reklama
reklama

Prof. Grzegorz Górski dla Frondy: Zaufanie Tusk-Putin rozkwitło na sopockim molo. Co można było zrobić inaczej?

Prof. Grzegorz Górski dla Frondy: Zaufanie Tusk-Putin rozkwitło na sopockim molo. Co można było zrobić inaczej?
prof. Grzegorz Górski, żr. grzegorzgorski.pl
reklama

Luiza Dołęgowska, Fronda.pl: Tuż po Katastrofie Smoleńskiej została przedstawiona polskiemu rządowi opinia prawna  na temat możliwości strony polskiej w zakresie prowadzenia własnego, polskiego śledztwa na terytorium Federacji Rosyjskiej. Czy polski rząd skorzystał z tej opinii ?

Prof. Grzegorz Górski, prawnik, wykładowca akademicki:  Kiedy obserwuję z perspektywy czasu działania reprezentantów rządu polskiego w pierwszych dniach po katastrofie to widać wyraźnie, jak bardzo ci ludzie nie dorośli do ról które powierzyła im historia. To w takich właśnie chwilach, stając wobec takich wielkich wyzwań, konfrontuje się jakość dzierżących stery państwa. I można powiedzieć z pełną odpowiedzialnością że właśnie wtedy, państwo rządzone przez Tuska pokazało po raz pierwszy, jak dalece teoretyczny ma charakter.

Czy władze Rzeczypospolitej Polskiej, podejmując świadomą decyzję o zastosowaniu do badania katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku przepisów Konwencji chicagowskiej i jej Załącznika nr 13 mogły uznać, zgodnie z jej brzmieniem, iż jedynym celem prowadzonego przez władze FR „badania” będzie sformułowanie wniosków mających zapobiegać  „tego typu zdarzeniom w przyszłości”?

Nie można przyjąć inaczej. Skoro zaakceptowano określoną formułę prawną, zakłamując rzeczywistość – katastrofie uległ przecież samolot wojskowy, a więc państwowy, a nie cywilny, co wykluczało stosowanie tej podstawy prawnej do badania zdarzenia – to musieli też mieć świadomość, że zdają się wyłącznie na dobrą wolę Rosjan. Musieli mieć do nich olbrzymie zaufanie, skoro oddali bez zmrużenia oka tę kluczowa kwestię. Dziwi mnie trochę, że dzisiaj przechodzimy do porządku dziennego wobec tego wątku. A przecież miał on fundamentalne znaczenie w ówczesnej fazie propagandowej rozgrywki wokół katastrofy smoleńskiej. To przecież wtedy każdego, kto wyrażał wątpliwość co do tego, czy Rosjanie będą chcieli rzetelnie wyjaśnić sprawę odsądzano od czci i wiary dowodząc, że do Putina należy mieć pełne zaufanie. Zaufanie to zbudowane zostało przecież na sopockim molo, więc nikt nie miał prawa powątpiewać w szczerość rosyjskiego lidera.

Czy można było zastosować inne akty prawne, zamiast Załącznika 13 tej Konwencji?

Oczywistą podstawą do działania było polsko – rosyjskie porozumienie regulujące zasady badania wypadków z udziałem statków wojskowych. Ekipa Tuska do dzisiaj twierdzi, że porozumienie to nie było „doprecyzowane”. Pomijając już bzdurność tego argumentu, można przecież było przyjąć iż badanie odbywa się na podstawie korzystnego z naszego punktu porozumienia – bo w jego myśl to Polska byłaby suwerenem dochodzenia – zaś załącznik nr 13 stosować posiłkowo. Ale nawet zakładając, iż chodziło o efektywność dochodzenia, to przecież także Konwencja i jej załącznik dopuszczają możliwość prowadzenia postępowania przez państwo - właściciela statku powietrznego, albo ostatecznie wspólną komisję, gdzie państwo na terytorium którego doszło do zdarzenia, jak i państwo – właściciel statku powietrznego, mają równorzędną  pozycję w ramach tejże komisji. Nasi specjaliści którzy siedli do rozmów z Putinem, pewno nawet o tym nie wiedzieli, a złotousty minister spraw zagranicznych zajmował się układaniem sms-ów dla swoich partyjnych kolegów i nie miał czasu aby strzec interesu Rzeczypospolitej i jej obywateli.

