Nie tylko nieszczęścia chodzą parami, nie tylko do tanga trzeba dwojga, ale wszędzie jesteśmy świadkami tej dwoistości, czasem komplementarnej, a częściej parami występujących przeciwieństw.

Dzień i noc, światło i ciemność, zło i dobro, czerń i biel, miłość i nienawiść, miłosierdzie i okrucieństwo, pokój i wojna, pycha i pokora, pilność i lenistwo, życie i śmierć, i pochodne od tego: kultura życia i kultura śmierci (oj, jak nie lubią zwolennicy tego kierunku, gdy się im tak otwarcie o tym mówi!), cywilizacja życia i cywilizacja śmierci.

I cywilizacja śmierci polega na tym, że to ciągłe zmaganie się życia ze śmiercią, którego jesteśmy świadkami na co dzień w przyrodzie i w całym świecie, kończy się zawsze zwycięstwem śmierci: niszczeje krajobraz, giną słabsze rośliny i zwierzęta, ba! w proch się obracają całe kultury wraz z ich materialnymi i duchowymi wytworami. Naukowcy liczą się nawet z totalną zagładą naszej planety.

A co na to cywilizacja życia? Dzień dzisiejszy daje odpowiedź. Chrystus Zmartwychwstał jako pierwszy! I tę Dobrą Nowinę chrześcijaństwo głosi światu od dwóch niemal tysięcy lat. Śmierć nie ma ostatniego słowa. W Jezusie wszystko będzie odnowione i odmienione. W Nim czeka nas szczęśliwa nieskończoność. Ksiądz Maliński kończył niekiedy wielkanocne kazanie słowami: – Ale wy i tak w to nie wierzycie! 

 

Nie chciałbym go naśladować. Niech więc będzie pomimo ciemnych chmur na tym pogodnym wielkanocnym niebie: Wesołego Alleluja!

Leon Knabit OSB/ps-po.pl