„Wojna jest zawsze porażką ludzkości” – uważał Jan Paweł II. Przy rozwiązywaniu konfliktów narodowych wskazywał zawsze na koniczność unikania rozlewu krwi. W tym celu nie unikał pielgrzymek do najbardziej zapalnych punktów świata i nieformalnych spotkań ze zwaśnionymi przywódcami.

Obraz Papieża niewzruszenie celebrującego Eucharystię w Santiago de Chile w 1987 r. , gdy podczas mszy św. odbywały się regularne zamieszki, pozostaje na zawsze w pamięci, ukazując odwagę i nieugiętość następcy św. Piotra wobec przemocy.

Jeszcze bardziej heroiczną postawę przyjął Papież podczas drugiego zamachu na swoje życie, gdy w maju 1982 r. przybywa do Fatimy i zostaje ugodzony nożem przez księdza sedewakandystę. Również wtedy, ranny, doprowadza ofiarę mszy św. do końca. To zawierzenie Woli Bożej i podkreślanie siły miłości zwyciężającej przemoc są charakterystyczne dla pontyfikatu Papieża-Polaka.

Nigdy więcej

Moralna ocena wojny w katolicyzmie zawsze była jednoznaczna. Kościół potępiał działania wojenne, uważając je za przejaw zła. Późnoscholastyczny filozof dominikański Francisco de Vittoria w traktacie „De jure belli” wspomniał, że godziwe są wojny obronne. Sprawiedliwa odpowiedź na działania wojenne musi być jednak proporcjonalna, a do prowadzących działania militarne należy obowiązek zabezpieczenie cywilów przed skutkami przemocy.

Nauczanie papieskie nawiązuje do dorobku scholastycznego. Jan Paweł II nie kwestionował prawa narodów do samoobrony. Przestrzegał natomiast przed wojną nuklearną, której skutki dla ludzkości mogą być nieprzewidywalne.

W wystąpieniu do korpusu dyplomatycznego z 1993 r., gdy trwała wojna na Bałkanach, Karol Wojtyła przypominał: „Społeczność międzynarodowa powinna bardziej zdecydowanie okazać polityczną wolę potępienia agresji i zbrojnych podbojów terytorialnych, a także szaleńczego absurdu czystek etnicznych. Dlatego uważam, że zgodnie ze swoją misją mam obowiązek zwrócić się do wszystkich rządzących państwami, które reprezentujecie, a także do tych, którzy w Europie i gdzie indziej atakują zbrojnie swych braci, i z całą powagą i zdecydowaniem przypomnieć im, że: wojna zaczepna jest niegodna człowieka; zniszczenie moralne lub fizyczne przeciwnika bądź cudzoziemca jest zbrodnią; praktyczna obojętność wobec takich praktyk jest świadomym zaniedbaniem; ten kto dopuszcza się tych aktów przemocy, kto toleruje lub usprawiedliwia, odpowie za to nie tyko przed społecznością międzynarodową, ale przede wszystkim przed Bogiem”.

Papież uważał przemoc za podstawowy czynnik cierpienia narodów. Zbrojenia, brutalizacja stosunków międzyludzkich, nienawiść, to wszystko, uważał za czynniki degradujące ludzką naturę. Absolutnym wynaturzeniem przemocy, sięgającej do niewinnych i nieprowadzących wojen jest zaś terroryzm. Papież uważał terroryzm za akt wyjątkowego okrucieństwa i w sposób zdecydowany potępiał tego rodzaju przemoc. Często wracał do wydarzeń z 11 września 2001 r., aby opowiedzieć się zdecydowanie przeciwko mieszaniu religii do bezsensownej przemocy.

Miłość i pokój

Jan Paweł II  był orędownikiem praw człowieka i poszanowania pokoju między narodami. Pokazał, że sumienie kruszy najtęższe mury i rzuca na kolana totalitarne reżimy. Jego stanowczy, aczkolwiek bierny opór wobec ideologii komunizmu, okazał się zwycięski i zapobiegł rozlewowi krwi na masową skalę. W okresie zimnej wojny, gdy naprzeciwko siebie stawały mocarstwa nuklearne w Stolicy Piotrowej wielokrotnie spotykali się przywódcy państw demokratycznych oraz socjalistyczni aparatczycy.

Wyjątkowo braterski i pojednawczy charakter miało papieskie pielgrzymowanie. Odbył ponad 100 pielgrzymek i podróży zagranicznych odwiedzając większość krajów świata. Spotykał się nie tylko z politykami, urzędnikami ale także ze zwykłymi ludźmi, przez co zawładnął ich sercami. Nie bez znaczenia było także jego zaangażowanie dyplomatyczne. Podczas jego pontyfikatu Stolica Apostolska ustanowiła stosunki z 82 nowymi krajami świata. Powstawały nuncjatury apostolskie, tam gdzie nie było dotychczas oficjalnych przedstawicielstw.

Watykan brał także udział w bezpośrednich negocjacjach między zwaśnionymi stronami. W 1984 r. doszło w Rzymie do podpisania traktatu o pokoju między Argentyną i Chile, które od wielu lat stały na krawędzi wojny o Kanał Beagle. Kryzys zażegnano.

