Benedykt XVI: Jezus nie chce być broniony orężem - zdjęcie
25.11.12, 12:46

Benedykt XVI: Jezus nie chce być broniony orężem

20

W homilii w bazylice świętego Piotra w uroczystość Chrystusa Króla Benedykt XVI podkreślił, że panowanie Jezusa to nie "władza doczesna, lecz miłość, która służy".

 

Królestwa Jezusa "nie można absolutnie mylić z jakimś królestwem politycznym" - dodał papież. Przypomniał następnie, że "oczywiste jest, iż Jezus nie ma żadnych ambicji politycznych".

 

Benedykt XVI mówił, że po cudzie rozmnożenia chleba rozentuzjazmowani tym ludzie chcieli uczynić Jezusa królem, by obalić władzę rzymską i ustanowić nowe królestwo polityczne. Zauważył, że także uczniowie Jezusa myśleli o królestwie politycznym, wprowadzonym nawet przy użyciu siły.

 

Ale Jezus - stwierdził papież - "nie chce być broniony orężem, ale chce do końca wypełnić wolę Ojca i zaprowadzić swoje królestwo nie przy pomocy broni i przemocy, lecz posługując się pozorną słabością miłości, która daje życie".

 

"To nie jest władza królestw ziemskich, które powstają i upadają, ale jest to władza prawdy i miłości. W ten sposób rozumiemy, że królowanie zapowiadane przez Jezusa w przypowieściach i ujawnione otwarcie i wyraźnie przed rzymskim prokuratorem jest królestwem prawdy, jedynym, które nadaje wszystkim rzeczom ich światło i wielkość" - powiedział Benedykt XVI.

 

Papież odprawił mszę z sześcioma nowymi kardynałami, którym w sobotę podczas konsystorza wręczył birety i pierścienie kardynalskie. Są to dotychczasowy prefekt Domu Papieskiego Amerykanin James Harvey, maronicki patriarcha Antiochii w Libanie Boutros Rai, zwierzchnik kościoła syromalankarskiego w Indiach Baselios Cleemis Thottunkal, arcybiskup Abudży w Nigerii John Olorunfem, arcybiskup Bogoty w Kolumbii Ruben Salazar Gomez i metropolita Manili na Filipinach Luis Antonio Tagle.

 

Podczas spotkania z wiernymi na południowej modlitwie Anioł Pański Benedykt XVI podkreślił, że nowi członkowie Kolegium Kardynalskiego, pochodzący z kilku kontynentów, reprezentują powszechny wymiar Kościoła.

 

Po polsku zachęcił wiernych do modlitwy za nowych kardynałów. Następnie dodał: "Prośmy, by Kościół był królestwem prawdy, sprawiedliwości, miłości i pokoju. Niech Chrystus króluje w naszych sercach i nam wszystkim błogosławi".

 

AM/PAP

 

Komentarze (20):

