Przedstawiciele Porozumienia 11 listopada zapowiadają, że w tym roku nie będą urządzać blokady Marszu Niepodległości, ale zorganizują własną demonstrację. Kto w takim razie nawołuje do zablokowania manifestacji narodowców? Tego już nie wiedzą...

 

Jednocześnie wyrażają zaniepokojenie, że "przełamywane są kolejne bariery". - Na Uniwersytecie Warszawskim odbyła się debata - promocja książki Zychowicza z tezą, że Polska w 1939 roku powinna dołączyć do III Rzeszy i razem z Hitlerem zaatakować ZSRR. Uniwersytetowi to nie przeszkadza - mówi Kubicka. Natomiast Podolski ubolewa, że istnieją "kluby nacjonalistyczne", a "dziś oenerowcy to nie tylko tzw. łysi chłopcy, to też studenci". Nie pomaga nawet sugestia dziennikarzy "Gazety Wyborczej", że ONR i MW zmieniają swoje oblicze. Zdaniem antyfaszystów to tylko gra pozorów, ktorej celem jest przygotowanie gruntu pod powstanie narodowej partii politycznej, gotowej przejąć władzę. Powiało grozą, nieprawdaż?

 

Porozumieniu 11 listopada przeszkadza rownież postać samego Romana Dmowskiego i hołd jaki zamierza mu oddać prezydent Bronisław Komorowski. - To dowód, że oficjalny dyskurs w Polsce coraz bardziej przesuwa się w prawo. Skrajna prawica z debatami wchodzi na uczelnie, prezydent oddaje hołd antysemicie - grzmi Podolski.

 

Zarzuty antyfaszystów wobec jednego z ojców polskiej Niepodległości są dosyć zaskakujące. Dlaczego? Sami bardzo dystansują dystansują się wobec państwowości. Na pytanie, czy świętowanie niepodległości ma dla nich znaczenie, odpowiadają: "W Porozumieniu 11 listopada są osoby o różnym podejściu do tego dnia. Jedne na swój sposób właśnie przez oprotestowanie Marszu Niepodległości. Nie chcą by skrajna prawica uzurpowała to święto. Są też wywodzący się z innych tradycji. Dla nich są ważniejsza inne dni do świętowania". Ciekawe, co antyfaszyści rozumieją przez "inne tradycje"...

 

To nie wszystko. Przedstawiciel Porozumienia 11 listopada przekonuje, że pojęcie patriotyzmu do niego "nie przemawia". - Choć wiele wartości, które inni widzą w patriotyzmie - solidarność, poczucie wspólnoty, troska o tę wspólnotę - jest mi bliskich. Jednak nie nazywam ich patriotyzmem. Gdybym powiedział, że jestem polskim patriotą, to 98 proc. pewnie utożsamiałoby mnie z Marszem Niepodległości. To byłoby zabójstwo dla mnie. Hasło "patriotyzm" często było katalizatorem dla ruchów nacjonalistycznych. Patriotyzm przeradzał się w nacjonalizm. A nacjonalizm w coś jeszcze bardziej okropnego - tłumaczy Podolski.

 

Z kolei Hanka Kubicka mówi, że ostrożnie i bardzo rzadko używa słowa patriotyzm, bo każdy go definiuje "jak chce". - Tłumaczenie za każdym razem, że dla mnie patriotyzm znaczy to i to, a tego i tego już nie, zabierałoby ze dwie godziny z każdej rozmowy. Dziś pod to hasło podpinają się ruchy ksenofobiczne i nacjonalistyczne, z którymi nie chcę być kojarzona - mówi Kubicka.

 

I właśnie dlatego na marszu antyfaszystów zabraknie polskich flag. - Będziemy raczej ohasłowani, a nie oflagowani - mówi Podolski.

 

Czy można dodać coś jeszcze? Wygląda na to, że Porozumienie 11 Listopada po raz kolejny staje się lustrzanym odbiciem zamaskowanych twardogłowych radykałów. Chcąc walczyć z ekstremą z przeciwnej strony, prezentują podobną postawę. Wolą dusić się we własnym sosie, a nie debatować. Poniżać adwersarzy pejoratywnymi określeniami (neofaszysta, naziol, itd.), a nie toczyć zażarty bój na argumenty. Kontestować, ale już nie przedstawiać konkretnych propozycji.

 

Nieco zaskakująca wydaje się tu rola "Gazety Wyborczej", która jawi się jako opiniotwórcze medium z powagą starszego, mądrzejszego brata patrzącego na poczynania niesfornego "juniora". Tyle, że to właśnie retoryka Adama Michnika i spółki zohydziła młodym ludziom patriotyzm. To właśnie redakcja z Czerskiej częstowała tysiące Polaków grafomanią w stylu "Patriotyzm jest jak rasizm", budując poczucie kompleksu i wmawiając, że pielęgnowanie swojej tożsamości jest już passé, a w dobie Jaśnie Panującej nam Matrioszki Unii stanowi nawet niesamowite faux pas. To właśnie z takiego ideowego zacietrzewienia, sprzedawanego w formie opiniotwórczych mądrości, narodził się radykalizm młodych lewaków, którzy nie wyciagnęli nauki z ubiegłorocznych wydarzeń i znowu radośnie deklarują, że "byłoby fantastycznie, gdyby przyjechali antyfaszyści z całego świata".

 

Swoją alienacją nie przekonają nikogo, poza już przekonanymi. Najwyżej trafią się następni nieszczęśnicy, nie rozumiejący, że patriotyzm jest już be i znów dostaną po głowie w imię tolerancji.

 

A teraz ciekawostka. Niedawno nasz redakcyjny kolega Jarosław Wróblewski poprosił o oficjalną wypowiedź przedstawicieli komitetu Porozumienie 11 listopada. W końcu rzetelne dziennikarstwo wymaga wysłuchania również drugiej strony. Jednak zasada "Audiatur et altera pars" nie zrobiła wrażenie na antyfaszystach, którzy... odmówili wypowiedzi dla Portalu Poświęconego. Powód? "Nie rozmawiamy ze skrajnie prawicowymi portalami".

 

No cóż... Niech żyje dialog!

 

Aleksander Majewski