Czy strona polska zdefiniowała swoje oficjalne stanowisko wobec strony rosyjskiej w zakresie chęci prowadzenia własnego śledztwa na terytorium FR, jak było to sugerowane w opinii prawnej, którą otrzymał polski rząd?

Z tego co dziś wiadomo, nigdy nic takiego nie nastąpiło. Więcej – wiadomo z pewnością, że kiedy prowadzili rozmowy z Putinem, to nikt po stronie polskiej nie wiedział że może powoływać się na korzystne dla naszych interesów porozumienie. Stąd przyjęto bez żadnych oporów i dyskusji propozycję Puitna, by sprawę badać poprzez rosyjskie instytucje. Była to pełna kapitulacja, wynikająca ze wspomnianej bezwarunkowej wiary w dobre intencje Putina.

Czy zdaniem Pana Profesora rodziny ofiar zostały w pełni poinformowane przez polskie MSZ o przysługujących im prawach?

Na podstawie wszystkich informacji jakimi dzisiaj dysponujemy można sformułować twierdzenie, że podległe ministrowi Sikorskiemu służby dyplomatyczne w Moskwie nie uczyniły praktycznie nic, aby zabezpieczyć prawa rodzin ofiar katastrofy na gruncie przysługujących im w myśl rosyjskich przepisów postępowania karnego olbrzymich uprawnień. Rosyjscy śledczy bezwzględnie wykorzystywali sytuację, gdy rodziny znajdowały się bez opieki i pod wpływem szoku, aby podsuwać oświadczenia o zrzeczeniu się tych praw. W ten sposób zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i w wymiarze państwowym pozbyliśmy się bardzo silnych instrumentów formalnego nacisku na rosyjską prokuraturę. Co więcej, rodziny ofiar zostały bezpowrotnie pozbawione możliwości dochodzenia na gruncie prawa rosyjskiego ewentualnych odszkodowań. Już tylko to zachowanie polskich służb dyplomatycznych i ich zwierzchnika w tym czasie, kwalifikują się na daleko idącą odpowiedzialność.

Dziś dowiadujemy się o kolejnej ekshumacji, która wskazuje, jak szyderczy i nieludzki był stosunek rosyjskich śledczych wobec  Polaków - rodzin ofiar i całego polskiego narodu, o czym świadczy  odnalezienie w jednej z trumien fragmentów ciał wielu ofiar.  Czy można było zrobić coś, z prawnego punktu widzenia, aby nie doszło do profanacji ciał Polaków i czy strona polska mogła uczestniczyć aktywnie we wszystkich działaniach w Rosji?

Wracam tu do mojej pierwszej odpowiedzi. Ludzie którzy odpowiadali wtedy za interesy Rzeczypospolitej oraz jej obywateli, począwszy od ówczesnego premiera poprzez funkcjonariuszy wszystkich szczebli działający w Rosji, właściwie w każdym wymiarze zawiedli. Państwo polskie zdołało zorganizować jedynie jako tako pogrzeby ofiar. W pozostałym wymiarze okazało się bytem całkowicie teoretycznym. To przygniatająca konstatacja, ale skala dyletanctwa i amatorszczyzny w powiązaniu z nagromadzeniem złej woli, wynikającej ze świadomości konieczności prowadzenia brutalnej wewnętrznej rozgrywki politycznej, stworzyły mieszankę tragiczną. W tym kontekście opowiastki o tym, jak to poważnie traktowano Polskę za rządów poprzedniej ekipy, brzmią jak kabaretowy skecz. Dowodzą jedynie skali oderwania tych, którzy opowiastki te suflują, od rzeczywistości.

Dziękuje za rozmowę 

16.04.2017, 17:14

Najnowsze artykuły:

 
 
facebook