„To również w tym dniu, dokładnie przed rokiem, rynki pracy m.in. w Niemczech, Austrii, Szwajcarii czy Francji otworzyły się na zarobkowych emigrantów z Europy Środkowo-Wschodniej, wytwarzając sytuację masowej imigracji pracowników o niższych wymaganiach płacowych, powodując tym samym obniżenie się pensji rodzimych pracobiorców. Wśród zarobkowych emigrantów, którzy od 1 maja 2011 roku zalewają zachodnie rynki pracy, niechlubne pierwsze miejsce pod względem liczby zagranicznych wyjazdów momentalnie objęli Polacy. Wszystko to przekłada się jednocześnie na dalszy postęp globalizacji i stopniową wyprzedaż polskiego przemysłu, zanik poczucia tożsamości narodowej, oraz wytwarzanie się sztucznych multikulturowych społeczeństw, prowadzących w efekcie do zwiększenia napięć społecznych. Najwyższa pora, aby dosadnie przypomnieć nasze stanowisko w tej sprawie” – mówią o swoich 1-majowych planach aktywiści.  Przypominają również o konieczności wzięcia „proporców ze stricte nacjonalistycznymi symbolami”. Chodzi o czarne flagi (sic!), krzyże celtyckie, ale również znaki, kojarzące się ze starym obozem narodowym, jak falangi czy szczerbce.

 

Przyglądając się mobilizacji autonomicznych nacjonalistów, można spodziewać się sporego zgromadzenia, a przy sporej liczbie „antyfaszystów”, równie dużej zadymy… Wsparcia medialnego inicjatywie udzielił m.in. kibicowski e-zin „Droga Legionisty” czy portal związany z Narodowym Odrodzeniem Polski – Nacjonalista.pl.

 

Tegoroczny 1 maja może być wydarzeniem, którego próbkę mieliśmy już na 11 listopada…

 

Zapożyczenia od lewicy

 

Gdy po Marszu Niepodległości, wraz ze znajomym, zmierzaliśmy w kierunku redakcji portalu Fronda.pl przy Marszałkowskiej, mijały nas duże grupy ubranych na sportowo osób, często z zakrytymi twarzami. Wszystko jednak wskazywało na to, że wracali z demonstracji, a nie „antyfaszystowskiej blokady”. – Nasi czy nie nasi? – zapytałem zdawkowo kolegę. – A weź się teraz domyśl… Trudno ich rozróżnić – odpowiedział. Jego słowa dobrze charakteryzują spotkanych ludzi. Byli to właśnie przedstawiciele tzw. Autonomicznych Nacjonalistów, którzy przejęli sporo cech od swoich przeciwników.

 

/
Brak jednolitej organizacji, sformalizowanej hierarchii i pełna konspiracja. Cała działalność AN opiera się na aktywizmie lokalnych grup, które spontanicznie powstają w większych miastach. Do najbardziej aktywnych, odwołujących się wprost lub tylko nawiązujących do autonomicznego nacjonalizmu, należy zaliczyć środowiska nacjonalistów z Warszawy, Torunia, Poznania, Trójmiasta czy Stalowej Woli. Według aktywistów, taka forma działalności pozwala na większą swobodę działania i w znacznym stopniu uniemożliwia inwigilację ze strony policji czy służb.

 

Również od strony wizualnej, AN przypominają anarchistyczne bojówki spod znaku Antify. Dziś szele, glany i tradycyjne fleki, charakterystyczne dla subkultury skinheads są już passé. Prym wiodą sportowe ciuchy, modne również w środowiskach kibicowskich (często powiązanych z „autonomami”), również  i fryzura „na zero” nie jest warunkiem bycia „z klimatu”. Niektórzy aktywiści noszą nawet arafatki (charakterystyczne dla aktywistów Antify), czym manifestują swoją niechęć do Izraela. To jednak marginalny trend, choć poparcie dla Palestyńczyków nikogo nie dziwi w tym środowisku.

