Marta Brzezińska: Czy kapłan może publikować w mediach, które nie kryją swojego antykościelnego nastawienia?
Br. Marcin Radomski OFM Cap: Zależy co masz na myśli, mówiąc „publikacja”. Jeśli dziennikarz pewnej gazety prosi go o wypowiedź na jakiś temat, to można zaryzykować, udzielając komentarza. Podkreślam – zaryzykować. Dlatego ryzyko, że oni zwykle i tak pokażą to, co chcą i tak do końca nie masz na to wpływu. Natomiast publikacja w tym sensie, że ktoś pisze dla tych mediów teksty, jest dla mnie – nie będę ukrywał – rozmazywaniem rzeczywistości. Jeśli są to media, konkretne tytuły, które w zdecydowany sposób mają antykościelną linię, to dla mnie to jest, krótko mówiąc, parodia. Jakiekolwiek tłumaczenie jest bezzasadne. Jeżeli ktoś z reguły jest antykościelny, to po prostu nie pokazuję się w jego towarzystwie, nie publikuję w jego mediach. Trzeba także pamiętać, że ludzie, którzy czytają te gazety, mają później mętlik w głowie. Zastanawiają się: „Jak to? Z jednej strony antykościelna linia, a z drugiej strony – wypowiedzi takiego czy innego księdza”. Dla mnie to jest jednoznaczne – kapłan absolutnie nie powinien publikować w mediach antykościelnych. Nawet z tej prostej przyczyny, że mu nie wypada. Gdybyś wiedziała, że ktoś w jednoznaczny sposób cię obraża, a ty idziesz do niego, mówisz „W porządku, nic się nie stało. Napiszę ci jeszcze fajny tekst”, to byłoby to co najmniej dziwne. Bez sensu. Każdy normalny popatrzy na takiego człowieka i zapyta, czy on ma wszystko w porządku z głową. Bo mówiąc najbardziej delikatnie – jest podejrzenie, że jest on niepoukładany intelektualnie, percepcja świata w jego wydaniu jest zaburzona. Absolutnie nie powinien tego robić.
Ja oczywiście odróżniam sytuację, kiedy dziennikarz prosi o kilka zdań komentarza od tej, kiedy kapłan prowadzi stałą rubrykę w jakimś medium. Weźmy na przykład portal Tomasza Lisa, natemat.pl, gdzie regularnie swoje teksty publikują i ks. Kazimierz Sowa, i ks. Wojciech Lemański i o. Krzysztof Mądel SJ. Ja oczywiście nie chcę wnikać w to, czy kapłani dostają za swoje teksty wynagrodzenie, ale prawda jest taka, że są publicystami skrajnie antykatolickiego medium.
I to już odpada. Tak nie powinno być. Tu już nawet nie chodzi o pieniądze, to jest sprawa drugorzędna. Jeżeli kapłani, publikując w antykościelnym medium, biorą za to pieniądze, to jest jeszcze tragiczniej. Jeśli osoby duchowne biorą pieniądze od kogoś, kto jest wrogiem Kościoła, to powinni się z tego spowiadać.
Pytam o portal natemat.pl (ale także inne antykościelne media), bo nie dalej niż wczoraj Ruch Palikota zapowiedział poręczenie za mężczyznę, który rzucił farbą w obraz Matki Boskiej (zdaniem posłów RP „bohomaz”). A przecież Palikot także jest felietonistą portalu Lisa. Czy zatem pojawianie się osoby duchownej obok palikotowców nie jest czymś niestosownym?
Jeżeli mówimy o takiej formie publikacji, to nie mówmy o niestosowności. Mówmy konkretnie – to poważne zaburzenie. To rzecz, która jest godna upomnienia, nawet publicznego. Przełożeni tych księży powinni troszeczkę się zastanowić, zwyczajnie zapytać ich: „Panowie, w jakiej drużynie gracie?”. Nie można grać w dwóch drużynach jednocześnie. Co się wtedy dzieje? Już Ewangelia mówi: „Nie możecie służyć Bogu i mamonie”. Nie można być i tu dobrym, i tu; żyć dobrze z tymi i tamtymi. Zaraz pewnie pojawią się głosy, że to forma docierania do szerszego środowiska, mobilizacja...
...przecież Pan Jezus chodził nauczać wszędzie, także do celników, jawnogrzeszników i osób, które się z nim nie zgadzały.
