reklama
reklama

Prof. Andrzej Nowak dla Fronda.pl: Żyjemy w dwóch gettach: prawicowym i lemingowym

Prof. Andrzej Nowak dla Fronda.pl: Żyjemy w dwóch gettach: prawicowym i lemingowym
prof. Andrzej Nowak (fot. Fronda)
reklama "Żyjemy w dwóch gettach – jedno prawicowe getto, drugie lemingowe getto. Rosja przez swoje lobby stara się pobudzać podziały wewnętrzne w Polsce" - mówi dla Fronda.pl prof. Andrzej Nowak.

Portal Fronda.pl: Historia naszego kraju dobitnie pokazuje, ze Polacy potrafią walczyć o wolność, ale nie potrafią tej wolności wykorzystać. 25 lat temu wyzwoliliśmy się od komunizmu, a stan demokracji w Polsce nadal jest daleki od oczekiwań - czego przykładem ostatnie wybory parlamentarne. Specjaliści od HR powiedzą, ze w indywidualnych zawodach radzimy sobie bardzo dobrze, za to nie umiemy współpracować. A współpraca jest przecież gwarantem kapitału społecznego... Jakie cechy narodowe Polaków sprawiają, ze tak ciężko nam budować wspólnotę?
 
Prof. Andrzej Nowak: Dużą rolę odgrywają tu uwarunkowania historyczne i położenie geograficzne naszego kraju. Polska leży między dwoma największymi, historycznie od nas starszymi, silniejszymi wspólnotami polityczno-kulturowymi: germańską – niemiecką i wschodniosłowiańską – dziś rosyjską (ale także ukraińską i białoruską). Aby przetrwać między tymi dwoma kamieniami młyńskimi, które od ponad tysiąca lat pracują, żeby zetrzeć wszystko co jest między nimi w proch, trzeba bardzo wytężać siły. Myślę, że nasze przywiązanie do wolności bardzo nam w tym pomogło. To jest mylne wrażenie, że gdybyśmy np. przyjęli sposób myślenia niemiecki, albo rosyjski, to wtedy byśmy wygrali. Nie – wtedy byśmy się stali Niemcami albo Rosją. Jeżeli nauczylibyśmy się współpracować na komendę jak mrowisko, to nie bylibyśmy Polską. Te zewnętrzne siły wpływały cały czas i wpływają na to, żeby przekształcać naszą wolność w swawolę, w anarchię. Bo jest oczywiście w wolności pokusa ześlizgnięcia się w anarchię - bezrząd, w którym nie da się istnieć, zwłaszcza w takim otoczeniu geopolitycznym. Dziedzictwo zaborów, dziedzictwo okupacji niemieckiej, a potem sowieckiej i PRL-u spowodowało, że bardzo obniżył się kapitał społecznego zaufania. Obecnie to dziedzictwo nieufności jest podtrzymywane przez sitwę WSI-PO-PSL. Jeśli zaufanie, to tylko w obrębie struktur mafijnych – ufamy sobie, jeśli należymy do jednej mafii, współpracujemy, żeby sterroryzować resztę. To jest model zaufania z "taśm prawdy"... Wmawia się nam ten fatalny stereotyp, że albo wolność (czyli anarchia), albo kolaboracja; albo walka o wolność, albo praca nad dobrobytem (bez "niepotrzebnej" niepodległości) . Bez wolności nie będzie dobrobytu, bo przecież gospodarka "w tym kraju" jest w takim wypadku organizowana przez czynniki zewnętrzne, których celem nie jest dobrobyt Polaków, tylko dobrobyt korporacji z Monachium, Paryża, czy Waszyngtonu. Chodzi o to, żebyśmy zrozumieli, że nasza wolność, suwerenność powinna skutkować bardziej umiejętnym, efektywnym organizowaniem dobrobytu w kraju. Żeby to państwo np. potrafiło lepiej zadbać o bezpieczeństwo energetyczne, żebyśmy nie musieli płacić najwyższej ceny za gaz, jak płacimy w tej chwili Rosji, tylko żebyśmy mogli zdywersyfikować źródła dostaw gazu, wytwarzać więcej własnego z łupków, zatroszczyli się o sensowne wykorzystanie węgla, itd. To właśnie da nam prawdziwą suwerenność. Warto walczyć o wolność, bo z tego będzie także cieplejsza woda w kranie. Nie wolno mówić, że albo niepodległość, albo ciepła woda w kranie. Bo ostatecznie jeśli powiemy, że niepodległość nie ma nic wspólnego z ciepłą wodą w kranie, to ktoś, kto kontroluje naszą niepodległość, kto nie jest tu w Polsce – może zakręcić i ten kurek. Potrzebna jest i wolność, i kapitał zaufania społecznego, który może się rozwijać bardziej w niepodległym kraju, niż w kraju, którym manipulują inni. Jeżeli nie będziemy nad tym pracowali, to Polska się rozpadnie. Z historii pamiętamy, ze ograniczanie wolności miało zawsze fatalne skutki. To, co zrobił Piłsudski w 1926 r., a zwłaszcza jego następcy po 1935 r. to był fatalny błąd. Nie obroniliśmy się w 1939 r., ale utrwaliły się podziały – na tych, którzy rządzą – sanację i tych którzy nie są absolutnie dopuszczeni do rządzenia. Sanacja urościła sobie prawo do myślenia za cały naród i w dużym stopniu wyeliminowała element wolności. Podobnie jak dzisiaj rządy Platformy i PSL-u. Tzn, opozycja jest niewybieralna, nie może nigdy dojść do władzy. Takie założenie stanowi całkowite zaprzeczenie wolności politycznej i powoduje degenerację systemu. Sanacja uzasadniała swoje działania tym, że taki był kontekst międzynarodowy - trzeba ograniczyć wolność, bo prowadzi ona do chaosu. Więc w czasie II wojny światowej przyszedł Sikorski, który powsadzał do obozów piłsudczyków... Polska zaczęła się rozpadać na te dwa obozy.
 
