List arcybiskupa Dzięgi, choć odnosi się do konkretnej szczecińskiej sytuacji, ma również znaczenie powszechne. Reguły, do których odnosi się metropolita szczecińsko-kamieński, wynikają bowiem z nauczania Kościoła powszechnego, a nie jakichś jej lokalnych zastosowań. Jeśli zatem arcybiskup wskazuje jasno, że osoby, które publicznie opowiadają się za in vitro, czy wręcz głosując za jego dostępnością, same wyłączają się z Kościoła, to dotyczy to nie tylko radnych PO ze Szczecina, ale także wszystkich polityków (PO, SLD czy innych partii), którzy wspierają tę procedurę.
Warto przypomnieć te słowa w całości, bo one nie pozostawiają najmniejszej wątpliwości, co do ich znaczenia. „Gdyby jednak ktoś z katolików świadomie podpisał się lub głosował za dopuszczalnością in vitro, także przez pokrętną formułę jego dofinansowania wbrew obowiązującym w Polsce zasadom prawa, niech pamięta, że występuje przeciwko godności osoby ludzkiej i przeciwko prawu Bożemu. Sam się wtedy odłącza od pełnej wspólnoty z Kościołem katolickim, póki następnie sprawy nie przemyśli, nie przemodli i nie zmieni publicznie swojego stanowiska. Do tego czasu niech pamięta, by nie prosił też Kościoła o dar komunii świętej" - napisał abp Dzięga. List arcybiskupa uświadamia także, że w tym przypadku nie jest potrzebne oficjalne wyłączenie z pełnej wspólnoty Kościoła, ale że owo wyłączenie dokonuje się z automatu, mocą samego czynu.
Ale ten dokument jest także ważny, bo niezwykle mocno wskazuje na zadania, jakie stoją przed pasterzami. Biskup, kapłan, ale także świecki katolik nie może w takiej sytuacji milczeć, bo w ten sposób staje się współwinnym grzechu... Warto, byśmy o tym pamiętali.
Tomasz P. Terlikowski
