reklama
reklama

Prof. Romuald Szeremietiew dla Frondy: Groźba wybuchu wojny z Rosją jest realna

Prof. Romuald Szeremietiew dla Frondy: Groźba wybuchu wojny z Rosją jest realna
Screenshot/YouTube / kremlin.ru via Wikipedia, CC 4.0
reklama Na Kremlu sądzono, że dzięki Trumpowi przed Rosją otworzą się nowe możliwości poszerzania własnych wpływów (...) Trump musi zastanawiać się, czy odprężenie z Rosją rzeczywiście leży w interesie USA.

Damian Świerczewski, Fronda.pl: Jak poinformował rzecznik Białego Domu, Donald Trump chce, aby Rosja oddała Ukrainie Krym. Powinniśmy traktować to jako zmianę kursu polityki wobec Rosji?

Prof. Romuald Szeremietiew: Nie. To oznacza kształtowanie się linii polityki prezydenta Trumpa wobec Rosji. Do tej pory mieliśmy do czynienia z jej zapowiedziami, które rozwijane były w różny sposób przez komentatorów. Odwoływano się do różnych, szczątkowych zresztą, wypowiedzi Trumpa kandydata na prezydenta. Wydaje mi się, że pewne jego sformułowania były nadinterpretowane. Zakładano, że Trump pójdzie na jakieś daleko idące ustępstwa wobec Rosji. I na to liczono na Kremlu. Wygląda, że przeliczono się.

Sądzi Pan, że ma to jakiś związek z dymisją doradcy do spraw bezpieczeństwa narodowego, Michaela Flynna?

Pośredni ma. Ale jeśli chodzi o USA, to pamiętajmy, że nadal bardzo wpływowe jest środowisko, które stara się utrzymać pozycję Stanów Zjednoczonych jako siły gwarantującej obecny ład międzynarodowy. W związku z tym ustępstwa, szczególnie na rzecz Rosji, byłyby rezygnacją z pozycji, którą obecnie USA w świecie zajmują. Niewątpliwie musi to docierać do prezydenta Trumpa, który zapowiada, że uczyni Amerykę wielką. Po drugie – Trump nie może doprowadzić do sytuacji, w której stanie się prezydentem USA ustępującym Putinowi. To nie w jego stylu. Po trzecie wreszcie – Rosjanie chyba zbyt szybko i nazbyt wyraźnie okazywali swoją radość ze zmiany w Waszyngtonie. Mówiły o tym także osoby sprawujące ważne funkcje w Rosji. Nie tyle sam prezydent Putin, ale już jego liczni współpracownicy tak. Na Kremlu sądzono, że dzięki Trumpowi przed Rosją otworzą się nowe możliwości poszerzania własnych wpływów. Wszystko to razem sprawia, że Trump musi zastanawiać się, czy odprężenie z Rosją rzeczywiście leży w interesie USA.

Z naszego punktu widzenia, czy też z punktu widzenia Ukrainy, to chyba dobrze, że doradca, który mówił z Rosjanami o zniesieniu sankcji stracił swoją posadę, prawda?

Dobrze, że USA nie porozumiewają się z Rosją ponad naszymi głowami i na naszą szkodę. Tego typu postawa, jak oświadczenie Trumpa o tym, że Rosja powinna zwrócić Ukrainie Krym, nie tylko umacnia pozycję Kjiowa, ale osłabia możliwości Rosji na Ukrainie. Co Putin miałby odpowiedzieć teraz Trumpowi? Że Krym odda Ukrainie? [wywiad przeprowadzono zanim rosyjskie MSZ odpowiedziało, że Krymu nie odda - przyp. red.]

Tymczasem Rosja rozmieszcza rakiety średniego zasięgu, czym łamie postanowienia traktatu z 1987 roku. Jaki jest cel Putina?

To kolejna odsłona tej samej polityki, jaką od pewnego czasu realizuje Kreml. Niestety, w perspektywie prowadzi to do zwarcia z Zachodem i może doprowadzić do wybuchu wojny. Jest to realna groźba. Jeśli Rosja nie zmieni swojego postępowania, to tak może się to niestety skończyć. Oczywiście Rosjanie będą twierdzić, że to Zachód im zagraża i oni muszą się bronić trochę jak w dawnym dowcipie, że Moskwa nie chce wojny tylko będzie walczyć o pokój.

W Parlamencie Europejskim również poruszano wczoraj temat Ukrainy. Anna Fotyga mówiła wprost o tym, że potrzeba większej stanowczości i konsekwencji UE wobec Rosji. Na czym ta stanowczość może polegać? Na kolejnych sankcjach?

Pytanie, czy jednolite stanowcze i konsekwentne stanowisko UE wobec Rosji jest w ogóle możliwe. Europa powinna zresztą nie tylko mówić, że nie akceptuje agresywnej polityki uprawianej przez Kreml. Nie tylko tego co dzieje się z Ukrainą, ale także wcześniejszego oderwania części terytorium Gruzji. Podporządkowane Rosji „niepodległe” Abchazja i Osetia Południowa de jure nadal pozostają prowincjami państwa gruzińskiego – czy ogłoszenie niegdyś niepodległości przez Czeczenię zmieniło jej status w relacjach międzynarodowych i przestała przynależeć do Rosji?  Celem polityki europejskiej powinno być po prostu zmuszenie Rosji do porzucenia działań agresywnych, należałoby przywrócić obowiązywanie traktatów, jak np. ten o ograniczeniu wielkości sił konwencjonalnych i budowie środków zaufania. Nie wiem jednak, czy taka konsekwentna polityka Unii Europejskiej na odcinku rosyjskim jest w ogóle możliwa. Są w Unii w końcu różne głosy, także prorosyjskie.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Wywiad został przeprowadzony przed odpowiedzią rosyjskiego MSZ, które przekazało, że Rosja Krymu oddać nie zamierza.

16.02.2017, 23:00

Najnowsze artykuły:

 
 
facebook