śmierci obejmuje prowadzenie. Ale tylko przez 48 godzin. Jej tekst okazuje się kłamstwem.

 

Już dwa dni później "Dziennik" udowadnia, że lubelska prokuratura nigdy nie prowadziła śledztwa w sprawie gwałtu na 14-latce i że ojcem dziecka jest były chłopak Agaty, 15-letni licealista z Lublina. Także blogerka Kataryna punktuje "Wyborczą". Bo pytań do jej tekstów jest aż nadto i dwie niedoświadczone dziennikarki po prostu popełniają błędy.

 

Wykalkulowana nierzetelność

 

Jeżeli dziewczynę zgwałcono, dlaczego jej matka nie zawiadomiła policji; jeżeli chce usunąć ciążę, dlaczego raz po raz zmienia zdanie? Dlaczego sąd wstrzymał zgodę na aborcję? Dlaczego "GW" nie cytuje żadnego z obrońców życia? Jak to jest, że wszystkie informacje pochodzą od otoczenia radykalnej feministki Wandy Nowickiej? Dlaczego "Gazeta" stawia chłopakowi Agaty zarzut gwałtu, pomimo, że nawet prokuratura go o to nie oskarża? Przecież jeszcze niedawno, krytykując w innych sprawach władze i polityków, często zarzucała im ferowanie wyroków bez sądu.

 

Po kilku dniach atak aborcjonistów załamuje się. Jeszcze parę dni temu wydawało się, że oto w ich rękach jest as atutowy - zgwałcona i stłamszona przez ruch pro-life dziewczynka, której tragedia przekona wielu niezdecydowanych do poparcia legalnej aborcji. A mają po prostu nieszczęśliwą i zagubioną 14-latkę, która "wpadła" z chłopakiem. Zdecydowana większość Polaków nie akceptuje tzw. aborcji na życzenie. A tutaj nie chodzi już o nic innego.

 

Zaczyna się najbardziej makabryczna część rozgrywki. "Gazeta" już wie, że została złapana za rękę i nie wywoła upragnionej debaty. Próbuje przynajmniej wygrać „sprawę Agaty”. Doprowadzić do tego, by zdążyła usunąć ciążę. To przecież będzie dowód, że jej artykuły na ten temat, nabiorą cech wiarygodności.

 

Trwa odliczanie. Do 12. tygodnia ciąży, kiedy można jeszcze zgodnie z prawem zabić maleństwo, brakuje już niewiele. „Na wybór pozostało kilka dni i trzeba mieć nadzieję, że da się go dokonać w ciszy” - pisze Lidia Ostałowska, radykalna feministka i jedna z najbardziej proaborcyjnych dziennikarek.

 

„Gazeta” zaczyna też przegrupowywać siły. Początkowo piórem Ostałowskiej zaczyna tłumaczyć, że wcale nie chodziło o gwałt, tylko o stosunek z nieletnią. Ale to za słabe - to termin, który ma chronić przed uwiedzeniem przez pedofila, a przecież ojciec dziecka to rówieśnik dziewczyny.

 

„Wyborcza” wraca więc do swojej głównej tezy. By to zrobić potrzebuje jednego: wywiadu z Agatą. Uzyskuje go, 14-latka opowiada o swoich "zadrapaniach" i Piotr Pacewicz może tryumfalnie ogłosić: "dziewczynka nadal chce usunąć ciążę". Używa do walki wszystkich sił. Niekiedy przekraczających zasady rozumowania logicznego. "Gdyby prawo kazało rodzić nieletnim, to czy nie wynikałoby z tego, że obcowanie z nieletnią jest dozwolone? - pyta na łamach "Wyborczej" Katarzyna Wiśniewska, pozująca na "zatroskaną o Kościół" katoliczkę.

 

No szybciej, zabijcie w końcu to dziecko!