Dzieje Polski to dzieje walki o wolność?
 
Wolność jest najważniejszą wartością polskości, najbardziej fundamentalną. Ta wolność każe nie kłaniać się w państwie w pas przed panem, który traktuje mnie jak poddanego, a nie jak obywatela. Ta wolność, pełna pasji i wzniosłego patosu obrona niepodległości wobec wszystkich zewnętrznych sił, zawsze dodawała nam atrakcyjności w oczach innych narodów (i  bardzo przeszkadzało naszym sąsiadom – Rosji i Niemcom). To powodowało, że do polskości przyszło tylu wybitnych twórców, i to nawet wtedy, gdy nie było Polski jako państwa. W XIX w. tak stał się Polakiem Matejko, Pol (Pohl), Aszkenazy, Tuwim, Leśmian... Ukochali Polskę właśnie poprzez ten patos wolności. Tylko ludzie małego rozumku i małej wiary wyszydzają to jako "polską głupotę". Bez tej polskiej głupoty, która polega na upieraniu się przy wolności i niepodległości, Polska byłaby nic nie warta. I już by jej dawno nie było. W imię tej wolności "żołnierze wyklęci" po 1945 r. walczyli przeciwko sile, której nie mogli pokonać. W imię tej wolności powstała potem "Solidarność". Ta wolność odzywa się także teraz, w rozmaitych formach. Na przykład dwa lata temu obserwowałem jak na Rynku krakowskim spotkały się dwie manifestacje – przeciwko ACTA i w obronie TV Trwam. Młodzi i starsi, jedni i drudzy manifestowali w walce o wolność, przełamywali wtedy, choć na chwilę, wmawianą nam przez rządzącą sitwę, wzajemną obcość, to przeciwstawianie "moherów" "młodym wykształconym". Ci Polacy, którzy dziś zginają głowę, rezygnują z wolności, nie rozumieją jej znaczenia -  zdradzili swoje powołanie i swoją historię.
 
Zdradzamy swoją historię w Unii Europejskiej?
 
Najbardziej upadlające jest to, że zginamy głowę u siebie w domu. Jeżeli nie zostanie obalony ten korumpujący Polskę system, który ujawnił się już w całym bezwstydzie w sfałszowanych wyborach samorządowych, to znaczy, że schylamy głowę z coraz większym wstydem, w coraz większym (bo coraz bardziej widocznym) upodleniu, że wolność dla nas nic nie znaczy. W krajach zachodnich Unii Europejskiej można w wyborach przynajmniej oddać głos i mieć nadzieję, że zostanie policzony, sama zasada oddania głosu i niezafałszowania go jest jeszcze przestrzegana. Jeżeli my się zgadzamy, że u nas wolno już wprost fałszować, tak bezczelnie wmawiać nam, że nagle pojawiło się ponad dwa miliony nieważnych głosów, to znaczy, że rezygnujemy nie tylko z wolności, ale i z godności. Bo musimy zaakceptować wtedy nie tylko brak możliwości oddania głosu, ale i oskarżenie o głupotę: tacy durni jesteście "polaczkowie", że nawet zagłosować nie umiecie - tak wmawiają nam obrońcy obecnego systemu władzy. Ta sytuacja wydaje mi się jeszcze ważniejsza od schylania głowy na arenie międzynarodowej (którego najbardziej upadlającym symbolem była reakcja państwa polskiego na tragedię smoleńską – oddanie śledztwa w ręce prokuratury rosyjskiej, uznawanej powszechnie za najbardziej skorumpowaną i niewiarygodną w skali światowej). Albo zatrzymamy się na tej równi pochyłej i zaczniemy mozolny marsz w górę, albo zsuniemy się w bagno, w którym nie będzie już ani Polski, ani wolności, ani godności.
 
