O ostatnich działaniach Komitetu Obrony Demokracji o tym, czego KOD naprawdę broni, rozmawiamy z dziennikarką „Gazety Polskiej” Dorotą Kanią.

 

KOD ostatnio protestował w obronie Lecha Wałęsy. Jak można skomentować te działania?

Od kiedy Komitet Obrony Demokracji rozpoczął swoją działalność, obserwuje ten ruch i to, kto w nim uczestniczy. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że są to w głównej mierze ludzie, którzy bronią swojego statusu, ludzie którzy nieraz byli związani ze służbami specjalnymi w PRL. Niektórzy z nich przyznają to wprost w swoich wypowiedziach. Są to ludzie związani ze starym systemem.

KOD to tym samym obrona starego systemu?

To, że nagle okazało się, że Polska może być naprawdę wolna, stanowi poważne zagrożenie dla interesów tych ludzi, dlatego też wszyscy się poderwali, aby maszerować i protestować. Zwracałam uwagę na wiek osób uczestniczących w marszach KOD. Nietrudno dostrzec, że są to w głównej mierze ludzie starsi, albo mający po około 40 lat. W tym wieku są ludzie będący czytelnikami „Gazety Wyborczej”, ci czterdziestolatkowie to pokolenie „Wyborczej”. Nie ma tam młodych ludzi, nie ma tam trzydziestolatków i młodszych, dlatego że oni już nie czytali „Gazety Wyborczej”, nie było to dla młodszych ludzi ważne medium.

Jak jednak możemy ocenić ostatnią manifestację „My naród” w obronie Wałęsy?

Działania KOD w obronie Lecha Wałęsy są groteskowe i śmieszne, jako że fakt jego współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa jest bezsporny. Najdobitniej świadczy o tym fakt, że przyznają to nawet osoby, które wcześniej go bardzo broniły. Myślę w tej chwili o panu profesorze Andrzeju Friszke, który stwierdził, że sprawa Wałęsy jest nie do obrony.

<<<JEDYNA TAKA KSIĄŻKA W POLSCE! PRZEWODNIK PO WORK-LIFE BALANCE! POLECAMY! >>>

Jakie są więc powody, dla których KOD tak broni oczywistej zdawałoby się sprawy?

Te marsze w istocie nie są marszami w obronie Wałęsy, lecz pretekstem do tego, by wyjść na ulice i po raz kolejny manifestować przeciw obecnemu rządowi. Warto przy tym zwrócić uwagę na jedną bardzo istotną rzecz. W pierwszych miesiącach rządów ekipy Viktora Orbana na Węgrzech również były protesty, które jednak później ustały. Zauważmy, że tam podobnie jak u nas nowa władza zaczęła funkcjonować rok po ujawnieniu taśm kompromitujących poprzedni rząd. Myślę, że tak samo KOD się wypali. To że w tych marszach idą politycy Platformy Obywatelskiej i mówią o wolności słowa to jest po prostu śmieszne.

Wpływ tych działań na społeczeństwo, a zwłaszcza na młodzież może być jednak niewielki?

KOD to nie jest formuła, która przekonuje młodych, to nie jest formuła, która może ich w jakiś sposób pociągnąć za sobą. KOD może przemawiać do ludzi starszej daty i do tych, którzy byli związani z poprzednim systemem. Wystarczy zresztą spojrzeć na to, kto bierze udział w tych manifestacjach. Ci ludzie w większości przypadków nie żyli najgorzej w okresie PRL, nie wychylali się w okresie stanu wojennego, byli częścią systemu po 1989 roku. Dziś protestują, bo ich interesy są zagrożone. Warto zauważyć, że jedna z manifestacji została zwołana niedługo po tym, jak zapowiedziano obcięcie emerytur byłym esbekom. Jeżeli połączymy te fakty, widzimy przeciw czemu protestuje KOD.  Kodowcy oczywiście maszerują oficjalnie pod zupełnie innymi hasłami, ale warto obserwować, kiedy te marsze się odbywają.  

Jakie znaczenie będzie miało ujawnienie danych na temat raportu Komisji Weneckiej przez „Gazetę Wyborczą”?

Ujawnienie tych informacji może wpłynąć na kształt ostatecznej opinii Komisji Weneckiej. Ta opinia będzie tym samym odbiegała od stanu faktycznego, od pierwotnego kształtu w jakim miała być. Nie będzie to miało pozytywnych konsekwencji. Tym samym nie wiem, czemu miało służyć ujawnienie informacji na temat tego raportu. To że „Wyborcza” opublikowała ten projekt opinii, dało argumenty do ręki rządzącym, którzy w tej chwili mogą występować przeciwko kształtowi opinii Komisji Weneckiej.  

Bardzo dziękuję za rozmowę

Rozmawiał MW