 

Na manifestacjach dominuje czarny ubiór, zasłonięta twarz, czapki z daszkiem i ciemne okulary. Wszystko służy konspiracji i jest żywą kopią lewackiej taktyki „czarnego bloku”.  Wszystkiemu towarzyszy muzyka z gatunku hatecore i pogarda dla wszelkiej maści używek, od dragów aż po alkohol i papierosy, co stanowi nawiązanie do stylu straight edge (sXe). Doskonale współgra to z afirmacją aktywizmu i antykonsompcjunizmu, które środowiska AN wyniosły na swoje sztandary, podkreślając: „troskę o przyszłość Ojczyzny, Narodu i kontynentu, ale także środowiska naturalnego, do tego chęć ciągłego rozwoju fizycznego i intelektualnego, zachowanie trzeźwości oceny świata i niechęć do nihilistyczno-materialistycznych trendów lansowanych obecnie wśród młodych ludzi w całej Europie i na świecie”. Właściwie tylko w tym fragmencie deklaracji pobrzmiewają wątki typowe dla wszelkich nacjonalizmów, reszta wydaje się żywą kopią anarchistycznego credo na czele z antyamerykanizmem, solidaryzmem z krajami III świata, radykalną krytyką państwa policyjnego i niechęcią do wszelkich form ze strony urzędniczej machiny.

 

/
„Nie można zaprzeczyć, że u coraz prędzej rozwijających się ruchów nacjonalistycznych nowej fali wiele elementów (symbolika, formy itd.) jest zapożyczonych, czy wręcz podkradzionych od skrajnej lewicy i lewactwa” – tłumaczy aktywista AN. Jego zdaniem, należy korzystać ze skutecznych metod, nawet jeśli ich autorem jest przeciwnik. „Metod i symboli nie da się ubrudzić, nie zostanie na nich tłusty ślad po dłoniach progejowskich, antyfaszystowskich, anarchistycznych działaczy. W ostatnich latach nowe europejskie ruchy nacjonalistyczne mają w swoich szeregach coraz więcej ludzi wyzwolonych z mentalnych okowów narzuconych przez dotychczasową spolaryzowaną wizję świata - takich, którzy nie wahali się przejąć metod rzekomo lewackich. Ich działalność w żaden sposób nie spowodowała "zlewaczenia" ruchu (co najwyżej w oczach niepoprawnych purystów)” – przekonuje SC.

 

Według aktywisty, walka nie toczy się już na płaszczyźnie politycznej prawica – lewica, czy nawet subkulturowej: punki vs skini. Autonimiczni Nacjonaliści uważają tego typu podziały za anachronizm. „Podziały są przestarzałe, dzisiaj już tylko sztucznie podsycane z jednej strony przez globalny, demoliberalny System, któremu zależy na skanalizowaniu i rozszczepieniu ruchów działających na jego szkodę, z drugiej strony przez ludzi zbyt głupich żeby przejrzeć na oczy i zauważyć prawdziwego wroga” – wyjaśnia SC, publikujący na stronie Autonom.pl.

 

 

Z Niemiec do Polski

 

Ten sam aktywista, szansę na obalenie mitycznego „Systemu” upatruje w „nadejściu nowej fali europejskich nacjonalizmów”, które - jego zdaniem - odrzucającą szowinizm i ksenofobię, a także pozostają gotowe na współpracę. Wspomniana deklaracja wydaje się jednak naciągana, choćby w obliczu agresji wobec społeczności romskiej na Słowacji. Tak pojmowana tolerancja oznacza raczej solidarność nacjonalistów z różnych państw, często o zupełnie innych interesach w myśl zasady „Nacjonaliści wszystkich krajów łączcie się!”.

 

/
Wspomniana „otwartość” spowodowała przemycenie typowo niemieckiego tworu na zagranicznych gruntach, również polskim. Jak zauważa publicysta kwartalnika „Polityka Narodowa” Maurycy Mietelski, początki ruchu AN sięgają tam już 1990 r., gdy niemieccy nacjonaliści zaczęli zajmować opuszczone budynki i czynić z nich stałe miejsca spotkań. Zapoczątkowało to działalność grup tzw. wolnych nacjonalistów (Freien Nationalisten), których współtwórcą był Thomas Wulff, obecnie jeden z czołowych polityków NPD. Autonomiczny Nacjonalizm był dla narodowych socjalistów jedyną możliwą formą działania, gdy państwo uniemożliwiało działanie ugrupowań o charakterze neonazistowskim. Mietelski zwraca uwagę, że przełomem było powstanie Autonomicznych Nacjonalistów Berlin w 2002 r., którzy wiedli prym podczas pierwszomajowej manifestacji NPD (to właśnie tam po raz pierwszy nacjonaliści zastosowali taktykę „czarnego bloku” – przyp. red.).

