Wokół słychać eksplozje - trwa ostrzał z niemieckich pozycji. Pokrzywnicka nie przerywa pracy. Jest zaprzysiężonym żołnierzem AK. Jej zadanie – dekoracja ołtarzy polowych. Nagle wszystko przerywa potężny huk i podmuch wybuchu. Wszędzie pył, drzazgi, zwalony dach, ciemność.

 

W czasie okupacji na setkach warszawskich podwórek spontanicznie powstawały kapliczki przy których gorąco modlili się ludzie. Po wybuchu Powstania zbudowano kolejne, w zaimprowizowanych warunkach zakładano ołtarze polowe. Odcięci od świata, pogrążeni w tragicznej walce ludzie o pomoc mogli poprosić tylko Pana Boga.

 

Kiedy wybuchło Powstanie każdy starał się mieć swój udział we wspólnym wysiłku. Nie wszyscy mogli walczyć. Ludzie zgłaszali się więc proponując to, co mają – przeważnie swoje ręce do pracy.


Podobnie było z Ireną Pokrzywnicką, która do walki nie nadawała się zupełnie. Była to  przedziwnie ubrana dama w rozpadających się już butach na koturnach, palcie i filcowym kapeluszu z lisem wokół szyi, farbowane na rudo włosy ukrywała pod zieloną siatką -  ten sposób zapamiętała ją  por. Wanda Traczyk-Stawska ps. „Pączek”, która poznała ją  w obozie jenieckim w Altenburgu. W takim właśnie stroju opuściła Powstanie.


Nigdy nie przyznała się ile naprawdę ma lat. Jak stwierdziła - nie była by wtedy kobietą. Nawet w piśmie do Bora-Komorowskiego podawała, że urodziła się w 1905. A przecież każdy, kto ją trochę znał, wiedział, że jej syn urodził się w 1910. Irena Pokrzywnicka była postacią barwną, a dla niektórych nawet trudną w obyciu. W czasie musztry zamiast zwrotów wciąż wykonywała pady wprowadzając w szeregach olbrzymi chaos. Pani Wanda – wówczas młody ambitny żołnierz, który w Powstaniu walczył z bronią, a nie pędzlem w ręku, przeklinała tą niezgrabność ile miała sił w płucach. Dziś tego żałuje –  Irena Pokrzywnicka w bardzo ciężkich warunkach obozowych okazała się nieoceniona – stwierdza – Niemców lekceważyła traktując ich, jakby była damą, której oni powinni usługiwać. Klasę pokazała właśnie w Altenburgu, gdzie postawiono ją przy maszynie. W pewnym momencie przestała pracować i obwieściła z całą mocą, że dopóki nie otrzyma papieru, farb i pędzli, nie tylko porzuci pracę, ale wywoła bunt w całym obozie. Jej zdecydowany głos nie znał sprzeciwu. Zszokowany kapo szybko przyniósł malarskie akcesoria.


Pokrzywnicka namalowała nimi piękną polską scenę ludową co spowodowało pewne zmiany w traktowaniu żołnierek AK. Niemcy zdali się dostrzec w “polskich bandytkach” elementy człowieczeństwa. Pozwolili na pewne przejawy kultury, jak np. gra na fortepianie przez znakomitą pianistkę „Fryderykę”. Było tak samo „głodno”, ale znakomicie podniosło się morale kobiecego wojska.


Wróćmy jednak do dni Powstania i obrazu. W dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, 15 sierpnia, Irena Pokrzywnicka słuchała kazania ks. kapelana Apolinarego Leśniewskiego ps. „Maron”. Nie wiemy co dokładnie mówił wtedy nauczyciel i późniejszy przyjaciel ks. kard. Stefana Wyszyńskiego. Z relacji wiemy tylko, że było to płomienne przemówienie o Maryi Królowej Polski. Ks. „Maron” zwrócił też uwagę na brak religijnego obrazu - symbolu dla żołnierzy Armii Krajowej. Irena Pokrzywnicka, w pracowni przy Wilczej, w warunkach ostrzału i bombardowań, rozpoczęła pracę nad swoim najważniejszym obrazem w życiu -  „Matka Boska AK”.


Oprac. M. Podulka na podstawie zdjęcia Muzeum Powstania Warszawskiego

Za linią frontu Niemcy ustawili specjalne kratownice. To wyrzutnie rakiet znane wśród Powstańców, jako „szafy” lub „krowy”. Niektóre z pocisków ważą nawet kilkadziesiąt kilogramów. Wystrzelone wydają upiorny ryk, trochę podobny do dźwięku przesuwania szafy. Irena Pokrzywnicka prawdopodobnie właśnie malowała swój obraz. W pewnym momencie, jedna z takich rakiet uderza w pracownię I. Pokrzywnickiej. Sufit pomieszczenia zawala się raniąc malarkę, ale ta wychodzi cała spod zawaliska. Żadnego ubytku nie doznaje obraz.