To bardzo ważne, co mówisz – NAUCZAŁ, ale nie występował jako jeden z nich. To nigdy nie było utożsamiane. Jezus był przecież skazany przez tych ludzi na śmierć – przez tych, których krytykował. Czasem robimy taki błąd, że zastanawiamy się, co by Pan Jezus w danej sytuacji zrobił. Nie wiadomo, co by zrobił Pan Jezus, a my musimy pamiętać, że nie jesteśmy Bogiem. To nie do nas należy decyzja. My mamy postępować ewangelicznie, a nie decydować o tym, co by zrobił Pan Jezus. Błędne koło.
Ale jeśli ci księża stwierdzą, że nie występują w tych mediach jako „jedni z nich”, ale starają się tam przemycać Dobrą Nowinę, nauczanie Kościoła. Co Brat na to?
Forsować nauczanie Kościoła pod szyldem tytułu antykościelnego? Nie czujesz, że to brzmi jak jakaś parodia? Chyba, że oni zamiast seminariów duchownych kończyli jakieś szkoły Monty Pythona, to wtedy tak. Ja oczywiście mówię sarkastycznie, ale dziś oglądałem transmisję spotkania opłatkowego w Sejmie i czułem się po prostu zażenowany. Kardynał, głowa Kościoła warszawskiego, stoi w jednym rzędzie z posłem Wenderlichem, który nie szczędzi słów, żeby krytykować Kościół. Oni razem stoją? To dla mnie jakaś parodia!
Chciałby mi Brat powiedzieć, że kard. Nycz nie powinien podzielić się opłatkiem z Wenderlichem czy Palikotem?
Nie! Kard. Nycz został na to spotkanie zaproszony, to jego posługa, jest pasterzem Kościoła. Ale trzeba zwrócić uwagę na jego wypowiedź w Sejmie. Takie spotkanie to świetna okazja, żeby powiedzieć PRAWDĘ, a nie słowa, typu „wszystko jest w porządku”. Kardynał jest ojcem diecezji. Ojciec ma takie dzieci, jakie ma, nie wybiera ich. Kard. Nycz nie wybrał Wenderlicha czy Palikota. Takie ma dzieci. Ale niech zachowa się jak ojciec.
Czyli jak?
Niech powie: „Panowie, panie, coś tu jest nie tak”. Boże Narodzenie, opłatek, świetna okazja, by poruszyć kwestię życia! Nie oglądałem tego spotkania do końca, wyłączyłem, ale nie sądzę, by taka kwestia się tam pojawiła. W życzeniach nie padło ani słowo, by posłowie zabrali się do ochrony życia, etc. Nic takiego się nie pojawiło! Zamiast tego było przyklepanie, że jest świetnie i fajnie. Bawcie się dobrze. Tak nie może być. Pamiętam wybory prezydenckie w Stanach. Kard. Dolan był zapraszany na konwencje republikanów i demokratów. Ale on nie szczędził słów! Nie zostawiał na nich suchej nitki! Oczywiście modlił się za nich, pobłogosławił, ALE konkretnie powiedział, co powinni robić, a czego nie robią jako politycy. Bp Chaput z Filadelfii zrobił to samo! Wprost mówił, że jeśli republikanin jest katolikiem i nie spełnia wymogów jako parlamentarzysta katolicki, to musi opuścić partię republikańską i koniec. Konkret.
Naszym duszpasterzom brakuje odwagi, żeby wykorzystywać takie sytuacje do przypominania nauczania Kościoła?
Oczywiście, że tak. Przede wszystkim brakuje postawy ojca. Mówi się o kryzysie ojcostwa w wielu przypadkach. Ale trzeba pamiętać, że ten kryzys dotyka też pasterzy, którzy nie wykorzystują różnych okazji w taki sposób, jaki by mogli. Nie wszyscy mają okazję być zaproszeni na opłatek do Parlamentu! Jest tylko jeden człowiek, który został zaproszony, jeden człowiek, który zabierał tam głos. To jest ojciec. Ja nie krytykuje faktu, że kard. Nycz poszedł do Sejmu. To jest wręcz jego obowiązek, jako pasterza i – jeszcze raz podkreślam – ojca, który ma takie dzieci, jakie ma. Ale niech wykorzysta w tej sytuacji swoje powołanie do ojcostwa.
A może to wynika także z faktu, że duszpasterze nie chcą jeszcze bardziej pogarszać swojej sytuacji? Kościół już teraz jest postrzegany jako ten, który miesza się do polityki. Osoby duchowne nie cieszą się wielkim respektem. Może więc to milczenie wynika z chęci niepogarszania jeszcze bardziej tej sytuacji?
