Portal Fronda.pl: Kilka dni temu wicekanclerz Niemiec, minister gospodarki Sigmar Gabriel, szef SPD, zgromił państwa Unii Europejskiej za to, że przyjmują niewielu uchodźców lub nie przyjmują ich wcale, jako kraje niszczące wspólnotę europejską. Jako wzór polityki imigracyjnej stawiał Niemcy, które w tym roku przyjmą 12 tysięcy osób z "europejskiego rozdania". Jak ocenia pan przewodniczący tę wypowiedź?

Ryszard Czarnecki: Wypowiedź wicekanclerza Republiki Federalnej Niemiec traktuję jako wyraz arogancji. Po pierwsze, Niemcy są gospodarczą potęgą i pierwszym pod względem ekonomicznym krajem Unii Europejskiej także dzięki imigrantom, w tym z Polski. Po drugie, wicekanclerz Gabriel nie uwzględnia chyba faktu, że biedne kraje Unii Europejskiej nie są w stanie przyjąć większej ilości imigrantów. Nasz kraj, Polska, jest jednym z sześciu najbiedniejszych państw Unii – obok Bułgarii, Rumunii, Chorwacji, Węgier i Łotwy. Wypowiedzi polityków Europy Zachodniej, Północnej i Południowej, nie uwzględniające różnic między starą i bogatą Unią, a Unią nową i biedną, pokazują prawdziwość starego polskiego powiedzenia: syty głodnego nie zrozumie.

Przypomnę też, że SPD, partia pana wicekanclerza Gabriela, przez dziesięciolecia była zwolennikiem Ostpolitik polegającej na jak najbardziej poprawnych relacjach między komunistycznym Związkiem Sowieckim a Republiką Federalną Niemiec. Jego partia jest więc współodpowiedzialna za uwiarygodnianie polityki Kremla, polityki utrzymywania krajów naszego rodzaju Europy z dala od takich rozwiązań, jak choćby plan Marshalla. Plan będący dla Niemiec ekonomicznym wybawieniem, ale dla nas, na skutek decyzji Moskwy, niedostępny. Na miejscu wicekanclerza Gabriela siedziałbym więc raczej cicho.

Władze największych krajów europejskich nie mają rozwiązania dla problemu uchodźców. Możemy spodziewać się, że sytuacja będzie się więc powtarzać i Polska będzie pod dużym naciskiem ws. przyjmowania uchodźców także w kolejnych latach. Co zatem? Jaką postawę chce zająć ewentualny rząd Prawa i Sprawiedliwości? Będziemy przyjmować tysiące Afrykańczyków, tak, jak chcą Niemcy, czy nie?

Przede wszystkim – a mówię to jako wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego i były minister spraw europejskich – trzeba w tej kwestii grać kartą unijnego prawa. Podkreślam to bardzo mocno: prawo to pozostawia kwestie polityki imigracyjnej jako wewnętrzną sprawę krajów członkowskich. To oznacza, że nikt nie może nam niczego z zewnątrz narzucić. To, że rząd Ewy Kopacz uległ w tej sprawie naciskom starej Unii, a przede wszystkim tandemu niemiecko-francuskiego, to kwestia tradycyjnej uległości obecnej władzy wobec Berlina, Paryża czy też Unii jako takiej. Tymczasem formalno-prawnie Ewa Kopacz nie musiała tego robić. My na pewno robić tego nie będziemy.

Szkoda, że obecna władza nie zagrała ważnym argumentem, przypominając, że Polska przyjęła już w ostatnich latach w sumie tysiące i tysiące uchodźców, najpierw z Czeczenii napadniętej przez Rosję, a później z Ukrainy,  napadniętej przez tę samą Rosję, nawet, jeżeli Ukraińcy nie mieli formalnie statusu uchodźców. Szkoda też, że nie podnoszono innej bardzo istotnej kwestii: tego mianowicie, że w gruncie rzeczy bogactwo krajów Europy Zachodniej, Północnej, Południowej – także samych Niemiec - budowane były przez wieki dzięki posiadanym koloniom. Dzisiaj, po latach prosperity płynącej z systemu kolonialnego, którego beneficjentem były państwa europejskie, przychodzi płacić tym państwom swoiste odsetki z tego tytułu. Dlaczego przymuszać do płacenia tych odsetek kraje, które nigdy kolonii nie miały, jak choćby Polskę, czy państwa Grupy Wyszehradzkiej i państwa bałtyckie?

Polska ma przyjąć imigrantów także z Erytrei. To kraj o rzeczywistych problemach, gdzie łamane są tak zwane „prawa człowieka”, prześladowania ludności przez rząd są na porządku dziennym. Z drugiej strony nie brakuje tam zwolenników ideologii dżihadu. Zaledwie kilka dni temu w jednym ze sklepów Ikei w Szwecji dwóch Erytrejczyków zaszlachtowało z pobudek ideologicznych dwoje klientów, matkę i syna. Czy polskie służby staną na wysokości zadania i nie wpuszczą do Polski potencjalnych zamachowców?

Pojawia się tu kwestia logistyki. Obecna władza pokazała już, że jest w tej materii dramatycznie nieprzygotowana. Przypomnę Panu perypetie, jakie towarzyszyły sprawdzeniu i przetransportowaniu do Polski stu kilkudziesięciu raptem uchodźców z Ukrainy wschodniej na przełomie lat 2014/2015. Jeżeli mamy przyjąć teraz kilkanaście razy więcej osób, to trudno to sobie pod względem logistycznym w ogóle wyobrazić.

