Musimy zdradzać. Bo tak jesteśmy stworzeni. Dlatego zdrada jest dla nas całkiem dobra. Jak przekonuje najnowszy "Newsweek", zdradzanie jest zupełnie naturalne i służy w podobny sposób obu płciom. Kobiety zdradzają, bo natura nakazuje szukać im najlepszego ojca dla swych potencjalnych dzieci. Mężczyźni decydują się na skok w bok, ponieważ od tysięcy lat nie wyzbyli się tkwiącego w genach przyzwyczajenia, by za wszelką cenę dążyć do przetrwania gatunku. Choć wiele mówimy o moralności, tak naprawdę nic nie jest w stanie wygrać z naszymi genami” - streszcza „mądrości” tygodnika portal naTemat.pl

A ja choć mogę zrozumieć u rozmaitych dziennikarzy potrzebę samousprawiedliwienia, to nie akceptują determinizmu proponowanego przez nich. Nawet jeśli istnieje coś takiego jak gen niewierności (a to wcale nie jest takie proste), to człowiek pozostaje wolny i może wybierać. W odróżnieniu od norek czy myszek ma wolną wolę i możliwość formowania się do cnót, które są silniejsze niż genetyczne zdeterminowanie. Gdyby było inaczej, to niczym istotnym nie różniłby się od zwierząt. Natura ludzka, wbrew temu, co twierdzą dziennikarze „Newsweeka” wcale nie jest więc ukierunkowana ku zdradzie. Jeśli coś ją ku temu pcha to albo zwierzęca część naszej natury albo... skutki grzechu pierworodnego. Każdy z nas, każdy z tych, który zdradza (a nie twierdzę, że nie jest to zjawisko coraz częstsze) jest za to odpowiedzialny sam, i niczego nie może zrzucić na swoją naturę.

Okładka „Newsweeka” nie jest jednak wyłącznie dyskusyjna czy błędna antropologicznie. Ona jest groźna, bowiem oswaja opinię publiczną ze zdradą, normalizuje ją, czyni częścią ludzkiej natury. Krzywda dzieci, okłamanie osoby, której obiecywaliśmy wierność, ból wszystko staje się normą, bo przecież norki muszą zdradzać, a więc ludzie też. Świat, który proponuje nam ta okładka, to już świat nawet nie zwierząt, ale demonów, które z dobrej natury (choć skażonej grzechem) próbują uczynić swoje królestwo.

Tomasz P. Terlikowski