 

Wywiad z dzieckiem w ciąży uznany zostanie za jedno z największych nadużyć dziennikarskich w historii "Gazety". A regularne wyliczanie, ile zostało czasu na zabicie płodu, za dziennikarską makabreskę.

 

"Szybciej, zabijcie to dziecko, póki czas. Zabijcie je, drodzy redaktorzy z „Gazety Wyborczej”, zostało wszak tylko kilka, kilkanaście dni. Zabijcie je, na co czekacie?" - pisze w komentarzu wicenaczelny "Rzeczpospolitej" Marek Magierowski. "Historia 14-letniej Agaty (...) coraz bardziej parzy, coraz bardziej zawstydza, coraz mocniej obciąża dziennikarskie sumienia. I jest to historia w pełni będąca dziełem Gazety Wyborczej" - oskarża Michał Karnowski z "Dziennika".

 

Oba dzienniki, mimo różnic, opowiadają się po stronie życia. "Wyborcza" pozostanie wierna partii śmierci aż do samego końca. Teraz zaczyna się wymiana ciosów. "Dziennik" wytyka autorkom serii tekstów o Agacie naruszenie większości punktów kodeksu etyki dziennikarskiej. Ta odpowiada piórem Magdaleny Środy, która atakuje „Dziennik” za ... podanie nazwy liceum, do którego chodziła Agata.

 

Po raz pierwszy dochodzi też do różnic w szeregach "GW", gdy 12 czerwca Waldemar Kuczyński, doradca dwóch premierów i jeden z gazetowyborczych guru, publikuje tekst przeciwko Piotrowi Pacewiczowi - głównemu organizatorowi spektaklu "pozwólmy Agacie usunąć ciążę". Kuczyński stawia jasną tezę: zawsze lepiej jeżeli nie dojdzie do aborcji. "Jest w tym sporze nierównowaga moralna. Jeśli wygrają przeciwnicy aborcji, to bez względu na ich fanatyzm przeżyje dziecko, bo to jest dziecko, życie dojrzewające do urodzenia" – pisze.

 

W całym tym sporze ginie Agata. Niektórzy - jak tajemnicza jeszcze wówczas Kataryna - znajdują jej bloga i zastają na nim makabryczne wpisy. Dziecko woła o pomoc. Pisze, że chce urodzić, że boi się traumy, rozważa ucieczkę z domu. Cytuje je in extenso. Ale wpisy, które sugerują presję ze strony matki później w tajemniczych okolicznościach znikną. Zastępują je przytyki skierowane pod adresem księdza Krzysztofa Podstawki. Są napisane innym językiem, różnym od żargonu 14-latki.

 

Agata na krótko zostaje umieszczona w pogotowiu opiekuńczym, później wraca do matki, ta wciąż naciska na aborcję. Szpitale w Lublinie według depeszy PAP zapowiadają, że żaden z nich nie dokona morderstwa - płód jest zdrowy, a dziewczynka nie jest pewna, co m zrobić.

 

Ci, którzy czytali „Wyborczą” znów poznali inną wersję. „Agata z mamą wybrały zabieg. Próbowały w dwóch szpitalach w Lublinie, a gdy tam im odmówiono - w Warszawie. Do akcji wkroczył ksiądz z Lublina, a za nim działacze pro-life. Okupowali szpital, zarzucili lekarzy mailami, siedzieli w komisariacie, gdy Agatę przesłuchiwano. Pod ich wpływem dziewczynka zmieniła zdanie” - pisze Ostałowska.

 

Krwawy podpis minister zdrowia

 

Wydaje się, że partia życia wygrała, ale wtedy matka „Agaty”, za namową feministycznych prawniczek, zwraca się do minister Ewy Kopacz z żądaniem wskazania kliniki, która wykona "zabieg". Minister, praktykująca katoliczka, nie ma skrupułów - nie odmawia, nie podaje się do dymisji. Posłusznie wskazuje jedną z gdańskich klinik.