Oczywiście, sporo Erytrejczyków to chrześcijanie. Nie zmienia to jednak faktu, że nasze służby staną przed bardzo poważnym zadaniem. Służby, które za rządów Platformy funkcjonowały trochę jak państwo w państwie, wzajemnie się zwalczały, były w skrajnie nieudolny sposób reformowane. Nie jestem do końca przekonany, czy będą sobie w stanie z tym poradzić – zwłaszcza, że nawet dużo lepiej funkcjonujące służby zachodnie, choćby brytyjskie, francuskie czy niemieckie, mają problemy z dżihadystami rodzimego chowu.

Dlaczego Polska nie jest przygotowana na przyjęcie uchodźców? Nie można było wypracować odpowiedniej metodologii postępowania wcześniej?

Uważam – i mówię to bardzo zdecydowanie – że decyzja rządu o przyjęciu dwóch tysięcy uchodźców była błędna. To dopiero początek góry lodowej. Od rzemyczka, do koziczka: przyjdą następne żądania. Błąd ten jest zresztą jedynie wynikiem wielkiego grzechu zaniechania, mówiąc językiem teologii, jaki miał miejsce w momencie, gdy rząd ten przygotowywał dokument „Polska 2030”. Tam w praktyce w ogóle nie wspomina się o polityce imigracyjnej. To żenujące: władza rządząca od ośmiu lat, która twierdzi, że jesteśmy zieloną wyspą, a zatem potencjalnym adresatem uchodźców, nie ma w tej sprawie żadnej strategii! Tymczasem rzecz jest prosta: najpierw przyjmujemy naszych rodaków ze Wschodu, od Kazachstanu po kraje naszych sąsiadów. Na drugim miejscu przyjmujemy bliskich nam kulturowo i cywilizacyjnie imigrantów z obszaru dawnego Związku Sowieckiego. Na trzecim miejscu wreszcie przyjmujemy chrześcijan z Syrii, Iraku czy państw afrykańskich.

Tu jeszcze ważna uwaga dla rządu pani Kopacz, już post factum, ale także dla naszego rządu w przyszłości: trzeba argumentować tym, co dobre jest nie dla nas, ale dla imigrantów. Przecież jest oczywiste, że muzułmańscy imigranci będą lepiej czuli się w krajach, gdzie są silne wspólnoty muzułmańskie, niż w kraju, gdzie takiej wspólnoty nie ma prawie wcale. Z drugiej strony siłą rzeczy uchodźcy chrześcijańscy z krajów Azji czy Afryki, będą lepiej czuli się w kraju monoreligijnym, chrześcijańskim, jakim jest Polska, niż w krajach takich jak Francja, kraje Beneluksu, Wielka Brytania, gdzie są bardzo duże wspólnoty muzułmańskie i gdzie ze strony tych wspólnot może uchodźcom chrześcijańskim grozić pewne niebezpieczeństwo.

Na przeciwnym biegunie wobec postaw niemieckiej lewicy czy też uległości Ewy Kopacz sytuują się Węgry. Budapeszt, zamiast przyjmować tysiące uchodźców, buduje wielokilometrowy mur na granicy z Serbią, by zatrzymać fale nielegalnych imigrantów przepływające przez ten kraj. Jak ocenia pan przewodniczący tę politykę?

Uważam, że rozstrzeliwanie premiera Wiktora Orbana wspólnie z bogatymi krajami starej Unii nie jest naszą rolą. Orban reaguje w ten sposób na poważne problemy społeczne i ekonomiczne, które wynikają z przepływu do jego kraju przez Serbię tysięcy imigrantów. Są to olbrzymie wydatki dla Węgier, a to przecież jeden z sześciu najbiedniejszych krajów Unii Europejskiej – choć akurat za Orbana  PKB na głowę mieszkańca Węgier wzrosło. Sytuacja Polski jest, oczywiście, lepsza – nie ma tak masowego napływu uchodźców. Nie jest natomiast w polskim narodowym interesie krytykowanie tych,  którzy wzywają do twardej polityki imigracyjnej. Przypomina to bowiem taktykę salami: jeżeli nie będzie Orbana czy też jeżeli zostanie on zakrzyczany przez Zachód, to następnym plasterkiem salami do odcięcia stanie się Polska, która – mam nadzieję – za rządów PiS będzie miała własną wizję polityki imigracyjnej.

Czy mogę uzyskać na koniec od pana przewodniczącego deklarację: za rządów PiS nie będzie imigrantów z Afryki, ale będą Polacy ze Wschodu?

Nie przypadkiem w kancelarii nowego prezydenta Rzeczpospolitej powstało specjalne biuro ds. Polaków z Polonii, ze szczególnym nastawieniem na Polaków na Wschodzie. Jestem głęboko przekonany, że rządy PiS będą oznaczać kompletną reorientację polityki imigracyjnej. Zgodnie z zasadą nauki Kościoła ordo caritatis, porządku miłosierdzia, będziemy w największym stopniu otwierać drzwi polskiego domu dla tych, którzy są tego domu moralnymi współgospodarzami – czyli dla naszych rodaków, a nie, przy całym szacunku, dla obcych. 

Rozmawiał Paweł Chmielewski