reklama
reklama

Czy Tuskowi pomoże immunitet? Dla Frondy wyjaśnia Zbigniew Kuźmiuk

Czy Tuskowi pomoże immunitet? Dla Frondy wyjaśnia Zbigniew Kuźmiuk
zdj. zbigniewkuzmiuk.pl
reklama

Joanna Jaszczuk, Fronda.pl: Czy przywitanie szefa Rady Europejskiej, Donalda Tuska w Warszawie i odprowadzenie go do siedziby prokuratury przez sympatyków, mogło być w Pana ocenie jakimś „preludium” do kampanii prezydenckiej?

Dr Zbigniew Kuźmiuk, europoseł PiS, ekonomista: Jeżeli taki miał być zamysł, to nic nadzwyczajnego z tego nie wyszło... Jak się okazuje, organizatorów tego „happeningu” było kilku, chociażby Komitet Obrony Demokracji czy Platforma Obywatelska i inne siły opozycyjne. Jedno nie ulega wątpliwości: Donald Tusk nie przyjechał do Polski w glorii, w pełni szczęścia, przyjechał natomiast zeznawać jako świadek w prokuraturze. Co więcej nastawił się na bardzo krótkie zeznania, tymczasem jego przesłuchanie trwało dziewięć godzin. Nie znamy co prawda przebiegu tych zeznań, ale wygląda to na bardzo poważną sprawę. Współpraca służb polskich i rosyjskich, w sytuacji, gdy to obce państwo nie jest raczej naszym przyjacielem, jest rzeczywiście co najmniej zastanawiająca. Moim zdaniem spotkanie Donalda Tuska ze zwolennikami miało przykryć prawdziwy cel jego przyjazdu do Warszawy. Jeżeli więc miało to być rozpoczęcie kampanii prezydenckiej, to wyszło nieszczególnie. Pojawiły się tam jakieś czerwone kartki. Jak rozumiem, w zamyśle organizatorów miały to być czerwone kartki dla rządu Prawa i Sprawiedliwości, a wyszło, że są to czerwone kartki dla Donalda Tuska.

Pytam o kampanię prezydencką, bo już od pewnego czasu trwają spekulacje, czy Donald Tusk zmierzy się w kolejnych wyborach z prezydentem Andrzejem Dudą. A dziś w programie „OnetRano” była premier Ewa Kopacz w zasadzie niczego nie potwierdziła, zaznaczyła jednak, że Tusk mógłby być dobrym kandydatem na stanowisko prezydenta

Opozycja, a przynajmniej jej część, czyli Platforma Obywatelska, jak się wydaje, nie ma w Polsce lepszego kandydata, więc zapewne chciałaby, żeby Donald Tusk wystartował kiedyś na prezydenta. Nie sądzę jednak, żeby miał on mocne atuty. Przede wszystkim, Donalda Tuska czeka jeszcze 2,5 roku i nie będzie to raczej czas usłany różami. Unia Europejska ma co niemiara problemów, jak chociażby negocjacje w sprawie Brexitu, które nie wiadomo, jak się zakończą, ponieważ w tym momencie obie strony usztywniły swoje stanowiska. Jeżeli więc rozstanie przebiegnie w atmosferze niezgody, niewątpliwie wywrze to negatywny wpływ zarówno na gospodarki tych dwudziestu siedmiu krajów, które pozostają w Unii, jak i samej Wielkiej Brytanii. Przez cały czas mamy nierozwiązaną również sprawę kryzysu migracyjnego i wszystko wskazuje na to, że tego lata znów będziemy świadkami wielkiej fali nowych migrantów, tym razem przez Morze Śródziemne. Również strefa euro ma olbrzymie kłopoty, z którymi boryka się już nie tylko Grecja, ale i znacznie większe kraje, takie jak choćby Włochy. Problemów jest więc bez liku i Donald Tusk przez te najbliższe 2,5 roku będzie kojarzony raczej z porażkami, niż sukcesami. To pierwsza kwestia. Druga- jeżeli zdecyduje się wrócić do polskiej polityki, to zostanie mu przypomniane sprzeniewierzenie się rządowi własnego kraju, ponieważ funkcję szefa Rady Europejskiej objął wbrew stanowisku rządu. Myślę, że większości Polaków jednak się to nie podoba.

Unia Europejska to jedno, ale również dotycząca Polski i rządu Donalda Tuska sprawa, w której zeznawał wczoraj szef RE, wydaje się dość niepokojąca. Jak świadczy to o Polsce Tuska i PO-PSL?

Nie znamy oczywiście kulis całej sprawy. Pojawiają się co prawda tłumaczenia byłych szefów kontrwywiadu, że było to związane z ewakuacją polskich żołnierzy z Afganistanu. Niemniej jednak, formy w jakich była realizowana ta współpraca, częste wizyty przedstawicieli FSB w Warszawie, jakieś specjalne prawa, na których funkcjonowali w siedzibie Służby Kontrwywiadu Wojskowego, rodzą jak najgorsze skojarzenia. Co więcej, również szefowie polskich służb wojażowali gdzieś po Rosji, sami zresztą chwalili się zdjęciami w marynarskich czapkach z krążownika „Aurora”. W sytuacji, gdy od wielu lat Rosja nie jest zbyt przychylna Polsce, wygląda to wszystko fatalnie. Nie chodzi oczywiście o to, aby za wszelką cenę utrzymywać z Federacją Rosyjską jak najgorsze stosunki, nie ulega jednak wątpliwości, że o aż tak dużej otwartości polskich służb specjalnych w stosunku do służb obcego, niezbyt przyjaznego nam kraju, przyznam szczerze, nigdy nie słyszałem. Jest to jak najbardziej poważna sprawa, zwłaszcza, że w okresie, którego dotyczy, nie było stanowiska ministra- koordynatora służb specjalnych i nadzorował je ówczesny premier, Donald Tusk. Przydzielał więc służbom zadania i z tych zadań je rozliczał, tak to przynajmniej powinno wyglądać. Jak dokładnie było- nie wiemy, a fakt, że przesłuchanie trwało tak długo, świadczy o tym, że i prokuratorzy mają w tej sprawie mnóstwo wątpliwości.

Podczas briefingu prasowego po opuszczeniu siedziby prokuratury, szef Rady Europejskiej wypowiedział jedno, kluczowe zdanie: „Ta sprawa ma charakter wybitnie polityczny”

Oczywiście Donald Tusk bardzo chciałby, żeby opinia publiczna była przekonana, że to tylko i wyłącznie polityka. Jednak sprawując funkcję premiera przez wiele lat, był właśnie politykiem, więc także za swoją politykę odpowiada. Pamiętam zresztą różne sytuacje z czasów, gdy Tusk był szefem rządu. Wówczas, w wielu sprawach „przyciskany” przez opozycję, bardzo często mówił, że bierze dany problem „na klatę”, że za daną kwestię jest gotów osobiście ponieść odpowiedzialność. Natomiast wczoraj, gdy ta odpowiedzialność się zbliżyła, zaczął mówić, że jeśli zaproszeń przed oblicza prokuratorów będzie więcej, to skorzysta z immunitetu. A przecież od odpowiedzialności za sprawy krajowe, z okresu, gdy był premierem Rzeczypospolitej Polskiej, żaden europejski immunitet Tuska nie chroni.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

20.04.2017, 18:30

Najnowsze artykuły:

 
 
facebook