 

Chociaż od tamtego wydarzenia minęło kilkanaście lat, badacze dopiero teraz przywiązują większą uwagę do nowego zjawiska na pograniczu polityki i subkultury. Dr Jan Schedler, socjolog z Uniwersytetu Ruhry w Bochum zwraca uwagę, że choć niemieccy nacjonaliści porzucili skinheadowski styl, wciąż przekazują te same treści, choćby przez muzykę. Wiele profesjonalnych kapel, które działają od lat i liczą się na rynku, zatrudniają prawników dobrze obeznanych z problematyką tego środowiska, którzy dokładnie analizują ich teksty przed opublikowaniem. W rezultacie takich zabiegów, teksty te są jednoznaczne w swej wymowie, a ich przesłanie stuprocentowo czytelne dla odbiorcy, ale od strony czysto formalnej niczego im zarzucić nie można. Inne kapele starają się natomiast zachować pełną anonimowość ich składu i koncertują w podziemiu epatując słuchaczy podżegającymi tekstami” – powiedział Schedler w wywiadzie dla Deutsche Welle.

 

Jako przykład podał kapelę Landser (pol. wojak lub piechur – przyp. red.), która doczekała się procesu i wyroku skazującego za podburzanie do przemocy, sianie nienawiści rasowej i działalność kryminalną. „Ale to był raczej wyjątek. Inne kapele, takie jak na przykład "Weissen Wölfe" (pol. Białe Wilki – przyp. red.) też wykonują utwory zawierające treści antysemickie i nawiązujące wyraźnie do Holokaustu, ale żadnemu z ich członków nie udało się udowodnić, że brał udział w nagraniu tego czy innego albumu, a więc nie można go było skazać za to, za co skazano "Wojaków". To fatalny sygnał” – przekonuje socjolog.

 

Stwierdzenia badacza, jak i ataki na niemiecką społeczność muzułmańską zadają kłam twierdzeniom o porzuceniu ksenofobii. Sytuacja podobnie przedstawia się na Ukrainie, gdzie idée fixe tamtejszych aktywistów jest kult Stepana Bandery. Nie przeszkadza to jednak niektórym polskim aktywistom AN uczestniczyć we wspólnych zjazdach. Takie spotkanie odbyło się choćby 10-11 marca we Lwowie, gdzie aktywiści z Polski uczestniczyli w tzw. Międzynarodowej Konferencji Nacjonalistów z udziałem swoich kolegów z Włoch, Rosji, Białorusi czy Łotwy. Imprezę organizował ruch Autonomiczny Opór. Podobno, wspólnie z Polakami, działacze tego ruchu odwiedzili Cmentarz Orląt Lwowskich…

 

/
Jak widać, tolerancja w rozumieniu aktywistów AN ogranicza się tylko do europejskiego poletka rdzennych mieszkańców Starego Kontynentu. - AN są czymś w rodzaju „paneuropejskich nacjonalistów”. Podstawową kategorią dla zrozumienia tej dość specyficznej postawy jest etnopluralizm. Zdaniem AN nowoczesny nacjonalizm, z którym się utożsamiają i uznają się jego reprezentantów, polega na przewartościowania tradycyjnego rozumienia nacjonalizmu, który za główną kategorię politycznego myślenia uznawała „egoizm narodowy” na rzecz wspomnianego etnopluralizmu, który oznacza poszanowanie dla każdej tożsamości narodowej, bez głoszenia potrzeby podporządkowywania sobie danej wspólnoty narodowej, przyznając prawo każdej wspólnocie narodowej do swobodnego rozwoju we własnym państwie – mówi portalowi Fronda.pl Arkadiusz Meller, autor książek „Życie i śmierć dla Narodu. Antologia myśli narodowo-radykalnej z lat trzydziestych XX w.” i „Ku nowemu Średniowieczu. Myśl społeczno-polityczna Mariana Reutta w latach 30. XX w.”. Badacz zwraca jednak uwagę na fakt, że wspomniana cecha nie oznacza pochwały multikulturalizmu. – Etnopluralizm głosi potrzebę, a wręcz nawet konieczność separacji różnych kultur, bez ich wzajemnego przenikania, czy też „mieszania” stąd też opowiada się przeciwko pozaeuropejskiej migracji na Stary Kontynent – wyjaśnia Meller.