Trzeba pamiętać jedną rzecz – w encyklice o Odkupicielu, bł. Jan Paweł II wyraźnie mówił, że człowiek jest drogą Kościoła. Polityka jest uprawiana przez człowieka. I nie można tutaj wyeliminować żadnej dziedziny, która jest działalnością człowieka. Jeżeli politykę zaczną robić kangury, to w porządku, Kościół nie powinien się mieszać do polityki. Ale dopóki polityka jest robiona przez człowieka, a człowiek jest drogą Kościoła, to Kościół ma OBOWIĄZEK głosić Dobrą Nowinę także w tej rzeczywistości. Bo zaraz ktoś powie, że Kościół nie może się mieszać do edukacji, Kościół nie może mieszać się do życia ludzi urodzonych pomiędzy rokiem 2010 a 2012. Dojdziemy do absurdu. Do jakichś bezsensownych podziałów. A to, że będą za to krytykować Kościół? To jeszcze lepiej! Bo to świadczy o tym, że Kościół jest autentycznym świadkiem, a nie instytucją, która chodzi na układy. Jan Paweł II krytykował wiele spraw, w encyklikach społecznych nie mówił, że ten czy tamten system jest dobry. Mówił, że nie ma doskonałego systemu. Że ten i ten jest wadliwy. I pokazywał Prawdę. To jest postawa, którą trzeba naśladować. Jeżeli ktoś coś zrobił dobrze, to trzeba się z tego cieszyć. Ale jeżeli robi coś źle, to trzeba to jasno powiedzieć. Oczywiście, z założeniem tego, że każdy z nas jest człowiekiem grzesznym. Wydaje mi się, że tu dotykamy jeszcze jednego problemu – lęk przed mówieniem prawdy nie jest tak naprawdę związany z tym, że ja się lękam tego, że ktoś się ode mnie odsunie, przestanie mnie lubić, obrazi się na mnie. Lęk pojawia się z tego tytułu, że boimy się, że nam zaczną wytykać nasze błędy. Żeby mówić prawdę trzeba żyć w prawdzie.
Wracając na koniec do upominania....
Ja właściwie nie tyle mówię o upominaniu, co mówieniu Prawdy! Posłuchaj wypowiedzi kard. Dolana. On nie upomina. On mówi Prawdę! On się także modli o to, aby parlamentarzyści bronili życia. Można tak fantastycznie przekazać Dobrą Nowinę! Można wyjść, powiedzieć: „Jestem z wami, modlę się za was, żebyście dostrzegali człowieka od poczęcia, abyście bronili życia”. I to jest konkret.
Brat mówi o parlamentarzystach, a ja chciałam na koniec wrócić do księży, którzy publikują w antykościelnych mediach, bo im także – a może przede wszystkim im – należy się to upomnienie.
„Upomnienie” to jest takie słowo, które powoduje, że od razu włos na głowie się jeży i zaraz pojawia się bunt. Na pewno powinni usłyszeć słowa, że nie reprezentują w sposób jasny Kościoła, zaciemniają jego obraz. A przede wszystkim powodują jedną rzecz – ci, którzy są zdecydowani i wiedzą, to się tym nie przejmą; oni wiedzą, że taka czy inna gazeta jest antykatolicka i ich nie wzrusza fakt, że tam pisze ksiądz. Natomiast ci, którzy mają pewne wątpliwości, a takich ludzi jest zawsze najwięcej, którzy nie wiedzą tak do końca, o co w tym wszystkim chodzi – dla nich to bardzo trudne. Dla nich to może być ten kamyczek na wadze, który przesunie szalę. Jeżeli zobaczą, że ten, czy tamten ojciec pisze w takim medium - skądinąd mogą to być bardzo fajne rzeczy – to utwierdzą się w przekonaniu, że to medium ma rację. „To jest dobre, skoro on tam pisze, to wszystko jest w porządku. Być może oni mają rację, że tak piszą, że są antykościelni”. Tworzy się postawa nie kościelna, tylko taka, która wspiera ludzi w Kościele. Poszczególnych. Tworzą się takie środowiska wspierające konkretnych księży czy konkretne grupy. A to już jest niewłaściwe. To musi być jasny przekaz wspólnoty Kościoła. To jest moja wspólnota Kościoła, która jest, jaka jest, ale nie pozwolę, żeby była szkalowana.
Rozmawiała Marta Brzezińska