Patos wolności ścisłe łączy się z pojęciem patriotyzmu i związanej z nim martyrologii. Co roku przy okazji Święta Niepodległości w debacie publicznej toczą się emocjonujące dyskusje nt tego, czy należy jednak zestawiać te dwa pojęcia, czy mówienie o martyrologii ma w ogóle dzisiaj sens. Znany  aktor Jerzy Stuhr uważa, ze martyrologia objawia się u Polaków... "skłonnością do bicia". Jak Pan ocenia tego rodzaju wypowiedzi?
 
Tych pojęć nie da się rozdzielić, bo doświadczenie martyrologii jest kluczem do rozumienia patriotyzmu. Bez tych pokoleń, walczących o to, żeby Polska była, Polski by nie było. Tysiące osób zostało zamordowanych w Polsce nawet po II wojnie światowej, w więzieniach UB, dziesiątki tysięcy było poddawanych różnorakim represjom. Pamięć ta budzi przerażenie, niepokój sumienia. Ludzie, którzy walczyli o wartości większe niż ich własne życie, o wolność Polski, powinni być upamiętnieni. Nie chodzi o przywoływanie zbrodni, ale o przywoływanie ofiar. To nam pozwala zobaczyć, że nie wszyscy byli uwikłani w zbrodnie tego okresu, że są prawdziwi bohaterowie. Filozoficzny mistrz Zbigniewa Herberta, Henryk Elzenberg pisał, że ojczyzna, za którą się nie walczy, przestaje być ojczyzną. Patriotyzm każe nam się zastanawiać, jak z własnego życia można poświęcić coś dla sprawy, która nie jest tylko moją prywatną sprawą. Jak skonstruować pojęcie patriotyzmu bez jakiejkolwiek ofiary, bez jakiegokolwiek poświęcenia, bez jakiejkolwiek wspólnoty? Samo to, ze się płaci podatki nie ma jeszcze nic wspólnego z patriotyzmem i postawą obywatelską. To jest obowiązek człowieka, którego organy ścigania powinny ścigać za zaniedbanie obowiązku płacenia podatków. Płaci, boi jest zagrożony prawną karą. Co to ma wspólnego z patriotyzmem? 


Jednak dla przeciętnego Polaka tematyka martyrologii wydaje się być niespecjalnie atrakcyjna. Szczególnie dla młodych...
  
Tematyka martyrologii we współczesnej kulturze jest nieatrakcyjna z tego powodu, że w ponowoczesnej fazie cywilizacji coraz częściej stajemy się turystami – ludźmi, którzy nie mają stałego miejsca zamieszkania ani stałego punktu przywiązania. Trudno nie ulec tej tendencji, bo współczesne rynki tworzą społeczny nacisk na to, żeby ludzie nie mieli stałej tożsamości. Bowiem ludzie o stałej tożsamości mają również stałe, stabilne potrzeby, a rynki chcą kreować człowieka, który ma wciąż nowe potrzeby, sztuczne, które nie wynikają z jego naturalnych uwarunkowań. Żebyśmy codziennie wyrzucali nie tylko wczoraj kupione rzeczy i nabywali nowe, ale żebyśmy codziennie wyrzucali także naszą tożsamość - i kupowali sobie wciąż nową. Tego rodzaju ćwiartowanie stałej tożsamości powoduje, że poddawani takiej obróbce przez kulturę masową i przez ten pośpiech cywilizacyjny ludzie coraz mniej skłonni są obracać się wstecz, żeby pójść na groby swoich przodków, żeby odczuć wdzięczność wobec tych, którym zawdzięczają: życie, kulturę, język, cały dorobek kulturowy i cywilizacyjny. Tymczasem nie potrafimy się rozwijać, dojrzewać, poznawać świata, jeżeli nie widzimy i świata i swojego w nim miejsca jako kontynuacji. Kultura to uprawianie, systematyczna praca, wzbogacanie nie tylko w wymiarze materialnym, ale i duchowym. Nie da się niczego uprawiać, kultywować bez pamięci, bez ciągłości. Jeżeli co chwilę jesteśmy kimś nowym, to nie możemy uprawiać żadnej systematycznej pracy, w której kumuluje się bogactwo duchowe. Bogactwa duchowego nie da się zdobyć jednym skokiem, to jest praca pokoleń i praca całego życia, tego nie można kupić. Jeżeli przyjmiemy taką perspektywę, że wolność ma polegać na uwolnieniu się do ciężaru tożsamości, od więzi łączących nas z poprzednimi pokoleniami, potraktujemy to jako balast, to w ten sposób odrzucimy wraz z tym balastem całą kulturę, która odróżnia nas od zwierząt. W stolicy Czech, Pradze, jednego z dwóch najbardziej zateizowanych krajów w Europie, obok Albanii, ok. 80 proc. pochówków odbywa się na zasadzie całopalnej, a 50 proc. prochów nie jest nieodbierana przez bliskich. To jest arcypragmatyczny przykład zerwania z kulturą przodków... Do czego to prowadzi? 