anonim2012.11.25 14:15
I miejsca na feminizm by nie bylo.
anonim2012.11.25 14:21
@Zenek1 Czas Sobieskiego minął. aha Jeżeli chcesz być Sobieskim. To bądź, ale najpierw w swoim domu. I ucz zdrowego chrześcijaństwa - w każdym wymiarze życia. Ewentualnie twoim prawnukom w prezencie podarujesz dywaniki... do modlitwy.
anonim2012.11.25 14:38
@Kurt Ka Moim zdaniem taka forma obrony krzyża była przynajmniej nieodpowiednia. Tak dzisiaj się nie ewangelizuje. Ewentualnie zraża się ludzi - w tym przypadku młodych, wykorzystanych do siania jeszcze większego zgorszenia.
anonim2012.11.25 14:44
Nomadzie, mylisz dwie sprawy: bronienie Jezusa i obronę siebie, swoich bliskich, swojej Ojczyzny. Jezusa trzeba bronić przykładem Miłości, ale w skrajnych przypadkach zagrożenia własnego życia, rodziny, kraju - orężem. Tego na pewno nie zabrania ani Jezus ani papież, bo nie zmienił Katechizmu.
anonim2012.11.25 15:11
@Wojo Po co Jezusa chcieli żydzi obwołać królem??? Bo jest Bogiem? Nie. Bo był dla nich nadzieją na wyzwolenie... polityczne. Moim zdaniem skupianie się wokół idei obrony krzyża nie miało za cel głoszenia Dobrej Nowiny, ale walkę polityczną z ewentualnym zbijaniem kapitału politycznego. Następnie. Tak tylko pytam. Osoby, które tak chętnie poświęcały się obronie krzyża czy równie głośno poświęcają się głoszeniu Ewangelii wszelkiemu stworzeniu? Czy po prostu zostali wykorzystani jako element w walce politycznej?
anonim2012.11.25 15:14
REDAKCJO, DLACZEGO NIE MOŻNA ZAŁOŻYĆ BLOGA NA STRONIE? :( Ciągle wyskakuje: "Przepraszamy, wystąpił błąd" :(
anonim2012.11.25 15:22
Chrystus nie oczekuje by bronić Go orężem oczywiście, Chrystus króluje przede wszystkim w naszych sercach, ale obrona Ojczyzyny, czy nawet kontynentu, to obrona rodzin chrześcijańskich których serca mogą mu być oddane, to obrona Christianitas - cywilizacji chrześcijańskiej, jak najbardziej wymaga czasem walki orężem. Jan III Sobieski po zwycięstwie pod Wiedniem wysłał papieżowi list ze słowami: Veni, vidi, Deus vicit - przybyłem, zobaczyłem, Bóg zwyciężył. Myślę że z takich słów ucieszyłby się w podobnej sytuacji także Benedykt XVI i nazwał Obrońcą Wiary:)
anonim2012.11.25 15:56
Proszę pamiętać, że Benedykt jest papieżem na swoje czasy. Papierz nie twierdzi, że Sobieski był zły albo, że kiedyś Sobieski nie będzie znowu potrzebny.
anonim2012.11.25 16:40
To że nie chce nie oznacza że nigdy nie ma takiej potrzeby. Chodzi o to żeby oręż był ostatnią rzeczą, a nie pierwszą po którą sięgamy.
anonim2012.11.25 17:35
To jest najnowsza nauka potwierdzona przez abp Gerarda Mullera, tego Mariologa.
anonim2012.11.25 18:57
Ale papież zgodziłby się pewnie, że doczesna władza powinna się kierować niebieskiemi kryteriami, powinna uznać Władzę Boga i jego definicje dobra i sprawiedliwości w swych działaniach. Bo o toż chodzi w Intronizacji
anonim2012.11.25 19:44
Gdy papieska wizja chrześcijaństwa nie mieści się w ramach niektórych frondowiczów, to tym gorzej dla Jego Świątobliwości...
anonim2012.11.25 21:14
Ojciec Święty powiedział prawdę. Tą prawdę rozważałem dzisiaj także na Mszy św. Odczytano List Episkopatu Polski. Dotknęły mnie słowa, które stwierdzały, że nie powinniśmy domagać się Intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla Polski. To prawda, że Chrystus nie chce być przywódcą politycznym, jednak pragnienie tłumu po cudzie rozmnożenia chleba i ryb pozostało do dziś. Myślę, że to pragnienie po tylu wiekach doświadczeń zmieniło się w swojej istocie, już nie jest tym samym pragnieniem. Tłum zrozumiał już błąd swoich oczekiwań i teraz pragnie Chrystusa za Króla zupełnie inaczej. Ktoś powiedział "czyje królestwo tego religia". No właśnie - liberałowie i komuniści maja władzę - więc narzucają większości Polaków "swoją religię - antyreligię". Dzisiaj nie robi się tego mieczem ale skutki są podobne albo i większe. Służy do tego prawo stanowione, socjotechnika medialna, decyzje rządzących i presja środowiskowa. Dlaczego jesteśmy bezsilni "jako większość katolicka" wobec narzucanych nam złych praw do