 

Wiadomość o tym, że znaleziono szpital, pojawia się na zaledwie kilkadziesiąt godzin przed deadline'm. Za dwa dni dziecko Agaty będzie już miało 12 tygodni. Polskie prawo nie zezwala wówczas na aborcję. Już wiadomo, że uratowanie dziecka graniczy z cudem. Na Forum Frondy ktoś jeszcze pisze, że może uda się znaleźć adres kliniki i nie dopuścić do tragedii. Ale to tylko jeden z wielu głosów bezradności. Przegrywamy. Przegrywa Agata. Ginie dziecko. Na Czerskiej Piotr Pacewicz otwiera szampana - przewiduje Robert Mazurek we "Wprost".

 

W środę 18 czerwca w Polskę idzie informacja agencji KAI: Agata "usunęła ciążę". Wiadomość potwierdza rzecznik ministerstwa zdrowia. Nazwa gdańskiej prywatnej kliniki, gdzie zabito dziecko Agaty, jest bardziej chroniona niż ona sama. Forum Frondy, gdzie setki osób modliło się za 14-latkę i jej maleństwo, ogarnia żałoba. Z której wybudzi je dopiero list w sprawie ekskomuniki Ewy Kopacz.

 

Głos wreszcie zabierają hierarchowie Kościoła. - Zwyciężyła ideologia śmierci - mówi arcybiskup Józef Michalik. To ostatnie wyraźne stanowisko w tej sprawie. Wkrótce arcybiskup Tadeusz Gocłowski potwierdzi jeszcze zdumionym dziennikarzom, że Ewa Kopacz rzeczywiście mogła zaciągnąć na siebie ekskomunikę i... kurtyna zapadnie. Wielu katolików nie może tego zrozumieć. Michał Karnowski jest jednym z nich. - Miałem poczucie, że gdyby głos Kościoła był wyraźniejszy, to byłaby szansa obronić życie tego dziecka. On nie musiał być agresywny, ale w ogóle nie podjęto żadnej próby. To dla mnie duża zagadka – mówi dzisiaj portalowi Fronda.pl.

 

Milczenie purpuratów, frustracja biskupa

 

Przez najbliższe tygodnie będzie trwało wyciszanie "szumu" i powstrzymywanie dyskusji. Kluczową rolę odegra - według naszych informacji - nuncjusz apostolski abp Józef Kowalczyk. Nie tylko prosił później biskupów o nieporuszanie sprawy Ewy Kopacz, ale sam na jednej z uroczystości w nuncjaturze przyjął minister jako gościa.

 

Mało chlubną rolę odegra biskup radomski Zygmunt Zimowski – mieszkanką jego diecezji jest Ewa Kopacz. Będzie milczał wtedy, gdy wierni w listach zapytają go o wykładnię postępowania minister zdrowia w świetle nauki Kościoła. Będzie się irytował, gdy o to samo zapytają dziennikarze.

 

Dla wielu jest jasne skąd bierze się milczenie Kościoła. Nieco ponad rok wcześniej wielu hierarchów broniło "kompromisowej" ustawy antyaborcyjnej przed częścią posłów PiS i LPR. Nie byli wtedy świadomi, że w przypadku takim jak ten, dotyczący 14-letniej dziewczynki, jej zapisy oznaczają de facto aborcję na życzenie.

 

I tylko "Gazeta Wyborcza", która ze szczegółami opisywała pożycie intymne 14-latki, tym razem będzie kipieć z oburzenia, że ktoś napisał o zabiciu jej dziecka. - Ona nie jest osobą publiczną, a jej prywatne życie stało się przedmiotem debaty społecznej - oburzała się „na łamach” Monika Gąsiorowska, prawniczka z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, której wcześniej cały ten cyrk nie przeszkadzał.