17.01.2015, 9:01

Komentarze (16):

Nabi Sty 17, 2015, 9:32 rano

Nic dodać, nic ująć, tylko stosować...i spotkamy się w Polsce.

marekwu Sty 17, 2015, 9:42 rano

Wiem, że niezwykle ważną sprawą jest aktualizacja historii Polski, nad którą pracuje Sz. P. Profesor, ale Prezydentem byłby wspaniałym!
Przed chwilą (antycypowałem?) pisałem w wątku smoleńskim o trwałych i podsycanych podziałach społecznych w naszym pięknym kraju a Pan Profesor to wszystko idealnie potwierdził. Szacunek.

temida Sty 17, 2015, 10:50 rano

Najgorszy jest fakt że żyjemy od dziś do jutra ,zero planów , zero polityki na przyszłość. Patrzeć na lewo , czy na prawo nikt z polityków obiecujących tylko brednie, nie potrafi powiedzieć jak ma być w Polsce za 10lat. Kraj w którym nie ma fundamentów chwieje się.Tak jak cała Unia , jak islam ich atakuje to oni w marszu idą jak bezradne dzieci. Śmieszyć może taka siła w mocarzach , a przodkowie się w grobach przewracają.
Ma pan racje zapominamy o wartościach bez których nie da się żyć.

enrque111 Sty 17, 2015, 10:56 rano

"Polska leży między dwoma największymi, historycznie od nas starszymi, silniejszymi wspólnotami polityczno-kulturowymi: germańską – niemiecką i wschodniosłowiańską – dziś rosyjską (ale także ukraińską i białoruską)."

Skoro prof. Andrzej Nowak publicznie wygłasza takie półprawdy, to ile jest warty jego tytuł naukowy i kto mu go dał ?
"Wspólnota wschodniosłowiańska" wcale nie jest ani starszą, ani silniejszą od polskiej. Ruś Kijowska chrzest przyjęła w 988 r., podczas gdy Polska 966 r. Przed tą datą także państwowość polska objawiła się w postaci państwa Wiślan, a św. Metody tak opisuje jego władcę:
"Książę pogański, silny bardzo, siedzący w Wiślech, urągał wielce chrześcijanom i krzywdy im wyrządzał." Było to ok. połowy IX wieku, a więc 100 lat przed chrztem Polski przez Mieszka I. Czyżby pan profesor nie był świadom tych faktów ?

Co do siły kulturowej Słowian Wschodnich, również nie jest prawdą, że jest ona większa, niż nasza. Przecież do dziś zarówno Ukraińcy, Białorusini, jak i Litwini bardziej obawiają się wpływów kulturowych Polski, niż Rosji. Nawet w okresie niewoli (pod zaborami), siła oddziaływania kultury polskiej była tak duża, że obawiano się polonizacji ludności wschodnich terenów Rzeczypospolitej, niż ich rusyfikacji. Do dziś ta obawa przejawia się w niechęci do Polaków (szczególnie na Litwie i Ukrainie) oraz prześladowania naszych rodaków.

marekwu Sty 17, 2015, 11:08 rano

@enrque111
Data przyjęcia chrztu nie ma związku z bogactwem i siłą tych ziem. Wpływy unikalnej kultury polskiej też są bezdyskusyjne. Poza tym w tamtych czasach istniało na tych terenach Wielkie Księstwo Litewskie, obejmujące dzisiejszą Białoruś, Ukrainę i naprawdę pokaźny kawał Rosji. Profesor Nowak wie co mówi. Wystarczy przeczytać tom 1 jego dzieła.

pokaż więcej komentarzy

Najnowsze artykuły:

 
 
reklama

Najczęściej czytane

reklama

Najczęściej komentowane

reklama
facebook