aborcji, eutanazji, in vitro, deprawacji i demoralizacji? Dlaczego jest w tym Liście taka "poprawność"? Jest w Nim prawda, ale pewne słowa lub zdania w nim zawarte ranią, są niezrozumiałe i nie powinny paść... Ogłoszenie Chrystusa Królem oznaczałoby przyjęcie PRAWA BOŻEGO w Państwie jako prawa nadrzędnego nad prawem stanowionym. Czy DEKALOG zagraża jakiemukolwiek człowiekowi? Czy innowiercy, ateiści byliby z powodu swoich przekonań prześladowani w takim systemie? Z powodu przekonań na pewno nie. Jednak nie mogliby oni sami prześladować, okradać, zawłaszczać, zabijać tak jak to dzieje się teraz. RZĄDY JEZUSA CHRYSTUSA to system społeczny oparty na DEKALOGU. Prawo stanowione w tym systemie nie mogłoby być sprzeczne z TYM ZASADNICZYM. Wolność do zabijania, do dewiacji, do krzywdzenia słabszych - to nie jest wolność, to nie jest postęp. Jestem katolikiem i mam nadzieję, że tak jak w życiu osobistym także w życiu społecznym DEKALOG będzie kiedyś DROGOWSKAZEM. Mam prawo dążyć do Intronizacji w Polsce Chrystusa na Króla - bo to jest droga do CYWILIZACJI MIŁOŚCI. Oczywiście należy wygrać wybory.. Głos Naszych Kochanych Biskupów nie powinien tego pragnienia gasić!
anonim2012.11.25 21:26
Benedykt XVI podkreślił, że panowanie Jezusa to nie "władza doczesna, lecz miłość, która służy".Królestwa Jezusa "nie można absolutnie mylić z jakimś królestwem politycznym" ... "Królestwo" Jezusa jest INNĄ KATEGORIĄ, niż dzisiejsze "królestwo polityczne" ludzi. Tu występuje zbieżność BRZMIENIA słowa "królestwo", ale jego ZNACZENIE przybiera RÓŻNE treści. Podobnie jak np. słowo "pole"> może być "polem ornym" ale i "polem widzenia". Podstawą Królestwa Jezusa jest USŁUŻNA MIŁOŚĆ, podstawą tego drugiego WŁADZA, ŻĄDZA, KŁAMSTWO, OBŁUDA. Tylko niewielka grupa ludzi tą RÓŻNICĘ zauważa i chce zamiany "żądzy władzy" w "usłużną miłość" we wszystkich płaszczyznach naszego życia, też politycznego. Katolicy, którzy nie dostrzegają tych różnic znaczenia słowa "królestwa" torpedują bezmyślnie wysiłki tych, którzy chcą dobrze dla wszystkich. I, zamiast jednoczyć się w ważnej sprawie, wywołują kłótnie, na których korzyści zbija szatan. Nie mogę pojąć w tym faktu, że wielu biskupów należy do grupy NIErozumiejących. Dlaczego? Przecież tylu Papieży i świętych w tylu wspaniałych dziełach opisuje TO SAMO! WYSTARCZY CZYTAĆ i MODLIĆ SIĘ. Resztę BÓG daje.
anonim2012.11.25 21:31
@RAK, zgadzam się z Tobą w pełni.
anonim2012.11.25 23:39
Na wstępie drobna uwaga: poniższy komentarz nie jest kpiną, jest pisany na poważnie (wolę to zaznaczyć, żeby uniknąć niepotrzebnych scysji). Problem w tym, że pomysł intronizacji Chrystusa na króla Polski jest nielogiczny: jeżeli Pan nasz Jezus Chrystus jest królem Wszechświata, to i równocześnie Polski. Idea intronizacji miałaby sens tylko wtedy, gdyby Polska znajdowała się poza Wszechświatem. Żartobliwie ujął to jeden zakonnik (bodajże dominikanin) w słowach: "Chrystus jest królem Wszechświata, po co mu jakiś polski taboret?". Jezus Chrystus jest królem całej rzeczywistości (powtarzam: całej rzeczywistości!), a nie tylko jakiegoś skrawka ziemi między Odrą a Bugiem (z całym szacunkiem dla historii naszej Ojczyzny i heroiczności zamieszkujących ją osób).
anonim2012.11.26 2:49
ładnie Papież powiedział; tym się między innymi różnimy od muzułmanów, że nie chcemy nikogo przymuszać do chrześcijaństwa; co innego bronić kobiet, starców i dzieci, tu czasami trzeba użyć siekiery lub karabinu
anonim2012.11.26 12:19
