Mamy zatem jasność. Donald Tusk i jego ekipa nie mogą znieść potoków krytyki, wobec czego powołano radę, która ma te potoki tamować. Dziwić tylko może, że na jej czele stanął główny cyfryzator kraju a nie specjalista w dziedzinie mowy nienawiści Stefan Niesiołowski? Cóż, widać taka polska tradycja, że wybitni specjaliści w jakiejś dziedzinie zajmują się zupełnie inną, całkowicie niezwiązaną z talentem jaki otrzymali.

 

Zastanowić się należy jakie nowy organ będzie miał kompetencje? Czy będzie mógł tylko pogrozić palcem i surowo upomnieć, czy też może, wzorem swojej niesławnej poprzedniczki będzie mógł blokować publikacje, zdejmować z anteny programy a w skrajnych przypadkach pakować niepokornych do paki? Znając moich rodaków zdaję sobie doskonale sprawę, że grożenie i upominanie niczego nie zmieni, wręcz przeciwnie, rozochocony naród potraktuje mową nienawiści grożącego i zacznie się jazda bez trzymanki, jak kłótnia przekupek na podmiejskim targowisku. W grę zatem wchodzi opcja druga, zwana potocznie cenzurą, która skutecznie utrudniała życie rozrabiakom w czasach szczęśliwie minionych. Rozwiązania skuteczne warto kopiować i wdrażać, co też nasz umiłowany rząd czyni proponując zmiany w kodeksie karnym, ściślej w artykule 256, który docelowo ma brzmieć: „Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści wobec grupy osób lub osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, społecznej, naturalnych lub nabytych cech osobistych lub przekonań podlega karze grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. Proste? Wystarczy skrytykować posła czy innego polityka i już trafimy przed surowe oblicze wymiaru sprawiedliwości.

 

Powie ktoś, że przesadzam, że krytyka to jeszcze nie jest mowa nienawiści. Problem w tym, że definicja tejże mitycznej mowy nie istnieje, można zatem podciągnąć pod nią wszystko, wystarczy odpowiednia interpretacja i już policja czy inna służba może zjawić się o szóstej rano w mieszkaniu blogera z kurtuazyjną wizytą. Nowe prawo otwiera też drogę do klasycznej „kontroli publikacji i widowisk”, wystarczy kilka przepisów okołoustawowych i już można decydować o tym, co może a co nie może zostać opublikowane w mediach. Platforma Obywatelska spełnia marzenia wszystkich rządzących – uwalnia władzę od krytyki i majstruje kaganiec, który zatka gęby wszystkim, którzy nie pałają do niej zbytnią sympatią. Ciekawym tylko bardzo gdzie też nowa rada będzie miała swoją siedzibę? Proponuję ulicę Mysią...

 

Alexander Degrejt