W 1982 r. wybuchła wojna o Falklandy między Argentyną a Anglią. Gdy pertraktacje pokojowe nie zdały rezultatu, a Anglicy dokonali desantu na wyspy, Papież napisał dwa telegramy: do Margaret Thatcher i generała Galteriego, aby jeszcze raz przemyśleli celowość działań militarnych. Aby nie wykazywać stronniczością w tym konflikcie Starego i Nowego świata, mandat negocjacji i zaufanie powierzył Organizacji Narodów Zjednoczonych. 

Karol Wojtyła był aktywnie zaangażowany w kwestie porozumień pokojowych na Bliskim Wschodzie. Zabiegał o przyznanie Jerozolimie specjalnego statusu opartego na prawie międzynarodowym. Podczas historycznej pielgrzymki do Izraela w 2000 r. na lotnisku w Betlejem poparł prawo narodu Palestyńskiego do samostanowienia.

Niewątpliwie porażką okazała się niemożliwa do powstrzymania rzeź w Rwandzie, gdzie w etnicznym konflikcie między plemionami Tutsi i Hutu zginęło ponad milion ludzi. W tej rzezi uczestniczyli też chrześcijanie.

Wojny naszych czasów

Jan Paweł II znał z autopsji okrucieństwa wojny. W swojej przyjaźni z Wandą Półtawską wielokrotnie powtarzał iż więźniarka z Ravensbrück cierpiała za niego. Dlatego za każdym razem starał nie dopuszczać do rozpoczęcia nowych konfliktów zbrojnych.

Gdy w 1991 r. rozpadała się Jugosławia, Watykan przez 6 miesięcy naciskał, aby powstała konfederacja zaakceptowana przez wszystkie grupy narodowościowe. Jak przypominają Adrea Gianelli i Adrea Tornielli, autorzy książki „Papieża a wojna”, w czerwcu tego samego roku Papież napisał trzy listy do Ante Markovicia przewodniczącego Ligi Federacyjnej, Franjo Tudjmana prezydenta Chorwacji i Milana Kučana prezydenta Słowenii z postulatem zaniechania wrogich działań.

Nie pomógł także dialog ekumeniczny między katolickimi Chorwatami, prawosławną Serbią i bośniackimi muzułmanami. W 1994 r. głowa Kościoła Katolickiego wystąpiła z orędziem do wspólnot religijnych byłej Jugosławii, nawiązującym do spotkania międzyreligijnego odbywającego się rok wcześniej w Asyżu, przypominając, że konflikt ma podłoże polityczne, a nie religijne.

Jak wspominał kard. Angelo Sodano „W okresie od 30 stycznia 1991 r. do 13 stycznia 1992 r. Ojciec Święty zabierał głos w sprawie kryzysu jugosłowiańskiego (w jego pierwszej fazie) aż 37 razy”. Bezskutecznie. Odmienne interesy mocarstw europejskich spowodowały, że pokój zapanował dopiero po międzynarodowej interwencji.

Z punktu widzenia polityki postawę Jana Pawła II musielibyśmy nazwać izolacjonistyczną. Papież sprzeciwiał się bowiem interwencjom zbrojnym w imię zabezpieczenia przyszłego pokoju. Podczas, gdy w Polsce politycy wszystkich opcji entuzjazmowali się zaangażowaniem Polski w Iraku, motywując to intratnymi kontraktami gospodarczymi po zakończeniu operacji, Ojciec Święty od samego początku był przeciwny interwencjom międzynarodowym Stanów Zjednoczonych i państw NATO. Przed rozpoczęciem inwazji podejmował się mediacji za pośrednictwem kard. Rogera Etchegaraya i kard. Pio Laghiego. Wielokrotnie przyjmował także amerykańskiego prezydenta George W. Busha. Po wybuchu wojny w Iraku, Papież wzywał do rozbrojenia kraju i organizacji samorządności wśród tubylców.

Podsumowanie

Podczas papieskiego pontyfikatu globalna polityka zmieniała się jak w kalejdoskopie. Co wydawało się niemożliwe, upadł reżim komunistyczny. Najbardziej niemoralny i zbrodniczy reżim totalitarny w historii, który pochłonął życie 100 milionów ludzi, zawalił się bez większego rozlewu krwi.

Od 1970 r. powstały 44 nowe państwa świata, a liczba konfliktów zbrojnych zmniejszyła się od 38 w 1987 r. do 28 obecnie. Jak widać, tendencje dezintegracyjne i nacjonalistyczne, będące czynnikiem państwotwórczym, nie spowodowały eskalacji przemocy. Wręcz przeciwnie, liczba konfliktów zbrojnych na świecie zaczęła się wyraźnie zmniejszać.

Niewątpliwie swoją zasługę ma w tym św. Jan Paweł II. Nasz Papież twierdził nieprzerwanie, że „Każdy człowiek ma prawo by szanowane było jego życie i godność, które stanowią dobra nienaruszalne. Tak mówi Bóg, sankcjonuje to prawo międzynarodowe, wyraża to ludzkie sumienie, a domaga się tego cywilizowane współistnienie”. Jego pontyfikat stanowił praktyczną realizację wspomnianych wartości.

Tomasz Teluk