 

Kilka dni po święcie Wniebowzięcia NMP obraz zostaje poświęcony przez księdza „Moryna” i zostaje ustawiony na ołtarzu polowym w kinie przy Marszałkowskiej. Wzruszenie udziela się wszystkim obecnym. Ks. Leśniewski sam wspominał to tak: Za kilka dni, w obecności Komendy Warszawa Sródmiescie z płk. Albinem" na czele, autorka wreczyła mi obraz, podkreslajac niejednokrotnie, że natchnienie do realizacji obrazu czerpała z mego przemówienia wygłoszonego w dn. 15 VIII o MB Królowej Polski. Po ogólnym wzruszeniu i aprobacie umieszczono obraz w sali b. kina Polonia" przy ul. Marszałkowskiej, gdzie zbudowany został prowizoryczny ołtarz według projektu Pokrzywnickiej.

 

Zainspirowana Irena Pokrzywnicka wydaje drukiem święte obrazki z wizerunkiem Matki Boskiej AK. Na awersie podkolorowana ręcznie kopia obrazu, na rewersie powstańcza modlitwa. Z różnych relacji wiadomo, że wydrukowano od 1-4 tys. takich kartoników. Większość rozdano wśród żołnierzy i ludności cywilnej.

 

Tymczasem obraz stanowi stały wystrój kaplicy służąc Powstańcom w czasie Mszy Świętych, przysiąg, itp. Tysiące żołnierzy Armii Krajowej i cywili modli się do „Matki Boskiej AK”.

 

Kiedy nadchodzi koniec Powstania, 5 października, ks. „Maron” odprawia ostatnią Mszę Świętą dla dowódctwa i żołnierzy. Potem chowa obraz wśród rzeczy we własnym mieszkaniu i wychodzi z Warszawy wraz z polskim wojskiem. Na początku 1945 roku wraca do miasta. Nie znajduje nic – wszystko rozkradzione. Została tylko jedna rzecz... obraz Pokrzywnickiej.

 

Tu dramatyczne losy niezwykłego wizerunku wcale się nie kończą. Jeszcze tego samego roku ksiądz Leśniewski otrzymuje parafię w Sieradzu. Wiedząc co czeka jego i obraz po ewentualnym odkryciu malowidła przez komunistów ukrywa go w kościele. Tylko raz w roku wyjmuje go do modlitwy za poległych Powstańców. Już 5 lat później ks. Leśniewskiego nachodzi UB, rekwirując mu obrazki wydrukowane w Powstaniu. Za wsparcie tajnej organizacji "Katyń" ksiądz, po 2 miesięcznym przesłuchaniu i procesie, podczas którego nikogo nie wydaje, otrzymuje wyrok 5 lat. Dziękując matce Boskiej AK wychodzi po 2, ale staje się jeszcze bardziej ostrożny. Chociaż obrazu nie znaleziono, kiedy w 1962 roku UB zaczyna coś podejrzewać, nie czekając na nic, zawozi obraz do ks. kard. Stefana Wyszyńskiego. Tu dzieło jest już znacznie bardziej bezpieczne. Od 2008 roku przekazany przez ks. Prymasa Józefa Glempa obraz, znajduje się w magazynie Muzeum Powstania Warszawskiego.

 

To dzieło o unikalnej wartości historycznej  i sakralnej – mówi por. Wanda Traczyk-Stawska. Nie może dłużej leżeć w ukryciu – dodaje. Wótruje jej wielu innych znających temat, którzy podkreślają, że chociaż muzealna kaplica odbiega swoim klimatem od reszty Muzeum, to przede wszystkim nie posiada jedynej tej wagi i rodzaju zachowanej pamiątki z Powstania.

 

Na szczęście coś w tej sprawie drgnęło. Jak dowiedzieliśmy się w Muzeum – jest zgoda dyrektora Jana Ołdakowskiego, aby umieścić kopię (na razie) obrazu w kaplicy. Na wniosek Komitetu ds. Cmentarza Powstańców Warszawy przy Światowym Związku Żołnierzy AK placówka sfinansowała bowiem wykonanie kopii, która od tego roku, każdego 1 sierpnia znajdzie się na ołtarzu polowym Cmentarza Powstańców Warszawy. Obraz, jak dawniej ma służyć podczas Mszy polowych odprawianych tym razem już za dusze Powstańców.

 

Maciej Podulka

 

Komitet ds. Cmentarza Powstańców Warszawy przy Światowym Związku Żołnierzy AK zaprasza na Mszę Świętą polową odprawianą w intencji poległych i pomordowanych w Powstaniu Warszawskim, a także odpowiedniego ich uczczenia, na Cmentarz Powstańców Warszawy, przy ul. Wolskiej 174, 1 sierpnia o godz. 20.00.