 

 

Dominacja na ulicy

 

Obserwując aktywność polskich „autonomów”, można odnieść wrażenie, że taktyka „czarnego bloku” sprawdza się również w naszym kraju. Podobnego zdania jest dr Jacek Misztal, badacz nacjonalizmu. - Wydaje mi się, że ruch AN może mieć przed sobą wielką przyszłość, a to z powodu naszej polskiej mentalności, która bardzo sobie ceni niezależność i nie znosi formalizmu czy ściśle określonego przywództwa – mówi portalowi Fronda.pl Misztal. Autor książki „Związek Akademicki Młodzież Wszechpolska 1922-1939” nie widzi jednak w działalności autonomicznych nacjonalistów śladu endeckich tradycji. – Być może istnieje pewna analogia między aktywnością grup ONR – u - po delegalizacji przez sanację - a nieco konspiracyjną aktywnością „autonomów” bez sformalizowanych struktur. Trudno to jednak ocenić, bo AN jest ruchem bez poważniejszych aspiracji politycznych, w tym sensie, że nie są nastawieni na walkę o władzę, ale działalność doraźną. Bardziej istotna jest u nich aktywność na polu zewnętrznym: organizowaniu manifestacji, rozklejaniu wlepek czy plakatów, czyli tzw. akcji bezpośredniej.

 

/
Podobnego zdania jest Arkadiusz Meller. Według tego badacza nie można zakwalifikować „autonomów” jako części ruchu narodowego. - AN zarówno ani nie czerpie z wzorców ruchu narodowego - zresztą AN to europejski ruch społeczno-polityczny, który znalazł podatny grunt do rozwoju w Polsce - ani nie uznaje się w żaden sposób za kontynuatora jakieś organizacji narodowej sprzed 1939 roku. Idee głoszone przez AN też nie mają wiele wspólnego z ruchem narodowym – mówi portalowi Fronda.pl Arkadiusz Meller. - Dodajmy, że od połowy lat 20. XX wieku nastąpił wyraźny zwrot w kierunku, posługując się określeniem p. prof. B. Grotta, „zespolenia idei narodowej z katolicyzmem”, co stanowiło aksjomat polskiej myśli narodowej. Z kolei AN ani nie interesują się katolicyzmem ani nie krytykują go, zachowują tym samym co najwyżej postawę indyferentną religijnie. Można stwierdzić, że w przypadku AN mamy do czynienia z nową jakością będącą wypadkową nacjonalizmu, elementów anarchistycznych (lewicowych) i subkulturowych. Zresztą polscy „autonomiczni nacjonaliści” odcinają się od rodzimych organizacji narodowych z czasów II RP, uważając te zagadnienia za „antykwaryczne” i nie przystające do współczesności. Bardziej interesuje ich historia europejskich ruchów nacjonalistycznych, niż rodzime tradycje – przekonuje współautor antologii „Życie i śmierć dla narodu!”

 

Dr Jacek Misztal zwraca, z kolei, uwagę na bojówkarski charakter grup autonomicznych nacjonalistów. – Bojowość to z pewnością jedna z bardziej wyrazistych cech tego ruchu. Chociaż przy dzisiejsze walki uliczne między AN a Antifą, są tylko namiastką przedwojennych politycznych batalii – ocenia rozmówca portalu Fronda.pl.

 

Nowego zjawiska nie zauważają jednak spece od wszelkich nacjonalizmów, faszyzmów, itp. spod znaku „Gazety Wyborczej”. Lewicowi publicyści nadal posługują się starym schematem wg którego „ci porządniejsi faszyści” to Młodzież Wszechpolska, której działacze kamuflują się poprzez ubieranie garniturów i „ci gorsi faszyści” z Obozu Narodowo-Radykalnego, którzy pewnie gdzieś w tajemnych kryjówkach skrywają broń, aby w odpowiednim momencie dokonać zamachu stanu. Wciąż salon lansuje również mit o wielkiej skali zjawiska tzw. neonazizmu, który mają uosabiać uzbrojone kato-bojówki.

 

Tymczasem mało kto dostrzega dynamiczny rozwój środowiska autonomicznych nacjonalistów, którzy już dziś dominują – jeśli chodzi o liczebność - na wszelkich manifestacjach narodowych. Również pod względem tężyzny fizycznej, „autonomy” wiodą prym. To właśnie ten odłam nacjonalistów wzbudza największy respekt wśród "antyfaszystów". Na zamkniętym forum AntifaSkins, wobec MW czy ONR-u można było spotkać prześmiewcze określenia typu „harcerzyki”, natomiast AN było traktowane jak godny, a zarazem groźny, przeciwnik.

 

Aktywność tego odłamu jest dostrzegalna również na co dzień. Starannie zrobione graffiti, wlepki, akcje plakatowe… W końcu to codzienność bycia autonomicznym nacjonalistą. Bycia, bo - jak sami przyznają - do AN nie można wstąpić, „autonomem trzeba się urodzić”.

 

Aleksander Majewski