Ludzie złoci... przecież tutaj nie chodzi o to, że w Intronizacji Jezusa na Króla my, Polacy przez ogłoszenie Go Królem - uczynimy Go Nim faktycznie. Jezus jest Królem wszystkiego co istnieje i koniec kropka. W Intronizacji Jezusa na Króla Polski chodzi o to, że my - Polacy PRZYJMIEMY JEZUSA jako Króla naszej Ojczyzny, którą tak a nie inaczej sobie tworzymy. Żeby to jakoś wyjaśnić - Jezus jest Zbawicielem Ludzkości, tak? Tak. Czy w takim razie ja, my (małżeństwo, rodzina) nie muszę, nie musimy już indywidualnie podjąć decyzji, że uznaję/uznajemy Jezusa za mojego/naszego Jedynego Pana i Zbawiciela? Idąc tokiem rozumowania podanym np. przez Conservateur'a Jezus nie potrzebuje mojej zgody na to, by być moim Zbawicielem, bo jest przecież Zbawicielem wszystkich... Jednak Bóg jest Miłością i pragnie, by nawet taki "podnóżek" jak ja z radością, ufnością i wdzięcznością zawierzył Mu siebie, swoją rodzinę. Bo Bóg szanuje moją wolność, a nawet moje mniemanie o jej wielkości i nie wlezie z butami w moje życie bez mojej zgody. Jeżeli jednak Bóg pragnie mojego indywidualnego oddania się Jemu, bo wie, że to będzie dla mnie najlepsze, a i On mi się przecież w miłości oddaje (patrz np. Komunia św.) to czy nie pragnie również, by nie tylko oddać się Jemu indywidualnie, lecz także całą rodziną, parafią, diecezją, wsią, miastem, województwem, krajem, narodem - skoro Jezus w Komunii Św. nie przychodzi sam, lecz z Ojcem i z Duchem Świętym, a mszę św. celebrujemy z całą wspólnotą zbawionych w niebie (patrz: Świętych Obcowanie)? Ludzie nie są wezwani do życia bez siebie nawzajem, lecz tworzymy przyjaźnie, społeczeństwa, narody, etc. Jezus jest Królem, ale Ten właśnie Król szanuje wolność swoich poddanych, dlatego też tym bardziej honoruje i błogosławi decyzję ufnego powierzenia się Jego opiece - osobiście, indywidualnie, jak również wspólnotowo. Tak więc w Intronizacji Jezusa na Króla Polski nie chodzi o to, iż ów "polski taboret" będzie miał czelność wynoszenia Boga na Jego właściwe miejsce, lecz ów "taboret" made in Poland chce przestać być jedynym właścicielem samego siebie, i oddać się pod opiekę Najlepszemu Królowi. PS. Dla mnie osobiście byłoby to wielką radością, gdyby Jezus, Król Wszechświata, właściciel wszystkiego, zechciał choćby na chwilę spocząć i odpocząć na taborecie, którego jestem częścią... z radością ustąpię Mu miejsca i pozwolę, a by to On zajmował miejsce najważniejsze, które do tej pory należało do mnie...
anonim2012.11.26 12:40
PS.2. Wszystko należy do Chrystusa, jeśli jednak ja w swojej wolności nie oddam Mu siebie, jeżeli Mu nie zaufam, zginę na wieki. Bóg ma prawo do pierwszego miejsca w moim życiu, dlatego że w swojej pokorze mi się nie narzuci. Tylko ja mogę sprawić, że Bóg będzie dla mnie Kimś najważniejszym. Podobnie Naród - Bóg nie zmusi nikogo bo zaufania Mu. Tylko ludzie, podejmując wolną decyzję, mogą powierzyć "pierwsze miejsce" = swoje zaufanie, oddanie, zawierzenie Bogu. Wtedy dopiero Bóg ma "wolną rękę" do pełnego działania w moim życiu, oraz w życiu Narodu. Oddanie się Bogu, ów powrót do Niego (bo On jest źródłem naszego istnienia), to oddanie Mu mojej/naszej przestrzeni wolności, owocuje możliwością współpracy z Bogiem w przemienianiu siebie i świata wg Bożych wskazań. Jeżeli ja powierzę siebie Bogu i będę z Nim współpracował, ku Jego chwale i ku mojemu pożytkowi, ile dobra z tego wyniknie... A jeżeli tak zrobi wielu z nas, o ile więcej pojawi się możliwości do czynienia dobra... A jeżeli Naród odda się Bogu tyle razy więcej będzie okazji, możliwości do przemienienia świata, a wszystko wg "bądź wola Twoja, jak w Niebie, tak i na ziemi". Kierunek jest jednak od indywidualnego zawierzenia Bogu, poprzez wspólnotowy. Tak, by razem wzrastać w świętości. To jest właśnie sens Intronizacji Chrystusa na Króla Polski. Wspólne wyznanie Polaków, że jest On naszym Panem i Zbawicielem. "Bo gdzie dwaj, albo trzej są zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich" (Mt 18,20)
anonim2012.11.29 19:33
No ja się z Ojcem Świętym kłucił nie będę, bo jest nieomylny. Powie, że nie wolno, to nikogo nie tknę. Ale, motyla noga, na mój chłopski rozum, to kościół dlatego jest genialny, że są w nim Hołownie i Cejrowscy. Z jednej strony miecz, a z drugiej miłosierdzie. Teoria wojny sprawiedliwej św. Tomasza np. A i sam Pan Jezus przecież raz jeden nie stronił od siły - kiedy oczyszczał świątynię z kupców. Ja na przykład mogę homoseksualistę szanować, ale jak mi homoseksualista przebiera się za Pana Jezusa i nakłada na siebie tęczowy szalik imitujący stułę, to mam się do niego uśmiechać? Walę w mordę i o nic nie pytam.