 

Sprawa Agaty ma też inny efekt. Amnesty International (tym razem już bez ogródek ujawnia swoje poparcie dla aborcji) umieszcza ją w maju 2009 roku w raporcie o stanie praw człowieka w Polsce. Odpowiedzialność za tragedię spoczywa według autorów wyłącznie na partii życia. Agata i jej matka "nie zostały ochronione przed bezpośrednimi oraz osobistymi szykanami ze strony przeciwników aborcji" - stwierdza raport organizacji. - To naszym zdaniem jeden z najbardziej niepokojących aspektów tej historii - zaznacza Aleksandra Minkiewicz. O dziecku Agaty nie ma ani słowa. Nie żyje przecież od blisko roku.

 

Epilog czyli 12 miesięcy później

 

Arcybiskup Józef Życiński, który w pierwszym odruchu potępił akcję "GW" i – jak wynika z naszych informacji – do końca przejmował się losem dziewczynki i jej dziecka, zdążył się pogodzić z "Gazetą Wyborczą". Opublikował na jej łamach kilka tekstów. Z werwą bronił jej przed konkurencyjnym "Dziennikiem" i sugerował wiernym jego bojkot, gdy opublikowano tam krytyczną wobec ludzi „Wyborczej” rozmowę z byłym publicystą "GW" Michałem Cichym. Powoływał się przy tym na autorytet ... Agnieszki Holland, znanej zwolenniczki legalizacji aborcji.

 

Piotr Pacewicz jest wciąż zastępcą redaktora naczelnego "Gazety". Katarzyna Wiśniewska wciąż pracuje w "Wyborczej" i zajmuje się, zwykle bardzo krytycznie, katolicyzmem. Podobnie jak w "Metrze" pracuje Michał Stangret.

 

Dziennikarki Pochrzęst i Szlachetka nie żałują tego co zrobiły. Zaledwie kilka miesięcy po tragedii znów pisały o sprawie Agaty. Tym razem jedna z nich chwaliła sąd, za to, że umorzył śledztwo przeciwko jej matce, a druga pisała o raporcie Amnesty International.

 

Po śmierci dziecka Agaty z pracy w "GW" nie zrezygnował żaden dziennikarz. Ci, którzy - jak Dominika Wielowieyska – wypowiadali się wcześniej przeciwko aborcji, w czasie skandalu milczeli.

 

Ewa Kopacz wciąż jest ministrem zdrowia. Wkrótce po „sprawie Agaty” w obronę wziął ją premier Donald Tusk, który chwalił jej postawę. Nawet uznawany za czołowego przedstawiciela stanowiska katolickiego w Platformie Obywatelskiej Jarosław Gowin odmawia dziennikarzom „Frondy” prawa do krytykowania jej postawy.

 

Ksiądz Podstawka wrócił do swojej pracy duszpasterskiej. W ciągu tego roku spotkał Agatę dwukrotnie. Jego zdaniem dziewczynka próbuje wymazać koszmar z pamięci. To będzie trudne, bo nawet jemu, dorosłemu mężczyźnie, trudno o tym wszystkim zapomnieć.

 

Chłopak Agaty, zwany przez nią Krzysiem, żyje gdzieś w Lublinie. Uczy się w nowym liceum, do którego przenieśli go rodzice. Nie wiadomo jak radzi sobie z łatką gwałciciela, przypiętą mu przez „Gazetę Wyborczą”. Rodzina zrobiła wszystko, by zaginął po nim wszelki słuch.

 

Agata ma 15 lat. Prowadzi fotobloga. Tuż po aborcji jedno ze zdjęć przedstawiało pluszowego misia. Ale od paru miesięcy występuje już sama. Zaczyna się nawet uśmiechać.

 

* posługujemy się zmienionym imieniem dziewczynki, którego powszechnie używano w czasie całego kryzysu

 

Piotr Pałka, PB. AJ

 

 

Komentarz Tomasza Terlikowskiego:

[video:http://www.youtube.com/watch?v=TF5ekFR25dg]

 

Ważna lektura:

/